Gdzieś na Dolnym Śląsku

Na świat przyszłem na Opolszczyźnie. Dość długo tam mieszkaliśmy. Stamtąd moja rodzicielka wybrała się za wielką wodę w „odwiedziny” do swojego brata. Trwały one nieco ponad rok.

Po powrocie, jakoś tak się złożyło, że ojczulek komuś cóż tam pożyczył. Z oddaniem jednak było gorzej. Ten ktoś miał jednak swój prywatny warsztat wytwarzający okleinę na Rzeszowszczyźnie. I tak, któregoś dnia wylądowaliśmy właśnie tutaj.

Nie o tym jednak chce pisać.

Ojca brat mieszkał wtedy pod Dzierżoniowem. Wielokrotnie odwiedzaliśmy go, bo w sumie odległości nie były zbyt duże. Pod rodzę przejeżdżaliśmy przez pewne miasto, na które, ze wzgórza, spoglądało zamczysko.

Wtedy było ono w dość opłakanym stanie. Po odzyskaniu wolności znaleźli się inwestorzy, którzy postanowili przywrócić ów zabytek do lat świetności.

W ubiegłym roku dość pobieżnie odwiedziłem to miejsce, korzystając z uprzejmości moich kuzynów. Prace wciąż trwają i jeszcze pewnie długo trwać będą. Powoli jednak ów zamek staje się coraz bardziej atrakcyjny.

Z Ojcowem trafili niemal wszyscy. Ciekaw jestem czy ktoś pozna to miejsce.

Dla ułatwienia oczywiście parę fotek.