Koszący dzień

To był dobry dzień. Pogoda dopisała idealnie do tego co sobie zaplanowaliśmy. Nasz kosiarz, zgodnie z ekwadorskim zwyczajem spoźnił się. Nie mieliśmy jednak złudzeń, że będzie punktualnie. Rytm życia tutaj jest inny. Nikomu się nigdzie się spieszy. My żyjemy wlasnie tym rytmem. Pracujemy zgodnie z naszymi potrzebami i możliwościami fizycznymi. Prawdę mówiąc ja za pracą specjalnie nie przepadam. Od czasu do czasu trzeba rozruszać zastane kości.

Wczoraj miałem możliwość zprawdzenia jak bardzo moje gnaty odzwyczaiły się od ruchu. Pobyt w kraju i w Stanach miał bardziej charakter miejscowy, nie wymagający zbyt wiele wysiłku. Stąd, chociaż spacerów mi nie brakowało, to jednak wysiłkowo podupadłem.

Pepe, czyli gość z kosiarką żyłkową zjawił się jakieś pół godziny pózniej. Oryginalny plan zakładał, że on kosi ja będę za nim spacerował w rytmie powolnej kontemplacji i tylko pokazywał gdzie ma być ostrożny bo w trawie może coś rosnąć. Plany, jak zwykle u nas zawsze podlegają minimalnym przeróbką.

Grabie, za które się chwyciłem, okazały się wlasnie czymś takim. Nie nadążałem jednak z grabaniem i doglądaniem kosiarza, co było ważniejsze. Na szczęście jego maszyna tez płatała mu jakieś żyłkowe figle coraz zrywając ją. On oczywiście rozkręcał głowicę a ja za grabie. I tak sobie działaliśmy bez większych spięć.

W południe przerwa na kawę z czymś słodkim. To taka nasza już tradycja. Mam przy okazji chwile czasu na udoskonalania mojego hiszpańskiego, bo gawędzimy o wszystkim co się da. Połowy z tego on nie rozumie, drugiej połowy ja, to prawie tak jakbyśmy rozmawiali po pijaku. Coś tam jednak udało nam się sobie wzajemnie przekazać.

Na tym etapie skoszone było pewnie ze trzydzieści procent powierzchni. Nie było szans na wykonanie planu, czyli skoszeniu całości. Wysoka trwa i zrywającą się żyłka mocno w tym pomagały.

Chwile po przerwie z nieukrywanym zdziwieniem stwierdziłem, że grabanie to wcale nie taki hop, hop biznes. Trzeba się zdrowo namachać. Powietrze stało się jakieś ciężkie a ręce jakbym właśnie skończył trening w podnoszeniu ciężarów. Ku mojemu zdziwieniu również nogi zaczęły się buntować. Odrzucić musiałem grabie i skoncentrować się na kontroli. To rownież zaczęło być coraz bardziej skomplikowane. Na zboczu inaczej się stoi i inaczej się człowiek porusza. Informacje przesyłane z łepetyny z każdą minutą spotykały się z coraz większym oporem ze strony mięśni. Patrzę na mojego kosiarza, starszego ode mnie o osiem lat jak zapycha po tych górkach a ja bez obciążenia padam na pysk i nie mogę wyjsć ze zdumienia co się stało z moim wysokogórskim treningiem. Powiem więc szczerze, że doczołgałem się do końca dnia, robiąc sobie coraz większe przestoje.

Nie skosilismy oczywiście wszystkiego. Dzień jednak był dobry. Pogada idealna do fizycznego się torturowania, no i doszło do mnie, że trzeba się wziąć za siebie. Cztery litery urosły i trzeba je przywołać do prawidłowej wagi.

Nie odkryje tez Ameryki, że taki fizyczny wysiłek to mentalny odpoczynek.

Tego chyba potrzebowałem.

Zgrabione

Niezgrabione, nieskoszone.

24 myśli w temacie “Koszący dzień

  1. szarabajka 13 lipca, 2019 / 2:58 pm

    Nijak nie mogę się dopatrzeć tego, co skoszone być nie powinno 🙂
    A nie słyszałeś, że praca psychiczna mączy bardziej, niż fizyczna? Pepe tylko kosi, a Ty jeszcze piszesz bloga 😉

    Polubienie

    • widzianezekwadoru 13 lipca, 2019 / 4:50 pm

      W tej trawie to ja nawet na żywo niewiele się mogę dopatrzeć.
      Wiem o coś tym psychicznym zmęczeniu, toteż to był dobry dzień.
      Dzięki. Uzmysłowiłam mi, że jednak to ja jestem bardziej zapracowany.

      Polubienie

  2. pielegnacyjny-zakatek.pl 13 lipca, 2019 / 3:33 pm

    Koszenie i grabienie trawy to jednak ciężka praca i wymaga wkładu czasu. Tego drugiego bardzo nie lubię robić, no ale czasem trzeba. Dobra pogoda do takiego zajęcia to podstawa. W upale ciężko się z tym uporać.

    Polubienie

    • widzianezekwadoru 13 lipca, 2019 / 4:52 pm

      Za zima nie tęsknie. W Polsce jednak to przerwa na grabienie i koszenie. A u mnie właśnie zima a trawa rośnie jak głupia.😂😂😂

      Polubienie

  3. GB 13 lipca, 2019 / 4:26 pm

    A nie mozesz zostawic i niechze sobie laka rosnie i kwitnie ekologicznie.

    Polubienie

    • widzianezekwadoru 13 lipca, 2019 / 4:54 pm

      To koszenie ma właśnie podtekst ekologiczny. Moja dziewczyna w ogródku stosuje parmakulturę a do tego jest właśnie potrzebna trawa.

      Polubienie

  4. Stanley Maruda 14 lipca, 2019 / 11:40 am

    Jednym słowem Pepe Cię trochę rozruszał 🙂 Ważne że masz to już za sobą 🙂 Swoja drogą to te rośliny można np. żwirem obsypać tak by w okół nich na jakiejś odległości nie rosła trawa, wtedy nie było by takich problemów… Ale nie widziałem waszego ogrodu więc nie będę się bawił w internetowego ogrodnika 🙂

    Polubienie

    • widzianezekwadoru 14 lipca, 2019 / 1:59 pm

      Oj rozruszał. Moja dziewczyna jest naturalistką. Skoszoną tras używa właśnie jako zamiennik żwiru. Wykłada nią dookoła wszystkie roślinki. Warstwa musi mieć conajmniej dwadzieścia centymetrów. Nic wtedy się przez to nie przebije.

      Polubione przez 1 osoba

        • widzianezekwadoru 14 lipca, 2019 / 4:30 pm

          No to my to robimy ze wszystkimi roślinami. To nam może pomoc w przyszłości bo nie wymaga ciągłego plewienia.

          Polubienie

      • Anita 17 lipca, 2019 / 7:58 am

        A u mnie to powodowało wyrastanie młodych siewek traw po jakimś czasie i wtedy dopiero miałam robotę. Zrezygnowałam. W tej ściętej trawie było mnóstwo nasion i dopiero wtedy zaczynało mi rosnąć to, czego nie chcę. Teraz rośliny już prawie same zarosły rabaty a plewienia jest sporo mniej. Trawki młode jednak wyłażą wciąż od tego czasu. Nie wiem czemu, ale u mnie nie było to dobrym wyjściem.

        Polubienie

        • widzianezekwadoru 17 lipca, 2019 / 12:24 pm

          Szczerze mówiąc ja się do ogródka nie nadaję. W mojej dziewczynie odezwała się naturalista. Chce mieć jak najwiecej swojego własnego. O metodzie z trawą gdzieś wyczytała na internecie i jest to na etapie doświadczeń. Masz racje z nasionami. Odcina zatem te ziarniste głowy traw … nożyczkami domowymi. Fura pracy. Ale sprawia jej to przyjemność. Co z tego będzie…ano zobaczymy.

          Polubienie

  5. Ultra 15 lipca, 2019 / 7:48 pm

    Ja myślę, że nie jesteś przyzwyczajony – jak miejscowi – do oddychania rozrzedzonym powietrzem, W górach trudniej się pracuje i trzeba włożyć więcej wysiłku.
    Serdecznie pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    • widzianezekwadoru 15 lipca, 2019 / 8:24 pm

      Niewątpliwie. Jesteśmy tutaj niecałe dwa tygodnie. Z każdym dniem lepiej ale jeszcze trochę czasu potrzebuje.
      Pozdrawiam z grabiami w ręku 😂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s