Coś do śmiechu na zakończenie miesiąca.

To juz koniec września. Na jego zakończenie coś do śmiechu.

Pewna kobieta postanowiła kupić sobie gadająca papugę, żeby nie czuć się samotną, kiedy córki w szkole a mąż w pracy.

W sklepie zoologicznym mieli papugę, która wcześniej należała do właścicielki burdelu. Kobiety to jednak nie zniechęciło. W domu postawiła klatkę z papuga w salonie. Wtedy rozległ się skrzek.

-Nowy przybytek, nowa mamuśka.

Po powrocie córek ze szkoły papuga skomentowała.

-Nowy przybytek, nowa mamuśka i inne panienki

Gdy wieczorem pojawił się pan domu, papuga wyraźnie się ucieszyła.

-Nowy przybytek, nowa mamuśka, inne panienki tylko Luigi ten sam wierny klient.

Awantura w domu.

Żona – jeszcze jedno twoje słowo i wracam do matki.

Mąż – Taxi

Po co Temida ma wagę

Żeby zważyć, kto ile dał …

-Dlaczego nie przyszedł pan wczoraj do pracy?

-Przyszedłem, ale nikogo juz nie było.

Dwóch biznesmenów przy barze,

-Wiesz, amerykańskie badania stwierdziły, że w alkoholu jest dużo kobiecych hormonów

-To chyba racja. Juz po dziesięciu kieliszkach znacznie gorzej prowadzę

-Dlaczego mężczyźni nie przechodzą menopauzy? pyta lekarza zmęczona życiem żona.

-Proszę pani, takie jest życie. Oni po prostu nigdy nie wychodzą z okresu dojrzewania – brzmiała odpowiedź

Dwóch przyjaciół zostało politykami. Gdy jeden dorobił się limuzyny i willi, drugi zaczął go dyskretnie wypytywać.

-Jak do tego doszedłeś?

-Widzisz tę drogę za nami?

-No tak.

-Wiesz, miała być trochę szersza i nieco dłuższa.

-Rozumiem.

Po latach przyjaciele spotykają się ponownie. Teraz rownież drugi ma limuzynę, wille i jeszcze do tego prywatnego jeta. Ten pierwszy nie może się nadziwić.

-Jak to zrobiłeś?

-Widzisz te drogę za nami?

-Nie…

-No właśnie…

Reklamy

O Panu Janku słowo

Odchodzą powoli, jeden po drugim aktorskie ikony moich czasów. Będzie się to niestety zdarzać coraz cześciej bo przecież to już ludzie z ósmym, dziewiątym a czasami nawet dziesiątym krzyżykiem na karku.

Dziś pożegnał naszą rzeczywistość i przeniósł się do krainy wiecznych łowów Jan Kobuszewski, niewątpliwie jeden z najbardziej popularnych aktorów komediowych. Był duszą wielu kabaretów. Wyczytałem gdzieś na internecie, że swoim talentem komediowym dorównywał samemu Chaplinowi.

Głównie zasłynął swoimi rolami w kabaretach Dudek i Olgi Lipińskiej. Genialny komik z zawsze specyficznym wyrazem twarzy, który wywoływał we mnie spontaniczny śmiech.

Przyszło mu tworzyć i grać swoje role w czasach i miejscu gdzie zawód wcale nie był równoznaczny z byciem celebrytom. Aktorzy tamtych czasów to nie ta sama parada próżności dzisiejszej śmietanki, która poza parciem na szkło, w wielu przypadkach, niczym innym nie może się pochwalić.

Tamci aktorzy żyli podobnie do nas przeciętnych zjadaczy chleba. Wykonywali swój zawód nie dla pieniędzy, lecz przede wszystkim dlatego, że to była ich pasja. Być może ci najbardziej popularni i rozpoznawalni mieli z tego powodu jakieś przywileje jednak generalnie rzecz biorąc standard ich życia nie odbiegał aż tak od naszego jak to ma się dzisiaj. Nie chce przez to powiedzieć, że to coś złego. Człowiek o wyjątkowym talencie na jakiekolwiek niwie powinien czerpać z tego określone korzyści finansowe. Mam jednak wrażenie, że dzisiaj nawet beztalencia żyją lepiej niż ikony tamtych czasów.

Z tej całej palestry wielkich aktorów z czasów PRL-u jakoś nikt nie przychodzi mi do głowy, kto spędzałby większość czasu na ściankach i darmowych imprezach związanych z propagowaniem jakiegoś nowego produktu. Za pieniądze oczywiście.

Jan Kobuszewski pożegnał nas dobijając do osiemdziesiątego piątego roku życia. Czytam w dzisiejszym informacjach, że i on borykał się z problemami finansowymi podczas swojej choroby. I zrobiło mi się jeszcze bardziej smutno panie ministrze kultury od siedmiu boleści. Na tym poprzestanę bo człowiek, o którym dziś piszę to uśmiech na mojej twarzy a ta druga osoba to grymas żalu i przygnębienia.

Ciekaw jestem z jakiej roli pamiętacie Jana Kobuszewskiego najbardziej? Mi mocno utkwił ze sceny w Czterdziestolatku, gdzie grał niespełnionego sportowca. Chlejesz pan – mówił do inżyniera Karwowskiego. Bo widzisz pan ja chleje. A potem – pamiętasz pan Zdzisława Kierzkowskiego? To ja … z nim biegałem. Panie jak ja kocham te naftę.

Panie Janku, choć my płaczemy to Bóg pęka dzisiaj ze śmiechu.

Rozjechany

Na półkuli północnej powoli w powietrzu zatrzyma dominować jesień. To znaczy, że w mojej okolicy zbliża się wiosna. Słońce coraz chętniej pokazuje mi swoją twarz. Deszczowe dnie, choć jak i na wiosnę w Polsce, wciąż obecne, to jednak ich coraz mniej. Brzmiąca z oddali rzeka, pełna deszczowej wody powoli się wycisza i już słychać tylko gdzieś w oddali jej szmer. Działa bardzo relaksująco i uspokajająco.

Końcówkę mojej zimy spędziliśmy w Meksyku. Tam temperatura nie była ani letnia, ani tym bardziej zimowa. Każdego dnia trzydzieści pięć do góry przypominało raczej lato na równiku gdzieś w Afryce.

Dziesięć dni było w sam raz aby się dogrzać i wracać. Okazuje się, źe podróż z chłodnego Ekwadoru do ciepłego Meksyku znieśliśmy całkiem, całkiem. Powrót o wiele gorzej. Rozgrzani zapomnieliśmy o chłodzie w tutejszym wydaniu. No i jak to zwykle bywa, wiatr po spoconych plecach niczego dobrego nie zwiastował. W naszym położeniu to jednak drobna uciążliwość. My już na urlopie bezterminowym zatem praca tylko dla przyjemności.

Wczoraj ekwadorska telewizja sprawiła mi niespodziankę. Prawdę mówiąc trochę jej oczekiwałem. Trwają Mistrzostwa Europy w siatkówce. Ekwador podłączył się pod ich obserwacje na poziomie półfinałów. A w nich przecie ojczyzna moja grała właśnie wczoraj.

Czytając wyniki poprzednich meczów byłem w bojowym nastawieniu. Bo przecież, jak podawali nasi dziennikarze, rozjeżdżaliśmy wszystkich po kolei, wybijaliśmy siatkówkę z głowy każdemu kto stanął na naszej drodze. Nie wiem jak wy, ale mnie okrutnie ton tych zwycięskich komentarzy nie odpowiada. Wolę odrobine umiaru i szacunku dla przeciwnika.

Widać nasi zawodnicy, jeszcze przed meczem uwierzyli, źe Słowenia to taka kolejna drużyna do rozjechania no i sami zostali rozjechani.

Lubię te ekwadorskie niespodzianki w postaci transmisji meczów naszej drużyny narodowej, jakiejkolwiek dyscypliny. Zauważyłem jednak, że potem mam czkawkę bo występ nie był niczym nadzwyczajnym a wręcz przeciwnie, tak jakbym oglądał wystąpienie jakiegoś kaczysty w Sejmie.

Na szczęście wiosna i słońce uzdrowiły dzisiaj moją skołataną i rozjechaną duszę. Nie ma to jak usiąść na patio zamknąć oczy i odpłynąć.

Ahoj.

Merida I Meksyk to już tylko wspomnienia.

Warte przypomnienia.

Kto nie pamięta Wojciecha Młynarskiego? Można go lubić lub nie. Pozostawił po sobie setki utworów i kompozycji, które do dzisiaj wielu się z czymś kojarzą. Był nie tylko twórcą tekstów muzycznych ale również i zaangażowanym poetą. Jak mało kto potrafił wierszem wyrazić stan swego ducha na temat otaczającej go rzeczywistości.

Wiersz, który dołączam do tego wpisu jest dziś szczególnie aktualny. Być może wielu go zna ale już zapomniało. Tak czy inaczej wart jest przypomnienia.

Ksiądz o wyborach.

Wiele na moim blogu padło już gorzkich slow pod adresem polskiego kleru. Nie utożsamiam go ani z kościołem, ani z wiarą. Twarzą kościoła, jak zreszta każdej instytucji, jest jego hierarchia. Ta niestety, w moim przekonaniu, na polskim podwórku jest mocno zepsuta. Żyje ona, podobnie jak i władza, w przeświadczeniu, że reprezentuje nas wszystkich i jej poglądy są jedynie słusznymi.

Na dole z ludźmi pracują jednak księża. Coraz częściej zaczynają oni mówić swoim głosem. Już kiedyś pisałem na temat księdza Kaczkowskiego. Dziś słowo o innym kapłanie, który nie zamierza tylko przyklaskiwać.

Ksiądz Dariusz Chybił z parafii Rachodoszcze, ma swoje poglądy, które zawarł w swoim wierszyku na temat wyborów. Można go znaleźć na YouTube lub na Fb . Tak czy śmak ja zdecydowałem się ten wierszyk przepisać, gdyby nie udało się otworzyć linku, który również zamieszczam.

Jest w Europie kraj dobrze znany

Gdzie lud potulny jest jak barany

Gdzie czas nie płynie, czas w miejscu stoi

Używać mózgu lud ów się boi

Ten kraj to Polska, skansen Europy

Gdzie płaszczyźniane wciąż żyją chłopy

Gdzie moherowe krążą zastępy

Gdzie purpurowe żerują sępy

Gdzie zwykły poseł władze sprawuje

Gdzie ministrami są wredne szuje

Gdzie jest premierem kłamca nadęty

Gdzie facet w kiecce to człowiek święty

Gdzie lud mentalnie tkwi w średniowieczu

Gdzie czas z tyłu, wciąż na zapleczu

Bo jest na sorty dwa podzielony

Słucha wytycznych tylko z ambony

Gdzie krzywda dzieci o pomstę woła

Lecz nie dociera krzyk do matoła

Bo on w purpurach w pałacu siedzi

Popija drinki i niusów nie śledzi

Nie mów nikomu radzi oprawca

Człowiek bez serca, pedofil sprawca

A dziecko cierpi, dziecko się lęka

Bo to dla dziecka straszna jest męka

Zbudź się z letargu polski narodzie

Nie żyj juz dłużej w obłudy smrodzie

Dołącz do innych narodów świata

Nie pozwól krzywdzić siostry ni brata

Juz czas rozliczyć innych za grzechy

Nie pomijając w sutannie klechy

Nie mam litości dla świętych krów

Nie będę szczędził im gorzkich słów

I polityków czas wziąć za pysk

Bo dla nich liczy się tylko zysk

Trzeba im zabrać immunitety

Dla nich więzienia nie gabinety

Wstań gorszy sporcie idź na wybory

Żeby nie zwiali z kraju pisiory

Pokażmy światu, że rozum mamy,

Że my nie gęsi, ani barany

Ksiądz Dariusz Chybił

Parafia Rachodoszcze

https://youtu.be/qYURAZblbbk

Hocki klocki

Jak podaje, w swoim zagranicznym serwisie, ekwadorska agencja prasowa „Ole Jaja”, w kraju nad Wisłą miało miejsce nadzwyczajne posiedzenie najwyższych władz partyjnych i państwowych. Udział w nich, poza członkami biura politycznego i komitetu centralnego partii wzięli również najwyżsi dostojnicy hierachii kościelnej oraz specjalnie na to spotkanie zaproszona prof. Urszula Dudziak, specjalistka nauk teologicznych z zakresu higieny miejsc intymnych.

Jak podaje nasz wysłannik, powołując się na anonimowe źródła, tematem spotkania były tezy prof. Dudziak dotyczące dotykania i czystości miejsc intymnych ludzkiego ciała. Z jej badań jednoznacznie bowiem wynika, że ta dzielność nosi w sobie znamiona grzechu i bezeceństwa.

Komitet Centralny partii wspólnie z hierarchia kościelną wysłuchał referatu pani profesor dotyczącego najnowszych odkryć w powyższym zakresie.

Pierwszy sekretarz partii podziękował uczonej za dogłębny wykład poparty przykładami z życia.

W tym momencie nastąpiła ożywiona dyskusja, której celem było znalezienie odpowiedzi do hasła zgłoszonego przez uczestników posiedzenia, które brzmiało; „Aby krocze czyste było i ludzie żyli bez grzechu”. Po burzliwej ale i merytorycznej dyskusji władze państwowe osiągnęły porozumienie z hierarchią kościoła. Obie strony zgodziły się, że w celu utrzymania czystości krocza i przeciwdziałania wszelkiego rodzaju chorobom wenerycznym i jednocześnie w celu uniknięcia jawnego grzeszenia, koniecznością będzie reglamentacja mycia. Kartki na nie wydawać będzie proboszcz okolicznej parafii a w trakcie samego procesu mycia uczestniczyć będzie jeden z księży co ma zapobiec skłonnościom ludzkim w kierunku bezeceństwa.

Oddzielnie do zespołu higieny obradował zespół do spraw grzesznego dotyku. Prace tej grupy okazały się jednak o wiele bardziej skomplikowane i nie udało się do tej pory znaleźć rozwiązania satysfakcjonującego rząd i kościół.

Rząd bowiem swoim hasłem pięćset plus namawia parafian do częstego kontaktu fizycznego będącego ewidentnym grzesznym dotykaniem się miejsc intymnych płci przeciwnych. Propozycja hierarchów polegająca na moczeniu tychże miejsc w wodzie świętej w obecności kapłana, nie spotkała się z entuzjazmem władz partyjnych, które widzą w tej wersji spore ograniczenia w rozmnażaniu się naszego narodu. Poza tym każdy lubi te hocki klocki. Odebrać to znaczy stracić poparcie.

Na wniosek pierwszego sekretarza zespół został zamknięty w osobnym pomieszczeniu i obradować będzie aż do znalezienia zadowalającego dla wszystkich stron rozwiązania.

Drogi ludu. Póki co to tylko wyssana z palca bajka. Może stać się prawdą jeżeli nie zaczniesz myśleć. W krainie absurdów wszystko jest możliwe.

Z emailowej poczty.

Znajomi często podsyłają mi fajne komiksy. Zbliżają się wybory. Chociaż te malunki ich bezpośrednio nie dotyczą to jednak dość dosadnie pokazują naszych aktualnie rządzących. Czy napewno chcemy ponownie wdepnąć w to samo bagno?

Niemcy zawsze mieli słabość do porno. Czyli szacunek z najwyższej półki. Brawo TVP info.

Co prawda ten gość dał dyla do Brukseli. Jego miejsca zajęła jeszcze gorsza menda. Ułaskawiony przez prezydenta skazany nieprawomocnym wyrokiem za nadużywanie swoich kompetencji. Oj będą nieprzespane noce.

Ponoć maja już na to ustawę. AD wręcz nie może się doczekać żeby ja zawetować. Tfu na psa urok on oczywiście ją podpisze jakoś wedle północy jak wszyscy będziemy spali.

Marquesitos czyli pożegnanie z Meksykiem

Czy pamiętacie uliczne saturatory z wodą gazowaną? Wciąż się wydaje, źe to jeszcze nie tak dawno a to już teleńko lat śmignęło.

Nie, nie będzie to wpis wspomnieniowy. To będą ostatnie wrażenia z Meksyku. Podobne mógłbym opisać również i tutaj w Ekwadorze. Handel żywnością na wszelkiego rodzaju wózkach to wciąż taki miejscowy folklor zarówno w Meksyku jak i w moim aktualnym miejscu zamieszkania. Można spokojnie zjeść całkiem niezły posiłek, jeśli oczywiście wystarczy odwagi. Osobiście podchodzę od tego ze sporą dozą ostrożności. Zdarzyło mi się jednak zjeść tak bardzo tutaj popularne saviche przygotowane na takim właśnie objazdowym wózku.

Nie mogłem sobie również odmówić przyjemności skosztowania czegoś takiego w Meksyku. Zdałem się oczywiście na moją krew czyli córkę, która wie jak daleko można się podsunąć w delektowaniu się tymi specjałami.

Padło na marquesitos jako żywo przypominających nasze naleśniki. Smakowo produktów rzeczywiście je przypomina z tym, że jest o wiele bardziej kruchy. Jako nadzienie można do niego włożyć praktycznie wszystko. Jednak najlepiej smakują na słodko.

Patelnia a na niej naleśnik. Zamyka się to górna patelnią i smaży kilka chwil.

Póki ciepły można go zrolować wypełniając nadzieniem

Wybrałem biały ser kremowy z tartym zerem żółtym. Niezła kombinacja.

I naleśnik prawie gotowy. Smakowało równie wybornie jak woda z sokiem z naszego kiedysiejszego saturatora. No i przeżyłem bez sanepidu.

Nad zatoką

Jeszcze tylko skok nad Atlantyk a zasadniczo nad Zatoke Meksykańską oddaloną od Meridy o około pół godziny jazdy samochodem i nasz pobyt dobiegnie końca.

Pogoda dopisała, zobaczyliśmy sporo, czas do domu. Takie wizyty, niezbyt długie są dla nas najlepsze. Równocześnie byliśmy w tej samej strefie czasowej. Chociaż podróż kilkunastogodzinna zawsze jest męcząca to szybciej dochodzi się do siebie gdy nie trzeba organizmu przeprogramować na inne godziny.

Dogrzalismy się za wszystkie czasy. Temperatura każdego dnia powyżej trzydziestu stopniu. Na dłuższą metę ciężko byłoby to znieść. Nasze górki dają odrobine wytchnienia. Słońce niewątpliwie potrzebne jest do życia, jednak jego nadmiar może być dość dokuczliwy. Właśnie te dziesięć dni w Meksyku mnie o tym przekonało.

Merida zrobiła na mnie duże wrażenie. Meksyk również. Doszedłem nawet do przekonania, że jeśli Meksyk jest trzecim światem to zapewne Ekwador nie łapie się nawet w tym pojęciu. W Meridzie w przeciwieństwie do Cuenki widać amerykański kapitał na każdym kroku. Aż dziw bierze, że Donek tak się uwziął na ten mur. Może on chce pobić Mur Chiński bo i na Chińczyków zagiął parol.

Mniejsza o to. Nad Zatoką Meksykańską mieliśmy podziwiać zachód słońca. I tak się stało. Przy okazji jednak zaskoczyły mas chmury i kolory nieba. Stąd będzie więcej chmur na obrazkach niż samej okolicy.

Gorąca planet zachodzi

To było po wschodniej stronie

Nagle zjawiły się po zachodniej stronie te ciemne ciężki chmury

Niebo po zachodniej stronie.

Coraz ciemniej i coraz więcej ciemnych chmur

A na wschodzie ten szalony „gorący statek kosmiczny”

I to wszystko. Kolorowe miejsce nad zatoką.