W oczekiwaniu

Za oknem pada. Rozłożyłem się na patio na dwóch fotelach w pozycji do drzemki. Chata posprzątana, walizki prawie spakowane. Trzeba do nich dołożyć kosmetyki, potem już będzie można je zamknąć.

Dom również zabezpieczony, w okna wstawione metalowe ramy z prętami. W drzwiach napis: złodziejom wstęp wzbroniony, może się zawstydzą gdyby im przyszło do głowy nas odwiedzić.

Jesteśmy gotowi. Od trzech dni się przygotowujemy. Poszło całkiem sprawnie, mogę zatem zalec na moich patiowych fotelach i oddać się słodkiej drzemce. Nade mną chmura deszczowa i krople już uderzają w szklany dach. Patio daje nam możliwość poczucia bycia na zewnątrz a jednak również wewnątrz. Uśmiecham się więc do deszczu przymrużając oczy. Słodkie lenistwo.

Czeka nas nieprzespana noc. O północy wyruszamy. Trzy godziny taksówką do Guayaquil. Tam mamy być na dwie godziny przed odlotem. Potem półtorej godziny do Panamy, półtorej na zmianę samolotu i pięć godzin do celu podróży.

Lotnisko w Panamie jest małe i bardzo przyjazne dla tranzytowego pasażera. Odkąd jednak na fotelu amerykańskiego prezydenta zasiadł pewien blondyn, odtąd nawet pasażerowie tranzytowi muszą przechodzić kolejną kontrolę przed lotem do ziemi obiecanej. Ponoć sprawdzają czy ktoś nie ma w tylnej części ciała małego Donalda. Mam nadzieję, że się prześliznę.

Na szczęście nie lecimy tam z wielkimi nadziejami, jakie towarzyszyły wielu tym, którzy emigrowali kiedyś do Stanów. Kraj ten ma niewątpliwie wiele plusów, ale to już nie to samo państwo sprzed trzydziestu lat. My lecimy do potomstwa, które dorobiło się swojego potomstwa. Póki co ta kolejna generacja nie jest zbyt liczna ale kto wie może gamonie wezmą się do roboty. Będziemy zatem rozpieszczać małą Cecylkę, po to ponoć są dziadkowie.

Lekko senny, wciąż jednak patrzę na deszczowe chmury i wsłuchuję się w melodię kropel uderzających o szklany dach. Chmury opadły do wysokości moich oczów.

Powieki robią się coraz cięższe w tym sennym nastroju. Dam sobie w oko, czasu wciąż sporo. Może mi się coś przyśni.

Reklamy

37 myśli w temacie “W oczekiwaniu

  1. Anita Klemm Maj 21, 2019 / 5:16 am

    Podziwiam, że umiecie tak żyć na walizkach. Ciągle gdzieś Was niesie. Dopiero wrócili, już znów wyjechali… Podziwiam każdego, kto lubi często wyjeżdżać. Nie umiałabym tak. Dla mnie to jakaś abstrakcja. Męczy mnie sama myśl. 😉 Po takiej tygodniowej podróży, jak Wasza, nie ruszyłabym się z domu przez kilka lat zapewne. Nie szybko ktoś by mnie z domu wygonił na dłużej.

    Polubione przez 1 osoba

    • widzianezekwadoru Maj 21, 2019 / 8:49 am

      Niespokojne dusze jesteśmy. Dobiliśmy do lotniska, jeszcze chwila i odlot. Dom to jest takie miejsce, do którego lubimy wracać.

      Polubienie

  2. Andrzej Rawicz (anzai) Maj 21, 2019 / 5:18 am

    Czyżby to był Wasz pierwszy wypad zagraniczny nie związany z turystyką, tylko z bardzo przyjemnym „dziadkowaniem”? 🙂
    Przyjemnej podróży, i miłego spotkania.

    Polubienie

    • widzianezekwadoru Maj 21, 2019 / 8:50 am

      Dzięki. Żona będzie rozpuszczać. Ja mam w planie jeszcze kraj rodzinny i tu już za chwile. Będzie trochę latania.

      Polubienie

  3. jotka Maj 21, 2019 / 5:23 am

    Nigdy nie lubiłam wyruszać w nocy lub o świcie, ale jeszcze bardziej nie znoszę czekać w nocy na pociąg na dworcu.
    Oby podróż minęła wam szybko i bez problemów!

    Polubienie

    • widzianezekwadoru Maj 21, 2019 / 8:51 am

      Dzięki. Niestety najlepsze połączenie mamy o świcie. W przeciwnym wypadku musimy czekać na przesiadkę po sześć godzin. Tego nie znoszę.

      Polubienie

  4. Ewa (Ind) Maj 21, 2019 / 7:04 am

    Szerokiej drogi i wysokich lotów! Krótko będziecie rozpieszczać z tego co rozumiem

    Polubienie

  5. amasja Maj 21, 2019 / 8:18 am

    Kosmetyki zawsze pakuję na końcu bo są mi potrzebne do ostatniej chwili.
    USA interesują mnie wyłącznie jako cel turystycznej wyprawy, jest tam parę miejsc, które chciałabym zobaczyć:-)
    Lindos sueños, feliz viaje y buen encuentro con la familia!

    Polubienie

    • widzianezekwadoru Maj 21, 2019 / 8:54 am

      Mam tak samo z kosmetykami. Gdyby nie przychówek to pewnie mój stosunek do Stanów byłby taki sam.
      Garcias. Estamos Hablando.

      Polubienie

  6. szarabajka Maj 21, 2019 / 9:40 am

    Marku, tyle lądowań, ile startów Ci życzę 🙂 I nie zapomnij o ćwiczeniach nóg w czasie dłuższych lotów, bo o zakrzep nietrudno. I jeszcze samych dobrych, ciepłych spotkań z najbliższymi.
    Pamietaj o nas…czasami 🙂

    Polubienie

    • widzianezekwadoru Maj 22, 2019 / 12:16 am

      Sprawdziło się. Było tyle lądowań ile startów. W sumie osiemnaście godzin od drani do drzwi. Ale wnusia zrekompensowała 😃😃😃😃

      Polubienie

  7. Stanley Maruda Maj 21, 2019 / 12:46 pm

    Jak to czytam to sam zaczynam przysypiać 🙂 🙂 Gamonie? 🙂 🙂 Spokojnej i przyjemnej podróży 🙂

    Polubienie

  8. Tatul Maj 21, 2019 / 2:14 pm

    Opis kontroli przypomniał mi tekst z czasów PRL-u:
    „Zaglądali mi do kufrów,
    zaglądali mi do waliz,
    do d…y mi nie zaglądali,
    a tam mam socjalizm”.
    Powodzenia

    Polubione przez 1 osoba

  9. Anita Klemm Maj 21, 2019 / 4:19 pm

    A tak sobie pomyślałam… Ilu z Twoich sąsiadów czy znajomych spoza wioski wie, że prowadzisz bloga? Ilu czyta? Pytam, bo tylu wie, że wyjechaliście i całą masę innych rzeczy. Dla złodzieja to może być cenna informacja. Może się mylę…

    Polubienie

    • widzianezekwadoru Maj 22, 2019 / 1:29 am

      Gdybym go tłumaczył na hiszpański, być może. Wiem, że jest dużo aplikacji umożliwiających tłumaczenie. W tym jednak przypadku mało prawdopodobne. Mieszkamy w mało znanym miejscu to po pierwsze, a po drugie mamy bramę na remote control. Prawdziwy złodziej, nie traciłby czasu.

      Polubienie

      • Anita Klemm Maj 22, 2019 / 5:52 am

        Przyznam Ci szczerze, że nie wiem o czym piszesz, ani co to jest, ale wiem, że wszystko dziś jest do „przeskoczenia”. Mam wrażenie, że im wymyślniejsze zabezpieczenia, tym większa informacja dla złodzieja, że warto. Ja tu żyję na jakimś innym chyba świecie, pewne rzeczy więc ciężko mi pojąć. W świecie, zdawałoby się wymierającym, jednak całe szczęście nie do końca. Bo dziś wszędzie technika, jakieś zabezpieczenia, nowoczesność, bogactwo, materializm. Tymczasem w mojej wsi i okolicach ciągle jeszcze są dziurawe, rozpadające się płoty, które bez problemu można pokonać. Ogrodzenia, to mało które jest całościowe lub szczelne. Stodoły nie są zamykane czasem na żadne kłódki, a w nich kosiarki, traktory, jakiś sprzęt. U mnie nawet jak się garaż zamyka na klucz, to klucz siedzi w zamku, a ogrodzenie… No… Zabezpieczone w tragicznych miejscach paletami, żeby psy wycieczek nie robiły, ale jak chcą i tak znajdą sposób. Czasem dom zamykamy i idziemy na spacer, a klucz został w zamku. Wiem, że nasi mieszkańcy mają konkretną informację, że nie ma nikogo i wiem, że nikt tego klucza nie przekręci. Obcy nie wejdzie, fakt, bo psy nie wpuszczą. Kiedyś jednak Owczarka nie mieliśmy, wszyscy wchodzili i nigdy nic nie zginęło. Jeden sąsiad pilnuje domu drugiego. Zwykła wiejska ciekawość ma swoje plusy. Kiedy wyjeżdżamy, to mówimy sąsiadom, że nas nie ma. Nikt z nas tutaj nie ma jednak nic, o co by się aż tak bał. Ani markowych ciuchów, ani drogich sprzętów. Tyle co kosiarki, zapasy drewna. O co mam się bać? Samochód? Haha, niech biorą. Tu ludzie żyją biednie. Wszystko jest w sumie dostępne bez problemu, nie zamykane, a nawet jak już to wiadomo, że taki problem, to żaden problem. Stodoła na kłódkę, a dalej deski odpadają. 😉 I dla mnie jest to jakiś atut. Rodzaj wolności… Chyba nie zamieniłabym tej wolności na żadne bogactwo, na żadną technikę i nowoczesność. Ani tego miejsca na żadne inne.

        Polubienie

        • widzianezekwadoru Maj 23, 2019 / 12:47 am

          Czytam Twój komentarz już po raz n-ty i za każdym razem inna odpowiedz mi przychodzi do głowy. W sumie ja żyje podobnie do Ciebie. Słowo markowe akurat w tym wypadku nie odzwierciedla tego co miałem na myśli. Prawidłowym określeniem byłoby lepsze ciuchy. Z jednej strony zazdroszczę Ci takiego miejsca, z drugiej jednak całe życie pracowałem żeby pod koniec żyć wygodniej, z braku lepszego słowa. Ta wygoda to żadne ekstrawagancje, bo te ani mnie ani moją dziewczynę nie interesują. Oboje opowiadamy się za prostotą życia. Widzieliśmy dużo, żyliśmy całkiem nieźle. Nasze potrzeby się jednak zmieniły w kierunku ciszy i spokoju. Kradzież w naszym domu wynikła bardzie z faktu bycia obcym co dla niektórych przekłada się bycie wytłumaczonym, bo napływowego wolno.
          Sposób w jaki postrzegamy świat i w jaki tłumaczymy sobie nasze w nim miejsce jest swego rodzaju wynikiem naszych potrzeb, doświadczeń. Nie chcesz nic zmieniać bo nie czujesz potrzeby. Znalazłaś spokój wewnętrzny, który łatwo stracić. Być może właśnie dlatego boisz się odrobine wyjazdu gdzieś w nieznane, choćby do Kanady, o które pisałaś. Ja swój spokój znalazłem tam gdzie jestem. Trochę długo mi zeszło ale go mam. Ta kradzież zburzyła poczucie bezpieczeństwa. Z drugiej jednak strony nie mogę opierać go na pojedynczym przypadku. Znowu zostawiliśmy dom na dłużej i zobaczymy co się stanie. Jestem optymistą.

          Polubienie

        • Anita Klemm Maj 23, 2019 / 3:31 am

          No widzisz, ja przecież też jestem napływowa. U nas na Podlasiu nazywają takich ludzi NAWOŁOCZ. A jednak swój… Nigdy tu mnie nikt nie okradł. Nie na darmo mówię, że tu jest inny świat. Kto był jakiś czas na Podlasiu, to zrozumie. Tu jest inna mentalność. Szczególnie na wsiach, gdzie dużo starszyzny (a takie miejsca lubię, mają inny klimat – te babcie na ławeczkach).
          Fakt, czasem chodzą po domach cyganie. Ci potrafią rąbnąć. Jednak to nie są swoi i podwórka z psami omijają. 😉
          Wpis o Kanadzie źle zrozumiałeś najwyraźniej. Znaczył tyle właśnie, że nie bałabym się. To był mój wybór nie spowodowany lękiem. O strachu mowy nie było. I ciągle nie wiem, jak bym zareagowała, gdybym dostała w spadku dom w Kanadzie, albo coś innego…. Nie jestem jednak „niespokojną duszą”. Nie szukałam spokoju i nie szukam. I nie wyobrażam sobie, żeby latać wkoło do Polski, aby zobaczyć dzieci, wnuki czy rodziców. To nie dla mnie, takie życie na walizkach. Każdy ma inną osobowość. Jedni lubią podróże, zwiedzanie i życie na walizkach, tłumy na plażach, a inni nie. Jedni są ekstrawertykami, drudzy introwertykami. Spokój nie jest związany z miejscem czy czymkolwiek zewnętrznym. Nie musi nawet być związany z ciszą. Możesz siedzieć w ciszy, na odludziu a spokoju w duszy nie mieć. Możesz wejść w hałas i ten spokój umieć utrzymać. Tracąc więc to miejsce, nie tracę spokoju. Miałam go zanim tu przyszłam. To on spowodował zmiany. To spokój dał mi to to miejsce, nie odwrotnie. Zmieniłam całe moje życie, odwróciłam je do góry nogami. Nie tak spektakularnie jak Ty, ale jednak. Więc jednak zmian się nie boję. 😉 Gdziekolwiek mnie życie zaniesie, tam ten spokój zabiorę.

          Polubienie

        • Anita Klemm Maj 23, 2019 / 3:41 am

          Może tak, akceptuję je, gdy przychodzą, ale nie szukam specjalnie. Trudno ująć to w słowa…

          Polubienie

  10. Stokrotka Maj 21, 2019 / 5:22 pm

    Przypomniałam, sobie swój lot do Buenos Aires z 7 międzylądowaniami i powrót po miesiącu … ale to było 30 lat temu.

    Polubienie

    • widzianezekwadoru Maj 22, 2019 / 1:33 am

      Siedem przesiadek? Ponad moje siły. Dwie kosztują mnie sporo. Ale skoro o trzydziestu latach temu mowa, to mnie więcej tyle lat temu jechałem do Warny pociągiem z kumplami. Trzy dni w jedna stronę. To było ponad czterdzieści lat temu. Mieliśmy inna fantazję.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s