Pogranicznicy

Podróżowanie po Europie nie wymaga służb granicznych w ramach oczywiście państw zrzeszonych. Wylot do Stanów wciąż jednak tak ma. Dodatkowo w okresie pandemii nie wszyscy mogą się poruszać w jedną czy w drugą stronę bo Europejczycy maja zakaz wjazdu do Stanów a Amerykanie do Europy. Na szczęście mam podwójne obywatelstwo co pozwala mi unikać tych zakazów.
Aby wylecieć do Stanów musiałem oczywiście zrobić test anycovidowy w języku angielskim. Jakoś ten fakt skojarzył mi się z paszportem ameryckim. Po podejściu w Polsce do okienka odprawy paszportowej pokazałem zatem tenże dokument. Mundurowy go przegląda i przegląda aż wreszcie pyta się mnie kiedy ja na gościnne ziemie polskie wjechałem bo nie widzi w moim dokumencie stempla. Muszę tu przyznać, że był niesłychanie miły, uśmiechnięty i bardzo sympatyczny. Mówię zgodnie z prawdą, że mam też dokument polski i na nim wjechałem. A to co innego, poprosił mnie o pokazanie…owego dokumentu oczywiście. Po chwili pyta mnie jak tam jest w Ekwadorze. Szczęka mi lekko opadła bo pytanie mnie zaskoczyło. Uśmiechnął się jeszcze bardziej i mówi, że szukając wyjazdówki w moim amerykańskim paszporcie zauważył moją stałą wizę do Ekwadoru. Niby proste i oczywiste. Mówię, że fajnie, że spokojnie i nie czuć aż tak bardzo tej wirusowej paniki. Uśmiechnął się jeszcze szerzej i mówi, że już mi zazdrości. Pogranicznicy zwykle to poważne chłopy ten był jednak definitywnie z innej gliny.
Z typowej pogranicznej gliny był natomiast Amerykanin. Łypnął na mnie okiem i odrazu mu się nie spodobałem. Mało komu zreszta się podobam bo z moja wadą wzroku nikt nie wie gdzie się patrzę. Przed lądowaniem na gościnnej ziemi amerykańskiej trzeba wypełnić zeznanie celne. Trzeba w nim odpowiedzieć na pare bzdurnych pytań, na które i tak nikt przy zdrowych zmysłach nie odpowiada twierdząco. Każdy myśli kategoriami, że martwić będzie się potem. Jest też zapytanie o wartość prezentów. Zawsze coś w tej rubryce wpisuje. Tak było i tym razem. Na drugiej stronie deklaracji trzeba jednak nazwać owe prezenty w sensie co to jest. Zadeklarowałem zwoje prezenty na stówę ameryckich dolców i podałem, że to alkohol.
Podchodząc do pogranicznika wciąż jednak szumiało mi w uszach i schodziła ze mnie zmiana ciśnienia związanego z lądowaniem. Jednym słowem byłem lekko przygłuchawy. Mundurowy kazał mi spojrzeć najpierw w kamerę, co wykonałem zgodnie z jego poleceniem, tylko że mój wzrok go lekko wywiódł w pole. Jakoś jednak przeszliśmy tę fazę ze zrozumieniem. Pyta mi się czy wwożę jakiś alkohol albo wyroby tytoniowe. Ja już wcześnie miałem zakodowane, że będą pytać o żarcie i na to pytanie miałem gotową odpowiedz – oczywiście, że nie. Nie słuchałem zatem do końca jego pytania tylko wypaliłem moje „nie” jak z armaty. Na drugiej stronie deklaracji stoi jednak, że wwożę alkohol. Było już jednak za późno. Oczywiście odwrócił deklaracje i pyta mnie co jest z tym alkoholem. Poczułem się jak Duda zapytany o cokolwiek, mówię chłopu, że i owszem mam dwie flaszki likierów bardziej niż mocnego alkoholu. Dla sprawdzenia mojej prawdomówności spytał jeszcze raz ile tych butelek mam w bagażu…dwie mówię potwierdzając wcześniejsze przyznanie się do przemytu. Spojrzał na mnie relatywnie łaskawym wzrokiem i życząc mi miłego pobytu puścił wolno. Choć był trochę bufoniasty to i na niego nie mam prawa narzekać.

24 myśli na temat “Pogranicznicy

Dodaj własny

  1. Nie lubię wypełniania takich deklaracji. Meksyk wcześniej takich wymagał, a pierwszy punkt był bardzo szeroki, od jedzenia po jakieś różne dziwne rzeczy, nie pamiętam już, jakie, ale za każdym razem miałam problem, czy powinnam to zaznaczać, jeśli mam w plecaku jakieś batoniki. 😉 Kolegę za to któryś tamtejszy celnik czy kto to tam jest zaczepił i zapytał, czy wwozi owoce – nie wiem, czy wyglądał na takiego owocowego przemytnika? 😀 W tamtą stronę latały ze mną papierosy, ale w dozwolonej ilości nie trzeba było deklarować. Alkohol zawsze lata w przeciwnym kierunku i jeśli to coś mocniejszego, ciężko się zmieścić w limicie, ale w Polsce nikt nigdy tego nie sprawdzał. 😉
    Najdokładniej mnie sprawdzano podczas kontroli bezpieczeństwa przy przesiadce, kiedy się najbardziej spieszyłam i byłam najbardziej nieprzytomna… coś ta nieprzytomność działa jak wyzwalacz. 😀 Ale bez rewizji osobistej się obeszło, tylko bagaż mi dokładnie przejrzeli, łącznie z przekartkowaniem książki… 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Takich „dokładnych” hec nigdy nie miałem. Gdy wracamy z Polski musowo przywozimy alkohol. To jednak przede wszystkim wódki takie jakich nigdzie gdzie indziej nie da się kupić, jak nalewki czy miody, które osobiście bardzo lubię.
      Kiedyś wracaliśmy z Belize i na lotnisku tamże kupiliśmy ichnie wino w strefie bezcłowej. Lecieliśmy do Miami a potem do Newarku. Niestety na samolot do Newarku nie wpuścili nas z tym winem bo obowiązywał zakaz wnoszenie butelek do samolotu. Nie pomogły zaświadczenia, że alkohol kupiony w strefie bezcłowej i ze tylko się przesiadamy. Zabrali i koniec kropka. Miami to generalnie okrutne lotnisko.

      Polubienie

      1. Niedługo wcześniej był jakiś zamach czy próba zamachu na którymś niemieckim lotnisku i tak się aż zastanawiałam, czy pasowałam do profilu terrorysty. Ale szukali przede wszystkim baterii od laptopa, której zapomniałam wyjąć. 😉
        Jak się w Polsce mieszka na stałe, to się nawet nie wie, co można zabierać za granicę – chyba że trzeba się zainteresować na prezent. Tylko się importuje. 🙂
        Nie spodziewałabym się, że zabiorą wino kupione w strefie bezcłowej, skandal. Zawsze to tak opakowują, żeby nie było problemów…

        Polubienie

        1. Moje dzieciaki jak jedziemy do Polski domagają się właśnie alkoholu i słodyczy. Alkohol ma nabyć jednak ala nalewka a Polska ma teraz naprawdę świetne manufaktury produkujące doskonale nalewki. Sam dla siebie tez coś wiozę. No i te śliwki i wiśnie w czekoladzie….nie znajdziesz nigdzie na świecie.

          Polubienie

    1. Takiego alkoholu tutaj nie kupi. Nalewki z czarnej porzeczki i żurawiny. Taki alkohol zawsze z Polski wywozimy dla poczęstunku przede wszystkim.
      W podróży serwowali wiśniówkę…generalnie lubię słodkie alkohole…coś ze mna nie tak.

      Polubienie

  2. Najgorzej przekracza mi się granicę czeską, bez różnicy, w którą stronę. Albo mnie nie chcą wpuścić do Polski, albo chcą aresztować… I tam też raz, łapiąc stopa (bo pociąg ostatni mi uciekł) przekraczałam granicę z przemytniczką alkoholu. Złapali nas, byłam pewna, że mnie zapuszkują , ale puścili nas wolno…za współudział w biznesie alkoholowym byłam potraktowana najłagodniej 🙂

    Polubienie

    1. Dziękuje za ostrzeżenie … Czesi mnie nie zobaczą. Z wywozu alkoholu szczególnie tego specyficznego dla nas jednak nie zrezygnuje. W Ekwadorze nigdy nie miałem specjalnych kłopotów, chociaż kontrolowali mnie w poszukiwaniu pieniędzy. Nigdy nie pojmowałem dlaczego nie mogę wwieźć więcej jak dziesięć tysięcy dolców. Po pierwsze takiej kwoty przy sobie bym nie woził, zreszta nie grozi mi. Po drugie przecież jak wwożę znaczy się z zamiarem wydania, powinni się cieszyć a tu nic z tych rzeczy.

      Polubienie

  3. Oglądam na YouTube filmiki o Amerykańskich pogranicznikach i bywa naprawdę ciekawie 🙂 Ale wcale się nie dziwie że w tym kraju pogranicznicy mają inne podejście, bo przecież oni muszą być szczególnie uważni bo wielu chciało by zrobić tam wybuchową niespodziankę… Na szczęście masz to już za sobą 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. W Stanach zasadniczo poza przylatującym samolotami, mamy tylko dwie granice z Meksykiem i Kanadą….ta z Meksykiem to dziki zachód z Kanadą praktycznie granica jest tylko umowna. Na lotniskach tez się zmieniło … takie czsay

      Polubienie

        1. Przy dzisiejszej technologii zamachy samolotowe brzmią jak retro jakieś. Druga strona medalu jest taka, że gdyby Amerykanie nie wprowadzali się na inne podwórka bez pytania i bez zgody ich właścicieli to może nigdy by nie doszło do zamachów.

          Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Katie's Planners

Tworzę piękne i minimalistyczne kalendarze, notesy, plenery cyfrowe oraz do druku, także autorskie narzędzia i szablony ułatwiające organizację i wcielanie planów w życie.

Accordéon et dentelles au jardin

ou les tribulations d'Agathe Balboa de Kwacha

sudeckie klimaty

we also dare to dream

UnstableTrip

Digital Nomad Travel Blog

Na skraju miasta

takie tam obserwacje

mamamyslicielkahome.wordpress.com/

O macierzyństwie. O książkach. O życiu.

Work and travel

My work and travel. Chcesz coś zmienić? Może zmień wszystko!

arek nowakowski

wordpress.com

The Biveros Effect

To Travel is to Live

%d blogerów lubi to: