Purkle i penqo

Nasz pomocnik domowy do spraw koszenia trawy czy innych prac natury budowlano-ogrodniczych poznał nas juz dość dobrze a zwłaszcza Luśki inklinacje do naturalnych metod leczenia i medycyny ludowej. Jeśli coś nam zatem dolega z chęcią dzieli się z nami swoją wiedzą. Kolano mojej małżonki w dalszym ciagu sprawia jej sporo problemów. Już raz starał się jej pomoc nasz Jose przynosząc jakieś płynne mazidło do nacierania, które Luśka nawet stosowała i nawet dostrzegała pozytywne efekty jego działania. Ostatnio Jose przyniósł jednak napój, który starał mi się wytłumaczyć z czego został zrobiony, a który miał mieć szerokie zastosowanie lecznicze miedzy innymi przy bólach stawowych. Użycie zewnętrzne to jedno, połykanie to drugie. Luśka zarządała zatem konkretnych informacji na temat rośliny, z której rzekomy napój miał być zrobiony. Przy najbliższej sposobności napadłem zatem na naszego „dostawce” domagając się konkretnych informacji. Don Pepe, jak go tutaj rownież nazywamy, oczywiście nie wzbraniał się z udzieleniem mi pełnych odpowiedzi na moje pytania, z tym jedynie, że rozmawiamy w dwóch kompletnie odmiennych językach a moja wiedza medyczna po hiszpańsku ma się tak jak pięść do nosa. Tak czy inaczej udało mi się ustalić, że ów napój nazywa się purkle a sporządzony został z rośliny o nazwie penqo. Nie miałem nic do pisania musiałem zatem polegać na wymowie i na tej podstawie domyślić się formy pisemnej. Mój rozmówca jednak podkreślał, że penqo pisze się przez „q”. Po powrocie do domu podzieliłem się swoją wiedzą z naczelnikiem i w ruch ruszyła wyszukiwarka Google. Co tam na niej nie było, trudno wszystko wyliczyć, nic jednak nie podchodziło pod medycynę naturalna ani nawet nie wskazywało na jakąś okoliczną roślinę. Ponieważ Google podpowiadał nam inne rozwiązania piśmiennicze, podążaliśmy i tym tropem wciąż jednak bijąc głową w mur. Pomyślałem w końcu, że być może pisownia jest inna niż ta, którą sugerował nam nasz dostawca i wcale nie zawiera nieszczęsnego „q”. Przy penko znowu było pudło jednak penco niespodziewanie okazało się…..agawą. Rzeczywiście syropy, napoje i inne produkty medycyny ludowej z tej rośliny są bardzo popularne w Ekwadorze a nawet niektóre specyficzne tylko dla tego kraju. Pijemy zatem to dobrodziejstwo oboje, bo jak się okazało ma i na moje dolegliwości zastosowanie, a co z tego wyjdzie, ano zobaczymy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s