Kto zabrał mi zdrowie?

Za młodości grzechy

I jej uciechy

Z opóźnieniem płacimy.

Czy o tym myślimy

Gdy dojrzewamy

I świat odkrywamy?

Nie znam takiego,

Bo niby dlaczego

Tym się przejmować

I sobie żałować

Gdy każda zabawa

Jest tak ciekawa.

Potem prywatka

O niczym gatka

Alkohol i pety

Nazajutrz, o rety

Kapeć mam w ustach

I w głowie pustka.

To nic nie szkodzi

W południe przechodzi

I znowu zdrowi

Na tańce gotowi

Na noc nieprzespaną

Z dziewczyną spotkaną

Na dyskotece

A może w aptece?

To przecież nieważne

Bo żyć na poważnie

To śpiewka przyszłości.

Wciąż młode kości

Żelazna kondycja,

I choć policja

Od ciała kontroli

Coś szemrze, że boli

To w piersiach, to w boku

Nie zwalniam kroku.

Znowu mam kaca,

Gdy ból co powraca

Nie chce ustąpić

Zaczynam wątpić

W swą nieśmiertelność.

Podła bezczelność

Mojego lekarza

Co mi powtarzał

O konieczności

Życiu w trzeźwości.

Czyżby miał rację,

Że me wakacje

Kosztowne się stają?

Choć wiele dają

Wrażeń corocznie,

Efekty uboczne

Swoim ciężarem

Grożą udarem.

Płuc zadymienie

Ma związek z paleniem.

Waga i tycie

To piwa picie.

Pompa się jeży,

Prostata szczerzy,

Straszą jelita,

Wątroba chwyta,

Kamienie w nerkach,

Strach i rozterka

Myśli dopada

To jakaś zdrada,

Żałosna poezja

Największa herezja

Że czas młodości

Gdzieś tam w przyszłości

Przemówi głosem

Karząc nas losem

Smutnego pacjenta

Gdy myśl natrętna

Rozsadza mu głowę,

Kto zabrał mi zdrowie?

Reklamy