Robotnicza filozofia.

No a teraz slow parę o moich relacjach z obiema klasami, które wcześniej opisałem. Sama, sama góra drabiny jest mi oczywiście nieznana. Za wysokie progi.

Dla przeciętnego Ekwadorczyka czy to klasy średniej czy to mniej uprzywilejowanego, Amerykanin to taka gnida, której pieniądze wypadają z kieszeni. Niepojęte dla nich jest, że cześć z nas wyjechała ze Stanów ze względu na koszty utrzymania. Wielu Amerykanów tego nie dostrzega z dwóch powodów. Po pierwsze lubią tę odrobinę luksusu jaką dają niższe ceny chociażby w restauracjach. Po drugie czują potrzebę dowartościowania się poprzez pomoc finansową dla drobnych producentów, umożliwiając im dalszy rozwój. Wielu Amerykanów pracuje nawet pro bono dla rożnego rodzaju fundacji wspierających tutejszą kulturę.

Tubylcy jednak patrzą na nas z perspektywy portfela. Według nich śpimy na pieniądzach. Mój słowacki znajomy, w którymś momencie, a gość jest wyjątkowo przeczulony na punkcie kasy, przetłumaczył sobie na hiszpański, że on żaden Amerykanin tylko ubogi Słowak. Z tą kartka łaził i gdzie go próbowali naciągnąć, wyciągał ów rękopis wprawiające osłupienie swoich rozmówców.

W kontekście traktowania mnie jako bankomatu o wiele więcej szacunku mam do tych z dołów finansowych. Sam nie chciałbym pracować za dwie dychy na dzień i nosić ciężkie kamienie na budowę muru. Postanowiliśmy, że przynajmniej będziemy serwować naszemu robotnikowi kawę z drożdżówkami w południe. No i co? Po pierwsze podpadliśmy sąsiadom, reprezentantom średniej klasy, bo to wymuszało na nich podobne działanie, chociaż podobno nigdy nikt z nich nie uległ naszym zwyczajom. Po drugie jak to mówią dasz komuś palec a on odgryzie ci całą kończynę. Nasz robotnik postanowił nas naciągać na dniówce. Nigdy nie zjawiają się na czas, zawsze, pomimo przerwy na kawę, ucinał sobie przedłużony antrakt na swoje śniadanie. Niewiele sobie z tego robiliśmy bo wyliczyliśmy, że nawet jeśli pracuje około sześć i pół godziny to to jest mniej więcej trzy dolce za sześćdziesiąt minut, czyli całkiem nieźle. Ale jak dasz kurze grzędę to co ona zrobi? Ano właśnie, gościu ścinał godziny jak się dało aż trzeba było rzec coś do słuchu. Na moje uwagi odpowiadał promienistym uśmiechem i przyrzekał poprawę jak dewotka w konfesjonale. Pokuta trwała parę dni i od nowa Polska Ludowa. Kolejna zjebka, jak to mówi mój znajomy góral, parę dni lepszych i znowu chowanie się po krzakach. Nie powiem robił to bardzo inteligentnie no i ten jego promienny uśmiech przyprawiał mnie o bezradność. Do tego stopnia, że wciąż go zatrudniam i wciąż gramy w tą samą grę. Ostatnio jednak osobiście służę mu pomocą fizyczną, ja mam trochę ruchu i nie wyglada to jakbym go nadzorował. No i wszyscy jesteśmy zadowoleni, moja pani również.

A jak idzie mi z klasą wyżej? Dajcie pomyśleć.

Reklamy

26 myśli w temacie “Robotnicza filozofia.

  1. ulotnechwile870674553 Kwiecień 19, 2019 / 5:48 am

    Czyli bardzo podobnie jak w Polsce. Z tą tylko różnicą, że Polak – jak mu zwrócić uwagę – żadnej poprawy nie obieca, promiennym uśmiechem też cię raczej nie zaszczyci, ani w ogóle żadnym, a zwyczajnie się obrazi i więcej go nie zobaczysz, nawet (a może zwłaszcza) jeśli nie odpracował jeszcze zaliczki. I bardzo się ceni! Zwłaszcza jeśli odwala fuszerkę. Właśnie w kuchni zrobiła mi się dziura w położonych przez takiego fachmana płytkach (córa stanęła w szpilkach). Okazało się że pod przeważającą powieżchnia płyty nie ma kleju a pomiędzy płytami a posadzką jest na oko ze trzy cm przerwy. Mam lepszego – też znajomego – i tańszego fachowca, ale ten z kolei jest rozchwytywany. Ponadto musi pracować jeszcze w innej branży, bo mając tylko firmę remontową ZUS miał więcej z tego niż on.

    Polubienie

    • widzianezekwadoru Kwiecień 19, 2019 / 2:41 pm

      I ja tak to widzę. To nie jest kwestia ani państwa, ani kultury. Ludzie wszędzie są tacy sami. Mój robotnik zbliża się do siedemdziesiątki. Ściągnąłem kiedyś młodsze ręce ale to była kompletna pomyłka. Mam nadzieję, że ten jeszcze chwile potrwa.

      Polubienie

  2. Naczelny Psychiatra Kwiecień 19, 2019 / 7:07 am

    Wyrzuc go,a przyjdzie kiedys i opierniczy Ci hacjende.Litosc to zbrodnia.Dziad jest gorszy od bandyty.Bandyta to profesja,dziad to ulomnosc i czeka tylko na chwile slabosci jak sie nazre aby dzgnac.Zakladaj ogrodniczi i jak Jozef ciesla dymaj,problemy znikna.A serwujac drożdżówke i kawe uspokajasz sumienie.Stajesz sie rebeliantem klasowym,mrugajacym oczkiem do proletariatu ekwadorskiego.

    Polubienie

    • widzianezekwadoru Kwiecień 19, 2019 / 2:55 pm

      Masz ciekawe przemyślenia. Pieniądze zmieniły świat. To one wykreowały dziadów i bandytów. Niczego nie zmienię pracując sam a pieniądze mają mi służyć w zaspakajania moich potrzeb. Do ogródka pomocy nie zatrudniam ale muru z kamieni stawiać nie będę. Po to są ci, którym za to płace. Drożdżówką nie zaspakajam sumienia, widzimy po prostu świat inaczej. I bez tego dziad czy bandyta znajdą tego kogo chcą dźgnąć czy okraść.

      Polubienie

  3. sagula Kwiecień 19, 2019 / 7:14 am

    Ano wszędzie chodzi o kasiorę! Jeśli nie wiesz o co chodzi, to chodzi o pieniądze!

    Polubione przez 1 osoba

  4. szarabajka Kwiecień 19, 2019 / 7:41 am

    O, dziś o biednym Pepe było 😉
    A raczej o tej jego drugiej stronie, z boku niewidocznej, jeśli nienaświetlonej. Bardzo słuszne spostrzeżenia poczyniłeś. Faktycznie, tak mieszkańcy krajów 3-go świata spostrzegają i traktują Amerykanów: ma, niech da, bylebym się przy tym za bardzo nie napracował, więc trzeba go wykiwać. Z tyłu głowy, jeśli taki dostanie „drożdżówkę”), pojawia się pewnie „ale głupi ci Amerykanie”.
    Myślę, że w żadnym zakątku świata dniówki się nie sprawdzają. Najlepiej umawiać się na konkretną robotę (choćby z dnia na dzień) za określoną płacę, oczywiście po jej rzetelnym wykonaniu. Niechby ją zrobił w 15 minut, to i tak zaoszczędzisz na ogrodniczkach 🙂

    Polubienie

    • widzianezekwadoru Kwiecień 19, 2019 / 3:05 pm

      Miałem tez robotników na umowę o dzieło. Problem w tym, źe oni wtedy patrzą na dom i cena jest z księżyca. Przewagą Pepe jest też jego wiek. Facet dobiła do siedemdziesiątki i nie jest jeszcze tak zmanierowany jak jego dzieci czy raczej pokolenie jego dzieci. No i wreszcie, pomimo swoich słabości zjawia się do pracy każdego dnia, co przy pracy o dzieło nie jest pewnikiem. Raz przyjdą, raz nie. 🙂

      Polubienie

  5. stopociechblog Kwiecień 19, 2019 / 10:46 am

    A to szczwany lis i ze słodkim uśmieszkiem. Drożdżówka.., to chce więcej. Tak sie człowiek rozbestwia. Dobrze że teraz masz nadzór nad nim. Fajny pomysł popracować, przypilnować.

    Polubione przez 1 osoba

  6. jotka Kwiecień 19, 2019 / 12:52 pm

    Jako bankomat turyści są traktowani wszędzie. gdy jesteśmy dłużej w rejonach iście turystycznych, to potem doznajemy szoku, wracając do siebie, że wszystko u nas dużo tańsze…

    Polubienie

    • widzianezekwadoru Kwiecień 19, 2019 / 3:51 pm

      Gdy przyjeżdżałem jako turysta to to tak się w oczy nie rzucało. Teraz gdy tu mieszkam trochę denerwuje. To tez jest jakaś forma nauki.

      Polubienie

  7. Stanley Maruda Kwiecień 19, 2019 / 3:28 pm

    Przynajmniej podszedłeś do robotnika z sercem i za to szacun,a że sąsiadowi nie pasowało? Tym z wyższych swer bardziej by pasowało gdybyś go w dupę kopał,ale czy to znaczy że masz się dostosować? Ludzie których się traktuje z sercem potrafią się odwdzięczyć.

    Polubione przez 1 osoba

  8. Stokrotka Kwiecień 19, 2019 / 4:02 pm

    Cóż mogę napisać ???
    Chyba to, że człowiek całe życie się uczy…

    Polubienie

  9. Andrzej Rawicz (anzai) Kwiecień 19, 2019 / 5:05 pm

    Chyba wybrałeś najlepsze rozwiązanie z tą „współpracą”. Kawa i drożdżówki … a ciekawe ci by powiedział, gdyby zamiast kawy dostał tradycyjny lokalny posiłek i wodę mineralną. 😉

    Polubienie

    • widzianezekwadoru Kwiecień 19, 2019 / 6:39 pm

      Kawa z drozdzowką wydaje się być łatwiejszym rozwiązaniem. Kiedys mieliśmy ekipę, której trzeba było gotować. Moja pani nie wspomina tych dni szczególnie miło. Współpraca póki co nam się układa. Co mnie śmieszy to fakt, że ja juz pracuje z nim to on natychmiast przejmuje role majstra a ja mam być pomocnikiem. Gość się zbiża do siedemdziesiątki, trochę mi cieżko przywoływać go do porządku. 😃

      Polubienie

  10. Andrzej Rawicz (anzai) Kwiecień 19, 2019 / 6:43 pm

    Fakt, łatwiejsze i prostsze rozwiązanie na drożdżach. 😉
    A gość to twarda sztuka, będziesz miał wiele wspomnień.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s