Z autobusu na autobus czyli podróż do miasta

Komunikacja miejska to zapewne jeden z większych problemów Cuenki. Nie mam tu na myśli ilości linii autobusowych, bo tych jest pod dostatkiem. Tabor i jego wyposażenie pozostawia jednak wiele do życzenia. Średnia wieku autobusów, chyba się bardzo nie pomylę jeśli określę ją na ponad dwadzieścia lat. Jak to wszystko utrzymuje się na drogach jest dla mnie niepojęte. Poznaję tą ich komunikacje coraz lepiej bo jest to najefektywniejsza metoda przemieszczania się z miejsca na miejsce. Bilet kosztuje dwadzieścia pięć centów a emeryci i renciści mają pięćdziesiąt procent zniżki i za bilet płacą dwanaście centów. Bilet to dużo powiedziane, one tutaj nie funkcjonują. Płaci się za przejazd w autobusie, wrzucając do skrzyni przy kierowcy wymaganą ilość drobnych. Nie ma kontroli, nie ma konduktorów, kierowca jest sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Inną metodą płatności jest karta przypominająca kartę płatniczą. Doładowuje  się ją zgodnie z potrzebami a jej balans pomniejszają czytniki zamieszczone w autobusach. Bardzo wygodna metoda, z której osobiście ja korzystam, bo z odpowiednią ilością drobnych zawsze miałem kłopoty. Pozycja kierowcy jak już wspomniałem to rownież i kontrola płatności. Często się zdarza, że ktoś nie ma dwudziestu pięciu centów lecz ma tylko pół czy całego dolara. Kierowca nie wydaje mu reszty. Taki delikwent zgłasza, że wrzuca do skrzynki odpowiednio więcej a resztę odbiera sobie od wsiadających na kolejnych przystankach pasażerów, którzy płacą gotówką. W związku z tym wsiąść do autobusu można tylko przednimi drzwiami. Podejrzewam, że nie ma miejsca w mieście, do którego nie można by było się dostać autobusem. Linii jest rzeczywiście bardzo dużo i przecinają się w bardzo wielu miejscach. Tabor ma się powoli zmieniać, póki co większość jego przypomina nasze stare Sany, przy czym najgorsze jest to, że wszystkie poruszają się na ropę. Standardy dotyczące zanieczyszczeń komunikacji miejskiej nie dotyczą. Jeśli zatem w momencie ruszania autobusu ktoś się znajdzie w okolicach jego rury wydechowej to za jednym zamachem może wchłonąć taką ilość spalin, że cała paczka papierosów przy niej wygląda bardzo niewinnie. Prywatny pojazd z takim wydechem nie przechodzi inspekcji, jednak nie dotyczy to autobusów. Linia tramwajowa ma ograniczyć ich ilość w centrum, czy tak się jednak stanie, dzisiaj jeszcze niewiadomo, bo okazuje się, że kierowcy są bardzo dobrze tutaj zorganizowani i politycy trochę się ich boją. Bardzo ciekawym pomysłem są stacje przesiadkowe, które łączą peryferia i okolice poza miastem z jego centrum. Otóż zmieniając na nich autobus nie ponosi się kolejnej opłaty, czyli drugi przejazd jest darmowy. Ja właśnie jestem w takiej sytuacji, że muszę zmieniać autobus, jednak nie płacę ponownie jeśli to robię na stacji przesiadkowej a nie na normalnym przystanku. Słowo na ich temat. Wszystkie miejsca zatrzymania autobusu mają charakter znanego u nas przystanku na żądanie. Jeśli nikt na nim nie oczekuje a w autobusie nikt nie zgłosił zamiaru wysiadki to kierowca kontynuuje jazdę bez zatrzymywania. Mało tego, stojąc na przystanku jeśli nie wykonasz ruchu tak jak przy zatrzymywaniu taksówki, to kierowca uważa, że znalazłeś się na nim przypadkowo i oczywiście kontynuuje jazdę. Ot taka miejscowa tradycja, która może spowodować, że nasz autobus pojedzie sobie, chociaż chcieliśmy do niego wsiąść. Długo starałem się unikać tych niebieskich i czerwonych  potworów, miasto jest jednak zbyt duże aby nie korzystać z tego rodzaju usług, zatem przesiadłem się na nie, a ponieważ koszt jest naprawdę śmieszny to przy okazji poznaje Cuenkę.

Klient to nasz pan?

Nasza sytuacja rodzinna wymaga od nas sporo latania. Mieszkamy przecież w Ameryce Południowej, wciąż jednak mamy zobowiązania w Polsce i w Stanach Zjednoczonych. Dwa razy do roku musimy zatem pokonać trasę z Ekwadoru do Europy z postojem w USA. Obserwujemy zatem ceny biletów lotniczych z dużym zainteresowaniem aby nie przeoczyć jakiejś super okazji. Nasze podróże odbywają się w miesiącach, które trudno byłoby zaliczyć do wakacyjnych zatem zawsze jest nadzieja na zniżki czy specjalną wyprzedaż biletów. Właśnie zbliża się termin naszego powrotu do kraju co powoduje, że spędzamy więcej czasu na stronach firm oferujących bilety lotnicze. Technologia dzisiaj sprawia, że nie jesteśmy w stanie przed nikim i niczym się ukryć. No może przesadzam, bo co bardziej wprawieni w obsłudze i poruszaniu się po internecie wiedzą jak się chronić przed ekspansją narzucających się stron. Ja mam jednak średnie pojęcie na ten temat zatem muszę się liczyć z nadmierną ilością reklam jeśli tylko w jakiś sposób wykaże czymś moje zainteresowanie. Interesują mnie ostatnio ceny biletów lotniczych o czym dałem do zrozumienia na kilku stronach agencji je rozprowadzających. Każda z nich oczywiście oferuje ceny nie do pobicia ale jak przyjdzie co do czego wszystkie są porównywalne. To mi jednak nie przeszkadza. Po pierwszej próbie znalezienia biletów nie byłem zachwycony cenami zatem zdecydowałem się poczekać. No i atakują mnie te sępy z każdej strony. Mogę być na stronie zupełnie nie związanej z podróżowaniem ale gdzieś na boku pokazuje się reklama jednej lub kilku agencji oferujących mi jakieś specjalne ceny na lot w kierunku i w dniach mnie interesujących. Otworzenie tego zależy oczywiście ode mnie ale jak się chce skorzystać z jakiejś oferty to trzeba to badziewie otwierać licząc, że wreszcie trafi się coś poważnego. Jak do tej pory nic z tego. Zadziwia mnie jednak tępota i bezgraniczny brak szacunku do konsumenta. Nie jestem w stanie pojąć dlaczego bilety na tej samej trasie tego samego przewoźnika potrafią tak dramatycznie różnic się w cenie. Oto bowiem lot z Ekwadoru do Newarku z przesiadką w Miami może kosztować od pięciuset do ośmiuset dolarów. Genialny przewoźnik American Airlines każe sobie osiem stów jeśli chcesz zmienić samolot w miarę szybko. Jeśli „uwielbiasz” lotniska i chcesz na jednym z nich spędzić ze dwadzieścia albo więcej godzin możesz liczyć na super okazje w granicach sześciu stówek. Gdybyś jednak uwielbiał i latanie i lotniska to proszę bardzo super ekstra okazja raz do roku właśnie i specjalnie dla ciebie ze trzy przesiadki na pięciu lotniskach a trasę, która powinna trwać siedem godzin pokonasz w około trzy dni. Jedyne pięć stówek, taki specjalny prezent od zatroskanych linii lotniczych. Wstyd mi trochę, że one tak dbają o mnie a ja chce jak najszybciej dotrzeć do celu podróży. Coś ze mną chyba nie tak? W moim przekonaniu dbałość o klienta powinna się przejawiać w umożliwianiu mu tego co on chce a nie jak utrudnić mu życie. Nie pojmuje dlaczego dłuższy lot z dużą ilością przesiadek ma być tańszy dla linii lotniczych niż jak najszybsze dostarczenie pasażera do celu jego podróży. To musi być jakaś dziwna i dla mnie niezrozumiała kreatywna księgowość. Klient był uważany kiedyś za największe dobro i wszystkim zależało na jego pozytywnej opinii na temat oferowanych serwisów. Mało to kogo dzisiaj obchodzi, złe opinie można usunąć bo w dobie elektronicznych książek skarg i zażaleń jest to możliwe. 

Mój blog prowadzę za pomocą Onetu. Ostatnio jednak moja strona samoczynnie dokonała zmian. Próbowałem zmienić szablon bym mógł mieć dostępne podstawowe atrybutu blogu jak menu, licznik odwiedzin czy komentarze. Niestety każda moja próba kończyła się niepowodzeniem stąd moja strona wyglada jakby była niedokończona. Prośba o pomoc skończyła się obojętnym mailem i ciszą. W moim tłumaczeniu znaczy to tyle co: jak mi się nie podoba to mogę nie pisać. Podobnie pewnie myślą linie lotnicze; jak ci się nie podoba to nie lataj w przeciwnym wypadku morda w kubeł.