Syndrom Winnetou

Zawarliśmy z Milanskym ugodę. Odkąd przyjechał, prawie trzy miesiące temu, terroryzował mnie prośbami o pożyczanie mu filmów na długie samotne wieczory. Nie to, że nie chciałem mu udostępnić mojej filmoteki. Czarna rozpacz mnie ogarniała gdy zwracał mi film bez oglądania, bo fabuła go nie interesuje. Teoretycznie mogłem go wpuścić do biblioteki i niechby sobie sam coś wybrał. Praktycznie jednak nie znoszę jak ktoś mi grzebie w moim specyficznym ładzie.

Milansky nie ma określonego gustu filmowego. Lubi aktorów. Eastwood, Costner, Hopkins, Pacino i im podobnych z tego samego okresu twórczości. Mam pare a nawet sporo takich filmów, większość z nich już mu pożyczyłem żeby mógł sobie obejrzeć. Bieżąca twórczość mało do niego przemawia. Serialu o królowej Elżbiecie nie chciał nawet wziąć do ręki, bo monarchia angielska to banda oszustów, złodziei i próżniaków. Zgadzam się osobiście z tą opinia, ale wydaje mi się, że fajnie pooglądać historie czasów z którymi po trosze się sam identyfikuje. Do Milańskiego taki punkt widzenia nie przemawia.

Zawarliśmy zatem układ. Wziąłem go do swojego dystrybutora, on kupuje stare filmy ze znanymi aktorami, ja nowości. Potem on mi daje coś do obejrzenia a ja z nowości wybieram coś co może go zainteresować.

Jestem aktualnie przy twórczości Costnera. Obejrzałem Tańczącego z Wilkami. Widziałem ten film wiele, wiele lat temu. Sporo scen się zatarło w pamięci. Pamiętałem jednak jak Indianin próbował zwinąć Costnerowi konia, co on właśnie zauważył, tyle, ze akurat kapał się na golasa w jeziorku. Nie mając innego wyjścia wypadł z krzaków jak go bozia stworzyła i zaczął wrzeszczeć na biednego indiańca. Ten, czy to z zaskoczenia, czy to z przerażenia na widok cotnerowych „tutti frutti”, zaczął uciekać przestraszony wywracając się po drodze na kępie krzaków. Było to bardzo zabawne zobaczyć to jeszcze raz.

Nie o tym jednak. W dalszej części filmu rozkwita przyjaźń między Indianami a bohaterem, którego grał Kevin. Aż zjawia się armia amerykańska, która na widok Costnera przebranego w indiańskie ciuchy nawet nie czeka na wyjaśnienia tylko wygarnia do niego ze wszystkiego co miała pod ręka, raniąc go. Indianie mogli zrobić to samo, bo przecież był sam na swojej placówce. Jednak tego nie uczynili, wręcz odwrotnie. Chcieli go poznać, a gdy już to się stało potraktowali go jak swojego człowieka dając mu indiańskie imię. Oglądałem ten film po raz kolejny z wielką przyjemnością.

Dzień wcześniej, czy jakoś tak oglądałem mecz Arsenalu Londyn. Stadion oczywiście pusty. Jednak tam gdzie powinni siedzieć kibice zauważyłem napisy „Black Live Metters”. Szlag mnie trafia gdy to widzę. Ma to niby być antyrasistowskie, jednak sama konstrukcja tego hasła, że życie czarnego ma znaczenie w swojej wymowie brzmi rasistowsko, bo co, w końcu białe życie jest nic nie warte, czerwone też zero. Dziwny punkt widzenia. Nie będę już oglądał Arsenalu bo dla mnie każde życie jest ważne i to czarne, i to białe, i to czerwone.

Stany nie mają sobie wiele do zarzucenia w pogromie Indian, czują jednak potrzebę przeproszenia Afroamerykan. Nie mam z tym problemów, tylko jak długo mamy ich przepraszać. Brzydzi mnie już ta polityczna poprawność.

Gdy ileś tam lat temu policja pobiła czarnego o nazwisku King, Stany stanęły w płomieniach. Kilka lat później Simpson zamordował swoją żonę i czarni ławnicy go uniewinnili, nikt wtedy niczego nie palił na znak protestu.

Podobnie jest z Black Live Matters. Indianie mają zapewne większe prawo do przeklinania swojego losu, a jednak jakoś mało się o tym mówi. Jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia Indianie nie mogli mówić swoim językiem, odbierano im dzieci by te nie mogły kultywować tradycji. Ale szszsz, lepiej o tym nie mówić.

Wśród Indian też zdarzali się źli i okrutni. To oni jednak zostali wypędzeni z własnego domu. Costner został nimi..i słusznie.

Chyba cierpię na syndrom Winnetou.

22 myśli na temat “Syndrom Winnetou

Dodaj własny

  1. Faktycznie, to hasło Arsenalu jest najdelikatniej mówiąc nie trafione, ale podejrzewam że ktoś po prostu nie pomyślał… Dziwi natomiast to, że nikt na to nie zareagował… Choć z drugiej strony, ten rasizm traktowany jest wybiórczo i odnosi się głównie do czarnoskórych, bo jakoś nie przypominam sobie zbyt wielu przypadków by ktoś protestował w obronie białych…

    Polubione przez 1 osoba

    1. To hasło opętał całe Stany. Arsenał się tylko pod nie podłączył. Nie pojmuje, że nikt tego nie zauważa, ze ono samo w sobie ma element rasistowski. Czego niby tylko czarne życie ma znaczenie…inne już można lekceważyć, to się kupy ni trzyma.

      Polubione przez 1 osoba

  2. Ostatni film Coestnera (2019) „Higwaymen”, o polowaniu na Bonnie i Clayda obejrzałem kilka dnie temu. Kevin już posunięty w latach i wadze, ale nadal świetny aktorsko. Mam te same „aktorskie” upodobania co Milansky. Pozdrowienia!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja tez lubię tych aktorów. Costner to jedna z wielkich gwiazd Hollywood. Nie znaczy to, że mam przestać oglądać nowości. Na tym polu tez dzieje się bardzo wiele ciekawych rzeczy. Szczerze jednak mówiąc i dla mnie aktor to pierwszy powód dla, którego decyduje się kupić dany film. Czasami jednak można się zwieść.

      Polubienie

  3. Bardzo lubię ten film, jest swietnie zrobiony, koloryzuje, ale elegancko. A jeśli chodzi o rdzennych mieszkańców, mają swoją dumę i walczą o równouprawnienie. Faktem jest jednak, że jest ich duużo mniej niż mieszkańców czarnoskórych, ich głos i problemy jest więc mniej słyszalny w Polsce.

    Polubienie

    1. Rzeczywiście jest ich mniej. Pewnie i w zakresie dumy odbiegają od Afroamerykanów.maja tez swoją kulturę, którą starają się pielęgnować, w przeciwieństwie do czarnoskórych.
      Film to już klasyka ale przesłanie wciąż aktualne, może nawet bardziej dzisiaj.

      Polubienie

  4. Amerykanie, czy raczej Anglicy 🙂 nie obeszli się z prawowitymi właścicielami zdobytych ziem ani humanitarnie ani uczciwie. To co zrobili, wcale nie tak dawno temu, w Australii, to czyste bestialstwo. Wstyd.

    Polubienie

  5. No to już polubiłem Milansky’ego. Filmy to dla mnie głównie „guma do żucia dla oczu”. Toleruję – tak jak Milansky – tylko te z dobrymi aktorami, głównie polskimi, albo dokumentalne i rozrywkowe (Malicki, musicale). Natomiast w młodości zaczytywałem się powieściami Karola May’a. Szczególnie lubiłem ilustrowane broszurki.
    Co do stosunku „białych” do „kolorowych” to mam nieco odmienny pogląd. Owszem Amerykanie (a wcześniej Anglicy i Francuzi) brutalnie rozprawiali się z miejscowymi. Ale o wiele gorsi byli chrześcijanie „ogniem i mieczem” nawracający na chrześcijanizm tubylców z Ameryki Południowej.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Mam wiele szacunku i respektu do gwiazd sprzed lat zarówno tych polskich jak i zagranicznych. Kino się jednak zmienia. Dla przykładu James Bond z Rogerem Moorem to nie to samo co ostatnie jego wcielenia. Technologia, środki przekazu to wszystko mnie bardzo ciekawi. A, że zdarzają się gnioty niewarte poświęcenia czasu…pełna zgoda, ryzyko kinomana.
      To co zrobili konkwistadorzy to i we mnie wzbudza obrzydzenie. Biorąc jednak pod uwagę stopień wiedzy na ten temat to jestem przekonany, że Indianie północnoamerykańscy zostali potraktowani równie brutalnie, tyle że o Wuju Samie źle mówić nie można to nie jest politycznie poprawne. Wuj Sam dzisiaj podgrzewa problem rasizmu tylko, że sposób w jaki to robi wyglada dla mnie ….rasistowsko.

      Polubienie

  6. A ja chyba nigdy nie oglądałam tego filmu i koniecznie musze go obejrzeć. Z tym co napisałeś zgadzam się całkowicie Indianie jako rdzenni mieszkańcy zostali zepchnięci do rezerwatów, przyszli „biali” zagarnęli wszystko co się dało nie zważając na mieszkańców. Jeśli chodzi o czarnoskórych to faktycznie każdy nawet drobny incydent z udziałem urasta do wielkiej rangi i za wszelką cenę starają się udowodnić, że wina leży po stronie „białych”. Człowiek to człowiek niezależnie od koloru skóry gdzie słynna amerykańska sprawiedliwość

    Polubione przez 1 osoba

    1. Film gorąco polecam. Bardzo ciepły i wydaje mi się pokazuje dość obiektywnie to co się działo. Jak to w filmie trochę ta indiańska sielanka jest przekolorowanej, ale czasami tak trzeba żeby mogło ostrzej dotrzeć do widza.
      Temu miał właśnie służyć ten wpis. Nie popieram żadnego koloru…człowiek jako istota powinien być najważniejszy a nie jakiego jest koloru.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Na skraju miasta

takie tam obserwacje

transcendentphoto.com

professional photography - going beyond ordinary limits

mamamyslicielkahome.wordpress.com/

O macierzyństwie. O książkach. O życiu.

Balladeer's Blog

Singing the praises of things that slip through the cultural cracks

Work and travel

My work and travel. Chcesz coś zmienić? Może zmień wszystko!

arek nowakowski

wordpress.com

The Biveros Effect

To Travel is to Live

U stóp Benbulbena

pocztówki z Irlandii

Śpiew ptaka

Życie tu i teraz jak śpiew ptaka, który śpiewa po prostu, zawsze.

Prefiero quedarme en casa

Un blog sobre lo que me gusta escribir

%d blogerów lubi to: