Chyba, że…

Ledwie com łoczęta łotworzył, jeszcze mocno zaspany i nie gotowy na następny dzień a tu słyszę klik, klik. Te charakterystyczny klik, taki co to mi mówi, że dziecka nasze wysyłają nam wiadomości za pomocą komunikatora komputerowego. Mamy na nim utworzoną grupę, tak więc wiadomość idzie we wszystkie strony świata gdzie tylko moja krew obecnie przebywa.

Klik, klik znowu dało się usłyszeć. Wynika, że nawiązała się rozmowa pomiędzy częścią mojej rodziny. Klikanie zaczyna przybierać na sile, czyli chcąc nie chcąc trzeba rzucić okiem na komputer co to znowu tak ich pobudziło do życia.

Patrzę ci ja i oczom nie wierze. Do łba wpadły mi słowa szlagieru „czy to jawa, czy sen”, tylko, że dalsze słowa nie mają już sensu bo widok na ekranie niczego mi nie przypomina i wcale nie jest mi znajomy. Jak moje dziecka witały ten świat, przy tym ojciec wtedy być obecnym nie mógł.

Patrzę ci ja na zdjęcie, które dzieciaki siarczyście obśmiewają i uwierzyć nie bardzo mogę. Dzieją się w Polsce rzeczy straszne, komiczne, śmieszne, z pogranicza farsy, płytkiego kabaretu. Ciężko mnie już tym zaskoczyć. A jednak. Dzieci by przeszły wedle tego bez większych emocji ale to ich miasto. Tu dwójka z nich przyszła na świat no i taka niespodzianka. Początkowo pomyślałem, że to jakiś happening dla śmiechu, bo strona, która to zamieściła to nie nasza, tylko angielska jakaś. Chwile potem jednak okazało się, że informacja znalazła się rownież na Wirtualnej Polsce.

Czy ci panowie w czarnych sukienkach całkiem juz poszaleli? Święcić miejsce to jedno, czego i tak już jest w nadmiarze, jednak na tak przygotowanej sali to chyba tylko ktoś całkiem niezdający sobie sprawy jak irracjonalnie to wyglada.

Chyba, że księża będą od teraz brać udział przy porodach…to co innego.

Sala widać z górnej półki. Widowisko jednak marne
Żeby nie było, że kłamie. Tak nas szanowni państwo postrzega świat

Nie znam ludziów na tym obrazku. Bardzo jednak możliwe, że jeden z nich to pierwszy sekretarz wojewódzkiego komitetu jedynie słusznej partii.