Foty z aparatu – 2

Myślę, że każdy z nas ma jakieś ułomności, którymi się kieruje, a które go rownocześnie denerwują. Ja na ten przykład mam historyczne podejście do swoich opowiastek. Znaczy to, że kieruje się w nich chronologią. Pewnie dlatego, że obawiam się pominąć czegoś przy przeskakiwaniu w czasie. Porządek musi być. Wiem, wiem jest to swego rodzaju schorzenie maniakalne, podobne do odkładania wszystkiego na swoje miejsce. Nic na to nie poradzę. Jakiego mnie Pan stworzył, takiego mnie ma.

Dzisiaj jednak postanowiłem odejść od utartego schematu. Moje foty z aparatu przyspieszę w czasie. Potem wrócę do tego co opuściłem w międzyczasie. W ten sposób powstanie takie moje prywatne fotograficzne Back to the Future, tyle że bez futurystycznego automobilu.

Dedykuję to Szarabajce, której przyrzekłem kobyłki pod wodą czyli żółwie z Isla de la Plata. Zdjęcia mogły być lepsze ale musiałem się bronić przed wpadnięciem do wody. Żółwie bowiem pojawiły się po mojej stronie łódki. Niezłych rozmiarów kobitka z przeciwnej strony mało mnie nie staranowała aby zobaczyć pluskające się w wodzie stadko. Jak już odzyskałem równowagę, było zbyt późno a sympatyczne gady schowały się pod wodę.

Musicie uwierzyć mi na słowo, ze na zdjęciach są żółwie.

Ja widzę żółwia pod wodą. A wy?

I tu tez jest żółw.

Z ptactwem było łatwiej

Nasza łódka była bardzo podobna do tej na zdjęciu.

Isla de la Plata

To też żółwiowe stadko.

Reklamy

Foty z aparatu

Przygotowując się do wyjazdu, sprawdziłem co z mojego sprzętu robi zdjęcia. Wiadoma sprawa, komputery dzisiaj i telefony to również przenośne aparaty fotograficzne. Dobrze jednak mieć również urządzenie, które kiedyś służyło tylko do robienia zdjęć czyli…aparat fotograficzny. Postanowiłem wziąć go również ze sobą bo łatwiejszy w obsłudze w trakcie spacerów.

Zdjęć z niego nie mogłem jednak używać do moich wpisów bo nie było jak ich przetransferować na komputer. Po powrocie do domu właśnie je przeniosłem i pare najbliższych wpisów to będą foty z aparatu.

Pierwszy dzień. Jazda przez Andy i park narodowy Cajas. W dolinach opadły chmury a my nad nimi.

Im wyżej tym chmurowe widoki ciekawsze.

Momentami poruszaliśmy się w chmurach a momentami po ich krawędzi

Nie wiem czy to specyfika Cajas, czy w górach jest tak wszędzie ale te chmurne pejzaże zaskakiwały mnie na każdym zakręcie.

Niespodzianka na drodze czyli osuwisko.

Ale już nad nim pracują.

Więcej zdjęć w następnym wpisie.