Internet i wstrząsy.

Aczkolwiek internet przestał być w Ekwadorze czymś ekskluzywnym, czym był jeszcze pięć, sześć łatwemu, to jednak dostęp do niego nie jest wcale taki prosty. W mieście oczywiście funkcjonują już połączenia światłowodowe ale poza miastem już bywa różnie.

Okolica, w której zdecydowaliśmy się osiedlić to bardzo mały przysiólek, który dodatkowo jest położony w górach. Sąsiedztwo składa się z około dziesięciu domostw. Taki stan rzeczy nie zachęca dostawców internetu do inwestowania. Dlatego jesteśmy zmuszeni do korzystania z połączenia mobilnego. Niestety to połączenie wciąż jeszcze kuleje tutaj. Czasem mamy silny sygnał i wtedy możemy przeglądać niemal wszystko co nas interesuje. Czasami jednak sygnał jest bardzo słaby i wtedy strony ładują się w nieskończoność. Przykładem tego są różne platformy blogowe.

Utrzymuje kontakt z blogerami z różnych platform. O ile na swoim worldpress nie mam problemów z odczytaniem artykułów i pozostawieniem wiadomości o tyle na innych platformach już nie jest tak łatwo. Często wręcz nie jestem w stanie zostawić swojego komentarza. Nie mam pojęcia czym jest to spowodowane. Jedyne co przychodzi mi do głowy to sygnał, który gdy jest dobry nie powoduje tego typu trudności. Zawsze jednak próbuje pare razy jak się nie udaje, no cóż siła wyższa.

Ekwador leży w strefie dość sporej aktywności tektonicznej. Trzęsienia ziemi nie są tutaj czymś nadzwyczajnym. Na ogół mają one miejsce nad samym Pacyfikiem. Zdarza się jednak, że epicentrum jest na lądzie. Tak właśnie było w ostatni piątek. Dość mocno potrzęsło. Było pare minut po piątej a tu nagle nasze łóżko zaczęło się ruszać i podskakiwać. Zwykle trwa to kilka sekund. Nie tym razem. Przez około pół minuty chalupa się ruszała by wreszcie przestać. Rozbudzony zdecydowałem się skorzystać z toalety. A tu masz babo placek, zatrzęsło jeszcze raz. Trochę słabiej ale wrażenie ruszającego się pode mną sedesu nie należało do najprzyjemniejszych.

Przyzwyczailiśmy się do tych trzęsawek i o ile trwają pare sekund to nawet nie zwracamy na nie uwagi. Półminutowe to była jednak nowość.

Matka ziemia, w mojej encyklopedii, wie co robi. Dlatego ufam jej bezgranicznie.

Reklama

24 myśli na temat “Internet i wstrząsy.

Dodaj własny

  1. Nie sądzę, żeby akurat siła sygnału decydowała o tym, czy uda Ci się gdzieś wejść, ale mogę się mylić, nie jestem informatykiem, tylko tak na chłopski rozum i własne doświadczenie patrząc, myślę.
    Jak dobrze liczę, to w Twojej ekwadorskiej miejscowości 20% stanowią gospodarstwa słowiańskie? 😉
    Na Śląsku są częste tąpnięcia. Gdzie im tam do trzęsienia ziemi, ale chyba wiem, o czym piszesz. Nic miłego.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dobrze liczysz my i Słowak to dwa na dziesięć domostw. Tylko, że on tutaj wytrzymuje trzy do czterech miesięcy, resztę spędza na Słowacji.
      Z tym internetem to nie mam pojęcia, ale jest to najbardziej dokuczliwe, czyli małe piwo🍺.
      Te moje trzęsawki pewnie da się porównać z Twoimi tąpnięciami. Czujemy zatem podobnie.

      Polubienie

  2. Och, trzęsący się sedes, a to historia. Tak myślę i myślę – dużo zależy od tego, czy siedzisz czy stoisz. A dajmy temu pokój. jestem na WordP… to mnie odbierasz i zawsze komentujesz. Dzięki

    Polubione przez 1 osoba

  3. Mam także przerwy, ale trwają około pół godziny, potem wszystko wraca do normy, a ja myślę, że dostawca internetu coś słaby.
    Trzęsień to akurat bym się bała i to bardzo, bo jak by mi spadł dach na głowę, nie byłoby wesoło, gdyż pomoc tak szybko by nie nadeszła. Może lepiej uciekajcie z domu na czas trzęsawki…
    Serdecznie pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja niestety nie mam wyboru z dostawcą, ten którego mam to jedyna opcja. Było gorzej zatem kierunek zmian jest dobry czyli ewentualnie będzie lepiej.
      Tez mieliśmy wyjść z domu, oboje wierzymy w karmę czyli przeznaczenie. Jak przyjdzie mój dzień to padnę na prostej drodze w pełnym słońcu.
      U Ciebie już środa u mnie jeszcze wtorek czyli wtorkowego-środowe pozdrowienia.🙂

      Polubienie

  4. Co do tego internetu to pociesz się. Ja mam światłowód z szybkością 100MB do 1GB, ale co z tego? Gdy nadchodzi wieczorowa pora i do sieci siadają starzy i młodzi użytkownicy to pojawia się kicha. Niedawno jedna strona blogera (niestety on zamieszcza dużo linków do filmów, a to żżera pamięć podręczną) ładowała mi się … ponad 40 minut z kilkunastoma przerwami na okienka typu: „Czekaj”. Nie ma wyjścia, dorzuć RAM-u do pieca (wtedy szybciej będziesz wchodził na znane strony), albo tak jak ja – wstawaj o 3-4 nad ranem. 😉 😀

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja operuje IPad-em, RAM chyba nie wchodzi w grę. Z jednej strony to mnie trochę złości, z drugiej daje szanse odpocząć od komputera. Czasem przesadzam z jego używaniem. Jak coś nie chce się załadować to najzwyklej zamykam komputer i ku uciesze mojej małżonki pomagam jej coś tam w ogródku.😃🙂

      Polubienie

  5. Osobiście nie wyobrażam sobie życia tam, gdzie się ziemia trzęsie. Z internetem mam problem o tyle, że nie mogę wrócić do swego pierwszego nicka Optymista13 i kombinuję na nowo. 🙂

    Polubienie

  6. Jak utrzymać spokój w miejscu, gdzie za chwilę twój dom może się rozpaść? Kibelek pęknąć, ściany popękać. Tyle szkód. Zastanawiam się jakbym sobie z tym radziła. To tylko rzeczy materialne, wiem. Jednak, jeśli coś dzieje się często a większość energii idzie na łatanie, poprawianie, sklejanie i na skupianiu się na tej materii, to sama nie wiem. A może wy tam macie wytrzymalsze wszystko? Jak często wyrządza to jakieś szkody? Wiesz, nie umiem sobie tego wyobrazić ani siebie w takim miejscu. Nie wiem czy bym chciała mieszkać w miejscu, gdzie ziemia się trzęsie.
    Z tym internetem, to może jakieś blokady zewnętrzne nie pozwalają Ci się gdzieś dostać? Niestety, w tej kwestii wiedzę mam bardzo podstawową, ale czasem może to kwestia jakiś ustawień, zabezpieczeń.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ekwador rzeczywiście nawiedza sporo tego typu „atrakcji”. My jednak mieszkamy na tyle daleko od epicentrów, że coś tam potrzęsie ale szkód wiele z tego nie ma. Nie będę udawał, że nie robi to na mnie wrażenia, bo to byłoby kłamstwo. Nie toleruje jednak zimy i śniegu. Coś za coś. Generalnie wierze w przeznaczenie. Stąd sądzę, że świadomie czy nieświadomie zgodnie z nim postępujemy. Ot taka moja filozofia życiowa.
      Te zakłócenia internetowe to tez pewnie jakieś przeznaczenie, żeby się całkiem nie dać jemu porwać.🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

NA SATURNIE

jestem na innej orbicie, a tu jest chaos

Pisane Kobiecą Duszą 💋

Witryna Internetowa Pisana Kobiecą Duszą*** The website has a google translator

Listy i [inne] brewerie.

"Plus ratio quam vis".

kosmiczne lata

papa was a rolling stone

Pielgrzymi

Z głową w chmurach po bezdrożach

Architektura doświadczeń

Proste doświadczenia i skomplikowana rzeczywistość

notatki na mankietach

mysli szybkie, mysli smiale, wszystkie mysli duze i male...

𝓛𝓾𝓼𝓽𝓻𝓸 𝓬𝓸𝓭𝔃𝓲𝓮𝓷𝓷𝓸ś𝓬𝓲 - 𝓴𝓪𝓵𝓲𝓷𝓪𝔁𝔂

𝒯𝑜 𝓃𝒾𝑒 𝒿𝒶 𝒷𝓎ł𝒶𝓂 𝐸𝓌ą 𝒯𝑜 𝓃𝒾𝑒 𝒿𝒶 𝓈𝓀𝓇𝒶𝒹ł𝒶𝓂 𝓃𝒾𝑒𝒷𝑜 𝒞𝒽𝑜𝒸𝒾𝒶ż 𝒹𝑜𝓈𝓎ć 𝓂𝒶𝓂 ł𝑒𝓏 𝑀𝑜𝒾𝒸𝒽 ł𝑒𝓏, 𝓉𝓎𝓁𝓊 ł𝑒𝓏 𝒥𝑒𝓈𝓉𝑒𝓂 𝓅𝑜 𝓉𝑜, 𝒷𝓎 𝓀𝑜𝒸𝒽𝒶ć 𝓂𝓃𝒾𝑒

Myśli (nie)banalne Joanny

Moje spojrzenie na świat

FacetKA

... bo ktoś musi nosić spodnie!

365 dni w obiektywie LG/Samsunga

365 days a lens LG/Samsung

rymki i nie tylko

Przed wejściem tutaj nie musisz konsultować się z żadnym lekarzem, farmaceutą, a nawet z rodziną, gdyż treści tu zawarte z pewnością nie zaszkodzą Twojemu zdrowiu i życiu,

Burgundowy Kangur

Zawiłości codzienności

Accordéon et dentelles au jardin

ou les tribulations d'Agathe Balboa de Kwacha

Bursztynka

Cała ja:)

%d blogerów lubi to: