Krok Godzilly

Niespodziewanie lipiec zdecydował się iść w ślady poprzednich dwóch miesięcy i pogodowo nas nie rozpieszcza. To właśnie w tych sytuacjach doceniamy szczególnie fakt, że nic nie musimy, nigdzie się nie spieszymy a co zaplanowaliśmy dziś możemy zrobić jutro. Niestety i na to nasze credo lipiec rzucił, z sobie tylko znanych powodów, na nas klątwę. Mój robotnik do spraw wszelkich nabawił się jakiegoś przeziębienia, które bez większych oporów sprzedał mnie. Shit happens, jak mówią Amerykanie. I gdy tak powoli rozkładałem się na części pierwsze, zajrzałem na moją skrzynkę poczty elektronicznej. Noż ku..wa. Otrzymaliśmy właśnie wezwanie na rozmowę z urzędem imigracyjnym, na której obecni musimy być oboje, Luśka bowiem ubiega się o stały pobyt jako moja ślubna. To jeszcze byłoby do zniesienia, fakt natomiast, że owa rozmowa miała mieć miejsce w Quito, oddalonym od nas o prawie pięćset kilometrów z lekka podniósł moje ciśnienie. I gdy tak pomstowałem na mój stan zdrowia i tą cholerną rozmowę kogoś musiałem urazić. Nagle, niczym po kroku Godzilly, na zewnątrz dał się słyszeć tępy huk a domem naszym zatrzęsło. Powodem tego nie był jednak niezbyt sympatyczny zwierzaczek z filmów science fiction. Doświadczyliśmy właśnie trzęsienia ziemi. Nie, nic się nie stało ale ten głuchy łomot połączony z ruszającym się domem to przeżycie nienależące do najciekawszych. Zdarzyło się nam to już nie pierwszy raz choć nigdy to nie było na skalę z jaką kojarzą się tego typu ziemskie „igraszki”. W trakcie jednego z nich byłem akurat w domu sam. Oglądając film nagle poczułem jak ktoś lub coś stara się podnieść mój fotel, razem ze mną, do góry. Nie jestem zbyt przesądny ale w takich momentach, nie wiedząc co się dzieje, włosy na głowie same się jeżą. W przeciwieństwie do ostatniego trzęsienia ziemi to moje fotelowe nie było poprzedzone żadnym hałasem. Wszystko trwa parę sekund w zależności od odległości od epicentrum. Chociaż mieszkamy z dala od głównych ekwadorskich punktów narażonych na to zjawisko, to ze względu na rozmiar państwa jak już trzęsie to niemal całym Ekwadorem. Mam wiele szacunku do matki natury, stąd moja wiara, że ona wie co robi pozostaje niezmienna. Kiedyś tam i tak czeka mnie intergalaktyczna podróż do innego wymiaru. Spieszyć mi się specjalnie nie spieszy ale to rownież nie ode mnie zależy. Póki co ten tępy, głuchy i bezbarwny łomot zapadł w moją podświadomość a dla swojego lepszego samopoczucia postanowiłem go nazwać krokiem Godzilly.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Śpiew ptaka

Życie tu i teraz jak śpiew ptaka, który śpiewa po prostu, zawsze.

Der Amateur Photograph

Ein Blog über Optik und Photographie - A blog about optics and photography

Co mi tam....

Poza facebookiem istnieje życie.

Prefiero quedarme en casa

Un blog sobre lo que me gusta escribir

saberblog

sabera myśli zapisane, czyli internetowa ziemia obiecana współczesnego narcyza i lansera

w poszukiwaniu perspektyw

moje bzdury, radości i frustracje

NIEZAPOWIEDZIANA

trochę na wesoło, trochę na smutno

Słowiki nie płaczą

If you were ever in doubt, don't sell yourself short, you might be bulletproof ~~

Melanż

Mam zakaz chlania, cale szczęście jebie zakazania

heygoodway

blog podróżniczo-lifestylowy

seashelllove

Z miłości do muszelek i niebanalnej biżuterii

RomanticSugar94

„Styl to sposób na zamanifestowanie tego, kim jesteś, bez konieczności mówienia”. – Rachel Zoe

%d blogerów lubi to: