Ostatnie kilometry

Ostatnie pięć kilometrów to już podjazd pod naszą górkę. Emocje sięgają zenitu. Na końcu tej drogi stoi nasza hacjenda. Niby to tylko kilka kilometrów lecz zabiera nam pewnie dobre piętnaście minut. Nasza „aleja” poważnie ucierpiała w porze deszczowej i jej stan pogorszył się znacznie od naszego wyjazdu. To, że jest wąsko to nic nowego. Nowe natomiast są koleiny na większości podjazdu.

Dwa kilometry od domu mieszka nasz mleczny zaopatrzeniowiec. Zatrzymaliśmy się. Świeże mleko prosto od mućki i dwanaście jaj prosto z gniazda, to się nazywa życie.

Walimy teraz już bez zatrzymania. Ostatni odcinek ucierpiał najbardziej. Javier musi zwolnić prawie do minimum, żeby nie uszkodzić swojego środka pracy. Wyjeżdżamy wreszcie na ostatnią prostą. Przed nami brama, za która już tylko nasz dom i trójka sąsiadów.

Jesteśmy na miejscu. Dom stój. Zjazd do niego mocno zarośnięty. Trawa pewnie w granicach metra rozpakowała się na naszym froncie. Po prawej stronie od wjazdu mamy wciąż nie zakopany dół, który wypełniamy skoszoną trawą. Jego jednak nie widać. Dokładnie zarośnięty. Musieliśmy o nim przypomnieć Javierowi, bo on też zapomniał i cofając mało w nim nie zaparkował. Nic jednak nie jest ważne. Dotarliśmy. Jesteśmy w domu.

Na patio też rozgościły się roślinki.

Pracy nie będzie nam brakować.

23 myśli na temat “Ostatnie kilometry

Dodaj własny

  1. Te jaja to też z gniazda mućki? 🙂 U nas jak jednemu gospodarzowi krowa zaczęła znosić jajka to sie do miasta wyprowadził… 🙂 Najważniejsze że dotarliście!! W końcu mogę odetchnąć z ulgą! A to że trochę pozarastało? Roślinności nigdy dość! 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

    1. to cieszę się, że masz jeden problem do zmartwień mniej. Pomalutku, pomalutku i będziesz miał życie bezproblemowe. A jak przeginają PiS to i radość może zagościć. Wtedy na to konto zjawie się z krowimi jajami..😂😂😂
      Dobrze być w domu. Wreszcie cisza. 😃😃

      Polubione przez 1 osoba

  2. O Matusiu! Az się prosi o jakiś środek chwastobójczy, chociaż na fugi kafelek.
    Teraz jednak macie czas na przedstawienie się w spokoju i nieśpiesznie. Żaden samolot Wam nie ucieknie, no i nie trzeba nosić maseczek 🙂

    Polubienie

    1. Do końca roku front robót murowany. Nie tylko trzeba się rozprawić z tymi paprociami, Luśka nawiozła ziarenek wszelakich … oj będzie się działo. Mamy jednak cały czas na te ogrodowe zabawy. Do końca szaleństwa wirusowego już się nigdzie nie ruszamy.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Na skraju miasta

takie tam obserwacje

transcendentphoto.com

professional photography - going beyond ordinary limits

mamamyslicielkahome.wordpress.com/

O macierzyństwie. O książkach. O życiu.

Balladeer's Blog

Singing the praises of things that slip through the cultural cracks

Work and travel

My work and travel. Chcesz coś zmienić? Może zmień wszystko!

arek nowakowski

wordpress.com

The Biveros Effect

To Travel is to Live

U stóp Benbulbena

pocztówki z Irlandii

Śpiew ptaka

Życie tu i teraz jak śpiew ptaka, który śpiewa po prostu, zawsze.

Prefiero quedarme en casa

Un blog sobre lo que me gusta escribir

%d blogerów lubi to: