Spacer w deszczu

Moje codzienne spacery to taka swoista ucieczka od domowego hałasu i możliwość bycia z samym sobą i swoimi myślami. Pogoda wciąż dopisuje. Jest relatywnie ciepło jak na październik i deszczu tez niewiele. Jak już pada to i tak w godzinach, które nie maja wpływu na moje plany spacerowe.

Często jednak niebo jest zachmurzone gdy wychodzę, by po chwili wszystko jakoś się rozeszło po kościach i bez deszczu.

Nie inaczej było owego dnia przed mniej więcej miesiącem. Niebo zwiastowało zbliżający się deszcz. Wlazłem jednak w swoje buty w nadziei, że podobnie jak poprzedniego dnia, poduczy, poduczy i przejdzie. Mój spacer to koło liczące mniej więcej dziesięć kilometrów. Pokonuje je w dwie godziny.

Wylazłeś zatem patrząc trochę niespokojnie na to co się działo na niebie. Po około półgodzinie zaczęło jednak mżyć. Kto by się bal takiej małej ilości wody. Parłem więc do przodu. Zostało przecież już tylko półtorej godziny do powrotu do domu. Mżawka nie tylko nie ustawała ale przybierała na sile. Po kolejnych dwudziestu już nieźle padało. Ciuchy moje już nie były tylko wilgotne ale zaczęły przemawiać. Ja jednak jestem w takim miejscu, że już bez znaczenia czy wrócę czy będę kontynuował bo to mniej więcej środek drogi. Prę więc do przodu w nadziei, że jednak przestanie.

Nic z tych rzeczy, padało coraz mocniej i mocniej. Akurat w tej części mojej trasy był całkiem sporej wielkości las. Stanąłem więc pod drzewem i czekam na litość z niebios. Okolica trochę bezludna i pora raczej taka, że ludzie w domu.

Przejechał koło mnie jednak samochód w stronę przeciwną do mojej marszruty.

Miałem przy sobie telefon. Byłem już przemokniętych do suchej nitki. Dalsze czekanie nie miało sensu. Wykręciłem numer Starszego aby mnie zebrał z trasy.

Samochód, który właśnie koło mnie przejechał nawrócił się i teraz zmierzał w moim kierunku. Zatrzymał się na mojej wysokości. Kierowca spojrzał na mnie i spytał czy nie potrzebuję pomocy. Pewnie bym skorzystał, gdyby nie wcześniejszy telefon do syna. Podziękowałem i powiedziałem, że mój syn jest już w drodze.

Pomyślałem tylko, że wbrew temu co wyprawiają politycy, świat jest ciagle pełen dobrych ludzi. Dobrze jest spotkać takiego człowieka od czasu do czasu, żeby nie stracić w nas wiary.

Moje górki wciąż na mnie czekają. Jeszcze tylko chwila.

22 myśli na temat “Spacer w deszczu

Dodaj własny

  1. Nie jest łatwo okazać taką życzliwość. Równie dobrze można trafić na bandziora nawet jeśli ktoś na takiego nie wygląda.
    A przecież dawnymi czasy podróżowanie auto-stopem było popularne i raczej bezpieczne.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Bursztynka

Cała ja:)

Spisane na kolanie

We and nature

Katie's Planners

Tworzę piękne i minimalistyczne kalendarze, notesy, plenery cyfrowe oraz do druku, także autorskie narzędzia i szablony ułatwiające organizację i wcielanie planów w życie.

Accordéon et dentelles au jardin

ou les tribulations d'Agathe Balboa de Kwacha

sudeckie klimaty

we also dare to dream

UnstableTrip

Digital Nomad Travel Blog

Na skraju miasta

takie tam obserwacje

mamamyslicielkahome.wordpress.com/

O macierzyństwie. O książkach. O życiu.

Work and travel

My work and travel. Chcesz coś zmienić? Może zmień wszystko!

arek nowakowski

wordpress.com

%d blogerów lubi to: