Parno i duszno

Odkąd pamietam, zawsze chciałem podróżować. W czasach minionego systemu nie było to łatwe, bo paszportów w domach trzymać nie można było. Dodatkowo aby wyjechać gdzieś poza popularne demoludy, wymagana była wiza. Z tą też nie było łatwo. Trzeba było zatem próbować zmienić miejsce zamieszkania tak aby spełnić te marzenia.
Pamietam, że Rzeszów dawno, dawno temu poza byciem miastem bluesa, był również stolicą festiwalu folklorystycznych zespołów polonijnych. Na jego okres niespodziewanie w mieście poprawiało się zaopatrzenie. Takie peerelowskie dziwadło tamtych czasów. Patrząc na tych polonusów, wzmagała się moja potrzeba emigracji.
Podobny efekt wywierały na mnie odwiedziny wujka z Ameryki, dla którego Polska była rajem cenowym. Istniejące wówczas Pewexy były dla niego taniochą i oferowały wszystko czego przeciętny Kowalski kupić po prostu nie mógł.
Długo czekałem na możliwość emigracji. Wreszcie nadarzyła się okazja i skorzystałem z niej. Łatwo nie było. Miałem jednak wybór, mogłem przecież wrócić. Wybraliśmy inaczej pomimo wielu wertepów po drodze.
Ułożyliśmy wreszcie sobie jakoś nasze życie gdzieś tam w świecie. Można powiedzieć, że nie straciliśmy naszego czasu.
Wszystko ma jednak plusy dodatnie i plusy ujemne, jak to gdzieś wyczytałem. W naszej sytuacji przeważają pozytywy jeśli stosować miarę ilościową. Jest jednak jeszcze jedna miara, emocjonalna. Ta nie wiąże się z krajem ale z rodziną, a bardziej dosadnie z rodzicami.
Niestety moi rodzice znajdują się u schyłku swojego pobytu w tym wymiarze. Podupadają na zdrowiu każdego roku, każdego miesiąca, każdego dnia. Jest nas dwoje. Każdy ma swoje życie i inne oczekiwania. Ten przyjazd był właśnie spowodowany przede wszystkim tymi faktami. Okrutnie to wszystko jest emocjonalne. Pocovidowe problemy zdrowotne przede wszystkim ojca wymuszają na nas określone i okrutne decyzje. I tak codziennie „znowu zadaje sobie pytanie”….nie o miłość i kochanie, ale jakby to było gdybym jednak tu pozostał albo był bliżej…to zasadniczo powracający temat rozmów z moją mamą, która o ironio pomogła mi w emigracji.
Na zewnątrz gorąco a w środku duszno….

Szanowny ojczulek

42 myśli na temat “Parno i duszno

Dodaj własny

  1. Znalazłeś swoje miejsce na ziemi, jesteś szczęśliwy w Ekwadorze i nie powinieneś sobie robić wyrzutów że tak to się ułożyło…Starość tak naprawdę dla nikogo nie jest przyjemna i trzeba sie z tym uporać Uwierz mi, Twoi rodzice chcą byś był szczęśliwy, bo wtedy i im jest łatwiej.Gdybyś tu dla nich został to może było by im lżej, ale to oni mieli by wyrzuty że zostawiłeś tamto życie. Robisz ile możesz, a nie masz magicznej różdżki która w cudowny sposób wszystko poukłada.

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Czasem musimy podjąć decyzje ,ktore nie zawsze sa w zgodzie z naszym sercem . Jako matka mowie , ze choć serce moje by cierpialo nie chciałbym, aby moje dziecko rezygnowało z marzeń. Naturalnie , że są pociechy których jedynym marzeniem jest kasa,ale nie o tym tu mowie. Mowie o znalezienie swojego elementu, miejsca , spokoju. Wtedy nie boli podwójnie matczyne serce. Wtedy jest łatwiej. Taka myśl

    Polubione przez 1 osoba

    1. Wydaje mi się, że to sposób myślenia naszego pokolenia. Polska i starsi ludzie żyjący tutaj wciąż myślą kategoriami domu wielorodzinnego, w który żyją aż do końca. Realia jednak się zmieniły. Moi rodzice to rozumieją pogodzić z tym jest im jednak trudno. To cięższe zagadnienie niż sobie z tego zdawałem sprawę.

      Polubienie

  3. Byłoby pewnie tak samo, bliskość nie gwarantuje, że rodzice czy małżonkowie starzeć się będą i chorować inaczej.
    Brat znajomej mieszka w Niemczech, bratankowie w Ameryce, a dziadkowie, mimo najlepszej opieki zmarli rok po roku, bo jedno bez drugiego nie umiało…choć pozostałe dzieci dwa bloki dalej…

    Polubienie

  4. hmm…
    spróbuj odłożyć na bok emocje, wyłącz na chwilę synowską empatię i wyobraź sobie:
    podejmujesz chwalebną decyzję – zawieszasz swoje dotychczasowe życie, pozostawiasz swą hacjendę pod opieką „lewostronnych” i przenosisz się do miasta bluesa, by być blisko starzejących się rodziców. Chcesz im pomóc w postępującej bezradności. Myślisz: „to przecież nie na wieczność, a czuję, że jestem im to winien…”

    Opiekujesz się nimi, podajesz leki, wozisz do lekarzy, organizujesz im czas wolny, dbasz o ich posiłki, o higienę, być może zmieniasz pampersy…
    Czas upływa, a Twoje życie jest już prawie całkiem podporządkowane rytmowi ich życia. Rodzice niedołężnieją, stają się coraz bardziej niecierpliwi, uparci, roszczeniowi. Jest Ci coraz trudniej, jesteś zmęczony, robisz się też zgorzkniały…
    Nie wiesz, czy planowana „chwila opieki” nie wydłuży się do roku, pięciu lat, a może piętnastu…?

    …a może właśnie w „Leśniówce”, wśród swoich rówieśników i pod właściwą opieką rodzice byliby całkiem szczęśliwi? może to nie jest wcale takie „okrutne”, jak Ci się teraz wydaje?

    (jeśli uważasz, że przekroczyłam granicę – kasuj)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dzięki za wsparcie. To było kilka ciężkich dni. Staram się patrzeć z każdej perspektywy…wiele zależy od aklimatyzacji mamy…mam nadzieje, że tak się właśnie poczuje jak piszesz. Miejsce zrobiło na nas wszystkich pozytywne wrażenie..dzięki za pomoc….wszyscy teraz potrzebujemy czasu.

      Polubienie

  5. Tak to już bywa, ża najpierw rodzice opiekują się nami, przewijają, karmią ze smoczka, wychowują … a potem my opiekujemy się rodzicami, przewijamy, karmimy … To ideał. Niestety praktyka jest porażająco odmienna. Nie wiem, czy żyłeś w domu wielorodzinnym (z dziadkami, ciotkami, wujkami), więc być może masz o tym inne wyobrażenie, ja jednak uważam, że jest to idealne rozwiązanie.
    Nie wiem jakbym postąpił w Twoim przypadku. Moja mama miała wiele nieuleczalnych schorzeń (w obozie Niemcy na niej eksperymentowali) więc oddanie do DPS-u, czy czegoś podobnego mijało się z celem. Choroba niszczyła mamie mózg i zmusiła mnie i żonę do bliższej opieki (mieszkaliśmy oddzielnie, w odl. ok. 600 m.). Mama zmarła w 1993 r., opiekowałem się nią w sumie ok. 8 lat, w ostatnim roku, dla niej porzuciłem pracę i zamieniłem mieszkanie na większe, aby być wspólnie. Dopiero po sekcji dowiedziałem się, że była chora na Alzheimera. To był najgorszy rok w moim życiu, ale nie mam wątpliwości, że wybrałem dobre rozwiązanie.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Pewnie postąpiłbym jak Ty…tylko, że ja tu nie mieszkam i nie mam własnego kąta żeby ich przygarnąć. Mam też swoją rodzine gdzieś daleko stąd, która też na mnie liczy. Domy wielopokoleniowe wydają mi się dzisiaj dość trudnym rozwiązaniem, choć na pierwszy rzut oka maja wiele sensu. Nie znam dobrego rozwiązania…wie, natomiast, że sam będę chciał tak zorganizować swoją jesień, żeby jednak liczyć przede wszystkim na siebie. Życie jest jednak pełne niespodzianek…trudno wszystko przewidzieć.

      Polubione przez 1 osoba

  6. Cholernie trudny problem. Układając sobie życie „gdzieś w świecie” albo i nawet w nieodległej przestrzeni zazwyczaj nie bierze się pod uwagę przyszłych czasów starości. Ani rodzice ani dzieci nie planują życia pod tym kątem i to chyba jest naturalne bo nikt nie wie jak długo i w jakiej kondycji przyjdzie nam żyć.
    Nie wiem czy jest jakiś sprawiedliwy i dobry dla wszystkich sposób aby takiej sytuacji zaradzić. Chyba ktoś musi ucierpieć aby lżej miał ktoś. Tylko jak wybrać?
    Rozumiem doskonale dylemat bo opiekuję się wiekową mamą, mam wielu znajomych z podobnym problemem i żadnego z rozwiązań nie potępiam ani nie umiem komuś doradzać.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Problem jest trudniejszy niż się spodziewałem. Mając bardzo ograniczone możliwości związane z moim miejscem zamieszkania i jednocześnie z faktem, że starych drzew się nie przesadza, znalazłem się się w sytuacji niemal patowej. Nie ma dobrej rady bo problem jest z gatunku, że ktoś musi z czegoś zrezygnować.

      Polubienie

  7. Marku, na tym etapie życia najważniejsze jest zapewnienie jak najlepszej opieki i jak najlepszych warunków życia. A do tego potrzebni są profesjonaliści, którzy podejdą do tego „with cool head”, a nie rozemocjowane potomstwo. Masz jedno życie i jeszcze jakiś czas do przeżycia. A twoi rodzice mają już czynny etap za sobą i trzeba się z tym pogodzić. Nie masz pojęcia co to jest opieka nad niepełnosprawnym człowiekiem. Przytulam was i odwagi.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Wychowaliśmy się w kulturze gdzie przyjęło się, że na dzieci spada obowiązek opieki nad rodzicami. Każde odejście od tej normy wywołuje sporo emocji i to po każdej ze stron. Podjęliśmy pewne kroki i teraz czekamy na efekty….to były ciężkie dni. Dzięki za ciepłe słowa. Pozdrawiam.

      Polubione przez 1 osoba

  8. Lesniowka wygląda bardzo dobrze i tak po amerykańsku. Jeśli na miejscu w Rzeszowie nie ma innej rodziny czy innych osób którzy mogliby się zająć rodzicami, to nie ma innego wyjścia. Moja mama była w DPS 11 lat. W grudniu zmarła. To nie koniec świata, tylko schyłek zycia i cieszyć się trzeba na miejsce wśród ludzi i opiekę.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Katie's Planners

Tworzę piękne i minimalistyczne kalendarze, notesy, plenery cyfrowe oraz do druku, także autorskie narzędzia i szablony ułatwiające organizację i wcielanie planów w życie.

Accordéon et dentelles au jardin

ou les tribulations d'Agathe Balboa de Kwacha

sudeckie klimaty

we also dare to dream

UnstableTrip

Digital Nomad Travel Blog

Na skraju miasta

takie tam obserwacje

mamamyslicielkahome.wordpress.com/

O macierzyństwie. O książkach. O życiu.

Work and travel

My work and travel. Chcesz coś zmienić? Może zmień wszystko!

arek nowakowski

wordpress.com

The Biveros Effect

To Travel is to Live

%d blogerów lubi to: