Kto chce Antoniego M.

Dawno, dawno temu w czasach słusznie minionych w kraju nad Wisłą rządziła jedna partia zwana rownież przewodnią siłą narodu. Jej członkowie piastowali większość eksponowanych stanowisko w państwie. Chociaż istniały organy państwowe to tak naprawdę wszystkie ważne decyzje podejmowane były przez awangardę owej partii zwaną biurem politycznym. Członkowie najwyższych szczebli tejże partii byli niemal ponad prawem. Aby jednak wprowadzić społeczeństwo w błąd od  czasu do czasu wywalano jakiegoś niewygodnego dygnitarza na zbity pysk pozbawiając go wszystkich przywilejów. Fakt wyrzucenia takiego odrzuconego partyjniaka powodował, że stawał się on niespodziewanie bezpartyjnym członkiem społeczeństwa. Naród nasz jednak silnie wyczulony jest na punkcie przynależności klasowej i organizacyjno-społecznej. Zrodził się zatem ruch domagający się stworzenia odrębnej kategorii dla odrzutów partyjnych bo przynależni do bezpartyjnej części społeczeństwa nie życzyli sobie udziału tychże w ich społeczności. W ten oto sposób zrodziła się nowa kategoria klasowa nazwana jako byli członkowie partii. Takie rozwiazanie zostało powszechnie zaakceptowane i odtąd odrzuty partyjne miały własną grupę społeczną. Tyle tytułem wprowadzenia. Podczas mojego ostatniego pobytu w kraju starałem trzymać się z daleka od wszelkich mediów masowych. Jedynym źrodłem informacji poza internetem stała się dla mnie Angora, którą czytałem od dechy do dechy. Jeden ze stałych felietonistów owego pisma poświecił swój artykuł panu Antoniemu. Artykuł aczkolwiek w tonie wyważony określał naszego inspektora Kluzo jako schizofrenika. Osobiście przychyliłem się z nieukrywaną radością do takiego określenia pana Antoniego. Niestety Towarzystwo do walki ze schizofrenia już nie podzielało mojego zadowolenia. No i dostało się owemu felietoniście za czasy wszystkie. Chłopina musiał się ukoić przed owym Towarzystwem i przeprosić rozsierdzonych jego członków. Autor nie wyciągnął z tego doświadczenia żadnych wniosków i w następnym felietonie posądził  pana Antoniego o wodogłowie, zespól downa i jeszcze inne równie nieprzyjemne schorzenia. Na to tylko czekali członkowie grup społecznych, którzy utożsamiali swoją działalność z owymi schorzeniami. Wiadro pomyli wylano na biednego pismaka, który niewiadom ludzkiej niechęci do bohatera swoich felietonów chciał li tylko pokazać go jako człowieka chorego. Żadna jednak organizacja nie życzyła sobie pana inspektora w swoim gronie. Przywiedziony do ostateczności felietonista wymyślił odrębne schorzenie dla swojego bohatera i nazwał je zespołem Macierewicza. No właśnie podobnie jak byłych członków partii tak i pana Antoniego nikt nie bardzo widzi w swoich szeregach no może poza prezesem, który sam do całkowicie zdrowych nie należy. Miałem nadzieje, że pan Antoni to już przeżytek polskiej polityki, okazuje się jednak, że się myliłem. Dziwi mnie przywiązanie prezesa do pana Antoniego, który w całym swoim życiu nic dla naszego kraju nie zrobił. Z ciekawości sprawdziłem co mówi życiorys naszego zasłużonego opozycjonisty. Okazuje się, że nawet wyrzucono go z KOR-u bo nie jest zdolny do jakiejkolwiek i z kimkolwiek współpracy. Taki człowiek jest jedynką na liście partii prezesa. Pomieszanie z poplątaniem. Wyglada nawet na to, że może sprawować funkcje w przyszłym rządzie jeżeli prawi i sprawiedliwi wybory nadchodzące wygrają. Nigdzie niechciany polityk od siedmiu boleści z zespołem Macierewicza raczył był odezwać się ostatnio do swoich oddanych wyborców z miasta Chicago a co tam powiedział rzetelnie doniosła prasa zatem wstrzymam się od komentarzy. Wszystkich, którzy doczytają ten wpis do końca odsyłam do Nonsensopedii, która porównuje pana wice prezesa do jego najnowszej organizacji pod nazwą Chrześcijańska Unia Jedności w skrócie ………. I pod tym komentarzem się podpisuje obiema rękami.