Rasizm po amerykańsku

Rasizm ro nie ulega watpliwości nieporządnie zjawisko. Wszyscy powinniśmy  być równi bez względu na kolor skory i inne nasze różności.  W Stanach walka z tym zjawiskiem prawdę mówiąc przybiera od czasu do czasu dziwne formy. Będąc w USA ponad dwadzieścia pięć lat nie zauważyłem jakichś szczególnych przejawów rasizmu przynajmniej w okolicach, w których przyszło mi żyć. Nie twierdzę, że go w ogóle nie ma jednak mam wrażenie, że często kiedyś nim dotknięci teraz wykorzystują ten fakt dla własnych celów. Doskonałym przykładem tego faktu były właśnie ubiegłoroczne Oscary. Zawiedzeni brakiem nominacji dla afroamerykańskich produkcji ciemnoskórzy artyści podnieśli wrzawę o rzekomym rasizmie w Hollywood. Pamietam jak po przyjeździe do Stanów gdy zacząłem się interesować ichnim sportem ile w nim było wrzasków, że brakuje czarnych coachów w każdej profesjonalnej lidze. Do nikogo wtedy nie docierał fakt, że sport to business i każdy jest w nim zainteresowany zyskiem. Właścicieli profesjonalnych klubów mało interesował kolor skóry a zdecydowanie bardziej wyniki. Pod naciskiem antyrasistowskich ruchów właściciele niemal zostali zmuszeni do angażowania na tych stanowiskach ciemnoskórych trenerów. Poza hokejem sport w USA zdominowany jest przez czarnych graczy, którzy są po prostu lepsi, każdy to rozumie i żaden z białych graczy nie płacze i nie podnosi wrzawy na temat rasizmu. Afroamerykanie póki co nie sprawdzili się w hokeju jako gracze i jakoś rozumieją w tym przypadku fakt, że są od nich lepsi w tej dyscyplinie sportu i nikt nie wzywa do jego bojkotu. Pamietam kiedyś słuchałem żartobliwy skecz z udziałem czarnoskórego komedianta. W trakcie rozmowy na temat sportu powiedział, że go kocha jedynie nie toleruje hokeja. Na pytanie dlaczego, odrzekł, że w nim jedynie czarny jest krążek i wszyscy okładają go kijami, że on na to po prostu nie może patrzeć. Było to jednak powiedziane bardzo żartobliwie i nikt nie mógł się poczuć tym urażony. Ciemnoskóre środowiska antyrasistowskie wciąż jednak użalają się nad równością obywateli w Stanach. Nie przekonuje ich fakt, że mieli swojego prezydenta, że w Trybunale Konstytucyjnym zasiada czarny sędzia, że mnóstwo ciemnoskórych obywateli piastuje ważne funkcje państwowe i w przedsiębiorstwach prywatnych, że prawo zwane affirmative action daje im pierwszeństwo przy angażu do firm państwowych i rządowych. To wszystko nic nie znaczy. Dlatego właśnie byłem bardzo zniesmaczony ich zachowaniem podczas ubiegłorocznych Oscarów. Nie ważne, że wygrywali już główne oscarowe nagrody, ważne że w ubiegłym roku nie mieli swoich reprezentantów a argument, że wytypowano najlepsze z najlepszych filmów nie trafiał im do przekonania. Jak zwykle w takich sytuacjach grają rasistowską kartą. Nie było mi żal włodarzy Hollywoodu, bo i oni nie lubią gdy się o nich mówi inaczej niżby sobie tego życzyli, używanie jednak rasizmu jako metody walki z czymś czego nie ma,  w takich sytuacjach uważam za przejaw wykorzystywania swojego koloru skóry do prywatnych celów. Patrząc na tegoroczne nominacje wyglada na to, że się udało a rasizm to ciągle mocna karta.