O lotach i kontrolach

Nie da się odespać nieprzespanej nocy. Podróż na południe choć odbywa się w tej samej strefie czasowej była bardziej wyczerpująca niż ta ze wschodu na zachód. Być może wynika to z tego, że przez Atlantyk loty są tak zaprogramowane, że przylatuje się wtedy gdy w miejscu docelowym przychodzi czas na spanie. Mentalnie to jest łatwo zaakceptować jednak fizycznie organizm wie, że gdzieś te sześć godzin chciałem mu podprowadzić. Budzi mnie więc ze snu wciąż o czasie panującym w miejscu, które dopiero opuściłem. Tak się ze mną bawi jeszcze przez dwa trzy dni, aż wreszcie akceptuje, że teraz ma pracować na innej zmianie. I znowu jesteśmy zsynchronizowani i oboje funkcjonujemy na najlepszych obrotach.

Lot z północy na południe z jakichś powodów rozpoczyna się wczesnym popołudniem i trwa do północy. Jeśli do tego dołożymy fakt, że na lotniskach trzeba być na conajmniej dwie godziny przed odlotem a po wylądowaniu przejść przez kontrole odebrać walizki i dojechać do domu, to okaże się że te dodatkowe przyjemności są bardziej męczące niż sam lot. Tak czy inaczej drzwi mojej enklawy otworzyliśmy o czwartej nad ranem. Choć dość zmęczeni to jednak adrenalina trzymała nas na nogach. Padliśmy jednak po dwóch godzinach.

Dom czy mieszkanie zamknięte na cztery spusty przez ponad cztery miesiące, nawet jeśli ktoś to okazjonalnie pilnuje to stoi jednak puste. Stąd i powietrze w nim delikatnie mówiąc jest lekko podejrzane. Zanim zatem zalegaliśmy trzeba było,odrobine przewietrzyć. To dało nam czas na przegląd naszych bagaży. Nie wiem co takiego wozimy, za każdym jednak razem nasze walizki są kontrolowane przed wylotem ze Stanów przez ichnie służby bezpieczeństwa. No niech sobie przeglądają naszą bieliznę ale potem niech to jakoś ułożą. Szwarc, mydło i powidło wypada nam z walizek po takim ich przeglądzie. Na cztery nadane bagaże, trzy nam przeglądnęli. Patrzę na te rzeczy, które mieliśmy spakowane i nijak nie mogę się dopatrzeć czegoś co mogłoby przypominać ładunek wybuchowy. Chyba żeby flaszka polskiej wódki, która ciągnę za sobą na potrzeby degustacji przez okolicznych mieszkańców.

Suma Summarum i tak ich wszystkich zrobiłem w konia. Nikt nie zauważył, że przemyciłem sześć ekstra kilo dobrobytu, ze cztery z Polski i dodatkowe dwa ze Stanów, w formie tkanki „mięśniowej”. Chwile mi zejdzie żeby się tego draństwa pozbyć. Zaczynam od dzisiaj.

11 myśli w temacie “O lotach i kontrolach

  1. szarabajka 26 stycznia, 2019 / 4:11 pm

    Najważniejsze, że dotarliście bezpiecznie.
    A z tymi nieprzespanymi nocami to prawda: nie da się ich tak po prostu odespać jednym ciągiem, bez względu na to, z jakiego powodu się nie spało.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Andrzej Rawicz (anzai) 26 stycznia, 2019 / 4:49 pm

    Nie wiem czemu, ale lubiłem przeloty ze wschodu na zachód, bo to wyglądało tak jakbym dogonił utracony czas. W ogóle to jestem dość odporny na strefy czasowe, natomiast zupełnie rozkładają mnie zmiany klimatu, dlatego unikam stref około równikowych, i tych, gdzie tem. jest wyższa od 20-22 st. C.

    Polubione przez 1 osoba

    • widzianezekwadoru 26 stycznia, 2019 / 5:51 pm

      Myśle, że zmieniłabyś zdanie gdyś zajrzał w nasze strony. Mieszkamy 3 km nad powierzchnią. Temperatura zatem, nawet jeśli jest powyżej 25 to górskie powietrze nie daje tego odczuć. Klimat dla mnie idealny.
      Masz racje, ze wschodu na zachód znoszę zdecydowanie lepiej niż w kierunku przeciwnym. Powiem jednak, że od samego latania bardziej mnie męczą te lotniskowe procedury. Jednak to znak naszych czasów.

      Polubienie

      • Andrzej Rawicz (anzai) 26 stycznia, 2019 / 5:57 pm

        No właśnie, w PRL latałem częściej, bo na t.zw. paszporcie konsularnym, co często pozwalało omijać lotniskowe procedury. Teraz jest inaczej.
        Masz rację, w górach nawet 30 st. C jest dość przyjemne.

        Polubione przez 1 osoba

  3. Tatul 26 stycznia, 2019 / 8:13 pm

    Mam podobne odczucia co do lotów z Polski do USA. Zdarzyło mi się kiedyś lecieć przy bezchmurnym niebie i przez wiele godzin pławiłem się barwach zachodzącego słońca.
    Droga powrotna, to lot nocny, w czasie którego stewardesy zaraz po kolacji z ochotą zasuwały okna tworząc klimat zamkniętej przestrzeni, w której dobrze jest oglądać Tv, słuchać muzyki, czy zgodnie z zegarem biologicznym po prostu spać

    Polubione przez 1 osoba

    • widzianezekwadoru 26 stycznia, 2019 / 10:56 pm

      Dokładnie tak jest. Do USA słońce nie chce zajść. Do Polski po ciemku. Co ciekawe do USA o godzinę dłużej niż w drugą stronę. Prądy powietrzne wieją na wschód.

      Polubione przez 1 osoba

  4. ulotnechwile870674553 29 stycznia, 2019 / 10:57 pm

    Uwielbiam latać! Gdyby to było możliwe, to nawet codziennie i nawet te strefy czasowe by mnie nie zniechęciły. Niestety, ostatnio nigdzie daleko się nie wybieram, a lecieć dwie godziny po to, aby z kolei trzy tłuc się samochodem z lotniska do celu podróży, jakoś mnie nie rajcuje. Poza tym, obmacywanie przy odprawie – nie mogę przechodzić przez bramki – też jakoś nie przypadło ni do gustu.

    Polubione przez 1 osoba

    • widzianezekwadoru 29 stycznia, 2019 / 11:00 pm

      Ze mną to jest tak, że jak dotrę po podróży do domu to sobie powtarzam, dość tego, wystarczy. Po dwóch tygodniach jestem jednak znowu gotowy. Lubię mój dom, świat jest jednak zbyt ciekawy aby się zamknąć w czterech ścianach.

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s