Serial, aktorzy, podobieństwa

Mam wyjątkową słabość do polskich seriali. Nie, nie tych aktualnych tasiemcowych. Do tych starych. Zapewne ma to uzasadnienie w tym, że tamte lata są mi dość bliskie a im człowiekowi więcej wiosen przybywa tym bardziej robi się sentymentalny. W swoich zbiorach mam większość kultowych produkcji. Nie będę ich wymieniał bo chyba łatwiej byłoby powiedzieć czego nie mam.

Nie miałem „Polskich Dróg”. Zrealizowano je pod koniec lat siedemdziesiątych. Niewiele pamiętałem z fabuły. Kiedy jednak podczas ostatniego pobytu w Polsce zobaczyłem go w Empiku nie miałem złudzeń, że oto nadejszła wiekopomna chwila aby dokonać zakupu.

Właśnie obejrzeliśmy ostatni odcinek. Lata siedemdziesiąte to era propagandy sukcesu i Edwarda Gierka. Nie mogło to pozostać bez wpływu na scenariusz. Serial pokazuje lata wojny oczywiście przez pryzmat zbliżających się zmian. Niektóre wydarzenia były oparte na historycznej prawdzie. Pokazano bowiem rozstrzelanie ludzi z łapanki w Palmirach czy proces wysiedlania mieszkańców zamojskich wiosek.

Bodaj trzynaście odcinków pokazuje realia życia w okresie okupacji. Nie mogło się oczywiście obejść bez pokazania skonfliktowanych ze sobą środowisk przedwojennej władzy z rodzącą się do życia klasą robotniczą. Jak to się skończyło wszyscy wiemy.

W ostatnim odcinku ma miejsce wymiana zdań pomiędzy dwoma bohaterami filmu. Brat jednego z nich jest na liście skazanych, znajomy drugiego z nich jest rownież na tej liście. Ma dojść do wykonania wyroku na konfidentce niemieckiej, która może spowodować odwet ze strony Niemców. Brat nie waha się poświecić swojego brata w przeciwieństwie do drugiego bohatera, który chciałby spróbować pomóc znajomemu. W dialogu pomiędzy nimi, jeden z nich mówi o upływie czasu. Stwierdza między innymi, że za trzydzieści, czterdzieści lat już niewielu będzie pamiętało kto kogo napadł, jakie były przyczyny, ile ludzi zginęło, kto był zły a kto dobry, a ocenę dobrą z historii będą oferować za określenie ilości ofiar z dopuszczalnym błędem do miliona osób. Prorocze słowa. II Wojna Światowa skończyła się niecałe siedemdziesiąt pięć lat temu. Niby dużo, niby mało. Pamięć o jej okrucieństwach zanika. Na całym świecie coraz cześciej mamy do czynienia z ruchami nacjonalistycznymi i neofaszystowskimi. Nawet w naszym kraju, który najbardziej został dotknięty zbrodniami wojennymi, da się to zauważyć. Czyżby rzeczywiście nasza pamięć była tak krótka?

Pisząc ten artykuł uzmysłowiłem sobie, że idea filmu Forrest Gump była bardzo podobna. Życie głównego bohatera pokazane jest w kontekście najważniejszych wydarzeń w historii Stanów Zjednoczonych tego okresu. Polskie Drogi, które powstały wcześniej, pokazują najważniejsze wydarzenia okresu wojennego ale w kontekście życia głównego bohatera. Tak się złożyło, ze był on w Krakowie gdy aresztowani profesorów. Był na Zamojszczyźnie gdy Niemcy ją pacyfikowali. Był obecny w tej samej grupie ludzi gdy aresztowano Grota czyli Stefana Roweckiego szefa AK. Był w Warszawie podczas łapanki, po której większość ludzi zginęła w Palmirach.

Kto wie, być może scenarzysta Forresta Gumpa, wzorował się na naszym serialu.

Na koniec słowo o aktorach. Sama śmietanka tamtych czasów. Zbigniew Zapasiewicz, Bronisław Pawlik, Wacław Kowalski, Leszek Herdegen, Ryszarda Hanin, Zofia Mrozowska, Beata Tyszkiewicz, Anna Neherbecka, Jadwiga Jankowska- Cieślak, Stanisław Mikulski, Jan Machulski, Jan Englert, Kazimierz Kaczor. W głównej roli wystąpił młodziutki Karol Strasburger.

Mało znam dzisiejsze gwiazdy. Tamtych jednak do tych dzisiejszych nie da się porównać. To był, moim zdaniem złoty wiek polskiego kina.

Z mojej filmoteki

Maniakalnie zbieram filmy. Mam już nawet stałego sprzedawcę, który mnie rozpoznaje i widząc moje wybory sam mi poleca co kupić. Nie jestem specjalnym wielbicielem jakiegoś gatunku. Nie znoszę jednak horrorów.

Wyprawa do Cuenki zawsze kończy się zakupem kilku tytułów. Nawet jeśli ich nie obejrzę to następna wyprawa, następne tytuły. W sklepie z filmami czuje się jak kobitka w obuwniczym czy odzieżowym, nie sposób mnie z niego wyciągnąć. Tak już mam i dopóki łażę to się zapewne nie zmieni.

Wieczór u nas to kino z dvd. Ja nie popuszczę nawet kiepskiemu filmowi, Luśką poddaje się po dwudziestu minutach.

Ostatnio wpadł nam w ręce film o Flipie i Flapie. Kto ich nie pamięta? Okazuje się, że pomimo olbrzymiego powodzenia do bogaczy nie należeli. Wiele rzeczy na ich temat nie wiedziałem jak na przykład, że wiele dialogów i skeczy wymyślił Stan Laurel czyli Flip. Jego żoną była Rosjanka, tez dla mnie nowość. Panie za sobą nie przepadały ale pod koniec życia Flapa, czyli Olivera Hardiego wreszcie doszło między nimi do porozumienia. Nowością dla mnie był też fakt, że gdy ja pękałam ze śmiechu z ich komedii obaj już nie żyli. Oliver Hardy zmarł w 1957 roku a Stan Laurel osiem lat później. Po odejściu Flapa, Flip nigdy nie zgodził się na zmianę partnera i już więcej nie zagrał, chociaż wciąż pisał skecze.

Aktorzy podszywający się pod obie postacie wywiązali się ze swój ich ról, w moim przekonaniu znakomicie, z lekką przewaga grającego Flipa, Steve’a Coogana. Wbrew pozorom, pomimo kilku bardzo zabawnych scen, film nie do końca był śmieszny. Szczególnie końcówka i choroba Flapa chwytały za pompę. Dobrze jadnak było wrócić do tamtych czasów, prostych numerów i zabawnej mimiki i gestykulacji. Mnie to wciąż bawiło.

Filmy akcji z reguły oglądam sam. Moja dziewczyna totalnie nie trawi tego gatunku. Lubię efekty specjalne, chociaż czasem sama tematyka jest tak bezdenna, że nawet pirotechniczne fajerwerki nie są w stanie podnieść oceny filmu. Tak właśnie było z filmem „Hunter, Killer”, którego polskiego tytułu oczywiście nie znam. Ten film zapewne wymyślił jakiś zapaleniec, święcie przekonany o pokojowej misji Stanów Zjednoczonych we współczesnym świecie. Oto w podłej Rosji dochodzi do zamachu stanu. Nawet jednak tam o tym nie wiedzą. Władze w swoje łapy przechwycił wojskowy bandzior zmierzający do konfrontacji ze strażnikami pokoju. Póki co prezydenta Rosji przetrzymuje jako zakładnika, żeby nie było na niego, że on spowodował konflikt. Tylko uwolnienie owego prezydenta może zapobiec trzeciej wojnie. No nigdy nie zgadniecie kto uwalnia owego prezydenta. Nie będę zatem psuł tego żałosnego widowiska. Omal sobie paznokci nie poobgryzałem, z tych nerwów ma się rozumieć. Czy coś jeszcze można o tym czymś napisać. O, rzeczywiście, nawet Ekwadorczycy nie byli pewni gatunku tego filmu. Na wszelki wypadek określili go jako film akcji i komedia. Dodam od siebie wcale mnie ona nie rozśmieszyła. USA strażnik pokoju, to tak jakbym suponował, że Jarek Kaczyński jest demokratą.

https://youtu.be/D2zdFwgUYBg

Moje ku pamięci.

Każdego roku o tej porze, jak media długie i szerokie układają one dla nas listę pod nazwą In Memoriam. A na niej największe znamienitości, które pożegnały naszą planetę i przeniosły do innego wszechświata. Z przerażeniem i smutkiem przeglądam owo zestawienie bo wielu z tych ludzi to przecież idole mojej młodości. Wspaniali aktorzy, nie mylić z celebrytami, którzy odcisnęli swoje piętno na moim sposobie odbierania sztuki filmowej. To pokolenie powoli odchodzi z godnością bez pchania się na „ścianki”.

Gdy w ubiegłym roku odszedł Witold Pyrkosz, uświadomiłem sobie, że to ostatni Janosik. Gdzieś tam już niemal wszyscy czekali na niego. Kręcą zatem kolejne odcinki serialu, choć już nie ku naszej uciesze, to ku radości tych, którzy wraz z nimi przenieśli się w bezkres wieczności. Bawią i rozśmieszają ich wszystkich do łez, tak jak to robili z nami podczas swojej ziemskiej wycieczki.

Gdzieś tam obok nich w innym teatrze Ketling, Wołodyjowski i Zagłoba przy gąsiorku miodu pitnego deliberują na temat wojny z Tatarami rozsyłając wici i zwołując swoje chorągwie.

Gdzieś tam kobieta pracująca poucza inżyniera Karwowskiego na tematy wszelkie od chłodzenia koniaku po miłosne zauroczenie. Maliniak utrudnia mu życie na budowie a Wardowski, dyrektor Zjednoczenia, wpada na okresowe niezaplanowane wizyty piętnując marnotrawstwo materiałów. Teść zapewne uczy naszego niezapomnianego inżyniera jak posługiwać się bronią na polowaniu. Dołączył do nich ostatnio inżynier Gajny, czas już przecież był aby ktoś zajął się jakością wody gdzieś tam w tym równoległym świecie.

Nie mam watpliwości, że i talent kapitana Klossa w tamtym wymiarze jest wykorzystywany dla dobra ogółu w walce ze złem.

Nie wiem jak jest tam odbierany pokrętny Nikodem Dyzma ale czy można mieć do niego pretensje, że wykorzystał nadążającą się sytuacje. Pozwoliła mu na to naiwność i ślepota otaczających go ludzi.

Mam nadzieję, że nie ma już płota pomiędzy posesjami Kargula i Pawlaka a oni i bez niego powodują we wszystkich niekontrolowane wybuchy śmiechu. Jakże mogłoby być inaczej?

I jeszcze serialowa „Lalka”. Być może gdzieś tam w tym bezkresie, Wokulskiego miłość do panny Izabeli Łęckiej spotkała się z jej wzajemnością ku zadowoleniu pana Ignacego Rzeckiego.

Gdzieś tam odgrywają rownież swoje role niezapomniany Hetman Sobieski i jedyny w swoim rodzaju wręcz kultowy Czereśniak.

To tylko kilku genialnych twórców swoich ról, którzy przyszli mi na myśl. Nie sposób spamiętać ich wszystkich.

Zamykam oczy i widzę ich wszystkich. I aż się nie chce oczów otwierać.

Pooskarowe refleksje

Nie jestem krytykiem filmowym w związku z czym nie mam zamiaru wypowiadać się na temat wartości artystycznych nagrodzonych na tegorocznych Oskarach filmów. Nie wszystkie też oglądałem. Mam jednak wrażenie, że moje przewidywania się potwierdziły. Wygrał film stworzony przez Afroamerykanów czego osobiście się spodziewałem. Z pięciu najważniejszych kategorii w trzech wygrali Afroamerykanie. Tylko najlepszego aktora i aktorkę wygrali aktorzy spoza tego kręgu. Nie oglądałem Moonlight więc nie będę polemizował z jego wyborem. Zaskoczyła mnie ilość nominacji dla La La Land i sześć ogólnie przyznanych Oscarów dla tego filmu. W moim przekonaniu ten muzyczny romans to aczkolwiek miły w oglądaniu film to jednak nie ma w nim nadzwyczajnego. Jeśli jednak weźmie się uwagę kto był producentem tej produkcji to wszystko staje się jasne. Nie zdziwił mnie rownież brak uznania Akademii dla Hacksaw Ridge, który wyreżyserował Mel Gibson, którego wypowiedzi na temat właścicieli Hollywood są powszechnie znane. Sam film na mnie zrobił bardzo duże wrażenie a odtwarzający główną rolę Andrew Garfield w moim przekonaniu zasłużył bardziej na Oscara niż Casey Affleck, skądinąd rownież świetny aktor. Jego rola w filmie Manchester by the Sea była bez wątpienia trudna jednak nie aż tak ciekawa i charakterystyczna jak występ Andrew Garfielda. To oczywiście moja opinia.

Bardzo ucieszyło mnie ujęcie Andrzeja Wajdy w tradycyjnym przeglądzie twórców filmu, którzy pożegnali nas w trakcie ubiegłego roku. W tym segmencie na ogół przedstawiani są twórcy lokalni zatem znalezienie się w tym gronie świadczy o tym, że twórczość naszego zmarłego reżysera cieszy się tutaj dużym uznaniem. Dobrze by było gdyby nasi rządzący się nad tym zastanowili i zamiast odżegnywać się od wielkich Polaków poświęcili im więcej uwagi wykorzystując ich wizerunek dla dobra kraju. To chyba jednak za dużo dla tej ekipy.
Definitywnie rozśmieszył mnie bojkot Oscarów przez reżysera z Iranu, który wygrał w kategorii filmów nieanglojęzycznych. Nie spodobała się jemu polityka Trumpa dotycząca zakazu wjazdu do Stanów mieszkańców pewnych krajów. Nie będę bronił prezydenta USA tyle, że w takich sytuacjach dobrze jest pamietać o swoim gnieździe. Jak to się dzieje, że w krajach islamskich w tym w Iranie nie można praktykować innych religii? Ciekaw jestem czy to nie przeszkadza oburzonemu reżyserowi. Jak to mówi stare polskie porzekadło – cudze pod lasem się widzi a swoje pod nosem już trudno. Śmieszą mnie rownież polityczne wystąpienia aktorów potępiających Washington. Żyją oni w luksusie o jakim przeciętny człowiek nawet nie może marzyć, kompletnie oderwani od realiów dnia codziennego oburzają się na amerykańską politykę. To nie oni przecież giną w zamach terrorystycznych na lotniskach czy w innych środkach transportu. Rozumiem oburzenie ale dotychczasowe metody walki zdają się zawodzić zatem chyba trzeba spróbować czegoś innego. Wszyscy chcemy wolności i jak najmniejszej ilości zakazów i nakazów. Problem w tym, że aby do tego doszło w każdym kraju walka ze złem musi wyglądać identycznie. Sprzeciwiając się zatem polityce waszyngtońskiej żądajmy równocześnie od krajów sprzyjających terrorystom aby włączyły się do wspólnej walki. W przeciwnym wypadku krytyka wyglada śmiesznie. 
Zakończeniu tegorocznych Oscarów przejdzie do historii jako największa kompromitacja w jego dziejach. Prezentujący kandydatów do najlepszego filmu roku Warren Beatty i Faye Dunaway ogłosili zwycięstwo La La Land. Jego twórcy pojawili się na scenie, odebrali statuetki i rozpoczęli swe mowy dziękczynne. Gdy nagle ktoś dokonał sprostowania pokazując kopertę z najlepszym filmem, którym okazał się Moonlight. Chwilowa konsternacja przerodziła się w kompletne zamieszanie. Twórcy La La Land musieli oddać statuetki i zejść ze sceny, na której niespodziewanie pojawili się już prawdziwi zwycięzcy. Okazało się, że prezenterzy nie mieli prawidłowej koperty. W jakiś sposób otrzymali przed wejściem na scenę kopertę z nazwiskiem najlepszej aktorki. Ponieważ była nią odtwórczyni głównej roli z La La Land więc kierując się tym faktem postanowili ten film ogłosić laureatem nagrody. Dlaczego żadne z nich nie zgłosiło, że maja nieprawidłowa kopertę? Niewiadomo, fakt pozostaje faktem, że zamieszanie powstałe w związku z tym było żenujące i pozostanie na długo w pamięci widzów.

Święto kina czyli Oscary 2017

W najbliższą niedziele świat filmu pochłonie bez reszty wszystkich kinomanów kolejną odsłoną kultowych Oscarów. Przetoczą się po czerwonym dywanie największe gwiazdy współczesnego kina ubrane w stroje specjalnie zaprojektowane na tą okazje. Przekaz telewizyjny oglądać będą miliony widzów bez względu na strefę czasową. W Stanach parę kanałów transmitować będzie wywiady, rozmowy, przewidywania z aktorami, krytykami i Bóg wie kim jeszcze. Druga po Super Bowl impreza w Stanach musi mieć swoją oprawę. W ubiegłym roku udało mi się wytypować zwycięzcę w kategorii najlepszego filmu. Było to relatywnie łatwe biorąc pod uwagę kto rządzi w Hollywood i jaka była tematyka zwycięskiego filmu. Akademia dostała jednak srogie cięgi za brak nominacji dla aktorów ciemnoskórych. Will Smith zdecydował się nawet zbojkotować święto filmu. Fala krytyki, która przelała się przez wszystkie media zdominowała przekaz spektaklu i podzieliła świat filmu. Nie pomogło nawet obsadzenie w roli prowadzącego Chrisa Rocka, ciemnoskórego uznanego komika. On prawdę mówiąc nie zamierzał trzymać języka za zębami i dolał swoimi tekstami oliwy do ognia. Rasizm znowu stał się zatem tematem przewodnim. Nie było mi specjalnie żal włodarzy Hollywood. Z drugiej jednak strony opinie o rasistowskim podłożu uważam za mocno przesadzone. Afroamerykanie umieją się upominać o swoje co widać przy tegorocznych nominacjach. Przejęta ubiegłoroczną krytyką Akademia wyciągnęła odpowiednie wnioski. Trzy filmy spośród dziewięciu to obrazy dotyczące i wiążące się z produkcją ciemnoskórych artystów. Właśnie tych trzech filmów nie oglądałem bo męczy mnie to ujadanie o rasizmie, który jeśli istnieje to jakoś uszedł mojej uwadze w trakcie moich ponad dwudziestu pięciu lat życia w Stanach. Nie będę zatem typował tegorocznego zwycięzcy ale nie zdziwi mnie dominacja afroamerykańskich produkcji w ramach „przeprosin” za rok ubiegły. Na mnie duże wrażenie zrobiły „Arrival” i „Hacksaw Ridge”. Pierwszy to futurystyczna historia sporo mówiąca o nas samych a drugi to ekranizacja autentycznych zdarzeń z okresu drugiej wojny światowej i inwazji Stanów Zjednoczonych na Japonię. Reżyserem tego drugiego filmu jest Mel Gibson, który nie cieszy się wielkim uznaniem wsród właścicieli Mekki amerykańskiego kina. Andrew Garfield odtwórca głównej roli w tym filmie wywiązał się ze swojej roli doskonale i stawiałbym na niego w konkurencji najlepszy aktor, tyle że nominowany został też Denzel Washington za swoją rolę w produkcji afroamerykańskiej, która mówi o segregacji i problemach ludzi czarnych w tym okresie. Denzel już raz dostał Oscara co może pomóc innym aktorom. Nie podejmuję się typować najlepszej aktorki bo i tu mogą zdecydować inne niż warsztat aktorski wartości. Już jutro wszystko się wyjaśni a ja sam z ciekawością obejrzę ten jarmark próżności po to tylko aby zweryfikować moje pro-ciemnoskóre podejrzenia tej edycji Oscarów.  

Gwiazdy z tamtych lat

Zmotywowany publikacją jednej z czytanych przeze mnie blogerek postanowiłem skreślić parę słów na temat polskich aktorów tych, którzy utkwili w mojej pamięci. Nie mam zamiaru tym razem tworzyć żadnej listy bo jakakolwiek klasyfikacja nie ma tym przypadku najmniejszego sensu. Nie mam zamiaru rownież tworzyć nic co mogłoby przypominać historie kina polskiego bo tym w bardzo fajny sposób zajmuje się juz blogerka Verdis. 

W przeciwieństwie do gwiazd Hollywood, Polscy aktorzy utkwili w mojej pamięci dzięki swoim występom w serialach. Produkcje te do dzisiaj cieszą się wielką popularnością i są powtarzane niemal każdego roku. Właśnie w kontekście serialu mam nadzieje przypomnieć wszystkim o moich, i mam nadzieje wielu innych czytelników, gwiazdach polskiego kina. 

Zacznę od „Przygód pana Michała” serial zrealizowany na podstawie powieści Henryka Sienkiewicza „Pan Wołodyjowski”. W rolach głównych zagrali Tadeusz Łomnicki, Andrzej Łapicki, Mieczysław Pawlikowski, Daniel Olbrychski, Władysław Hańcza, Mariusz Dmochowski, Marek Perepeczko, Barbara Kraftówna, Barbara Brylska, Magdalena Zawadzka, Irena Karel. Każde z tych nazwisk mówi samo za siebie. Ja chciałbym tylko dodać, że w poźniejszych produkcjach role Pana Michała zagrał rownież Zbigniew Zamachowski, skądinąd bardzo dobry aktor ale do wzorca w wykonaniu Łomnickiego nie sądzę żeby się zbliżył. Czyż można było lepiej zagrać Zagłobę? Próbował Kazimierz Wichniarz i Lech Ordon, też wspaniali aktorzy,  jednak rubaszny Zagłoba to tylko Mieczysław Pawlikowski. Czyż żył w ówczesnej Polsce ktoś kto nie życzyłby jak najgorzej Azji w wykonaniu Daniela Olbrychskiego? Nie myśle. To był fantastyczny pokaz kunsztu aktorskiego przez pana Daniela. Magdalena Zawadzka jako Hajduczek i bardziej poważna Barbara Brylska w głównych rolach kobiecych  czyż można je zapomnieć? Mariusz Dmochowski nie daje nikomu szans w odtwarzaniu Jana Sobieskiego. Jeszcze nic nie napisałem o Andrzeju Łapickim wybornym Ketlingu. Czyż można zapomnieć zakochaną w Azji, Irenę Karel jej brata Marka Perepeczkę i ich ojca Władysława Hańczę. Nie sposób. Wyborni aktorzy, wspaniałe postacie. Mogę zamknąć oczy i widzę ich wszystkich jakbym to wszystko dopiero oglądał.
Następny serial na mojej liście to „Chłopi”. To rownież ekranizacja powieści tym razem Władysława Reymonta. W rolach główny wystąpili: Władysław Hańcza, Ignacy Gogolewski, Tadeusz Fijewski, Augustyn Kowalczyk, Emilia Krakowska. Mniejsze role zagrali rownież: Bronisław Pawlik, Kazimierz Wichniarz, Tadeusz Janczar, Mieczysław Czechowicz, Lech Ordon, Franciszek Pieczka. Nie mam zamiaru opisywać każdego zwłaszcza, że głównego bohatera czyli Władysława Hańczę już przedstawiłem powyżej. Chłopi to jednak kultowa rola Emilii Krakowskiej, Ignacego Gogolewskiego, Tadeusza Fijewskiego i Augustyna Kowalczyka. W moim przekonaniu jeśli ktoś kiedyś zdecyduje się na ponowne nakręcenie Chłopów, nowi odtwórcy bedą mieli ciężki orzech do zgryzienia bo aktorstwo powyższej czwórki to najwyższa półka. 
Kolejny serial i kolejna ekranizacja powieści. Tym razem Tadeusz Dołęga-Mostowicz i „Kariera Nikodema Dyzmy” z Romanem Wilhelmim w roli głównej. Czy można było lepiej sportretować chama i rozrabiakę? Nie ma takiej możliwości. Roman Wilhelmi wystąpił w jeszcze paru serialach, o czym pózniej, ale Nikodem Dyzma to zdecydowanie najlepsza rola. Kogo jeszcze mamy w tym serialu: Bronisław Pawlik, Grażyna Barszczewska, Jerzy Bończak, Wojciech  Pokora, Leonard Pietraszak, Tadeusz Pluciński, Igor Śmiałowski, Barbara Brylska, Mieczysław Czechowicz, Bogusz Bilewski, Tomasz Stockinger, Ewa Szykulska. Niemal cała czołówka ówczesnego kina. Mało pamiętamy o nich wszystkich bo Roman Wilhelmi przyćmił swoją grą każdego z nich. Warto jednak pamietać o nich bo ze swoich zadań wywiązali się w doskonały sposób szczególnie Wojciech Pokora, Jerzy Bończak i Bronisław Pawlik.
Następny serial, który chciałbym wziąć na tapetę to „Czterdziestolatek”. Andrzej Kopiczyński w roli głównej z Anną Seniuk grającą jego żonę stworzyli małżeństwo jedyne w swoim rodzaju. Serial do dziś cieszy się olbrzymim powodzeniem bo po trosze przedstawia też ówczesne realia. Parę słów na temat innych aktorów, którzy albo grali w każdym odcinku, albo przewinęli się gdzieś tam w którymś momencie. Pierwszeństwo należy się oczywiście Irenie Kwiatkowskiej, kobiecie pracującej, fenomenalna aktorka a swój kunszt pokazała już w „Wojnie domowej” grając u boku Kazimierza Rudzkiego. W „Czterdziestolatku” wystąpili również: Leonard Pietraszak, Ryszard Pietruski, Alina Janowska, Roman Kłosowski, Janusz Kłosiński, Zofia Czerwińska, Zbigniew Maklakiewicz, Wojciech Pszoniak, Jan Nowicki, Wojciech Pokora, Władysław Hańcza, Janusz Gajos, Stefan Friedman, Wacław Kowalski, Jan Kobuszewski, Jerzy Ofierski, Grażyna Szapałowska, Jerzy Cnota i wielu innych. 
Idziemy dalej. Kolejnym serialem, który chociaż kojarzy się z jednym aktorem, w którym wystąpiła cała plejada ówczesnych gwiazd to „Stawka większa niż życie”. Główny bohater to oczywiście Stanisław Mikulski ale grający Bunnera Emil Karewicz to też postać na zawsze związana z tym serialem. Nie pamietam ile odcinków nakrecono ale w każdym z nich nie brakowało renomowanych nazwisk. Wspomnę tutaj tylko pare nazwisk, których jeszcze nie wymieniałem: Ewa Wiśniewska, Krzysztof Chamiec, Igor Śmiałowski, Krystyna Feldman, Marian Opania, Edmund Fetting, Iga Cembrzyńska, Ignacy Machowski, Gustaw Lutkiewicz, Leszek Herdegen, Czesław Wołłejko, Henryk Bąk, Stanisław Jaśkiewicz, żeby tylko przytoczyć paru z nich. 
„Czarne Chmury” to przede wszystkim Leonard Pietraszak, Ryszard Pietruski, Anna Seniuk, Elżbieta Starostecka, Edmund Fetting, Janusz Zakrzeński, Stanisław Niwinski oraz Karol Strasburger. Niezapomniana historia pułkownika Dowgirda prawdziwego polskiego patrioty do dziś jest rownież powtarzana.
Zabawny „Janosik” historia chociaż ze smutnym zakończeniem to jednak aktorzy w niej występujący to ikony polskiej komedii może poza głównym bohaterem Markiem Perepeczko, reszta jednak to prawdziwe tuzy tej formy filmu: Marian Kociniak, Mieczysław Czechowicz, Wiltold Pyrkosz, Bogusz Bilewski, Jerzy Cnota czy Marian Łącz. To główne postacie a przecież w odcinkach pojawiali inni znani z tamtych czasów aktorzy.
Następny zabawny serial to „Alternatywy 4”. Kogóż my tu nie mamy. Nie będę wspominał o Romanie Wilhemim bo on to dla mnie po wieki wieków Dyzma, ale oprócz niego zagrali tu Wojciech Pokora, Zofia Czerwińska, Janusz Gajos, Kazimierz Kaczor, Jerzy Turek, Halina Kowalska, Gustaw Lutkiewicz, Stanisława Celińska, Bożena Dykiel, Jerzy Kryszak, Mieczysław Voit, Wiesław Gołas, Wojciech Siemion, że wymienię tylko najbardziej znane nazwiska. 
Kto pamięta „Kolumbów” smutna i tragiczna opowieść o powstaniu warszawskim i jego uczestnikach. Ten serial był chyba największym hołdem poprzedniego systemu do tego zrywu Warszawy a zagrali w nim wschodzące gwiazdy polskiego kina a wsród nich: Jan Englert, Władysław Kowalski, Andrzej Zaorski, Jerzy Trela, Maciej Damięcki, Ryszarda Hanin, Krzysztof Kowalewski, Piotr Fronczewski, Lech Ordon i wymieniam tu tylko najbardziej znanych przeze mnie aktorów. Wszyscy oni pozostawili po sobie ślad w kinematografii tego okresu.
Parę słów na temat „Domu” historii otrząsającej  się z pożogi wojennej Warszawy na podstawie jednej kamienicy. Serial nakręcono w 1980 ale jego końcówkę dokręcono w 2000 i nie wyszło to zbyt naturalnie, ale mniejsza o to. W serialu zagrało ponad 250 aktorów a ja przypomnę tylko te najważniejsze nazwiska i pominę tych, których juz wcześniej wymieniałem przy okazji innych seriali. Dom to przede wszystkim woźny, którego grał Wacław Kowalski a wsród innych wystąpili rownież: Jan Englert, Bożena Dykiel, Zbigniew Buczkowski, Tadeusz Janczar, Tomasz Stockinger, Joanna Szczepkowska, Stanisław Zaczyk. 
Na koniec zostawiłem sobie dwa seriale. Jeden z nich pomimo swojej popularności wywołuje uśmiech politowania, drugi natomiast z uwagi na inna obsadę w wersji filmowej przyprawia mnie o ból głowy w sensie wyboru lepszych aktorów.
Zacznę od „Lalki” Bolesława Prusa. W kinie główne postacie to Beata Tyszkiewicz, Mariusz Dmochowski i Tadeusz Fijewski. W serialu to Małgorzata Braunek, Krzysztof Chamiec i Bronisław Pawlik. Beata Tyszkiewicz to niekwestionowana królowa kina i pomimo całego uznania dla Małgorzaty Braunek nie sposób nie przyznać jednak pierwszeństwa w roli Izabeli Łęckiej pani Beacie. Podobnie rzecz się ma z Wokulskim, Mariusz Dmochowski w rolach silnych mężczyzn to jeden z naszych najwiekszych aktorów. Nie podejmuje się natomiast wyboru lepszego Rzeckiego. I Tadeusz Fijewski i Bronisław Pawlik sportretowali go w sposób dla nich specyficzny i niepowtarzalny. 
W serialu mamy jeszcze takie tuzy jak Jan Englert, Stefan Friedman, Wojciech Pokora, Emil Karewicz żeby tylko przytoczyć pare nazwisk.
Czas na ostatni z seriali, o którym chciałem skreślić parę słów. To oczywiście „Czterej pancerni i pies”. Nie mam zamiaru wdawać się w dyskusje nad wartościami tej produkcji bo i byłaby to raczej próżna argumentacja. Każda władza dla celów propagandowych coś tam wymyśla aby wywołać pozytywne emocje wsród szczególnie dorastającej części społeczeństwa. I tak moim zdaniem należy odbierać ten serial. Mnie cieszy, że piosenka z czołówki „Czterech pancernych i psa” cieszy się taką sympatią kibiców reprezentacji Polski w wielu dyscyplinach zespołowych. Ale miało być o aktorach. Zatem serial ten to początek kariery Janusza Gajosa, Włodzimierza Pressa to także główne role Romana Wilhelmiego i Franciszka Pieczki. Zagrali w serialu rownież Tadeusz Fijewski, Wiesław Golas, Barbara Kraftówna, Witold Pyrkosz, Marian Opania, Jerzy Turek, Mieczysław Czechowicz, Roman Kłosowski, Janusz Kłosiński, Małgorzata Niemirska i zjawiskowa Pola Raksa. Kim była Pola Raksa? Na to pytanie odpowiedział Zbigniew Hołdys w „Autobiografii”. Nie zagrała w filmie polskim jakiś znaczących ról. Zgadzam się jednak z autorem „Autobiografii” miała to coś w sobie co rozpalało serca wszystkich młodzieńców.
Kogo pominąłem z tamtych czasów? Świadomie Jerzego Stuhra i Olgierda Łukaszewicza bo ich role w „Seksmisji” nikomu o nich nie pozwolą zapomnieć. „Seksmisja” to kultowa komedia z rewelacyjnymi rolami obu panów.
Nie mogę w mojej galerii wybitnych aktorów pominąć Zbigniewa Zapasiewicza, Kaliny Jędrusik, Jerzego Zelnika, braci Damięckich, Jana Machulskiego, Wiesława Michnikowskiego, Jacka Fedorowicza, Jerzego Bińczyckiego, Jadwigi Barańskiej, Jana Dobrowolskiego, Krystyny Sienkiewicz, Anny Dziadyk-Dymnej dumy Karguli i Pawlaków. Nazbierało się tego trochę a i tak jestem pewien, że pominąłem wielu wspaniałych aktorów.

Moje typy do wygrania Oscarów

Już za parę godzin wszystko stanie się jasne. Świat pozna wreszcie bohaterów kina podczas dorocznych Oscarów. Całe Stany żyją tym wydarzeniem. Program w telewizji zaczyna się na kilka godzin przed samą uroczystością. Nie może oczywiście obejść bez wywiadów na czerwonym dywanie a większość pytań do bohaterów dzisiejszego wieczoru dotyczyć będzie stylisty u którego się ubrali czy jubilera, od którego noszą dzisiaj te okazałe i nadludzko drogie świecidełka. Kiedyś lubiłem ten jarmark próżności. Gdzieś jednak, w którymś momencie przeholowali i stracili jednego widza. Nie będę ukrywał, że wynikami jestem zainteresowany, jednak oglądanie tego ponad czterogodzinnego widowiska to już nie dla mnie. Skoro brakuje jeszcze kilka godzin do ogłoszenia wyników postanowiłem zabawić się we wróżbitę i wytypować moich faworytów w pięciu najważniejszych kategoriach. Mam tu na myśli najlepszy film, najlepszych aktora i aktorki oraz najlepszych w rolach drugoplanowych.

 Tak się złożyło, ze z filmów nominowanych do najlepszego oglądałem wszystkie z wyjątkiem Brooklyn, który nawiasem mówiąc mam też w swojej kolekcji. Który zatem był najlepszy? Odpowiem trochę przekornie, osobiście stawiam na „Spotlight”. Kiedyś, dawno temu w Hollywood rządzili Włosi. Zamierzchłe to jednak czasy i dzisiaj inna nacja pilnuje swoich interesów w mecce amerykańskiego kina. „Spotlight” to historia na temat afer pedofilskich w kościele katolickim. Nie mam najmniejszego zamiaru bronić czy usprawiedliwiać kościół za te obrzydlistwa. Tak się jednak składa, że afera została opisana przez Boston Globe i to w momencie kiedy jego naczelnym został wyznawca wiary mojżeszowej. Twórcy filmu zastrzegali się, że nie był ich zamiarem atak na kościół, który w owych czasach był ważną siłą w mieście Boston. Tak czy inaczej kościołowi należała się nauczka za ukrywanie afer pedofilskich i dobrze się stało, że ktoś ośmielił się zając tym tematem. Zbieg okoliczności, że stało się to właśnie z nadejściem nowego naczelnego każe mi sadzić, że ten film odegra kluczową rolę dzisiejszej nocy.

Przechodzę do następnej kategorii, najlepszy aktor. Nie oglądałem Steva Jobsa i Trumbo.  Leonardo di Caprio zagrał bardzo ciężka role w Revenant i byłby moim zdecydowanym faworytem gdyby….. No właśnie gdyby nie Eddie Redmayne z Danish Girl. Równie ciężka rola i równie wybornie zagrana. Przyciśnięty do muru postawię na Eddie Redmayne zwłaszcza, że historia Danish Girl dotyczy grup mniejszościowych a to aktualnie bardzo modny temat.
Kategoria numer trzy to najlepsza aktorka. Tu znowu nie oglądałem dwóch filmów Brooklyn i 45 years. Z pozostałych trzech zdecydowanie najbardziej podobała mi się Brie Larson w dosyć mrocznym filmie Room. Sam film nie zrobił na mnie specjalnego wrażenia ale historia, która była inspirowana autentycznymi wydarzeniami przyprawia o gęsią skórkę. Żyjemy obok siebie nie zdając sobie sprawy, że nasz sąsiad to psychopata. Bardzo smutna konkluzja.
Kolejna kategoria to aktor drugoplanowy.  W tej kategorii oglądałem wszystkie filmy. Z przyczyn, o których pisałem powyżej mam wrażenie, że zwycięzca zostanie Mark Ruffalo skądinąd uznany aktor. Spotlight to jednak historia szczególna, według mnie, dla obecnych włodarzy Hollywood. Jeśli do tego dołożymy wzrastającą niechęć do kościoła wynikającą z jego niereformalności to okaże się, że to film bardzo na czasie.
Ostatnia kategoria to aktorka w roli drugoplanowej. Tu znowu nie oglądałem dwóch filmów: Steve Jobs and Hateful eight. Trochę  nie fair do wytypowania zwycięzcy zwłaszcza, że Kate Winslet i Jannifer Jason Leigh mogły zagrać wspaniałe role. Moje przypuszczenia to jedna zabawa zatem będę konsekwentny ze wstępem do tej notki czyli sporą ilością nagród dla Spotlight a zatem najlepsza aktorka drugoplanowa to Rachel McAdams.
Zatem do jutra rana. Parę minut po północy wszystko będzie jasne.

Moi ulubieni aktorzy z Hollywood

Do napisania tego artykułu zmobilizował mnie „Rheagar” swoim wpisem na temat jego ulubionych aktorów i aktorek. Sam jestem fanatykiem kina i jedyna rzecz, której nie umiem sobie odmówić to zakup nowego filmu. Skłamałem, nie potrafię sobie odmówić słodyczy rownież, to tak tylko na marginesie. Dobry film coś stara się nam pokazać wartego zastanowienia i zmusza do myślenia. Każdy ma swoja ulubioną formę filmu. Ja nie jestem zwolennikiem horroru ale rozumiem, że ktoś może to lubić. Kiedyś gmerających w filmach w sklepie miałem w ręce znany horror z Freddiem z Friday the 13th. Podchodzi do mnie facet i mówi, że jeśli lubię krew to może mi pokazać ciekawsze filmy. Brr, pomyślałem sobie, ale domostwa uśmiechnąłem się tylko i odpowiedziałem, ze dla mnie krwi jest wystarczajaco dużo w Freddim. To chyba jedyny gatunek, który mnie zniechęca. W związku z tym w moim zestawieniu pewnie nie będzie bohaterów tych filmów. Porównujac moich aktorów a aktorami Rheagara zdałem sobie sprawę, że reprezentujemy inne pokolenie i to napewno będzie widoczne. Tak jednak powinno być bo czasy się zmieniają, zmieniają się też wartości, chociaż może niekoniecznie, a efekty specjalne w dzisiejszym kinie to kompletnie inna bajka. Na zakończenie dodam jeszcze, że moja lista powstała z moich zbiorów. Mam conajmniej dwa, jeśli nie więcej, filmy każdego z poniższych aktorów. A zatem aby nie przedłużać oto oni:

Ulubione aktorki

1.Meryl Streep przede wszystkim za Mamma Mia to chyba jedna z niewielu aktorek, która może zagrać każdą rolę
2.Nicole Kidman rownież bardzo wszechstronna, najbardziej utkwiła mi w pamięci w Eyes Wide Shut
3.Charlize Theron bardzo lubię Charlize a najważniejsza rola w moim odczuciu to Devils Advocate.
4.Natalie Portman, Black Swan definitywnie najważniejsza rola
5.Sandra Bullock, jestem wielkim fanem Sandry a mój ulubiony jej film to While you were sleeping.
6.Kim Basinger, to historia kina świetna rola w LA Confidential
7.Ann Hathaway wschodząca gwiazda z całkiem niezłym juz dorobkiem świetna w Les Miserables
8.Jennifer Lawrence, kolejna wschodząca gwiazda rewelacyjna w Silver linings playbook. 
9.Meg Ryan, niestety zachodząca gwiazda wciąż ją jednak bardzo lubię bo Sleepless in Seattle to chyba klasyk wsród romasideł.
10.Hilary Swank, niezbyt doceniana ale Million Dollars Baby to rewelacyjny film
11.Naomi Watts, też mniej rozpoznawalna ją polubiłem ją za 21 Grams 
12.Sharon Stone, trochę już zapomniana ale warto ją obejrzeć w Total Recall
13.Julia Roberts, niezliczone ilości ciekawych ról, pozostanie jednak w pamięci za Pretty Women
14.Susan Sarandon, coraz mniej angażowana w mojej pamięci za Dead Men Walking
15.Robin Wright, to bezwzględnie Forrest Gump
16.Keira Knightley, przede wszystkim Pirates of the Caribbean
17.Cameron Diaz, dla mnie najlepsza była w Mask
18.Angelina Jolie, bardzo duży i ciekawy dorobek filmowy. Tomb Rider to taki Indiana Jones w wersji kobiecej a ponieważ lubię Indiana to nie sposób nie lubić Lary.
19.Scarlet Johnson, wciąż mam wrażenie że najlepsza była w Lost in Translation.
20.Michelle Pfeiffer, zachodząca gwiazda, bardzo popularne jeszcze pare lat temu. Utkwiła mi w pamięci rolą w Scarface
21.Uma Thurman, wbrew pozorom ma bardzo bogata karierę, dla mnie jednak jej rola w Kill Bill
22.Gwyneth Paltrow, trochę zniknęła z radarów ale wciąż znana szerokiej publiczności. Great Expectation to film do, którego lubię wracać.
23.Demi Moore, tez powoli znika ze sceny ale jej rola w Ghost pozostanie na zawsze w mojej pamięci.
24.Kate Beckinsale, lubię pogodne romansidła,od czasu do czasu,dlatego Serendipity z Kate to jedna z bardziej lubianych przeze mnie pozycji.
25.Kate Winslet, chociaż ma na swoim koncie sporo udanych i ambitnych produkcji, pozostanie zawsze jednak związana z Tytanikiem.
26.Rachel Weisz, bardzo lubię jej nietypowa urodę a film, w którym spodobała mi sie najbardziej to Agora.
27.Ashley Judd, też gdzieś znikła ostatnio. Pamietam ją przede wszystkim z Double Jeopardy.
28.Annette Bennington, może i mniej znana ale w American Beauty była doskonała
29.Jennifer Aniston, lubię Jennifer jednak sądzę, ze została zaszufladkowana i najcześciej gra podobne do siebie role. Najbardziej podobała mi się w Picture Perfect.
30.Selma Hayek, może nie aż tak popularna ale Frida w jej wykonaniu była świetna.
31.Penelope Cruz, mam w mojej kolekcji parę jej filmów a wszystko zaczęło się od Blow
32.Cate Blanchett, bardzo popularna ostatnio aktorka, sporo ciekawych ról, bardzo wszechstronna. Babel to film, który szczególnie lubię.
33.Rene Zellweger, powoli traci popularność a spotkanie z nią dla mnie zaczęło się od Jerry McGuirre
34.Marisa Tomei, też pozwoli znika, pozostanie w mojej pamięci z doskonałej roli w My Cousin Vinnie
35.Helen Hunt, bardzo ciekawa postać. Jak już coś gra to na ogół ciekawa rola jak na przykład As good as it gets. 
36. Jennifer Connolly, pewnie mniej znana ale jej rola w Beautiful Mind nie może być niezauważona.
37.Laura Linney, rownież trochę na boku za to świetna w wielu filmach z których zachęcam do obejrzenia przede wszystkim The life of David Gale
38.Milla Jovovich, bardzo popularna dzięki Resident Evil, ja lubię Fifth Element i dlatego Milla kojarzy mi się przede wszystkim z tym filmem.
39. Reese Witherspoon, zagrała sporo kiepskich ról jednak bardzo lubiana a mnie ujęła w historii Johny Casha Walk the line
40.Mila Kunis, wschodząca gwiazda, ciekawa uroda i wszechstronność może z niej zrobić przyszłą gwiazdę. Pokazała swoje umiejętności w Black Swan.
Aktorzy
1.Robert De Niro, ikona kina, może zagrać każdą role, niesamowicie wszechstronny. Młody Vito Corleone z Ojca Chrzestnego, niezapomniana rola.
2.Al Pacino, kolejna ikona, cieżko wybrać jakiś film z jego udziałem, który byłby najlepszy. Bardzo go lubię jako diabła w Devils Advocate
3.Jack Nicholson, jedna z najjaśniejszych gwiazd Hollywood. Każda rola to pokaz sztuki. Bardzo mi się podobał w Few Good Men.
4.Jim Carey, jeden z najlepszych aktorów komediowych ale niekoniecznie musi grać w komediach. Jest w nich jednak doskonały. Polecam Mask.
5.Keanu Reeves, bardzo wszechstronny aktor. Dla większości pozostanie na zawsze główna postacią Matrix.
6.Matthew McConaughey, zainteresował mnie w Time to kill i juz na zawsze pozostałem jego fanem.
7.Sean Penn, wybitny aktor, wiele świetnych ról. Utkwił w mojej pamięci z I am Sam
8.Bradley Cooper, wschodząca gwiazda, gra ostatnio jak szalony ale popularność zoobowiązuje. Doskonały w Silver Linings playbook
9.Tom Hanks, olbrzym i kolos amerykańskiego kina. Mnóstwo niezapomnianych ról ale Forrest Gump to niepowtarzalny występ. 
10.Clint Eastwood, lubię go szczególnie juz jako reżysera i aktora w filmach, które sam stworzył. Trouble with the curve to jego jedna z ostatnich pozycji w której zgrał świetną role poszukiwacza talentów baseballa.
11.Morgan Freeman, doskonały i wszechstronny aktor. Mam wiele jego filmów w swojej kolekcji. Szczególnie polecam Nelsona Mandelę w Invictus
12.Leonardo Di Caprio, trochę niedoceniany aktor a jednak bardzo popularny wsród publiczności. Jego rola w Great Gatsby pokazała, że jest rownież bardzo wszechstronnym aktorem
13.Mel Gibson, wielka postać w moich zbiorach. Świetny aktor i reżyser. Jego film z nim w roli głównej czyli Braveheart to jedna z moich ulubionych pozycji.
14.Anthony Hopkins, jego kariera pewnie zbliża się do końca. To jednak wielki aktor a dla mnie niezapomniany główny bohater z Meet Joe Black
15.Matt Damon, pierwszy jego film, który obejrzałem to był Good Will Hunting. Był w nim rewelacyjny. W dalszym ciągu jeden z najbardziej poszukiwanych aktorów Hollywood.
16.Bruce Willis, kto nie oglądał Die Hard? Bruce to przede wszystkim role silnych facetów ale jest w nich świetny.
17.Michael Douglas, zachodząca gwiazda, wciąż jednak „kopie” niezapomniany przede wszystkim z Wall Street.
18.Richard Gere, wciąż gra, ale chyba powoli jego kariera się kończy. Nigdy nie ucieknie od roli bogatego „wujka” z Pretty Women
19.Samuel L. Jackson, wiele ciekaw ról, dla mnie jednak rola w Time to Kill pozostanie niezapomniana.
20.Arnold Schwarzenegger, gubernator Californii, były, to oczywiście niesamowity Terminator. Hasta la vista baby, kto tego nie pamięta?
21.Harrison Ford, potęga kina amerykańskiego. Większość z nas polubiła go za Indiana Jones i niech już tak pozostanie.
22.Kevin Spacey, uniwersalny aktor, wiele niesamowitych ról z których główna postać z American Beauty to wisienka na torcie.
23.Johnny Depp, zagrał wiele ciekawych ról. Powodzenie Pirates of Caribbean spowodowało, że kojarzony jest przede wszystkim z tym filmem.
24.Joe Pesci, albo gangster, albo komediant przy czym jednakowo dobry w obu wcieleniach. W Home Alone dał popis gry.
25.Denzel Washington, jego popularność jakby trochę spadła, jednak wciąż jest bardzo popularny. Wielka rola w Training Day.
26.Brad Pitt, ikona kina. Miał parę słabszych ról ale generalnie świetny aktor. Trudno mi wybrać, który film jest dla mnie najważniejszy, chyba Legends of the Fall, chyba.
27.Sylvester Stallone, może nie należy do aktorów wielkich jednak pozostanie w każdego pamięci jako Rocky Balboa i to chyba bardzo dobrze.
28.Robin Williams, niestety jego juz nie zobaczymy. Wielka szkoda. Doskonały aktor komediowy ale i dramatyczny rownież. Dead Poet Society to mój ulubiony film z nim.
29.Ed Harris, aktor starszego pokolenia, wciąż popularny. Myśle, że najcześciej jest kojarzony z Abyss i chyba słusznie.
30.Hugh Jackman, definitywnie wciąż bardzo popularny chociaż nie należy do wielkich gwiazd. Chyba jeszcze długo będzie utożsamiany z Wolverine.
31.Pierce Brosnan, może trochę niedoceniany dla mnie jednak to najlepszy James Bond, może jestem w błędzie.
32.Sean Connery, potęga i historia kina. Niestety lata lecą i ról jakby trochę mniej. Nic nie szkodzi pozostanie wielka gwiazdą kina. Fajną role zagrał w Entrapment
33.Dustin Hoffman, kolejna wielka postać kina. Nie można przejść obojętnie koło jego ról jak chociażby Rain Man, klasyka.
34.Tom Cruise, jego gwiazda trochę zbladła i pewnie cieżko będzie mu wrócić na piedestał. Nic nie szkodzi. Rola obrońcy wojskowego w Few Good Men nie pozwoli o nim zapomnieć.
35.John Travolta, długo nie mógł się wyzwoli z ról tanecznych. Nagle pokazał się z innej strony w Look whose talking i jego kariera zaczęła się na nowo. 
36.George Clooney, wyjątkowo popularna postać Hollywood, zagrał wiele ciekawych ról. W moim odczuciu nie ma tego jednego filmu, którym mógłby przejść do historii. Polubiłem go za One fine Day.
37.Russell Crowe, mniej ostatnio widoczny za to ma w dorobku rewelacyjne role. Miałem olbrzymie kłopoty z wybraniem tego jednego w ostateczności przyparty do mury chyba Gladiator zrobił na mnie największe wrażenie.
38.Ethan Hawke, napewno w cieniu wielkich gwiazd, bardzo solidny aktor i jak juz w czymś gra to na ogół jest to warte obejrzenia. Polecam Training Day.
39.Ben Kingaley, aktor starszego pokolenia, wciąż aktywny, gra bardzo charakterystyczne role i napewno zawsze będzie pamiętany jako Ghandi
40.Kevin Kleine, kolejny aktor starszego pokolenia. Zagrał w bardzo wielu ważnych filmach i tu tez miałem problem z wyborem tego jednego. Niech to będzie Life as a House, pozycja warta obejrzenia.
Na zakończenie muszę dodać, że poza pierwszą trójką na obu listach, pozostałe pozycje to kolejność zupełnie przypadkowa i nie mam nic wspólnego z faktem lubienia kogoś bardziej lub mniej. Mam nieodparte wrażenie, że pominąłem wielu doskonałych aktorów ale ta lista musiała mieć koniec inaczej to nie miałoby sensu.
I jeszcze pare słów na temat seriali. Dzisiejsze tasiemce totalnie mnie zniechęcają. Jestem zwolennikiem czegoś co ma początek i koniec być może dlatego lubię starsze produkcje. Właśnie z tych powodów oraz faktu, że lubię historie, wsród moich ulubionych seriali znajdują się nastepujące tytuły.
Ja Klaudiusz, Saga rodu Forsythów, Pogoda dla bogaczy, Shogun, Ptaki ciernistych krzewów, a z nowszych Spartakus. Muszę przyznać, że lubię Ranczo bo w bardzo zabawny sposób pokazuje nas samych. Czasami lekko przejaskrawieni ale właśnie tacy jesteśmy dla kogoś kto żył w Stanach, przynajmniej moim zdaniem.