Drogie panie i dziewczyny

Kampania wyborcza wchodzi w ostatnią fazę. Nie czuję tego tak jak ci co mieszkają nad Wisłą. Przeglądam jednak portale i coś tam zawsze się dowiem i coś tam zawsze wyczytam.

Ponoć w Pruszkowie odbyła się jakaś debata kandydatów na posłów z udziałem gościa od koperty córki leśniczego. Fakt, że ten gość wciąż kandyduje odrobine mnie zdumiał. Z drugiej jednak strony, zahartowany w boju z kornikiem drukarzem, takie drobne potyczki jak jakaś debata to dla niego pic na wodę.

Chociaż ten bezczelny owad wygryzł byłego ministra środowiska ze stanowiska, ten jednak się nie poddaje. Ma w końcu doświadczenie nie tylko na polu ochrony natury w walce ze szkodnikami wszelkimi ale i w zakresie prac kurierskich a prezes przecież potrzebuje ludzi z doświadczeniem, że tak powiem ogólnym. Gość coś tam wie, coś tam słyszał ale, w którym kościele tego sam nie jest pewien. No i generalnie nie musi tego wiedzieć. On jak większość sług prezesa nie jest od myślenia tylko wykonywania poleceń.

Okazało się zatem, że były już na szczęście minister zna się również na sprawach rodzinnych. Nie mam złudzeń, że o tych dowiedział się w domach rozrywki prezesa NIKu. Mniejsza jednak o to.

Pan Jan z rodziny Szyszków tak widzi politykę społeczną państwa:

To jest podstawowy obowiązek państwa w tej chwili. Co zrobić, żeby dzietność kobiet była powyżej 2,5. I w ten sposób trzeba zadać pytanie. I tu mamy w gruncie rzeczy dwie koncepcje. Jedną, którą żeście tu bardzo mocno skrytykowali, żeby budować żłobki i przedszkola. Ale druga alternatywa jest taka, żeby budować zdrową rodzinę, gdzie ta rodzina ma możliwość wychowania trójkę czy czwórkę dzieci przy odpowiednim zarabianiu przez męża odpowiedniej pensji. To jest chyba jedyne wyjście w tym układzie. A nie poprzez budowanie żłobków i przedszkoli, kobieta pracuje, mąż pracuje, mają oboje niską pensję. To jest jakiś obłęd zupełny!

I dalej,

To jest podstawowa rzecz, która powinna zostać zapewniona. A nie w sposób sztuczny pomagać w budowie żłobków, przedszkoli i tych innych rzecz. To są sprawy chwilowe… To spuścizna po poprzednim systemie, no, komunistycznym, ale również po rządach Platformy Obywatelskiej i PSL.

Osobiście jestem trochę zawiedziony tezami pana Szyszki. Poszedłbym o krok dalej. Zlikwidować szkoły. Po co komu nauka, to też jakiś komunistyczny przeżytek. Dobre jednak i to. Przedszkola i żłobki do lamusa, o szkołach pomyślimy potem.

Co wy na to dziewczyny? Mi wychodzi na to, że awangarda rządzącej partii widzi w was maszyny do rodzenia dzieci. Jeśli wam się takie rozwiązanie podoba to głosujcie na partię Jarosława, bo to zapewne nie Jan Szyszko jest głównym strategiem tego ugrupowania.

Jeśli jednak macie marzenia o byciu czymś więcej to proponuje się zastanowić.

A młodszemu pokoleniu gwoli przypomnienia. PRL nie był państwem komunistycznym to po pierwsze. Po drugie nie upadł przez nadmiar szkół, przedszkoli czy żłobków. Upadł bo rządziła nim jedna partia nieznosząca krytyki.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,25282215,jan-szyszko-uwaza-ze-nie-powinno-sie-budowac-zlobkow-i-przedszkoli.html