Czas karnawału.

Od piątku popołudnia trwa w Ekwadorze karnawał. Nazwa kojarząca się mocno z tym co się dzieje w Brazylii, z tym jednak, że ten karnawał z tamtym niewiele mają wspólnego. Ekwadorski kończy się właśnie dzisiaj i trwał pięć dni.

Organizują jakieś koncerty i jakieś zabawy, generalnie to jednak nie jest impreza w trakcie, której ludziska paradują w strojach takich, że trudno od tancerek oderwać oczy.

Okres ten jest wolny od pracy. W piątek jeszcze pracowali do południa a potem już balanga. W środę mają wrócić do swoich zajęć zarobkowych. Wielu zapewne wróci. Małe firmy jednak pozostaną zamknięte. Dlaczego? Ano chłopy trzeźwieją po pięciu dniach harcowania.

Z tego czego się dowiedziałem to jest to jeden z takich okresów, że władze miast oddają je do dyspozycji ludności. Może nie tyle oddają, co wola się schować i nie brać w tych obchodach udziału. Główna atrakcja tego karnawału jest wylewanie przede wszystkim wody na kogo się da i gdzie się da. Idziesz człowieku po chodniku a tu nagle … jesteś mokry do suchej nitki. Twoja głupota, czyjaś zabawa, chyba, że sam tego szukałeś. Woda jest głównym instrumentem w tej gonitwie za przygodami. Są jednak i inne atrakcje, można na ten przekład oberwać jajem. Tego typu fantazje ponoć jednak mają miejsce tylko na gruncie rodzinnym. Całe familie spotykają się u kogoś kto ma najwiecej przestrzeni i obrzucają się zespołowo czym się da, co oczywiście może ulec rozbiciu, po którym ze środka coś się wylewa. Wojna ponoć trwa na całego, przerywana tylko posiłkami i czymś do dodania sobie odwagi.

Pamiętacie prezerwatywy wypełnione wodą, pękające po uderzeniu o bruk i rozpryskujące się strumieniem wody? To właśnie na tym polega ichni karnawał, oblać kogo się da i czym się da. Stąd pistolety na pianę i wodę idą jak świeże bułeczki, armatki wodne, baloniki i inne przyrządy „rzygające” żelem, wodą, pianą i kto wie czym jeszcze to najbardziej gorące towary.

Ci, którym to nie odpowiada, uciekają z miasta. Staje się ono własnością uczestników karnawałowego szaleństwa.

Parę lat temu, nie zdając sobie sprawy z powagi z jaką traktują owe dni żartownisie, dostałem taką wodną bombą z przejeżdżającego samochodu, pod nogi. Trochę zmokłem. Teraz wolę trzymać się na dystans. Zapraszali mnie też kiedyś na imprezę rodzinną. Niestety coś nam wypadło. Z drugiej strony, dostać jajem…jakoś do mnie nie przemawia. No chyba, że na płazy nudystów 😁😄

Fiesta powoli się kończy. Ludzie potrzebują tego typu możliwości wyżycia się. To dobrze, ponoć, wpływa na nerwy.😀😎

35 myśli na temat “Czas karnawału.

Dodaj własny

  1. W każdej stranie
    jest jakieś inne oblewanie…
    Nasz Śmigus też pewnie intryguje niektórych i to nie tylko w kraju.
    Są jednak tacy, którzy tym się nakręcają,
    a innym (na sucho) przejść ulicą nie dają

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ten rytuał ma zapewne jakieś swoje korzenie, do których ja nie dotarłem. Być może opisałem to zbyt powierzchownie. Jaja raczej po ulicach nie latają. Woda owszem. No i spotykają się na tych „bitwach” całymi rodzinami. Ponoć to ma niemal charakter zjazdu rodzinnego.

      Polubione przez 1 osoba

      1. No cóż narody mają różne tradycje. Ciekawe, jak w tym odnajdują się eleganckie panie, czy też uczone kobiety. Może dla tradycji nie są obrażone jak ktoś wyleje kubeł zimnej wody, a same nie kwapią się do oblewania innych.

        Polubione przez 1 osoba

        1. Mam dwudziestu pięciu kuzynów ze strony rodzicielki. Niemal z każdym mam jakieś miłe wspomnienia. Właśnie, świat goni dzisiaj z prędkością światła, niewiele dziś ludzie wiedzą o swojej rodzinie tej dalszej oczywiście.

          Polubione przez 1 osoba

        2. I tak i niekoniecznie. Żyjemy bez dalszej rodziny, to jest cioć, wujków, kuzynów, a o naszą, czyli żonę, dzieci, wnuki dbamy jak o największy skarb. Bez stryjków można dobrze żyć, tylko szkoda że wiemy co dzieje się u naszych koleżanek, kolegów, sąsiadów a nie wiemy, co u kuzyna z lat dzieciństwa. Choć jest takie powiedzenie, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach i prawdy trochę musi w tym być, bo znikąd taki sąd nie wziąłby się. A jeśli chodzi o obmówienie, fałszywy osąd rodzina nic nie ustępuje miejsca znajomym. Potrafią do bólu jedni i drudzy. Myślę, że i Ty tego nieraz doświadczyłeś. Najlepiej trzymać się złotego środka.

          Polubione przez 1 osoba

        3. Napisałem ten komentarz na przykładzie jednego z moich znajomych. Do wszystkich ma pretensji, widzi tylko czubek własnego nosa, a teraz narzeka na samotność. Tak nie musi być oczywiście. Człowiek powinien być dla siebie samego najważniejszy. Nie powinien jednak zapominać, że wokół niego żyją inni. We wszystkim trzeba zachować umiar.

          Polubione przez 1 osoba

  2. W dzieciństwie uwielbiałam lany poniedziałek. Nasza wieś dzieliła się na dwie części (dzieci i młodzież) i cały dzień z wiadrami, jedna grupa na drugich. 🙂 Nie pamiętam kto wygrywał. Wtedy też pogoda zwykle była inna, czasem ganialiśmy w krótkich rękawkach. A dziś, czasem śnieg z deszczem pada i zwykle nie jest ładnie, aby chodzić mokrym.
    Czy to ja tak to tylko pamiętam, czy jednak było inaczej?
    Nie wiem jak podejść do tych Waszych tradycji. Musiałabym chyba spróbować. 😉 Dystans zostawić w domu, spuścić trochę z tej powagi, wyjść przed dom i przywalić Ci jajeczkiem…. 😀 No, może i byś mnie namówił. 😀

    Polubione przez 1 osoba

    1. We wszystkich nas tkwi odrobina dziecka. Konwenanse i zasady wiele zabraniają, każą nam spoważnieć i tam takie jeszcze inne bzdury. Mamy również w sobie potrzebę odreagowania. Mam podobne do Twoich wspomnienia z dyngusa. Tutaj jednak nie brałem udziału w tych ichnich obchodach. Miałem zaproszenie ale zwyciężyło przeświadczenie, że to już nie dla mnie. To nie jest do końca tak, że możesz dostać „niespodziewanie” jakiem. To jest zjazd rodziny a udział w bitwie jest dobrowolny. Na ulicach natomiast króluje woda. Maska powagi i jej noszenie na codzień jest męczące, dobrze ją zrzucić raz na jakiś czas i być znowu „dzieckiem”. Niestety nie znam tu nikogo na tyle blisko aby czuć się aż tak swobodnie by pozwolić sobie na takie zachowanie. A może to tylko tkwi we mnie, że mi już nie wypada? 🤷‍♂️

      Polubienie

  3. Bez jaj, to i jajem oberwać można? To już wolę tego śledzika, post i śmigusa. Zauważ, że dyngus u nas jest już ucywilizowany, jeno dzieciarnia leje się, ale najczęściej leje z nieba.
    Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. Widzę, że zbyt powierzchownie to opisałem. Szanse na dostanie jajem niespodziewanie są raczej małe, zlany do suchej nitki na ulicy prawdopodobne. Bitwy z udziałem nabiału to przede wszystkim w ramach rodzinnych spotkań. Udział w tym jest dobrowolny. Oni ten karnawał spędzają przede wszystkim szeroko pojętą rodziną.
      Karnawałowo pozdrawiam.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

sudeckie klimaty

hipsters and cowboys

UnstableTrip

Digital Nomad Travel Blog

Na skraju miasta

takie tam obserwacje

transcendentphoto.com

professional photography - going beyond ordinary limits

mamamyslicielkahome.wordpress.com/

O macierzyństwie. O książkach. O życiu.

Balladeer's Blog

Singing the praises of things that slip through the cultural cracks

Work and travel

My work and travel. Chcesz coś zmienić? Może zmień wszystko!

arek nowakowski

wordpress.com

The Biveros Effect

To Travel is to Live

U stóp Benbulbena

pocztówki z Irlandii

%d blogerów lubi to: