Narożnik

Umawianie się z Ekwadorczykami, zasadniczo z kimkolwiek z krajów Ameryki Południowej, na konkretną godzinę i liczenie na to, że się o niej zjawią, to jak wiara w to, że wreszcie na wierzbie wyrosną gruszki.

Zamówiliśmy do naszego apartamentu w Cuence meble, bo stare przestały się podobać wynajmującym. Dzisiaj czyli w poniedziałek miała mieć miejsce dostawa. Niby o jedenastej przed południem. Wypadliśmy z domu skoro świt, by dotrzeć na czas bo przecież w naszej krwi wciąż spóźnianie się to niezbyt miła przywara.

Dotarliśmy relatywnie wcześnie, zatem odskoczyliśmy pobliskie sklepy, żeby po południu było mnie do biegania.

Kiedy o jedenastej trzydzieści nie było nikogo, postanowiliśmy zadzwonić do sklepu. Okazało się, że przed nami mają jeszcze kilka dostaw i będą mniej więcej za godzinę. Siedzieć kolejną godzinę nie było nam na rękę. Poszliśmy zatem znowu w zakupowe tango aby jeszcze bardziej ograniczyć bieganie po sklepach po południu.

Po mniej więcej czterdzieści pięciu minutach, dostajemy telefon, że dostawa czeka pod drzwiami. Byliśmy jakieś piętnaście minut od apartamentu. Biegiem ruszyliśmy w jego kierunku.

Rzeczywiście meble stoją pod drzwiami budynku, bo ten też zamknięty, i czeka dwóch rosłych by je wtargnąć na drugie piętro.

Kupiliśmy narożnik, zgodnie z wolą dzierżawiących. Jedna cześć, ta krótsza poszła nawet gładko. Druga jednak zaklinowała się na klatce schodowej i ani wte ani wewte. Szans na wniesienie do środka żadnych. Konieczne okazało się od zewnątrz przez taras. Niby proste. Myśle, że budynek ma jakieś piętnaście albo więcej metrów. A my na samej górze.

Dwóch rosłych nie podjęło się tego robić samemu. Potrzebowali pomocy. Na dodatek na samochodzie wciąż mieli jeszcze jedna dostawę. Obiecali, że wrócą. Jednak godziny nie podali. Wyruszyliśmy zatem na ostateczne zakończenie zakupów. Wracaliśmy jednak po każdej turze do apartamentu aby nie targać tego wszystkiego za sobą.

Właśnie wdepnęliśmy w nasze progi a tu telefon, że ekipa meblowa będzie lada moment.

Wrócili po nieco ponad trzech godzinach. Tym razem czterech rosłych, bo dwóch działało na dole a dwóch targało nasz zakup na górę. Gdy dwójka z dołu straciła kontakt z naszym meblem, wybiegła na górę aby pomóc ciągnącym. Małpa czyli kanapa zaklinowała się na gzymsie i nijak nie chciała odpuścić. Wreszcie chłopy ciągnąć ów mebel postawili go najpierw w pozycji gotowej do leżenia by na koniec dolna cześć wredoty znalazła się na górze w odległości ich rąk. Nie wiem czy opisuje to wystarczająco jasno. Powiem jednak na koniec, ze wszystko skończyło się dobrze.

Do chaty w górach wróciliśmy resztką sił, choć Javier podwiózł nas pod same drzwi. 😃😃😃

Tam na dole pod balkonem czeka na liny.

No to ciągniemy…tylko co z tym gzymsem

Prawie, prawie.

Najgorsze za nami…teraz tylko wciągnąć do środka.

Efekt końcowy.

28 myśli na temat “Narożnik

Dodaj własny

  1. Wow, to akcja na miarę Bonda normalnie, ale powiem szczerze, że gdy kupowaliśmy nasze meble po remoncie, to z narożnikiem był podobny problem, tym bardziej, ze większy i część narożna makabrycznie nie formatowa na żadne schody, a u nas trzecie piętro…
    Dobrze, że u Was był taras, nam by ta sztuka nie wyszła.

    Polubienie

    1. Było trochę zabawy. Nasz narożnik jest tylko dwuczęściowy bo pomieszczenie, do którego go zamawialiśmy jest dość małe. Wszystko musiało być na specjalne zamówienie. Nie wzięliśmy jednaj zakrętasów na klatce pod uwagę.

      Polubienie

  2. No tak, oni ledwo ducha nie wyzionęli wciągając, a Ty zamiast pomóc zdjęcia robiłeś 🙂 🙂 🙂 My z Bartkiem wciągaliśmy na piętro, a i to wykorzystując drabinę po której się posuwała, a po wszystkim byliśmy mokrzy, więc szacun dla tych panów, bo lekko nie mieli 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Mnie bardzo cieszy, że mam szeroką klatkę schodową, ponadprzeciętną jak na wielką płytę i wszystkie meble, łącznie z narożnikiem, spokojnie przeszły. 🙂
    Z umawianiem się na godzinę tobi polski sklep mnie zawiódł… Ale aż takiej akcji nie było. 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

NA SATURNIE

jestem na innej orbicie, a tu jest chaos

Pisane Kobiecą Duszą

Witryna Internetowa Pisana Kobiecą Duszą*** The website has a google translator

Listy i [inne] brewerie.

"Plus ratio quam vis".

kosmiczne lata

papa was a rolling stone

Pielgrzymi

Z głową w chmurach po bezdrożach

Architektura doświadczeń

Proste doświadczenia i skomplikowana rzeczywistość

notatki na mankietach

mysli szybkie, mysli smiale, wszystkie mysli duze i male...

𝓛𝓾𝓼𝓽𝓻𝓸 𝓬𝓸𝓭𝔃𝓲𝓮𝓷𝓷𝓸ś𝓬𝓲 - 𝓴𝓪𝓵𝓲𝓷𝓪𝔁𝔂

𝒯𝑜 𝓃𝒾𝑒 𝒿𝒶 𝒷𝓎ł𝒶𝓂 𝐸𝓌ą 𝒯𝑜 𝓃𝒾𝑒 𝒿𝒶 𝓈𝓀𝓇𝒶𝒹ł𝒶𝓂 𝓃𝒾𝑒𝒷𝑜 𝒞𝒽𝑜𝒸𝒾𝒶ż 𝒹𝑜𝓈𝓎ć 𝓂𝒶𝓂 ł𝑒𝓏 𝑀𝑜𝒾𝒸𝒽 ł𝑒𝓏, 𝓉𝓎𝓁𝓊 ł𝑒𝓏 𝒥𝑒𝓈𝓉𝑒𝓂 𝓅𝑜 𝓉𝑜, 𝒷𝓎 𝓀𝑜𝒸𝒽𝒶ć 𝓂𝓃𝒾𝑒

Myśli (nie)banalne Joanny

Moje spojrzenie na świat

FacetKA

... bo ktoś musi nosić spodnie!

365 dni w obiektywie LG/Samsunga

365 days a lens LG/Samsung

rymki i nie tylko

Przed wejściem tutaj nie musisz konsultować się z żadnym lekarzem, farmaceutą, a nawet z rodziną, gdyż treści tu zawarte z pewnością nie zaszkodzą Twojemu zdrowiu i życiu,

Burgundowy Kangur

Zawiłości codzienności

Accordéon et dentelles au jardin

ou les tribulations d'Agathe Balboa de Kwacha

Bursztynka

Cała ja:)

Spisane na kolanie

We and nature

%d blogerów lubi to: