Z ekwadorskiego ogródka 2

Parę miesięcy temu opublikowałem notkę na temat jednego z owoców charakterystycznych dla tej strefy klimatycznej. Była to guanabana. Chciałem przedstawić inne owoce ale jakoś tak schodziło. Najwyższy czas pokazać kolejny owoc, który raczej ciężko znaleść w Europie z uwagi na szybki proces dojrzewania i przejrzewania.

Cherimoya, bo o niej mowa, jest bardzo podobna do guanabana. Jest jednak o wiele mniejsza. Dla mnie smakowo jest identyczna. Jednak moja dziewczyna mówi, że różni się smakowo. No cóż, w tym względzie muszę bardziej polegać na jej zdaniu. Jeśli jednak jest jakakolwiek różnica to zdecydowanie minimalna.

Jest ona owocem flaszowca peruwiańskiego i znawcy smaków twierdzą, że smakuje jak gotowy budyń lub słodki krem, stąd jej angielska nazwa custard apple czyli jabłko o smaku kremu budyniowego. Owoc ma zieloną łupinę i dość duże czarne pestki w środku otoczone białym miąższem. Spożywa się jedynie białą zawartość.

Chemrimoya bogata jest w witaminy C, E i B6. Zawiera błonnik, magnez, potas, fosfor i żelazo. Jest doskonałym antyoksydantem, ma właściwości, antybakteryjne, antynowotworowe i wpływa pozytywnie na odporność organizmu. Tak o niej piszą na różnych internetowych stronach.

Rzeczywiście jest smaczna ale podobnie do guananaby, po kilku kęsach zaczyna być odrobine mdła. To jednak moje odczucie.

A, że wczoraj ją jadłem to dzisiaj o niej piszę.

Reklamy