Dzień marzenie.

Luty zasadniczo był bardzo ciepły. W porównaniu z poprzednimi miesiącami to różnica niczym między niebem a ziemią. Zdarzały się przelotne opady a nawet grad, jednak tyle słońca już dawno nie mieliśmy.

Dzisiaj jednak słoneczko przeszło samo siebie. Wylegliśmy na zewnątrz i celebrujemy ten boski dzień. To jest wreszcie to po co tu przyjechaliśmy.

Między krawędziami dachu.

Rzecz o imionach

Im dłużej jestem w Ekwadorze tym bardziej jestem przekonany, że to jednak dość dziwny kraj. Nie znam jego historii i raczej się nie zapowiada żebym poznał, stąd być może trudno mi zrozumieć to z czym się spotykam od czasu do czasu.

Ameryka Południowa to zawsze była strefa wpływów Wuja Sama. Panoszył się tutaj i wciąż panoszy. W jednych krajach więcej w innych mniej. Dlatego zapewne ten kontynent każdemu kojarzy się z tak dużą ilością zamachów, przewrotów wojskowych i wielokrotnych zmian władzy. Amerykanie niechętnie patrzyli na kogokolwiek, kto chciałby kontestować jedynie słuszną i najlepsza demokracje świata. Może ona i dobra tylko, że w biednych krajach, w których dysproporcje są już na samym początku olbrzymie a potem się tylko pogłębiają, to ona nie do końca zdaje egzamin.

Bohaterem niemal każdego kraju na tym kontynencie jest Che Guevara. Wlał on nadzieje w serca upokorzonej biedoty, która uwierzyła, że można żyć inaczej. Wojsko popierane przez USA tłumiło te wszystkie powstania dość brutalnie. Zwycięstwo Salvatora Allende w Chile trwało tylko chwile. Został dość szybko obalony o czym każdy wie z historii.

Widać jednak, że te ruchy społeczne, zapoczątkowane pewnie na Kubie a potem kontynuowane w innych krajach opierały się na zasłyszanej wiedzy o państwie sprawiedliwości społecznej za jaki musiał być uważany Związek Radziecki, ówczesna nazwa dzisiejszej Rosji, dla przypomnienia tak na wszelki wypadek. Nie mam pojęcia czego uczą tutaj w szkołach na jego temat. Nie mam jednak wątpliwości, że w mniemaniu wielu Ekwadorczyków, może i nawet obywateli innych państw z tego kontynentu, Lenin i Stalin to bohaterowie, którzy dali biedocie szanse na lepsze życie. Czy to Guevara tak rozsławił bohaterów Związku Radzieckiego? Nie wiem. Dość jednak powiedzieć, że Lenin jest jednym z najbardziej popularnych imion. Podobnie zresztą jak i Stalin. Pisałem już o tym w jednej z moich notek. Naszym prezydentem jest Lenin Moreno. Słyszałem też o innych Leninach. Jakoś nie trafił mi się żaden Stalin. Aż do ostatniego tygodnia. Płacę oto rachunek w kasie w sklepie spożywczym i oczom nie wierzę. Kasjer nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia parę lat. Na jego szyi zawieszona była kartka z jego imieniem, co jest tutaj standardem. A na kartce jak byk Stalin. Nie szło go wylatać okoliczności nadania mu imienia. Jeśli przyjąć, że miał dwadzieścia pięć lat to musiał się urodzić gdzieś w okolicach dziewiecdziesiątegopiątego roku. Widać Stalin w świadomości niektórych, niczym Lenin, wiecznie żywy.