Świat jest mały czyli nieoczekiwane spotkania cz.2

Po przyjeździe do Stanów, namierzył mnie relatywnie szybko działacz lokalnej organizacji polonijnej. Nie było to specjalnie skomplikowane, bo większość z nas po przyjeździe do USA, mając tego samego sponsora, kończyła w tym samym domu przejściowym.

Pan Franciszek był już na emeryturze, więc całą swą energię włożył w odżywienie organizacji, której był prezesem. Nie, to zbyt wiele powiedziane. Siedzibą owego związku był Brooklyn. W terenie działały małe grupy i właśnie taką grupą zarządzał mój znajomy. Miał już swoje lata i na grandę szukał następcy. Broniłem się rękami i nogami, bo zdolności przywódczych nie mam żadnych. Długo mi się udawało. Jednak pod naporem i z braku innych chętnych wreszcie uległem.

Nasza grupka miała trochę funduszy, które wykorzystywaliśmy do organizowania dwóch corocznych imprez. Jedną był letni piknik, drugą tradycyjna polska choinka. Jako prezes musiałem na każdej z nich coś tam wygłosić. Zawsze przyprawiało mnie to o palpitacje serca. Gdybym nie miał z tym problemów mógłbym rzucić rękawice strażnikowi żyrandola, bo to całkiem niezła fucha.

Na jedną z choinek, którą zorganizowaliśmy w przykościelnej sali, zaprosiliśmy rownież rodziny i dzieci polskiej szkoły, która akurat działała dzięki lokalnej parafii. Okazało się, że było tego towarzystwa dość sporo, co jeszcze bardziej spotęgowało we mnie niechęć do wygłaszania czegokolwiek. Nie było jednak wyjścia. Z naszych funduszy postanowiliśmy przekazać drobna kwotę na ową szkołę więc musiało to jakoś wyglądać. Wylazłem zatem na scenę coś tam wymamrotałem na temat naszej grupy i organizacji. Z każdym słowem w gębie coraz bardziej mi zasychało. Udało mi się jakoś dotrwać do końca, pompa wytrzymała przyspieszony rytm bicia, jednym słowem przeżyłem.

Kiedy już schodziłem ze sceny aby jak najszybciej wtopić się w tłum i zniknąć gdzieś, gdzie nikt mnie nie może znaleźć, nagle poczułem, że ktoś mnie szarpie za mój strój wyjściowy. Dżiwus, jeszcze mi tego brakowało. Odwracam się. Przede mną stoi kobitka mniej więcej w moim wieku i odrazu wali do mnie po imieniu. -Marek, nie poznajesz mnie. Patrzę w to czupiradło, nie żeby była rozczochrana, po prostu dziewczyny tak zawsze nazywałem. Wciąż jeszcze odczuwam ból brzucha po swoim wystąpieniu i nijak i z nikim nie mogę sobie owej damy skojarzyć. – Mietka jestem i tu podaje mi swoje panieńskie nazwisko. Zaskoczyłem natychmiast, bo chociaż przelotnie to jednak dość dobrze pamiętałem ją ze studiów. Co ciekawe wtedy była o wiele mniej atrakcyjna niż obecnie. No i tak oto gdzieś tam tysiące mil od ojczyzny spotkałem nieoczekiwanie kogoś z okresu moich studiów. Spotkaliśmy się jeszcze parokrotnie na naszych corocznych imprezach, bo po naszym spotkaniu moja znajoma wstąpiła do naszej organizacji.

Podobne przeżycie miałem raz jeszcze w Polskiej Unii Kredytowej, gdzie nasza organizacja miała swoje konto bankowe. Właśnie przyjechałem aby złożyć swój podpis jako uprawniony do autoryzowania grupowych czeków. Zza biurka wypada jakieś młode czupiradło i drze się wniebogłosy, Marek, Marek. Holy shit, przecież nie znam tego stworzenia, choć nie miałbym nic przeciwko temu.

Patrzę i myśle i nic mi nie przychodzi do głowy. -nie poznajesz mnie. -szczerze mówiąc nie. Pracowaliśmy razem w rzeszowskim oddziale PZU.

Mało tego, że w tym samym zakładzie, to jeszcze jak się okazało w tym samym wydziale. I tak jej nie poznałem. Zaprosiłem na nasze grupowe imprezy. Pozostało jednak bez echa.

Świat już wtedy okazał się bardzo mały. A teraz jest jeszcze mniejszy.

28 myśli na temat “Świat jest mały czyli nieoczekiwane spotkania cz.2

Dodaj własny

  1. Oj tak, zdarzało sie, że w pracy nie miałam okazji pogadać z koleżanką, którą za to spotkałam wysoko w górach, w schronisku, a na uroczystości rozdania nagród po kilku konkursach przedmiotowych spotkałam koleżankę, której nie widziałam od liceum:-)

    Polubienie

  2. Mi zdarzało się że ktoś podchodził do mnie, walił mi po imieniu, opowiadał stare czasu a ja tylko przytakiwałem głową bo za cholerę nie mogłem sobie przypomnieć kto to jest…. Ludzie się zmieniają,ale tylko jeśli chodzi o wygląd 🙂 A może to czas zaciera ich w naszej pamięci… Co nie zmienia faktu że takie spotkania są zazwyczaj miłymi przeżyciami 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Na temat niespodziewanych spotkań mam teorię, że ilość tego rodzaju zdarzeń jest wprost proporcjonalna do ilości „wyjść” z domu. I spada do zera jeżeli się w nim pozostaje.

    Polubienie

  4. Ja miałem odwrotną sytuację. Na ulicy spotkałem koleżankę z lat szkolnych, ale ona mnie nie poznała. Przypomniałem więc szkołę, kilku nauczycieli i pewne zdarzenia. I wtedy ona się roześmiała i przyznała, że jest bliźniaczką tej, którą znałem.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

The Biveros Effect

To Travel is to Live

Co zostało na alei róż...

Duże dziewczyny nie płaczą, czyli wyznania Milagros Goldberg- DDA z nerwicą w tle.

U stóp Benbulbena

pocztówki z Irlandii

Hobo Movie

Movies Review in the Hindi Language

Śpiew ptaka

Życie tu i teraz jak śpiew ptaka, który śpiewa po prostu, zawsze.

Der Amateur Photograph

Ein Blog über Optik und Photographie - A blog about optics and photography

Co mi tam....

Poza facebookiem istnieje życie.

Prefiero quedarme en casa

Un blog sobre lo que me gusta escribir

saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera

w poszukiwaniu perspektyw

moje bzdury, radości i frustracje

NIEZAPOWIEDZIANA

trochę na wesoło, trochę na smutno

Słowiki nie płaczą

If you were ever in doubt, don't sell yourself short, you might be bulletproof ~~

Melanż

Mam zakaz chlania, cale szczęście jebie zakazania

%d blogerów lubi to: