Recepta na szczęście.

Jeszcze dziesięć minut do 2020 w kraju nad Wisłą. U mnie ciagle ponad sześć godzin. Spieszę się bo oto znalazłem receptę na szczęście. Jack sam w sobie jest dobra wróżbą. No i to hasło pasuje do jego szczęśliwej twarzy. Zamierzam się osobiście stosować chociaż łatwo nie będzie.

Za cztery północ w Polsce .. zdążyłem.

Para roku..na wesoło.

Stary rok postanowiłem zakończyć mocnym akcentem. Przyszły na płaszczyźnie politycznej nie zapowiada się zbyt ekscytująco. Chyba, że popatrzymy na to wszystko humorystycznie.

W PRL-u mieliśmy znakomitych kabareciarzy. Ze smutkiem trochę wspominam tamtego Jana Pietrzaka, któremu coś zaszkodziło po dziejowej zmianie. Był jednak doskonały obśmiewając włodarzy tamtego systemu.

Kabaret mam zatem we krwi. Aktualna władza niewątpliwie nie ma poczucia humuru. To banda smutnych oszustów, która na wszelki wypadek wytłukła wszelkie możliwe lustra, żeby się w nich nie oglądać.

W swoim kabaretowym zapamiętaniu postanowiłem dzisiaj spojrzeć na mijający rok i wybrać duet, albo jakąś parę i okrzyknąć ich królem i królową sylwestra.

Z wielu Fbkowych wpisów robię sobie zdjęcia, które potem wykorzystuje do swoich artykułów. Tak będzie i tym razem. Mam fotę Broszki-Kokoszki z Prezesem-Frazesem, mam rewelka zdjęcie Pawły z Piotrem sędziów tzw Trybunału. Szkoda, że Rysiek Kaprysiek przestał być marszałkiem seniorem bo mam jego fotę z Witkiem tzn. Elizabetą, ich jednak musiałem anulować. Agata Niemowa w ukłonie tanecznym z pewnym biskupem też super fota. Niezliczone ujęcia Adriana w kole gospodyń wiejskich też kabareciaste.

Kogo wybrać na parę roku? Ból głowy dopadł mnie okrutniasty. Przeglądam te ujęcia, każde ma coś w sobie i ciężko się zdecydować.

Eureka. Po kolejnym przeglądzie to zdjęcie podbiło i zawładnęło mną całkowicie.

Królewna Engelina i król Antonio Brzoza. Wstyd, że czepiają się wydatków królewny. To nic w porównaniu do kosztów utrzymania Elżbietki z Londynu.

Tosiek to mój ulubiony podmiot rozrywkowy. Gość jest wręcz genialnym bajkopisarzem. Zasłużył się też w wojsku i na policji. Był u mnie we wpisach już szogunem, hetmanem, Tonym Macho czyli naszym Jamesem Bondem i jeszcze kilkoma innymi postaciami. Ta fota jednak bije wszystko co o nim pisałem na tak zwaną głowę. Tosiek z Engeliną J. skradli moją pompę bezdyskusyjnie.

Życzę wszystkim udanej zabawy sylwestrowej i dużo uśmiechu w Nowym Roku. Dbajcie o zdrowie, niestety je mamy tylko jedno.

Trujący sukces

Kilka tygodni temu rząd trąbił o sukcesie naszego premiera związanym z postawieniem się podczas szczytu Rady Europejskiej w sprawach emisji pyłów i zanieczyszczenia powietrza. Cieszy się prezes, prezydent i cała masa specjalistów od propagandy. Cieszą się i ci, którzy z czytaniem mają odrobinę problemów a jedynym autorytetem w tych sprawach, poza przewodnią siłą narodu, jest arb. Jedraszewski.

W Angorze z 23 grudnia ubiegłego roku w artykule „Co trzeba wiedzieć o smogu”, przeczytałem co następuje.

Każdego roku zanieczyszczone powietrze przyczynia się do śmierci 45 tysięcy Polaków, podczas gdy w wypadkach drogowych ginie 3300 osób. Najbardziej zagrożone są dzieci o osoby starsze a normy zanieczyszczeń przekraczane są nawet 600 razy.

Oddychamy najgorszym powietrzem w Unii Europejskiej. W aplikacji o stanie powietrza na trenie naszego kraju, w niektórych regionach można znaleźć ostrzeżenia „lepiej zostać w domu”, albo „ogranicz swoją aktywność do pomieszczeń”. W tej sytuacji wyjście na zewnątrz wiąże się z koniecznością wdychania powietrza, które drapie w nosie i gardle oraz zagraża zdrowiu. Problem dotyczy właściwie całej Polski, choć są regiony, gdzie wprost nie daje się oddychać. Winny temu jest smog. To taka toksyczna mgła, której nazwa wzięła się połączenia angielskich słów smoke (dym) i fog (mgła). Po raz pierwszy zjawisko to doprowadziło do katastrofy ekologicznej w grudniu 1952 roku, kiedy taki smog zawładnął Londynem. Prze cztery dni jego trwania smierć poniosło do dwunastu tysięcy ludzi. Doprowadziło to do uchwalenia ustawy o czystym powietrzu cztery lata później.

Smog najczęściej występuje w okresie jesienno-zimowym. Pojawia się w czasie wyżowej pogody, mglistej i bezwietrznej pogody, kiedy wydobywający się z kominów weglowy pył, dwutlenek węgla i dwutlenek siarki tworzą z mgłą kwaśny aerozol, który uszkadza układ oddechowy i może doprowadzić do niedotlenienia organizmu lub trwałych uszkodzeń oskrzeli.

Przed dziesięciu Laty Rada Unii Europejskiej i Parlament Europejski wydały dyrektywę w sprawie jakości powietrza w Europie. Dyrektywa, znana pod nazwą CAFE (Clean Air for Europe), ustaliła normy dla pyłów zawieszonych PM10 i PM2.5. W przypadku PM10 średniodobowe norma wynosi 50 mikrogramów na metr sześcienny. Problem jednak w tym, że o ile normy są jednolite w całej Unii Europejskiej, to państwom pozostawione decyzje w sprawie ustalenia progów alarmowych. We Francji jest to 70 mikrogramów na metr sześcienny podczas gdy w Polsce ten próg jest skandalicznie wysoki i wynosi 300 mikrogramów na metr sześcienny. Gdybyśmy przyjęli francuskie normy alarmowania dla naszego kraju, to alarm smogowi musiałby obowiązywać w Krakowie aż prze 100 dni w 2017 roku. W tej sprawie Polska, niestety, jest najbardziej liberalnym krajem Unii Europejskiej.

Główną przyczyną smogu jest tak zwana „niska emisja” czyli spaliny pochodzące z kotłów i pieców na paliwa stałe w gospodarstwach domowych. Dotyczy to tak zwanych „kopciuchów”, które nie spełniają żadnych norm a ich liczbę szacuje się na około trzy miliony w całej Polsce. W Łodzi jest ich około 100 tysięcy, w Warszawie 15 tysięcy a Krakowie około 6 tysięcy.

Największe zagrożenie ze strony kopciuchów dotyczy emisji rakotwórczego benzopirenu, związku chemicznego wykazującego duża toksyczność przewlekłą i zdolność do kumulowania się w organizmie. Źródłem tej trucizny w powietrzu jest aż w 87% właśnie niska emisja. Benzopiren powstaje podczas spalania węgla i drewna w niskiej temperaturze. Chodzi tu o temperaturę ogniska na poziomie 300 – 400 stopni C. Im gorszej klasy węgiel tym ta temperatura jes5 niższa. Norma sredniorocznego stężenia benzopirenu wynosi 1ng/m sześcienny. W najbardziej zanieczyszczony miastatach, takich jak Brzeszcze, Nowa Ruda czy Nowy Targ, stężenia te sięgają średniorocznie 15 – 20 ng/m sześcienny. Analizując jednak poziomy miesięczne, okazuje się, źe będą one sięgać 50 a nawet 100 ng/m sześcienny.

Równie groźny jest pył zawieszony PM2.5. Jego niewielkie cząsteczki mogą przedostać się bowiem do krwiobiegu, co w efekcie prowadził do nasilenia objawów astmy, POChP, osłabienia czynności płuc, rozwoju nowotworów płuc, gardła i krtani, zaburzeń rytmu serca, miażdżycy. Norma średniorocznego stężenia PM2.5 wynosi 25 mikrogramów na metr sześcienny. W 2012 roku była ona dwukrotnie wyższa w Krakowie co było rekordem europejskim. Oznacza to, że oddychając takim powietrzem, można czuć się tak, jakbyśmy w ciągu roku wypalili ponad dwa tysiące papierosów.

Zanieczyszczenie smogiem najbardziej groźne jest w warunkach inwersji termicznej, gdy temperatura rośnie wraz z wysokością, dym nie unosi się do góry i zanieczyszczenia kumulują się przy powierzchni ziemi. Sprzyjają temu wysokie ciśnienie atmosferyczne, brak wiatru, wzmożone palenie w piecach zimą a także położenie geograficzne. Dlatego problem dotyczy szczególnie miejscowości w dolinach i kotlinach górskich taki jak chociażby Zakopane czy Nowy Targ.

Polska ma najbardziej liberalne w Europie zasady dotyczące poziomów informowania społeczeństwa o zanieczyszczeniu powietrza. Widać to na przykładzie poziomów dotyczących stężenia pyłów PM10. Jeszcze w 2012 roku o alarmie można było mówić przy poziomie średniodobowe 200 mikrogramów na metr sześcienny. Później podniesiono ten próg do 300 mikrogramów na metr sześcienny. A jak to wygląda w innych krajach? Poziom alarmowy dla Szwajcarii wynosi 100 mikrogramów na metr sześcienny, Finlandii – 80, Włoch – 75, Francji – 70, Słowacji – 150, Czech – 100.

Z powyższego jednoznacznie wynika gdzie ma nasze zdrowie rządząca formacja. Dla mnie jest oczywiste, że bardziej w dolnych częściach ciała niż w sercu. Ponad 40 tysięcy rocznie umiera z powodu chorób związanych z zanieczyszczeniem powietrza a oni twierdzą, że osiągneli sukces. Ja rozumiem, że pięć stów to lepsze niż nic. Za nie jednak zdrowia sobie nie kupicie. Truli, trują i truć będą bo traktują swoich wyborców jak ciemny lud, który czuje się dobrze w tym zabójczym smogu.

Źródło: Angora nr 51, 23 grudnia 2018.

I zjawił się człowiek

Nasze spacery po okolicy odbywają się zasadniczo tą samą trasą. Nie mamy wyjścia bo droga prowadzi tak jak prowadzi. Nigdy nie doszliśmy do jej końca bo tak zwana „para” nam na to nie pozwala. Za każdym razem staramy się jednak dołożyć parę setek metrów.

Ścieżka, którą się poruszamy wije się wśród pastwisk, które są ogrodzone tak aby jaśnie wielmożnie krówki posilały się tylko w jedny określonym miejscu. Gdy trawa jest dostatecznie wygryziona, następuje zmiana miejsca.

Mamy na tej drodze parę miejsc, które lubimy szczególnie odwiedzać. Jednym z nich było skupisko okolicznych jodeł. Czuć tam było inny zapach no i w okolicy drzew iglastych jakby grzybom było lepiej. Na tym odcinku dróżka była pokryta igliwiem.

Dotarcie do tej iglastej przystani zabiera nam około godziny. W tym miejscu na ogół decydujemy się czy idziemy dalej, czy też odpoczynek i wracamy.

Samych jodełek nie widać. Igliwie na drodze mówi jednak samo za siebie

Niestety ostatnia nasza wycieczka uzmysłowiła nam, że pomimo dzikości całego terenu i dość skomplikowanej drogi, nie tylko my odwiedzamy to miejsce ale i ludzie dla, których walory i uroda tego miejsca nie maja żadnego znaczenia.

I przyszedł człowiek..

I zniszczy drzewa

Nie mam pojęcia jak te deski zostaną zwiezione na dół. Samochód tu raczej żaden nie dojedzie. Znosić to w rękach czy na plecach też nie wchodzi w grę. Koń miałby uzasadnienie, tylko po co ciąć to na deski. Łatwiej byłoby cały pień ściągnąć i potem dopiero robić z niego to co było zaplanowane. Tartak tutaj chyba nie istnieje bo te deski goście tną piłą spalinową. Tak czy inaczej nasze oglaki zostały nam brutalnie odebrane. Będziemy szukać wyżej..

Noworoczne kwiaty czyli okoliczna przyroda

Musieliśmy jakoś zbić kilogramy bożonarodzeniowe. Udaliśmy się zatem na spacerek po okolicznych górkach. Grudzień a zwłaszcza jego końcówka wreszcie wynagradza nam cierpienia związane z pogodą. Słońce przypomniało sobie o zmoczonym Ekwadorze ku pokrzepieniu naszych serc.

Nic tylko spacerek bo to i dla zdrówka dobre no i kalorie po pysznosciach świątecznych też dobrze byłoby zgubić. Zaopatrzeni w telefoniczno-komputerowe kamery wyruszyliśmy przypomńiec sobie okoliczne widoki. Postanowiłem skoncentrować się tym razem na przyrodzie. Oto co z tego wyszło.

Tylko błagam nie pytajcie mnie o nazwy. W tajemnicy powiem wam, że to dla mnie ma jedna wspólną nazwę: Fiotki.

Świąteczne wspomnienia cz.2

Po niemal dwóch austryjackich latach wreszcie dobiłem do ziemi obiecanej, krainy mlekiem i miodem płynącej, wzoru demokracji, światowej potęgi. Dreams came true czyli marzenia się spełniły. Nie powiem, Stany w tamtych latach to był inny kraj. Dzisiaj pozostały po nim już tylko wspomnienia.

Chociaż wylądowałem na znanym większości Polonii nowojorskim lotnisku JFK to już następnego dnia znalazłem się w New Jersey. Tu przybywała większość moich rodaków sponsorowanych przez organizacje, która zdecydowała się pomóc i mnie. Był wrzesień, bardzo ciepły, zbliżała się jesień i amerykańskie Indian Summer coś na kształt naszej zlotej polskiej jesieni.

Grudzień jednak owego roku był wyjątkowo mroźny i śnieżny rownież. Święta nie zapowiadały się zbytnio atrakcyjnie bo ja tutaj a moi najbliżsi wciąż w Polsce. Zdążyłem jednak poznać bardzo wielu rodaków. Z wieloma z nich wciąż utrzymuję kontakt. Nie zostawili mnie samego. Tą wigilie też miło wspominam. Jednak to nie ona utkwiła mi tamtego roku najbardziej w pamięci.

Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Choinki oświetlone w centrach miast owszem ale drzewa przed domami, figurki na trawnikach, sceny religijne ustawione przed domem i to wszystko oświetlone, to był mój pierwszy raz. Jesli do tego dołożymy bardzo chłodną zimę, wszechobecny śnieg i drzewa pokryte szklistym szronem to jawi się niemal bajkowy obraz.

Ten pejzaż oczywiście szczególnie wieczorem sprawiał wrażenie ogólnej jedności. Amerykanie składając sobie życzenia często używają określenia Seasons Greetings. To określenie bardzo dobrze oddaje ich mentalność. Każda religia w okresie Bożego Narodzenia coś obchodzi i świętuje. Każdy to tam rozumie i szanuje. Marry Chrstmas to życzenia dla katolików a Seasons Greetings to dla wszystkich. Te zapalone światła i ornamenty przed domami opasane różnokolorowymi lampkami nie pozostawiły żadnych złudzeń. Oto dzisiaj świętujemy wszyscy bez względu na wyznanie. Tamto uczucie wspólnego święta było najsilniejsze. Potem zmieniły się Stany i wiele światełek znikło bądź wyraźnie zbladło.

I tak dotarłem do mojego aktualnego miejsca pobytu. Ekwador. Od razu muszę zaznaczyć, że to będą inne emocje. Po latach przeżytych w Polsce a potem na emigracji, jednak wsród Polaków, tutaj po raz pierwszy znaleźliśmy się w środowisku zupełnie obcym. Spotkaliśmy paru rodaków. To jednak nie to damo co Polonia czy duże skupisko krajan. Święta to w każdym kraju inna atmosfera no i mają one jednak, rownież i tutaj, charakter rodzinny. Znaleźliśmy się zatem trochę odizolowani i od naszego polskiego sposobu świętowania i z dala od rodziny. Tak więc i presja związana ze świetami znikła. Tutaj też po raz pierwszy zamiast śniegu pojawiło się słońce. Grudzień to jeden z cieplejszych miesięcy na tej półkuli. Inny klimat, inne emocje to wszystko powoduje, że święta dla nas są o wiele spokojniejsze.

Dla ludzi takich jak my najważniejszym dniem świątecznym tutaj jest wigilia. Tego dnia wraca do Ekwadoru Jezus Podróżujący. To jest wieloletnia tradycja związana z figurą syna bożego. Wykonał ja lokalny rzeźbiarz a potem wyruszyła ona w podróż po świecie. Była w Rzymie, w ziemi świętej. Została wreszcie poświęcona przez papieża. Po całorocznym podróżowaniu wraca do Ekwadoru 24 grudnia. W tym dniu w Cuence odbywa się tradycyjne Pase del Niño Viajero. Tysiące ludzi wraz z dziećmi poprzebieranych w biblijne postacie przemaszerują główna ulicą starego miasta Calle Simon Bolivar radując się powrotem zbawiciela do Ekwadoru. Roztańczony i rozśpiewany tłum bardzo przypomina nasze kiedysiejsze Święto Pracy, z tą różnicą, że tu nie ma żadnego obowiązku. Maszerują jednak wszyscy identyfikac się nie tylko z wiarą ale i z zakładem pracy, szczepem indiańskim czy przynależnością do innych organizacji. Maszerują ze wszystkim co mają, widzieliśmy nawet małego wystrojonego prosiaka. Na platformach samochodowych znajdują się sceny znane z Biblii. W tym roku jak podają media pochód trwał dziewięc godzin gromadząc grubo ponad sto tysięcy ludzi oglądających i maszerujących. Ta wlasnie uroczystość kojarzy mi się najbardziej z obchodami świąt tutaj. Braliśmy w niej udział dwukrotnie. Raz obserwując ją z poziomu ulicy drugi raz będąc zaproszonymi do znajomej, której apartament znajduje się na trasie przemarszu. To niesamowity widok. Wszechobecna radość, taniec, muzyka. Z balkonów obserwujący rzucają cukierkami szczególnie gdy maszerują dzieci.

W tym roku odpuściliśmy jednak oglądanie. Ten pierwszy raz pozostawił niezapomniane wrażenia. Każdy następny to jednak już swego rodzaju powtórka.

Może w przyszłym roku po rocznej przerwie znowu udamy się do Cuenki. Ten rok postanowiliśmy świętować w ciszy.

Świąteczne wspomnienia

Czy macie jakieś święta Bożego Narodzenia, które szczególnie utkwiły wam w pamięci? Przetrzątnąłem właśnie zakamarki moich wspomnień. Nie ma tych jedynych niezapomnianych świąt. Pamiętam natomiast niemal wszystkie te pierwsze, które wiązały się z pewnymi zmianami w moim życiu. I to będzie o nich właśnie.

Po naszym ślubie zamieszkaliśmy u moich teściów w Łańcucie. Wyrwany spod opieki mamy i taty miałem mieszane uczucia. Ale dla tej dziewczyny.. Pierwsze święta poza domem. To musiała być jedna z tych zim stulecia. Śnieg opanował całe miasto. Zimno było wręcz nieprzyzwoicie. Śnieg skrzypiał pod stopami. Wtedy posypywali jeszcze piaskiem a nie solą. Prawdziwa zima. W takich warunkach po wigilii udaliśmy się na pasterkę. Zawsze ta msza przemawiała do mnie bardziej niż poranne celebracje następnego dnia. Nastrój pasterki był wtedy bardzo specyficzny. Dla mnie to było coś specjalnie podniosłego. No i to przenikliwe zimno, którego jednak nie czuło się aż tak bardzo. Po bodaj półtorej godzinie gdy msza dobiegła końca stało się to co utkwiło w mojej pamięci. Oto na trąbach długich na kilka metrów zagrali obwieszczając nowinę niczym Wojski, miejscowi wirtuozi. Dźwięk był niesamowity i tak potężny, że nogi mi się w kolanach ugięły. A gdy już ich gra dobiegła końca to niczym właśnie to Wojskiego na rogu granie, miało się wrażenie, że oni wciąż grają choć to tylko echo grało. Byłem jeszcze na kilku pasterskich w Łańcucie. Ta pierwsza była jednak jedyna w swoim rodzaju.

Teraz kilka lat do przodu. Wlasnie opuściłem rodzinne stronę. Znalazłem się w Wiedniu. Zjechałem tam pod koniec listopada czyli miesiąc przed świetami. Pierwsze święta z dala od rodziny. Cieżko było. Jednak moje wspomnienie wiąże się z następnymi świetami. Mieszkałem wtedy razem bodaj chyba z dwunastoma osobami w wynajętym apartamencie. Ścisk panował w nim niemiłosierny. Tak zastały mnie tamte święta. Postanowiliśmy znowu udać się na pasterkę. Wyruszyliśmy na nią pewnie na godzinę przed jej rozpoczęciem. Komunikacja wiedeńska dochodziła niemal w każde miejsce. Trzeba było jedynie się trochę przesiadać. Ta wiedeńska pasterka to było już inne przeżycie. Pełny kościół ludzi ścisk w nim jakby za chwile miał nastąpić koniec świata i tylko to jedyne miejsce miała przetrwać. Nikt jednak na to nie zwracał uwagi. Nagle znaleźliśmy się wszyscy w innym miejscu. Polski kościół, polski ksiądz, polska mowa, polskie kolędy. Wtedy jeszcze instytucja ta nie była partyjnym komitetem i rzeczywiście nas poza granicami jednoczyła. To wtedy po raz pierwszy spotkałem się ze znakiem pokoju. Na hasło przekażcie sobie znak pokoju, ludzie jakby oszaleli. To nie były zwykle uściski dłoni. To było obejmowanie się, to była prawdziwa radość ze znalezienia się wsród swoich. Tego się nie da ani opisać ani opowiedzieć, to trzeba przeżyć.

Zrobiło się przydługo. Nie przepadam za niekończącymi się opowieściami. Odłożę zatem na potem moje pierwsze święta w USA i Ekwadorze.

PiS ci tego nie przepuści

Nie mam ostatnio weny. Gdzieś moje rymy poszły do wszystkich diabłów. Postanowiłem przypomnieć dzisiaj moją składankę sprzed dwóch lat. Niewiele się zmieniło poza odnośnikiem do Senatu i tym, źe Broszka jest w Brukseli a premierem jest Pinokio. Jadnak całość wciąż trzyma się kupy.

Kiedyś była taka sławna piosenka śpiewana przez Grześkowiaka. To na nie jest wzorowany mój pomysł. Nazywało się to „Chłop żywemu nie przepuści”

Za granicą powiadają 

W Polsce rządzą socjaliści 

Oni na tym sie nie znają

Bo my som nacjonaliści

 

Jaro tobie nie przepuści

Jaro tobie nie przepuści

Jak mu wleziesz w droge

To cie w przepaść zaraz spuści

 

Spróbuj władzy co powiedzieć, 

Ze jej prezes to niedojda

Zaraz pewnie pójdziesz siedzieć

Za to żeś zdradziecka morda

 

Jaro tobie nie zapomni

Jaro tobie nie zapomni

Jak mu ze łba co wyleci

Zaraz Mariusz mu przypomni

 

Reformują gospodarkę 

I obrone w całym państwie

Jeno Tosiek razem z Jarkiem

Potracili łby w pijaństwie

 

Jaro tobie nie wybaczy

Jaro tobie nie wybaczy

Jak żeś chłopa zdenerwował

Wnet ze Zbychem się zobaczysz

 

W parlamencie swój chłop rządzi

Jeśli chciałbyś rzeknąć cosik

Z podwyższenia zaś cie strąci

Boś ty marny jak ten grosik 

 

Jaro tobie nie przepuści

Jaro tobie nie przepuści

Jak mu wleziesz w droge

To cie w przepaść zaraz spuści

 

Swój chłop rządzi też Senatem

On oddany jest wojownik

Z innej partii każda szmatę

Zaraz bierze na celownik 

 

Jaro tobie nie zapomni

Jaro tobie nie zapomni

Jak mu ze łba co wyleci

Zaraz Mariusz mu przypomni

 

Premierowa też oddana

Pojechała do Brukseli

Chociaż była niewyspana

Zwyzywała tych twardzieli 

 

Ona dala im popalić

Ona dala im popalić

Ledwie wszystkie uszły z życiem

Cała władza tym się chwali 

 

W sejmie tez posłankę mamy

Co obżera się na sali

My jej na to pozwalamy 

Niech spróbuje ją kto zganić  

 

Jaro wtedy nie wybaczy

Jaro wtedy nie wybaczy

Jak żeś chłopa zdenerwował

Wnet ze Zbychem się zobaczysz

 

W puszczy kornik się rozgościł

I z ministra się naśmiewa

Wkrótce chamie będziesz pościł

Bo wytniemy wszystkie drzewa

 

Kornikowi nie darujem

Kornikowi nie darujem

Jak już wlazł nam w drogę 

To my puszczę zlikwidujem

 

To wam jeszcze tylko powiem

Polska do nas dziś należy

Przeciwnicy i wrogowie

Wnet zrzucani będą z wieży 

 

Nie darujem my nikomu 

Nie darujem my nikomu

Jak się tobie nie podoba

Szukaj poza krajem swego domu