Statystyki i głosowanie

Gdy patrzę na powyborcze mapy to zawsze mam mieszane uczucia co do ich konstrukcji. Polska niewątpliwie podzielona jest na pół i patrząc pobieżnie na rozłożenie głosów można by założyć, że Wisła jest granicą między prorządowym wschodem a opozycyjnym zachodem. To jednak nie do końca jest prawdziwy podział. Przebywam na Podkarpaciu i mam tu wielu przyjaciół. Każdy z nich zastanawia się jak to jest możliwe, źe władza pokonuje zdradzieckie mordy tak dotkliwie? Niemal wszyscy oni reprezentują poglądy niezgodne z aktualna „racją stanu” a jednak stanowią tylko jedną trzecią przy urnach wyborczych. Nie ulega wątpliwości, że poglądy polityczne spowodowały, zanik wielu przyjaźni bo jakoś ciężko się dogadać przeciwnym stronom. Każdy zatem, aby zaoszczędzić sobie zwiększonego ciśnienia, woli obracać się w kręgu, który daje mu poczucie zrozumienia. Ciężko zatem na tej podstawie zdeterminować skąd się biorą ludzie lepszego sortu.

Podkarpacie jest jednak niewątpliwie pro obecnej władzy. Jednak ujęcie tego w kategoriach całości nie jest „słuszne i sprawiedliwe” dla tych, którzy poszli głosować aby zrobić co w ich mocy by zmienić postrzeganie ich województwa.

Statystyki oczywiście nie kłamią. Nie mówią też wszystkiego. Najlepszym tego przykładem jest bieszczadzka Cisna, miejscowość położona z dala od wielkiej polityki. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że spełnia ona wszelkie wymogi miasta, które z racji swojego położenia będzie prorządowe. Tak jednak nie było w Cisnej, gdzieś na granicy województwa wygrali przedstawiciele Koalicji Europejskiej. Zasadniczo ponownie wygrała posłanka, którą znają wszyscy, i która cieszy się powszechnym szacunkiem mieszkańców. Pomimo przesunięcia jej w dół przez jej partyjnych kolegów, to jednak ona zdobyła po raz trzeci mandat europosła. Wynika z tego, że nawet w bastionie PiS – u można ich pokonać jeśli nie kończy się tylko na czczym gadaniu.

PiS-owcy z Cisnej potraktowali ten wynik jako osobisty policzek, a że „ambicji” im nie brakuje w przeciwieństwie do chęci do pracy, to donieśli na zwyciężczynię. Taka typowa maniera lepszego sortu, prezes przecież im nie płaci za porażki.

Zatem twierdzenie jakoby Podkarpacie było sPiSione, nie do końca przedstawia stan faktyczny.

Podobnie rzecz się ma z Polonią. Ta najgłośniejsza zamieszkała w Wietrznym Mieście czyli Chicago, może i jest, a raczej napewno jest prorządowa. To tylko jednak wycinek Polonii i na dodatek tej najbardziej aktywnej w mediach rządowych bo tylko tą chcą pokazywać. Osobiście oglądałem spotkanie naszego prezydenta z Polakami z Nowego Jorku. Musiał niestety chować się przed okrzykami „marionetka” i „konstytucja”.

Wiele ludzi zastanawia się na prawem do głosowania dla mieszkających na stałe poza granicami naszego kraju. Jest wiele prawdy, że nie znamy do końca realiów życia w Polsce. Wielu jednak z nas żywo interesuje się sprawami kraju i planuje nawet powrót na jesień życia w stare strony. Czy to ich upoważnia do bycia czynnym wyborcą? Ciężki pytanie. Polonia przekazywała, przekazuje i zapewne przekazywać będzie sporo pieniędzy dla rodzin w kraju. Ci ludzie często też tu inwestują i choć nie są mieszkańcami to jednak ślad ich działalności jest ewidentnie widoczny niemal w całym kraju. Zasługują zatem na to aby chronić swoje nakłady finansowe w formie oddania głosu w trakcie wyborów. Dlatego myśle, że ludzie, którzy coś tu mają, chociaż oficjalnie żyją poza granicami kraju powinni mieć prawo do głosu.

Krzykacze, którzy o kraju przypominają sobie tylko od wyborów do wyborów, niemający praktycznie żadnych związków z Polską i niewidzący siebie w kraju powinni być pomijani. Jak zdeterminować kto jest kto? Relatywnie prosto, niech decyduje o tym posiadany majątek. Tylko jak pogodzić to z Konstytucją, która gwarantuje prawo głosu wszystkim obywatelom. I tu zasadniczo jest pies pogrzebany.

Reklamy