Ogrodek i kurnik

Ogródek, którego areał rośnie z dnia na dzień był początkiem naszego planu zmierzającego do samowystarczalności. To co typowe na polskich grządkach niekoniecznie będzie tutaj rosło. Ten rok był pierwszym, który prawie w całości spędziliśmy tutaj. Możliwe zatem było obserwowanie pór roku. Niestety nie wszystko poszło zgodnie z planem. Niesamowite ilości opadów, których nie pamiętają nawet najstarsi Ekwadorczycy, mam na myśli Pepe, storpedowały nasze ogródkowe plany. Nadmiar wody w glebie nie sprzyjał zbytnio roślinom.

Niezależnie od tego, pierwsze kroki w organizacji całości zostały poczynione. Coś tam udało na, się zebrać. Mamy nadzieję, źe to rzeczywiście był nietypowy rok i w przyszły da nam więcej odpowiedzi na pytania związane z okresem sadzenia, dojrzewania i zbiorów. Zobaczymy.

Dogadaliśmy się z naszym sąsiadem w sprawie małego kurnika. Rozmowy trwały od dawna. Spółki to jednak coś czego staramy się unikać. Ostatecznie doszliśmy do wniosku, że spróbujemy. Niech się dzieje wola nieba. Nam samym byłoby ciężko dbać o niego i doglądać przede wszystkim z powodu podróży. Nie ma innego wyjścia tylko wciągnąć kogoś do współpracy.

W ubiegłym tygodniu od planu przeszliśmy do realizacji. Pepe, lokalna złota rączka, został wyznaczony do postawienia kurzego przybytku. Ja spełniam dwie funkcje. Po pierwsze nadzoruje szefa żeby nam się nie obijał, po drugie jestem jego…pomocnikiem. Szef wie, że patrzę na zegarek i w ramach rewanżu pogania mnie ile się da. A to podaj młotek, a to gwoździa, a to deskę. Wychodzi mi na to, źe bardziej jestem pomocnikiem niż nadzorcą. Robota się jednak posuwa i jedynym ograniczeniem są materiały, które zwozi nam mój kurzy wspólnik każdego dnia w zależności od potrzeb.

Praca z Pepe to jednak wielka przygoda. Gość ma swoje przyzwyczajenia i jest totalnie odporny na wszystkie pomysły. Mogę sobie płuca wypluć a on i tak zrobi po swojemu, patrząc na mnie przy okazji spode łba i uśmiechając się demonicznie. Zaczynam jednak się stawiać i pare razy wymusiłem na nim swój porządek rzeczy. Najważniejsze, że kurnik wylazł z ziemi i posuwamy się do przodu. A ja przy okazji nie mam czasu tracić go na kaczystów i dobrą zmianę.

Wytyczanie placu

Pepe w roli głównej.

Jeszcze chwila i będą…kuricy.

37 myśli w temacie “Ogrodek i kurnik

  1. Stanley Maruda 12 grudnia, 2019 / 3:17 am

    Super pomysł z tym kurnikiem, bo nie ma to jak swoje jajko i mięso. A jak Pepe będzie niegrzeczny to będziesz go tam zamykał 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ultra 12 grudnia, 2019 / 9:14 am

    Nie ma nic pyszniejszego niż rosół na kurze, która chodzi koło domu i wiadomo, czym się odżywia. Jajecznica na pomidorach, cebuli i papryczce chili musi smakować wybornie, warto posypać czosnkiem niedźwiedzim, Cebulki proszę przywieźć z Polski, myślę, że tam będą czuły się dobrze.
    Pozdrawiam serdecznie

    Polubienie

    • widzianezekwadoru 12 grudnia, 2019 / 12:40 pm

      Zanim przeczytałem ten komentarz to sobie zażyczyłem na śniadanie. Jajeczniczka. Nie z jajek swoich kur ale z okolicy, wolno chodzących. Pychości. Przywieźliśmy wiele nasion z Polski w tym siedmiolatkę, czyli cebulkę ma się rozumieć. Równie pomidory tyle, że te nie znoszą wilgoci a u nas w tym roku mokro wyjątkowo.
      Ogródkowe pozdrowienia.

      Polubienie

  3. jotka 12 grudnia, 2019 / 9:46 am

    Jajka od własnych kur to fajna sprawa.
    Pepe to asertywny pracownik, nie masz z nim lekko 🙂

    Polubienie

  4. whengirltravels 12 grudnia, 2019 / 11:08 am

    Popieram w pełni kurzy pomysł, a jeszcze bardziej pomysł z niejedzeniem mięsa. Łatwo nie będzie, obiecuję, ale satysfakcja gwarantowana 🙂 Buena suerte!

    Polubione przez 1 osoba

    • widzianezekwadoru 12 grudnia, 2019 / 12:56 pm

      Jak się całe życie pakowało w siebie schaboszczaka to zapomnieć o nim ciężko. Jesteśmy wegetarianami od około roku albo i dłużej. Ale po skończeniu kurnika chyba okazjonalnie damy porwać się rosołowi. Zobaczymy.
      Saludos.

      Polubienie

        • widzianezekwadoru 12 grudnia, 2019 / 4:55 pm

          Powiedziałem, być może na rosołek się skusimy. Jak się do nich przyzwyczaję to jednak skrzywdzić nie pozwolę. Chyba, że kondor mi pomoże, przecie to tutejszy symbol. 😃😃

          Polubienie

        • whengirltravels 12 grudnia, 2019 / 7:02 pm

          No właśnie! A poza tym, pamiętasz „Trzy dni Kondora”, choć właściwie to było „Sześć dni Kondora”. Takie wieczorne asocjacje 🙂

          Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s