Sytuacja hipotetyczna

W pewnym mieście, gdzieś na końcu świata, mieszkały cztery rodziny. Miasto było duże, więc nie wszyscy się znali. Każda z rodzin żyła w swoim środowisku. Wychowani w określony sposób członkowie owych rodzin kultywowali swoje tradycje, często z pogardą patrząc na tych myślących inaczej.

Tak się złożyło, że w tym samym czasie wszystkie małżonki, ku uciesze swoich panów, zaszły w ciąże. Termin rozwiązania każdej z pań był niemal identyczny.

Miasto, choć niemałe, miało niestety tylko jeden szpital. Gdy zatem nadszedł termin narodzin potomków, wszystkie panie spotkały na tym samym oddziale położniczym. No i stało się wszystkie damy powiły swoje pociechy w tym samym dniu. Żeby było ciekawiej każda z nich urodziła chłopaka.

Radość wsród panów była wielka. Każdy świętował narodziny swojego następcy w swój specyficzny sposób.

Abraham, Ali, Anatolii i Anthony urodzili się zdrowi i z dziecięcym wrzaskiem powitały świat. Maleństwa, jak to noworodki, były dość podobne do siebie. Tak się złożyło, że panie rodziły w tym samym czasie i gdy dzieciaki przeniesiono na sale noworodków pielęgniarki źle opisały chłopaków. Często się to nie zdarza. To był jednak zwariowany dzień. W szpitalu świętowali urodziny ordynatora wydziału położniczego. Pomylono wszystkich czterech i każdy trafił nie do swojego domu.

Ali, którego rodzicami było małżeństwo muzułmańskie trafił do domu wyznawców judaizmu. Anthony natomiast z matki i ojca Amerykanów trafił do familii wyznawców Islamu. Maluch małżeństwa żydowskiego skończył w domu Rosjan. Mały Anatolii niespodziewanie stał się Amerykanem.

Dzieci rodzą się z pustką w głowie, wolne od przesądów i niechęci. Nic więc dziwnego, że w procesie wychowania słuchają tego co maja im do powiedzenia rodzice. Ich wartości i wiara stają się przekonaniami ich dzieci.

Czterech chłopaków dorastało zatem w innych domach wsłuchanych w niedoskonałości swoich rodziców. I pewnie nikt nigdy by się nie zorientował gdyby nie fakt, że po dorośnięciu żaden z nich nie był podobny do swoich rodziców zewnętrznie. Zazdrośni o swoje kobiety mężczyźni postanowili upewnić się co do swojego ojcostwa. I sprawa się rypła. Mało, że nie oni byli ojcami swoich synów to i dzieciaki nie były od ich małżonek.

W ten sposób wyszedł na jaw szpitalny burdel, impreza jaka miała miejsce w dniu narodzin chłopców, niedopatrzenia i inne brudy, skrzętnie zamiatane pod dywan.

Co tu teraz robić. Syn islamistów nosił pejsy i był przygotowany do zostania Rabinem, Anthony czyli Ali miał wpojoną niechęć do Amerykanów, Abraham czyli Anatoli darzył wyjątkowym brakiem sympatii państwo Izrael. Biedny Anatoli teraz Anthony uważał za największego wroga państwo swoich biologicznych rodziców. Ot taka życiowa niespodzianka.

I po co ja to wszystko piszę? Od dawna chodziło mi to po głowie. Dzieci przychodzą na świat czyste, pełne nadziei. Nie ma w nich wrogości, nie ma w nich narodowości nawet. To my rodzice z małego judaisty potrafimy zrobić antysemitę, z małego islamisty przeciwnika tej wiary, z Rosjanina – rusofoba, a z Amerykaninia przeciwnika tej nacji. Wystarczyła szpitalna pomyłka a potem my nasączyliśmy te maleństwa nienawiścią, o ironio, samych siebie.

A może by tak opracować wspólne kryteria wychowania, wolne od religii i niechęci? Może lepiej odbierać dzieci rodzicom i niech się chowają tam gdzie nie ma żadnych podziałów? Może wtedy świat stanie się lepszym.

24 myśli na temat “Sytuacja hipotetyczna

Dodaj własny

  1. Można powiedzieć, ze radykałom w przekonaniach los zrobił psikusa!
    Bardzo ciekawy pomysł z tym wychowaniem, zwłaszcza, że każda z religii chełpi sie, że tylko ta jedyna jest najlepsza i że ludzie niewierzący są gorsi, bez zasad itd.
    Obawiam sie jednak, że nie znajdziemy takiego miejsca i odpowiednich wychowawców…

    Polubione przez 1 osoba

  2. Z tym odbieraniem dzieci rodzicom, to jednak nadmierna przesada, nawet literacka. Tak już było, w Katalonii. Siostry zakonne informowały matki podejrzewane o lewicowe poglądy, o śmierci ich dziecka (w lodówce był taki podręczny noworodek), po czym przekazywały tak naprawdę całkiem żywe i całkiem zdrowe dziecko rodzicom wspierającym gen. Franco. Do dziś te dzieci, dziś już bardzo dorosłe, szukają swoich korzeni.
    Ale idea notki mi się podoba. I wiesz, takim toplerancyjnym, akceptującym i przyjaznym człowiekiem można się stać bez względu na wychowanie odebrane w rodzinie.

    Polubione przez 2 ludzi

  3. Bardzo pouczająca opowieść. Cóż dzieci są winne, aby pozbawiać ich rodziców ? To rodziców karać za radykalizm poglądów, stowarzyszenia i partie radykalne rozwiązywać, a tego się nie robi, bo komuś na rękę, bo za tym idą pieniądze i czyjaś władza.
    Serdecznie pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. Generalnie uważam, że świat posuwa się w złym kierunku. Zgoda i porozumienie to już powoli słowa, które istniej tylko na papierze. Sprawującym władze bardziej na rękę jest wieczny konflikt. Dzieciaki oczywiście niczemu nie są winne, uczą się tego co im się podaje.
      Sobotnio pozdrawiam.

      Polubienie

  4. Obawiam się, że wszędzie tam gdzie są ludzie są też i podziały… Pytanie,ile wychowanie ma wspólnego z tym jakimi stajemy się ludźmi?? Mordercy nie zawsze wychowują się w patologicznych rodzinach a porządni ludzie często wychodzą z domów gdzie królował alkohol… Obawiam się, że akurat tutaj nie ma złotego środka…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Wszystko się zgadza. Niczego nie można wykluczyć. Dużo jednak zależy od wychowania. Złotego środka nie ma bo nikt nawet nie jest zainteresowany jego szukaniem. Gdzieś na jakimś filmie ktoś powiedział, że podzieliliśmy się na myśliwych i zwierzynę, zawsze ktoś jest polującym albo tym na kogo się poluje.

      Polubione przez 1 osoba

  5. nienawisci uczy nas dom i chyba srodowisko. Niedawno poznalam chlopaka, ktorego matka jest Polka, ojcem arab, Chlopak urodzil sie w polsce, wychowal w niemczech. Ma teraz 30 lat. jest super. jest katolikiem. dobrze wychowanym obywatelem. A jedna nawet dzisiaj majac 30 lat musi ciagle borykac sie z tym , jak traktuje go policja, urzedy, ludzie,,, tak jakgdyby za kazdym razem musial tlumaczyc… hallo nie jestem zly, mysle tak jak wy… nie dziwi, kiedy tacy ludzie zaczynaja robic sie agresywni , albo ?

    Polubione przez 1 osoba

  6. Jesteśmy tacy jak nas rodzice wychowają, bo wszystko wynosi się z domu – wiarę też. Wiara to wróg ludzkości, bo przez wiarę giną do dziś ludzie i ten horror nigdy się nie skończy!I jeszcze dostają karabin do ręki!

    Polubienie

  7. Marzenia piękne, ale chyba nie do wykonania. Mózg dziecka zapełnia się wiedzą już po kilku miesiącach życia płodowego:
    https://parenting.pl/zaskakujace-fakty-dotyczace-mozgu-noworodka
    Dziedziczymy pamięć nie tylko po przodkach, ale i po ich wrażeniach jakie przeżywali w swoim życiu:
    http://wyborcza.pl/napamiec/1,139301,17576895,Dziedziczenie_pamieci__czy_przekazujemy_dzieciom_i.html
    Genetycznie dziedziczymy m.in. także podatność na choroby, uzdolnienia, cechy osobowościowe, itp.:
    https://virgobooks.pl/modules/blockblog/blockblog-post.php?post_id=11
    I niestety te rozbieżności pojawiają się wraz z wiekiem. Ci chłopcy nie mieli większych szans na bezkonfliktowy rozwój. A sytuacja jaką opisałeś wcale nie jest taka rzadka.

    Polubione przez 1 osoba

    1. No to mnie sprowadziłeś na ziemie. Chociaż prawdę powiedziawszy spotkałem się z tym wszystkim w ramach rozmowy z moim holistykiem.
      Pofantazjowałem sobie trochę w nadziei, źe jednak gdybyśmy te niewinne maluchy wypełniali pozytywnymi informacjami to może, przynajmniej one, uwolniłyby się od zbędnego balastu rzeczy, które komplikują na życie.

      Polubienie

      1. To jest bardzo dobry post, bo oddaje ludzkie marzenia o tym, że dziecko to prawie anioł, czyli taka „tabula rasa”:
        https://pl.wikipedia.org/wiki/Tabula_rasa
        którą zapisujemy naszymi wzorcami wychowania. I w rzeczywistości tak jest jak piszesz, bo dziedziczymy po przodkach tylko niektóre specyficzne cechy, które dodatkowo mogą się ujawniać dopiero w późniejszej fazie życia, np. gdy młodzi wchodzą w fazę „buntownika”.
        Poza tym do tej pory trwa walka pomiędzy oddziaływaniami genetycznymi i środowiskowymi, a zwycięzcy nie widać.

        Polubione przez 1 osoba

        1. Właśnie, właśnie ja myślałem, że noworodek to tak „tabula rasa”, w której my rodzice i środowisko zapisuje określone wzorce postępowania. Nie mam złudzeń, że rodzice te wzorce mają z poprzedniej generacji i chcą je swojej latorośli przekazać. Nie wszystkie się sprawdzają patrząc w tzw. „big picture”. Dużo się jednak mówi o tym jak powinny dbać o siebie kobiety w ciąży i jak ważny jest to czas dla płodu. Moja wnusia skończyła jedenaście miesięcy i patrząc na nią widzę, jeszcze tyle niewinności…

          Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Prefiero quedarme en casa

Un blog sobre lo que me gusta escribir

saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera

w poszukiwaniu perspektyw

moje bzdury, radości i frustracje

Lance Sheridan

Internationally Published Poet

NIEZAPOWIEDZIANA

trochę na wesoło, trochę na smutno

Słowiki nie płaczą

If you were ever in doubt, don't sell yourself short, you might be bulletproof ~~

Co zostało na alei róż...

Jestem swoją myślą, rzuconą w świat, pomiędzy tysiącami innych twarzy. Wyznania depresjonistki z syndromem DDA

Melanż

Mam zakaz chlania, cale szczęście jebie zakazania

heygoodway

blog podróżniczo-lifestylowy

seashelllove

Z miłości do muszelek i niebanalnej biżuterii

Wymiar Zdrowia

Dietoterapia online, konsultacje z dietetykiem przez internet. Indywidualne plany żywieniowe oraz gotowe jadłospis online.

RomanticSugar94

„Styl to sposób na zamanifestowanie tego, kim jesteś, bez konieczności mówienia”. – Rachel Zoe

%d blogerów lubi to: