Bilon, metryka i rozprawa.

Kiedy już wydaje mi się, że nic nie jest w stanie zaskoczyć mnie w mojej ojczyźnie, to zawsze okazuje się, że jednak jestem w błędzie. Radosna śmiechu warta, twórczość ma się doskonale. Sam już nie wiem czy aby moje poczucie normalności nie zostało w jakiś sposób skrzywione tymi latami za granicą.

Miałem tylko dwie sprawy do załatwienia. Z pozoru proste i niewymagające zbyt wiele czasu: wymienić trochę obcej waluty na złotówki, i uzyskać odpisy aktów urodzenia moich dzieciaków. Proste. Tylko niby.

Obawiając się trochę urzędników, zdecydowałem się zacząć dzień od wymiany. Wpadam zatem do kantoru, wygrzebuje z kieszeni trochę drobnicy i parę papierków. Te ostatnie szybko zniknęły w łapkach pana po drugiej stronie szyby. Jednocześnie z oburzeniem spojrzał na drobnicę i wymamrotał: bilonu nie przyjmujemy. Zamurowało mnie, bo przecież to taki sam pieniądz tyle, że waży więcej. Zanim jednak zderzyłem coś wyjąkać, już miałem w rękach złotówki za papierowe i niechciany bilon. Pomaszerowałem zatem to najbliższego banku w nadziei, że tutaj bilon i papier nie robią różnicy. I znowu to samo, pan spojrzał na mnie z obrażoną miną, jakbym chciał mu podarować granat bez zawleczki. Bilon? Nie bilonu nie przyjmujemy. Pies cię trącał pomyślałem. Kantorów przecież w moim mieście nie brak, gdzieś w końcu wymienię. I owszem w końcu wymieniłem, tyle, że za siedemdziesiąt procent wartości. Co złego jest w bilonie, dalej nie mam pojęcia. Pewnie bardziej brudzi ręce niż papier.

Moje dzieciaki rodziły się w rożnych miastach. Potrzebuje odpisów z ich metryk. Przed dobrą zmianą to była usługa na poczekaniu. Z postępem przecież idziemy więc sądziłem, że nie inaczej będzie teraz. Urząd Stanu Cywilnego w mieście powiatowym, rzeczywiście załatwił mi to od ręki. Chłopakom moim „zachciało” się jednak przyjść na świat w mieście wojewódzkim. Rzeszów, stolica Podkarpacia to piękne miasto z wyjątkowo oddanym miastu prezydentem. On jednak gorszego sortu. W urzędach dobra zmiana musi dbać o stanowiska. Zatem wydrukowanie tego co zajęło pani w urzędzie powiatowym dosłownie dziesięć minut, tu na to potrzeba trzech dni roboczych. Pani urzędniczka pogratulowała mi, że przyczyna dla której potrzebuje owe dokumenta nie podlega opłacie skarbowej. Tyle, że ja już o tym wiedziałem z powiatu. Po czym zniknęła gdzieś na wszelki wypadek, tak żebym nie mógł zapytać o cokolwiek.

W tym momencie uderzyło mnie, że to pewnie efekt pięćset plus. Ludziska ruszyli pod pierzynę i majstrują tam do skutku. Stąd zapotrzebowanie na odpisy aktów urodzenia tak duże, źe aż trzeba trzech dni. Sam bym wskoczył gdzieś pod pierzynę i coś w czynie społecznym, może. Nie dla tych paru stówek lecz w celu sprawdzenia postępów pewnych procesów zachodzących w organizmie. Będę musiał zatem raz jeszcze odwiedzić USC. Mój czas się nie liczy, byle udowodnić jak bardzo przepracowani są urzędnicy.

To jednak takie małe paranoje. Ta główna odbywa się w sądzie. Oto bowiem oburzony wszechwładca naszego kraju pozwał laureata pokojowej nagrody Nobla bo ten odważył się brzydko wyrazić o jego wpływie na swojego brata, bliźniaka zresztą. Ów laureat twierdzi, że świętej pamięci brat bliźniak prezesa, podjął decyzję o fatalnym w skutkach lądowaniu z powodu telefonicznych nacisków swego brata. Święte oburzenie prezesa doprowadziło zwaśnione strony przed wymiar sprawiedliwości. Paranoja tej sytuacji polega na tym, że nawet wyborcy prezesa wiedzą, źe zasadniczo to on podejmował wszystkie decyzje za prezydenta, tak jak to robi teraz. No i po co zawracać głowę sędziom? Chyba tylko po to aby pokazać jak niezawiśle sądy działają w dobrej zmianie. Ot taka lokalna szopka noworoczna.

17 myśli na temat “Bilon, metryka i rozprawa.

Dodaj własny

      1. Muszę powiedzieć, że w Łańcucie (urząd powiatowy) dziewczyna była przemiła i przesympatyczna (może ktoś stamtąd to przeczyta). Choć nie było wódki i chleba to było bardzo blisko tego. Odwrotnie w Rzeszowie. Tu wymuszona uprzejmość i kubeł listopadowej deszczówki.

        Polubienie

    1. Miałaś pare ciekawych przeżyć. Mam zbliżony problem z łapówkami. Nawet gdybym chciał to nie umiem tego robić. Generalnie nie pojmuje funkcjonowania czegoś takiego jak łapówka. Z jakiś powodów ludziom się wydaje, że to im da lepsze traktowanie. Nie zawsze jednak, często nie ma to większego znaczenia.

      Polubienie

  1. Urzędy to koszmar ze względu na brak kompetencji urzędników. Boją się wydać jakąkolwiek decyzję, jakikolwiek papierek, a czasem dla zasady: nie bo nie. Trzeba się kłaniać w pas, nosić czekoladki itp. Okropne i bezduszne postawy.
    Serdecznie pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

The Biveros Effect

To Travel is to Live

U stóp Benbulbena

pocztówki z Irlandii

Hobo Movie

Movies Review in the Hindi Language

Śpiew ptaka

Życie tu i teraz jak śpiew ptaka, który śpiewa po prostu, zawsze.

Der Amateur Photograph

Ein Blog über Optik und Photographie - A blog about optics and photography

Prefiero quedarme en casa

Un blog sobre lo que me gusta escribir

saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera

w poszukiwaniu perspektyw

moje bzdury, radości i frustracje

NIEZAPOWIEDZIANA

trochę na wesoło, trochę na smutno

Słowiki nie płaczą

If you were ever in doubt, don't sell yourself short, you might be bulletproof ~~

Melanż

Mam zakaz chlania, cale szczęście jebie zakazania

%d blogerów lubi to: