Efekt uboczny

Nie to nie będzie wpis o tabletkach, medycynie, lekarzach czy firmach farmaceutycznych. To będzie o moim serdecznym znajomym i koledze M.

Znamy się tysiąc lat albo dłużej. Pracowaliśmy w Polsce w tej samej instytucji chociaż w różnych wydziałach. Potem tak się złożyło, że przenieśli nas do innej komórki i już pracowaliśmy razem. Niezależnie od tego spotykaliśmy się też na płaszczyźnie prywatnej. M ma wiele zdolności. Jedna z nich to malowanie. Namówiłem go zatem aby przygotował tablo dla mojej córci kończącej przedszkole. Tak, tak wymyśliliśmy, że to zrobimy jako pamiątkę. Praca przeciągała się a my przy niej trochę trunkowaliśmy. I tak zmoczyliśmy oboje papiery u jego żony. Tak czy inaczej wszystko skończyło się dobrze.

Potem ja wyjechałem w poszukiwaniu lepszego jutra a M został. Z głupia frant wziął udział w loterii wizowej i trafił na listę szczęśliwców.

Ponownie nawiązaliśmy kontakt bo w USA musiał mieć jakiś punkt zaczepienia. Zjechał zatem pewnego dnia i początkowo zatrzymał się u mnie.

Wspominaliśmy sporo a przy okazji pomógł mi odnawiać nasz pierwszy amerykański dom.

Początki na obczyźnie zawsze są trudne. M jednak parł do przodu nie poddając się przez chociaż chwile. Któregoś dnia podczas jego nieobecności otrzymałem telefon od jego siostry. Wiadomość była bardzo smutna. Ojciec M niespodziewanie odszedł do krainy wiecznych łowów. Na mnie niespodziewanie spadło poinformowanie M o tym co się stało. Szukałem w miarę najlepszego sposobu. Ale czy w takich sytuacjach takowy istnieje?

Najsmutniejsze jednak było to, że choć M przebywał w USA jako legalny emigrant to jednak nie miał jeszcze odpowiednich papierów aby wrócić do kraju i pożegnać ojca. Czasami tak w życiu wychodzi.

Nasze drogi trochę się rozeszły gdy M wyprowadził się do Chicago. Pozostaliśmy jednak wciąż w kontakcie a M z racji swego zawodu kilkakrotnie do nas zawitał.

M poruszając się sporo po kraju poznał Stany jak mało kto. Jego fotografie z wielu miejsc zawsze były majstersztykiem. To od niego, gdy zdecydowałem się na zwiedzenie zachodniego wybrzeża, dostałem pare cennych wskazówek co warto zobaczyć.

Znowu ruszyłem w podróż i wylądowałem w Ekwadorze. Kontakt jednak się utrzymał dzięki postępowi technologicznemu. Rozmawiamy od czasu do czasu przez skypa czy inne komunikatory.

Dziś M zaskoczył mnie zdjęciami z pobytu u nas w domu w Stanach. Przy okazji dowiedziałem się, że szanowna rodzicielka pożegnała ten świat i udała się na spotkanie ze swoim mężem. M to człowiek bardzo rodzinny. Los i tym razem okazał się nie być łaskawy dał niego. Wirus, który zatrzymał świat jemu uniemożliwił pożegnanie mamy. Ot taki efekt uboczny aktualnej sytuacji.

Postanowiłem dzisiaj być z M przynajmniej duchowo. Wiem, że smutek rozdziera mu serce. Na szczęście ma bliskich wokół siebie.

Trzymaj się stary czy młody czy w kwiecie wieku czy jak tam Ci pasuje. Trzymaj się jednak i przede wszystkim.

34 myśli na temat “Efekt uboczny

Dodaj własny

  1. A wiesz, że i ja noszę się z zamiarem opowiedzenia Wam o swojej Przyjaciółce? To chyba taki czas na podsumowania…Myślę o sytuacji zarazy, ale i wieku. Jest już o czym opowiadać wnukom, ale one nie bardzo chcą słuchać 😉 😦

    Przykro mi razem z Tobą. Gdyby się kiedyś okazało, że ktoś nam TO WSZYSTKO zrobił celowo, to…nie wiem.

    Polubione przez 1 osoba

    1. No właśnie trochę się działo za naszego życia. Moje dzieci wciąż nie pojmują, że kiedyś dawno temu jedzenie i nie tylko było na kartki.
      Trochę smutno mi się zrobiło wczoraj po rozmowie z M. Życie jest jakie jest. Nie wszystko w naszych rękach.

      Polubienie

  2. Też mam kogoś takiego… Znamy się prawie 30 lat. Raz bliże, raz dalej, różnie nas życie prowadziło, ale ciągle utrzymujemy kontakt. Teraz ma także trudny czas, ale to ona ma problemy zdrowotne, bardzo poważne. Walka o życie. Jestem z nią myślami cały czas. Tak, to taki czas podsumowań. Trzymajcie się…

    Polubione przez 1 osoba

      1. W naszym kraju jest problem z leczeniem na choroby inne niż wirus. Duży problem. Zastanawiam się więc jak to wyjdzie. Już dawno powinna leżeć na stole operacyjnym. Dodatkowe komplikacje, jakby i tak ich było mało. Jednak na pewne rzeczy wpływu nie mamy. Trzeba przyjąć to, jak jest i czekać.
        Dziękuję i wzajemnie.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Słowiki nie płaczą

Wynurzenia trzeźwiejącej narkomanki z dwubiegunówką

Co zostało na alei róż...

Jestem swoją myślą, rzuconą w świat, pomiędzy codziennymi tysiącami innych twarzy... Wyznania Milargos.

Melanż

Mam zakaz chlania, cale szczęście jebie zakazania

heygoodway

blog podróżniczo-lifestylowy

saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera

seashelllove

Z miłości do muszelek i niebanalnej biżuterii

Wymiar Zdrowia

Dietoterapia online, konsultacje z dietetykiem przez internet. Indywidualne plany żywieniowe oraz gotowe jadłospis online.

RomanticSugar94

„Styl to sposób na zamanifestowanie tego, kim jesteś, bez konieczności mówienia”. – Rachel Zoe

Księga Myśli

Cytaty, cytaty w formie graficznej, myśli, sentencje, aforyzmy, książki, ciekawostki. Daj się zainspirować.

skowron pisze

mała cząstka mnie / little part of me

. . .

love each other like you are the lyric and they are the music

Banter Republic

It's just banter

Yelling Rosan Blogi

is award free one

cocinaitaly

comida italiana

%d blogerów lubi to: