Zakupy.

W tym zawirusowanym czasie najgorszym problemem są dla nas zakupy. Do tej pory było to relatywnie proste. Schodziliśmy do przystanku autobusowego. On, ten autobus, zabierał nas do centrum, gdzie w miarę potrzeb odwiedzaliśmy różne punkty handlowe.

Do robienia zakupów w moim gospodarstwie domowym niezbędna jest Luśka. Jak to kobieta, która nadzoruje domowe zaopatrzenie w artykuły spożywcze, doskonale wie co nam potrzeba a co może poczekać do następnej wyprawy. Jej zatem kartka czy lista z towarami do kupna nie jest potrzebna.

Z drugiej strony chodząc między regałami zawsze coś wypatrzy co się może przydać albo o czym wcześniej nie pomyślała.

Co innego ja. Mnie najbardziej interesują półki ze słodyczami, od których muszę uciekać. Lubię też zatrzymać się przy stoisku z alkoholem ot tak aby popatrzeć czy warto byłoby coś spróbować. Reszta sklepu wyglada dla mnie tak samo. Odróżniam towary i owszem ale czy jest nam potrzebny czy nie – no skąd mnie to wiedzieć.

Luśka ma też inne „zboczenie”. Kupując cokolwiek nowego sprawdza dość dokładnie składniki. Nie daj Boże coś tam w nich podejrzanego – po zawodach. Ów produkt może zapomnieć, że jeszcze kiedykolwiek będzie miał przyjemność spojrzeć w oczy mojej dziewczynie. Ma być zdrowo.

Podział był zatem prosty, dziewczyna kupuje a ja robię za tragarza i przewodnika po mieście.

Po zakończeniu naszej sklepowej działalności zwykle wracaliśmy autobusem do naszej drogi w góry. Wcześniej dzwoniłem do Pepe. On czekał na nas ze swoim śmierdziuchem i wywoził na do casy. Jeśli zakupów było zbyt dużo, że nawet we dwojgu nam było ciężko, wtedy dzwoniliśmy do naszego taksówkarza i on zabierał nas spod jakiegoś punktu do domu. To rozwiazanie nie było dla mnie zbyt dobre. Luśka bowiem w taksówce przypominała sobie o innych sklepach, zwłaszcza tych ogrodniczych. Zamiast prosto do domu objeżdżaliśmy jeszcze pare takich przybytków a to za sadzonkami, a to za workiem ziemi. Moja matko boska, te przybytki wszystkie dla mnie wyglądały definitywnie tak samo..dla mnie tylko.

Z powodu ograniczeń świrusowych zdani jesteśmy na naszych sąsiadów. Komunikacja nie funkcjonuje. Nasz taksówkarz nie wychodzi z domu w obawie przed niewidocznym paprochem.

Zakupy zatem spadły na mnie i na listę od mojej dziewczyny. Nasz dentystyczny sąsiad nie ma ograniczeń w poruszaniu się. Jego żona może jedynie używać swój samochód zgodnie z numerem rejestracyjnym. Ona od czasu do czasu jedzie sama na zakupy i wtedy Luśka może się podłączyć. Pani dentyścina to jednak wyższa klasa. W jej środowisku koleżanki nie zawracają sobie głowy pracą, każda ma pomoc domową. W dobie ograniczeń trochę musiała jednak przeflancować się na klasę pracowniczą ale idzie jej to opornie.

Tak czy inaczej częściej teraz ja odwiedzam miasto w celach sklepowych niż moja dziewczyna. Tak właśnie było wczoraj i o tym miałem pisać w pierwszej kolejności. Ale jak to ja rozpisałem się tytułem wstępu. Meritum zatem w następnym wpisie. 😃😃😃

32 myśli na temat “Zakupy.

Dodaj własny

  1. U nas mają otworzyć galerie nawet, ale jak tam iść w te tłumy, a do przebieralni?
    My czasami dublujemy zakupy, bo mąż nie może się czasami powstrzymać i kupi poza kolejką…

    Polubienie

      1. Fakt, kobiety i butelki to chyba jedyne kształty które potrafią na dłużej przyciągnąć męski wzrok 🙂 Wyjątkiem jest Kaczyński, którego podniecają koty, ale on nie jest facetem tylko małą kur*ą 🙂

        Polubione przez 1 osoba

        1. Jego przede wszystkim podnieca zemsta na Polakach za to że nic nie osiągnął i jest nikim. Mały mściwy fiut jest w stanie narazić nas na utratę zdrowia i życia byle by osiągnąć swoje chore cele.

          Polubione przez 1 osoba

  2. U nas nie można się przemieszczać dalej niż 2 km bez potrzeby, ale komunikacja państwowa jeździ jak w zegarku, zazwyczaj na pusto. Robimy duże zakupy w mieście podjeżdżając własnym samochodem, teraz wypada z 2 razy w tygodniu. Możemy, bo zakupy są traktowane jako pilna potrzeba. Mąż właśnie się wybiera sam, ale lubię też z nim jeździć, tylko akurat nastawiłam pranie i nie chcę zostawiać włączonej pralki za długo 🙂 I daję mu kartkę, co ja chcę na obiad. Tyle, że on mieszkał na tyle długo sam, że lepiej ode mnie wie, co jeszcze potrzeba w mieszkaniu, poza jedzeniem. Alkoholu nie pijemy wcale. Dostajemy od sąsiadów butelki na różne okazje, długo stoją za tv, potem dajemy znajomym 🙂

    Polubienie

    1. Bez kartki nie byłbym w stanie dokonać konkretnych zakupów. Lubię popatrzeć na alkohole jeśli coś kupię to na ogół piwo od drobnego wytwórcy.
      Problem z zakupami jest tez taki, że w jednym miejscu wszystkiego się nie kupi. Nasi znajomi zostawiają nas gdzieś tam i potem odbierają. Często trzeba się nabiegać. Tego typu „wielosklepowe” zakupy spadają na mnie. Moja dziewczyna jedzie tylko wtedy gdy żona dentysty wyjeżdża do miasta tylko w celach uzupełnienia zaopatrzenia.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Właśnie z tego powodu, że na naszym zadupiu nie ma wszystkiego, udajemy się do miasta i zwyczajowo odwiedzamy Tesco i Lidl. Jak mamy czas i trzeba nam czegoś specjalnego, to jeszcze jedziemy do polskiego sklepu, ale on jest w środku miasta, więc zostawiamy go zazwyczaj na sam koniec, a jak już nie mamy sił łazić, to po prostu sobie darowujemy. W prezencie dostajemy wina. Są to wina przechodnie, przechodza na naszych innych znajomych 😉

        Polubienie

        1. To jest ta różnica. Tu nie ma sklepów typu Tesco czy Lidl. Spożywczy ma pare niespożywczych artykułów jak szkło czy suplementy. Jednak to ograniczony wybór. Poza tym mamy swoje miejsca, w których lubimy się zaopatrywać…tylko trzeba się nachodzić.

          Polubione przez 1 osoba

        2. Specyfika kraju, jak widać 🙂 W Ekwadorze nie byłam, odnoszę wrażenie, że trochę jest podobny do Meksyku (ekonomicznie). A o Meksyku jedna Amerykanka mieszkająca na stałe powiedziała mi: pięknie tu jest, ludzie mili, ale lepiej nie chorować.

          Polubienie

        3. Moja córka mieszka w Meksyku na Yukatanie. Amerykanie zdominowali Meksyk swoimi przedsiębiorstwami i sklepami. To widać oczywiście w większych miastach typu Merida, stolica Yukatanu. Poza miastami Meksyk rzeczywiście jie różni się od Ekwadoru pod względem ekonomicznym. Do Ekwadoru Amerykanie jeszcze nie dotarli, na szczęście. Wcale mi do ich obecności nie jest tęskno. Przedstawiliśmy się już i akceptujemy to co jest dostępne.
          Jeśli chodzi o służbę zdrowia to wolałbym chorować w Ekwadorze niż w Meksyku.

          Polubione przez 1 osoba

  3. No to trochę macie kłopotu z zakupami. Współczuje 🙂 Dobrze, że sąsiedzi pomocni.
    U mnie, przynajmniej w okolicznych sklepach (bo duże domy towarowe bardziej w centrum są pozamykane) nie specjalnie się zmieniło. Ludzi, tzn. kupujacych tez tyle samo co zwykle.
    A co do listy, to ja też niby sobie przygotowuję, ale i tak później ciągle mi się przypomina, że jeszcze to czy tamto się przyda. Też staram się sprawdzać składniki i wiele produktów odrzucam, ale czasami nie ma wyboru….

    Polubienie

    1. Jest to trochę uciążliwe, nie będę ukrywał. Jak to się mówi, coś za coś. Wybraliśmy to miejsce aby uciec od cywilizacji i ludzi. Z tej perspektywy jesteśmy bardzo zadowoleni. Wirus wszystkim pokrzyżował plany. Przejdzie jednak czy wcześnie czy później.
      Czytałem, że macie problemy z masłem. Na szczęście tutaj go nie brakuje. Masło to dla mnie podstawa.

      Polubienie

    1. O samochodzie myślimy już ładne kilka lat. Niestety tutaj byle gnieciuch kosztuje okropnie drogo. Wyliczyliśmy, że bardziej opłaci nam się taksówka. Tylko nie przewidzieliśmy świrusa i tego, że nasz kierowca tak się go przestraszy.

      Polubienie

  4. Niesamowicie przypominasz mi męża. Stoi przed sklepem, bo nie wie, co potrzebne. Z kartki połowę rzeczy kupi i do tego dumny, że mu się udało.
    Serdeczności

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Architektura doświadczeń

Proste doświadczenia i skomplikowana rzeczywistość

notatki na mankietach

mysli szybkie, mysli smiale, wszystkie mysli duze i male...

𝓛𝓾𝓼𝓽𝓻𝓸 𝓬𝓸𝓭𝔃𝓲𝓮𝓷𝓷𝓸ś𝓬𝓲 - 𝓴𝓪𝓵𝓲𝓷𝓪𝔁𝔂

𝒯𝑜 𝓃𝒾𝑒 𝒿𝒶 𝒷𝓎ł𝒶𝓂 𝐸𝓌ą 𝒯𝑜 𝓃𝒾𝑒 𝒿𝒶 𝓈𝓀𝓇𝒶𝒹ł𝒶𝓂 𝓃𝒾𝑒𝒷𝑜 𝒞𝒽𝑜𝒸𝒾𝒶ż 𝒹𝑜𝓈𝓎ć 𝓂𝒶𝓂 ł𝑒𝓏 𝑀𝑜𝒾𝒸𝒽 ł𝑒𝓏, 𝓉𝓎𝓁𝓊 ł𝑒𝓏 𝒥𝑒𝓈𝓉𝑒𝓂 𝓅𝑜 𝓉𝑜, 𝒷𝓎 𝓀𝑜𝒸𝒽𝒶ć 𝓂𝓃𝒾𝑒

Myśli (nie)banalne Joanny

Moje spojrzenie na świat

FacetKA

... bo ktoś musi nosić spodnie!

365 dni w obiektywie LG/Samsunga

365 days a lens LG/Samsung

rymki i nie tylko

Przed wejściem tutaj nie musisz konsultować się z żadnym lekarzem, farmaceutą, a nawet z rodziną, gdyż treści tu zawarte z pewnością nie zaszkodzą Twojemu zdrowiu i życiu,

Burgundowy Kangur

Zawiłości codzienności

Accordéon et dentelles au jardin

ou les tribulations d'Agathe Balboa de Kwacha

TAKI JEST ŚWIAT

życie to nie bajka

Bursztynka

Cała ja:)

Spisane na kolanie

We and nature

Katie's Planners

Tworzę piękne i minimalistyczne kalendarze, notesy, plenery cyfrowe oraz do druku, także autorskie narzędzia i szablony ułatwiające organizację i wcielanie planów w życie.

sudeckie klimaty

hills and valleys of grassroot creativity

UnstableTrip

Digital Nomad Travel Blog

Na skraju miasta

takie tam obserwacje

%d blogerów lubi to: