Mój trzynasty grudnia

Jakoś w marcu albo kwietniu roku pańskiego osiemdziesiątki pierwszego ubiegłego stulecia dostałem wezwanie na WKU. Dla niewtajemniczonych ten skrót nie ma nic wspólnego z wkurwem, choć bardzo mu emocjonalnie do niego blisko. Nie pochodzi również od pierwszych liter najważniejszych osób w naszym państwie czyli Witek, Kaczyński, Utrudzony Terlecki.

Nikt za wezwaniem z Wojskowej Komisji Uzupełnień szczególnie nie przepadał. Służba wojskowa była jednak obowiązkowa i tylko w specyficznych przypadkach albo po znajomosci można się było od niej wykręcić. Niby moja sytuacja nadawała się pod szczególny przypadek, bo przecież byłem już ojcem a w drodze było drugie dziecię.

Mając to na uwadze stawiłem się na owo WKU pełen dobrych myśli, znaczy się w nadziei, że mnie jednak odpuszczą.

Przedstawiłem odpowiednie zaświadczenia, które podłączono do moich akt. Kazali mi się jednak rozebrać w celu przebadania, tak żeby niby zgodne było z papierami. Potem była rozmowa z jakimś oficerem. Tłumacze gościowi co i jak a ten mnie patriotycznym obowiązkiem wobec ojczyzny wychłostał po twarzy. No tłumacze, że patriotycznie spełniam się w rodzinie, bo przecież drugie dziecko w drodze. Niewiele jednak to pomaga. Dobrze, że jestem po studiach i ten obowiązek ograniczono mi do jednego roku. Nie szło się z niego nijak wykręcić. Proszę zatem tego oficera, niech mi przynajmniej wyznaczy jednostkę gdzieś koło domu. W owym czasie mieszkaliśmy w stolicy Podkarpacia. Otworzył ów mędrzec mapę i zaczął kreślić po niej jakieś dziwne zakola. Aż wreszcie jego paluch zatrzymał się gdzieś wysoko na północnym wschodzie. „O” mówi do mnie „Morąg będzie w sam raz”. W ten sposób zostałem zaznajomiony z geografią Polski i Pojezierzem Mazurskim.

Na szczęście to była tylko trzymiesięczna szkółka, po której rozsyłano nas na ośmiomiesięczne praktyki. Dzięki zapobiegliwości mojego szanownego ojczulka udało mi się wrócić na domowe śmieci, co wcale nie było łatwe, bo z Morąga dostałem skierowanie do Szczecina, żeby mi było bliżej.

Patriotyczny obowiązek rozpocząłem w maju owego roku. Zatem w grudniu gdy generał Jaruzelski wprowadzał stan wojenny, ja wciąż służyłem ojczyźnie. Praktyka to była już bajka. Szedłem do jednostki na ósmą a na wieczór byłem już w domu. Niedziela oczywiście wolna chyba, że wyznaczono mi służbę.

Tak więc noc z dwunastego na trzynastego grudnia spędziłem w domu. Jako ojciec doskonały, zasiadłem z córcią przed telewizorem do teleranka. A tu nic panie bracie, tylko śnieg na ekranie. Dopiero po jakimś czasie słucham przemówienia generała. Skoro nie ma telewizji, to nie ma. Jakoś bez niej wytrzymamy. Resztę niedzieli spędziliśmy patrząc przez okno jak wojsko patrolowało ulicę.

Na drugi dzień zjawiam się w jednostce ubrany na wyjściowo, a cała jednostka w strojach polowych. Mój dowódca jak mnie zobaczył dostał wszystkiego naraz: apopleksji, histerii, oczy mu stanęły w słup, włosy dęba i jedyne co mógł wypowiedzieć to było kurwa pełne oszołomionego zdziwienia. Okazało się, że przespałem alarm dla wojska, co groziło sądem polowym. Na szczęście tylko groziło…

Dlaczego ten obrazek? No, mój dowódca też o mało nie zszedł na zawał jak mnie zobaczył.

28 myśli na temat “Mój trzynasty grudnia

Dodaj własny

  1. Miałem nieco więcej szczęścia, bo pracowałem w instytucji stanowiącej „zbrojne ramię rządu” a do moich uprawnień należało m.in. opracowywanie wniosków o odroczenie ze służby wojskowej ze wzgl. na potrzeby państwa. 😀 Zawodowo byłem takim ogniwem pośredniczącym między PZPR i SB, do których nie należałem. Nie uchroniło mnie to jednak przed zmilitaryzowaniem, co zawdzięczałem skromnej działalności w podziemnej drukarni. Propozycję „nie do odrzucenia” dostałem na przełomie stycznia/lutego 1982 r. Chodziłem w różnych mundurach, ale głównie cywilnych aż do sierpnia 1984 r. Ten okres wspominam dość miło („kobiety, wino, śpiew”), mimo tego, że parę razy spałowano mnie na ulicy i potraktowano gazem.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja większość tego czasu spędziłem w sztabie dywizji. Mogłem się przyglądać dość wysoko postawionym w mieście oficerom wojska. Pamietam, że oni bardzo przeżyli to co die stało w kopalni Wujek. Rocznik przede mną miał służbę przedłużoną..ja wyszłam w terminie. Wojsko jednak wspominam z sentymentem. Smutno patrzeć na to co zrobił z niego ten prostak Macierewicz.

      Polubienie

      1. Dostałem dwie propozycje, albo dobrowolnie podjąć pracę w jednej z jednostek paramilitarnych (za niezłą kasę, bo średnio ok. 23 tys./mc), albo robić to samo za żołd i na zasadzie powołania do sł. wojskowej. Wybrałem to pierwsze, ale nie dla kasy, tylko ze wzgl. na mundur, którego nie znosiłem. Do cywila wyszedłem latem w 1984 r.

        Polubione przez 1 osoba

        1. Ja wyszedłem w terminie czyli w kwietniu 1982. Po około czterech latach dostałem wezwanie na WKU. Trochę się przestraszyłem. Zjawiam się a tam gość się mnie pyta gdzie służę…nie mieli w papierach odnotowane, że wyszedłem do cywila. Dzięki temu udało mi się uniknąć paru powołań na ćwiczenia, które nie ominęły moich znajomych. 😃😃😃

          Polubienie

        2. Swoje odrobiłeś. Wydaje mi się, że zbyt wcześnie zrezygnowano z poboru. Może trzeba było skrócić okres. Całkowite zniesienie chyba było błędem. No ale Macierewicz kompletnie zniszczył armie.

          Polubienie

        3. W stanie wojennym nie miałem szans na uchylenie się od tej służby, bo wtedy bym został powołany do woja. Dopiero po zniesieniu kolejnych przepisów prawnych mogłem wystąpić do sądu administracyjnego o rozwiązanie umowy, z czego skorzystałem. To był fajny okres pracy, duża kasa, 8 godzin/dobę jako mundurowy, pozostałe 16 godzin jako cywil, w kieszeni wszystkie glejty okazywane na wypadek konfliktu z mundurówką, no i sute zaopatrzenie w kantynie. 😉 Zrezygnowałem, gdy wbrew zapewnieniom skoszarowano mnie na 2 tygodnie.

          Polubione przez 1 osoba

  2. No niestety mój mąż był w służbie dwa lata, a początek trafił go w Grudziądzu na szkółce, gdy pojechałam na odwiedziny, mnie stan wojenny zastał na dworcu, a jego w koszarach, nie zobaczyliśmy się długo, tym bardziej, że na wyjazdy potrzebna była przepustka…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Różne wtedy były nasze losy. Pamietam zmobilizowanych cywilów zamkniętych w szkołach tuż przed wigilia. Pamietam rodziny stojące pod siatkami jednostek próbujące się dowiedzieć czegoś albo podać coś najbliższym. Wesoło nie było. Jednak z perspektywy czasu Jaruzelski miał naprawdę ograniczone pol3 manewru.

      Polubienie

  3. Klik dobry:)
    Najbardziej pamiętam, jak w nocy przybyli – by ukryć się – sąsiedzi, którzy ongiś wyjechali do Warszawy. Kryjówka była dobra, bo nikt ich u nas nie szukał. A może… Niegroźni to działacze byli?
    Z pracy przypominam sobie porozkładane na wszystkich biurkach tajne mapy, na których cyrklem z czerwoną kredką zakreślaliśmy zasięgi rażenia spadających bomb. Do dziś nie wiem, o co z tym „bombardowaniem” chodziło.
    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Sytuacja była porównywalna do dzisiejsze z wirusem, z zachowanie odpowiednich proporcji. Wszyscy baliśmy się jednak wielu niewiadomych, chociażby jak zachowa się nasz brat, który wciąż stacjonował u nas. Na szczęście nie doszło do najgroźniejszego…śle napięcie było spore.
      Serdecznie pozdrawiam.

      Polubienie

  4. Strach spowodowany wyłączeniem telefonu co odebrałam jako odcięcie od świata. Nazajutrz, w poniedziałek 14 grudnia, marsz pieszo, przez zwały śniegu, do pracy bowiem komunikacja miejska nie działała.

    Polubione przez 1 osoba

  5. Nawet rok to długo. Moi rówieśnicy już nie mieli problemu, studentów prawie nie brali, a do tego w którymś momencie w ogóle znieśli ten cały pobór, trzeba było tylko się zgłosić na przydzielenie kategorii.
    Mojego ojca wzięli do wojska podobno tuż po ślubie, sama radość. 😀
    Przespanie alarmu sobie jak najbardziej wyobrażam. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Takie to były czasy. Patriotyczny obowiązek wobec ojczyzny. Dzisiaj to wyglada śmiesznie i sam się do siebie uśmiecham. Wtedy jednak wcale nie było mi do śmiechu. Wtedy tez zawieraliśmy związki małżeńskie dość szybko, stąd nie dziwie się, że ojca capnęli zaraz po ślubie.

      Polubienie

  6. WKU? Ja jestem przy wojsku chowana i z niejednej kuchni polowej grochówkę jadłam, więc wiem doskonale co to WKU. A stan wojenny to był fajny czas – do szkoły się nie chodziło, jeść nie było za bardzo co, w domu zimno, śnieg po pas… Ech, młodość. Przytulasy!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

transcendentphoto.com

professional photography - going beyond ordinary limits

mamamyslicielkahome.wordpress.com/

O macierzyństwie. O książkach. O życiu.

Balladeer's Blog

Singing the praises of things that slip through the cultural cracks

Work and travel

My work and travel. Chcesz coś zmienić? Może zmień wszystko!

arek nowakowski

wordpress.com

The Biveros Effect

To Travel is to Live

U stóp Benbulbena

pocztówki z Irlandii

Śpiew ptaka

Życie tu i teraz jak śpiew ptaka, który śpiewa po prostu, zawsze.

Der Amateur Photograph

Ein experimentell kreativer Fotoblog über Optik und Photographie

Prefiero quedarme en casa

Un blog sobre lo que me gusta escribir

saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera

w poszukiwaniu perspektyw

moje bzdury, radości i frustracje

%d blogerów lubi to: