Cała góra nasza

Boże Narodzenie to w naszej tradycji najbardziej rodzinne święta. Kiedyś jedynie imieniny potrafiły zgromadzić więcej osób przy stole. To była jednak zupełnie inna impreza, z której nikt nie wychodził dopóki jakaś flaszka jeszcze stała na stole. Boże Narodzenie ma oczywiście inny wydźwięk No i upić się nie wypada chociaż zagrychy akurat zwykle nie brakuje nawet na kilka dni.
Od kilku lat spędzamy święta z rodziną wirtualnie. Tak też było i tym razem. Ilość możliwych połączeń, które zezwalają na bycie w tym samym czasie w kilku miejscach jest już tak duża, że jak nie działa jedno to może zadziałać to drugie. Byliśmy zatem ze Stanami, gdzie mieszkają nasi synowie i z Meksykiem gdzie zadomowiła się córcią na bodaj WhatsAppie w tym samym czasie. Mam wiele szacunku, w związku z tym dla postępu jaki dokonał się w dziedzinie technologii komputerowych.
Zwykle w wigilie Luśka kroiła kawałek piernika i z życzeniami udawaliśmy się do naszych sąsiadów z obu stron. W tym roku lewostronny podpadł okrutnie. Nie musieliśmy jednak nim się przejmować bo na dwa dni przed świętami zwinął żagle i z całą rodziną wyjechał nad ocean. Tak robili zwykle każdego roku z wyjątkiem ostatniego. Z uwagi na restrykcje musieli siedzieć w domu. Teraz wrócili do tego zwyczaju.
Prawostronni natomiast zwykle świętowali w domu. Sądziliśmy, że i tym razem tak będzie. W ostatniej chwili zdecydowali się na odwiedzenie rodziny w Ambato, skąd oni pochodzą i wczesnym czwartkowym rankiem zebrali się o świcie i pojechali w siną dal.
Zostaliśmy zatem sami na naszej górce i były to pierwsze takie święta. Przed wyjazdem lewostronny zostawił mi front robót bo wreszcie trzeba było podłączyć pompę wodną. Wytyczył mi przy okazji trasę, która miałem ciągnąć kabel do mojego licznika. Ze wszystkich możliwych opcji ta była najdłuższa. Pompę podłączył elektryk jeszcze w ubiegły poniedziałek. Musieliśmy jednak schować kabel w ziemi. Do tego zadania niezastąpiony okazał się, a jakże, pan Pepe. Dwa dni kopał kanały i skończył to robić w wigilijny piątek. Robotnicza dniówka ośmiogodzinna kosztuje tutaj dwadzieścia zielonych. Przygotowałem mu cztery dychy, wcześniej poczęstowaliśmy go jednak piernikiem. Spojrzałem na te cztery dychy i jakoś tak świątecznie poprosił o jeszcze dychę bo pracy było więcej o czym świadczy, że jeszcze dzisiaj ją kontynuuje. Ostatnio kasa nam przechodzi między palcami, ale jak tu odmówić w taki dzień.
Coraz bardziej wierze w dobrą i złą energię. Odkąd lewostronny opuścił okolice razem z nim poszedł w pierony deszcz i pochmurne niebo. Od tego dnia mamy nic tylko słoneczko na niebie a cała góra była nasza aż do niedzieli wieczorem…miałem kilka pomysłów ale w święta nie wypadało.
😂😂😂

Po lewej kanał na kable
Wigilijny dzień…wciąż sporo zostało
Po drodze nie brakowało kamyczków

16 myśli na temat “Cała góra nasza

Dodaj własny

    1. Słoneczko to podstawa, bez niego świat jakiś smutnawy.
      Pepe jak na kogoś starszego ode mnie nie przestaje mnie zaskakiwać, jak się jednak pracuje całe życie to potem bez pracy to życie traci sens. On nawet jak dla nikogo nie pracuje to zawsze znajdzie sobie zajęcie.

      Polubione przez 1 osoba

  1. Lewostronny jeszcze nie wie, że wcześniej lub później będzie potrzebował Ciebie, a dobry sąsiad to prawdziwy skarb. Rychło się o tym przekona.
    Za to góra imponująca i cała dla Was.
    Moc serdeczności

    Polubione przez 1 osoba

    1. Kiedyś opuścimy to miejsce. Przyjdzie ktoś nowy. Dopiero wtedy docenią nas. Mam świadomość swoich ułomności, wydaje mi się jednak, że so mściwych nie należę. To wyjątkowo, według mnie, podła cecha.
      To miejsce ma w sobie tyle dobrej energii, że nawet sąsiad nie jest w stanie tego zepsuć.
      Równikowo pozdrawiam

      Polubione przez 1 osoba

  2. Czarodziejska góra, tylko czar prysł. Szkoda. Przyroda jest piękna, tylko ludzie wszystko psują 😉
    Jak mawiała moja koleżanka o konfliktach: uklepie się. Już nie będzie tak samo, ale może znośnie. W końcu nowe problemy przykryją stare :))) [to jest pociesznie, jakbyś nie załapał 😉 ]

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ludzie przyzwyczaili mnie do swojej nieobliczalności. Lewostronny to nie pierwszy i zapewne nie ostatni „ludź”, z którym w końcowym efekcie nie jest mi dane iść tą samą drogą. Taka ta nasza ludzka uroda.
      Niech ta się uklepie byle nie za pomocą nowych problemów…definitywnie nie tęsknie za nowymi śladami, ja lubię monotonię 🙂🙂🙂

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

kosmiczne lata

papa was a rolling stone

Pielgrzymi

Z głową w chmurach po bezdrożach

Architektura doświadczeń

Proste doświadczenia i skomplikowana rzeczywistość

notatki na mankietach

mysli szybkie, mysli smiale, wszystkie mysli duze i male...

𝓛𝓾𝓼𝓽𝓻𝓸 𝓬𝓸𝓭𝔃𝓲𝓮𝓷𝓷𝓸ś𝓬𝓲 - 𝓴𝓪𝓵𝓲𝓷𝓪𝔁𝔂

𝒯𝑜 𝓃𝒾𝑒 𝒿𝒶 𝒷𝓎ł𝒶𝓂 𝐸𝓌ą 𝒯𝑜 𝓃𝒾𝑒 𝒿𝒶 𝓈𝓀𝓇𝒶𝒹ł𝒶𝓂 𝓃𝒾𝑒𝒷𝑜 𝒞𝒽𝑜𝒸𝒾𝒶ż 𝒹𝑜𝓈𝓎ć 𝓂𝒶𝓂 ł𝑒𝓏 𝑀𝑜𝒾𝒸𝒽 ł𝑒𝓏, 𝓉𝓎𝓁𝓊 ł𝑒𝓏 𝒥𝑒𝓈𝓉𝑒𝓂 𝓅𝑜 𝓉𝑜, 𝒷𝓎 𝓀𝑜𝒸𝒽𝒶ć 𝓂𝓃𝒾𝑒

Myśli (nie)banalne Joanny

Moje spojrzenie na świat

FacetKA

... bo ktoś musi nosić spodnie!

365 dni w obiektywie LG/Samsunga

365 days a lens LG/Samsung

rymki i nie tylko

Przed wejściem tutaj nie musisz konsultować się z żadnym lekarzem, farmaceutą, a nawet z rodziną, gdyż treści tu zawarte z pewnością nie zaszkodzą Twojemu zdrowiu i życiu,

Burgundowy Kangur

Zawiłości codzienności

Accordéon et dentelles au jardin

ou les tribulations d'Agathe Balboa de Kwacha

TAKI JEST ŚWIAT

życie to nie bajka

Bursztynka

Cała ja:)

Spisane na kolanie

We and nature

Katie's Planners

Tworzę piękne i minimalistyczne kalendarze, notesy, plenery cyfrowe oraz do druku, także autorskie narzędzia i szablony ułatwiające organizację i wcielanie planów w życie.

sudeckie klimaty

hills and valleys of grassroot creativity

UnstableTrip

Digital Nomad Travel Blog

%d blogerów lubi to: