Dzień pierwszy, Cajas.

Pobudka piąta rano. Szybka toaleta coś na ząb i nasz kierowca już czekał. Zwykle spóźniony lecz tym razem dopisał. To my nie wyrobiliśmy się i musiał tym razem on na nas czekać. Czasu jednak było pod dostatkiem.

Na zewnątrz chłodno jak to w górach o szóstej rano. Godzinę wcześniej padało co było słychać wewnątrz. Uderzające krople deszczu o dach nie dawały złudzeń co do pogody panującej na zewnątrz.

Nastroje, jak to zresztą zwykle przed podróżą, odrobina napięcia i niepewności. Jeszcze ostatnie siusiu, siedem a może osiem razy sprawdzenie wszystkich drzwi, okien czy zamknięte i już siedzimy siedzimy naszym środku transportu.

Na miejsce odjazdu docieramy jakieś dziesięć minut przed czasem. Spodziewaliśmy się paru osób. A tu nic i nikt. Może pomyliliśmy miejsce rozpoczęcia. Robi się trochę nerwowe. Nie, jesteśmy w dobrym punkcie. I co z tego kiedy tylko my. Może odwołali. Tysiące myśli kołacze w łepetynie. Ktoś przechodzi z plecakami. Nie zatrzymuje się jednak, idzie dalej. Dochodzi siódma. Po drugiej stronie ulicy w naszym kierunku zmierza ewidentne jakiś turysta. To nasz przewodnik. Darwin ma na imię. Miło się przedstawia a na nas opada spokój mistrza. Nic nie odwołano chociaż oprócz nas jest jeszcze tylko jeden uczestnik, dziewczyna z Kanady. Czekamy jednak na nasz bus, który utknąłem gdzieś w grafiku. Spodziewaliśmy się czego w rodzaju vana bo dla trzech osób w zupełności by to wystarczało. Podjeżdża wreszcie coś między autobusem a właśnie vanem. Może pomieści pewnie ze trzydzieści osób a nas trójka plus przewodnik. Czyż może być lepiej. Cały wehikuł dla nas i kanadyjki i prawie prywatny przewodnik.

Po drodze będą trzy przystanki, Narodowy Park Cajas, położony zaledwie półtorej godziny od Cuenki. Dwie i pół godziny potem farma kakaowa i wreszcie przed samą Montanitą wytwórnia kapeluszy Panama. Do Montanity czyli Małej Górki powinnismy zjechać na chwilę przed zachodem słońca.

Po półtorej godzinie dojeżdżamy do Cajas. Po drodze pogoda nie wyglada zachęcająco. Wyglada na to, że niewiele uda nam się zobaczyć. Nic z tych rzeczy. Im wyżej wyjeżdżamy tym pogoda się poprawia i widoczność jest coraz lepsza. To ważne bo Cajas jest znane z mgieł. Jednak nam się udaje. Parkujemy i następuje sesja zdjęciowa. Jest co pstrykać. Chmury miejscami leżą poniżej nas a z drugiej strony słońce uśmiecha się do nas pełna gębą. Tu spożywamy nasze śniadanko i po około godzinnym postoju wyruszamy dalej. Ku wyższym temperaturom a to dopiero początek.

Nasz środek lokomocji.

Cajas i jedno z siedmiuset jezior.

No i te chmury w dolinach.

W Cajas jest co zwiedzać, a to tylko niecała godzina od Cuenki.

Reklamy

17 myśli w temacie “Dzień pierwszy, Cajas.

  1. Stanley Maruda Kwiecień 25, 2019 / 12:01 pm

    Bajeczne widoki i jeszcze jedno pozytywne zaskoczenie-spodziewałem się zdjęcia jakiegoś starego, rozklekotanego autobusu (Cejrowski się kłania) a tu całkiem niezła maszyna.

    Polubienie

      • Stanley Maruda Kwiecień 26, 2019 / 2:44 am

        Dlatego nie trzeba wierzyć we wszystko co pokazuje telewizja… Bo wszystko można przedstawić na wiele sposobów…

        Polubione przez 1 osoba

      • widzianezekwadoru Kwiecień 26, 2019 / 12:05 pm

        Dokładnie. Zmanipulować ludzi za pomocą fałszu jest bardzo łatwo. Kurwizja ma w tym całkiem niezłe doświadczenie.🙂

        Polubione przez 1 osoba

      • Stanley Maruda Kwiecień 26, 2019 / 12:43 pm

        Oj tak, propaganda tego szamba działa na ograniczone ludzkie umysły doskonale.

        Polubione przez 1 osoba

  2. szarabajka Kwiecień 25, 2019 / 12:24 pm

    Faktycznie, jest co zwiedzać. 700 jezior! Jak Wy się wyrobicie?! 😉

    Pewnie to niezdrowe, ale jestem maniaczką punktualności. Na autobus/przewodnika czekałabym tylko kwadrans akademicki, a i to z nerwem na wierzchu.

    Przedziwny krajobraz.

    Polubione przez 1 osoba

    • widzianezekwadoru Kwiecień 25, 2019 / 10:09 pm

      Gościu wyrobił się w kwadransie. Było dobrze. A jeziora pomału, pomału co się da zobaczyć, zobaczymy.🙂

      Polubienie

  3. jotka Kwiecień 25, 2019 / 12:46 pm

    Okolica cudna, a jechaliście pewnie na leżąco, tyle miejsca ?

    Polubienie

  4. Ultra Kwiecień 27, 2019 / 12:49 pm

    Cóż, Andy nie są pagórkami. Mają swoją surowość w obliczu.
    Ale przygoda… powoli poznajecie kraj i jego piękno, wtapiacie się w krajobraz. A przy okazji i ja poznaję Ekwador o którym niewiele wiedziałam.
    Pozdrawiam

    Polubienie

    • widzianezekwadoru Kwiecień 27, 2019 / 1:10 pm

      Bardzo mnie to cieszy, że mogę się tym wszystkim podzielić i kogoś być może zainteresować. Jest co oglądać.
      Poradnie pozdrawiam.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s