Glupia, głupszy oraz tępa.

Czyśta ludziska spostrzegli,

Że w sprawach seksu, najbardziej biegli

Są ci którzy wiedzą o nim tyle

Ile zeschnięte drewniane badyle

Te chociaż ogniskową przydatność mają

Ciepło nam w chłodne miesiące dając,

W przeciwieństwie do panien cnotliwych

I chłopców seksualnie wstrzemięźliwych

Którzy nad ciepło chłód przedkładają

Stąd innych potrzeby w poważaniu mają.

Pouczać innych, prawo sobie uzurpują

Siebie rozgrzeszając, innych zaś piętnując

Skąd pochodzi ta ich wiedza w tym temacie

Jeśli tylko do kąpieli ściagają swe gacie?

Jest wsród nich pewna pani przeurocza

Co to tak się brzydzi własnego krocza

Że dotykać ani myć go innym rownież nie poleca

Czy ktokolwiek chciałby do niej się zalecać?

Osobiście myć się przestać wcale nie zamierzam

Bo tym przecież człowiek różni się od zwierza

Choć i one o swe wdzięki dbają

Widać owo dbanie w genach zapisane mają.

W przeciwieństwie do uczonej owej,

Której tak się pomieszało w głowę,

Że z powagą wszem i wobec twierdzi,

Że bez mycia wcale się nie śmierdzi

Szczyt to był zapewne ich głupoty

Wstęp to jednak do ich chamstwa i tępoty

W swych szeregach, znawcę mają od kochania sztuki,

Który w seminarium pobierając swe nauki

Taką oto tezę wysnuł karkołomną,

Że o zajściu w ciąże niechaj te zapomną,

Które „szczęście” zgwałcone być miały

I nie wiedzą komu godność swą oddały.

Lecz komórka żeńska potrafi się bronić

Wpuszcza zaproszonych a intruzów goni

Antykoncepcyjna to metoda nowa

Nie chcesz dziecka? Zgwałć swą panią i sprawa gotowa

Teraz słowo o posłance, naszej największej dziewicy

Z tej czystości, całkiem pomieszało się jej w mózgownicy

Choć cnotliwa, wszystko wie o kopulacji

Nie uznając innej niż jej własna orientacji,

Miłość gejów i lesbijek odbytniczą więc nazwała

Skąd ta wiedza, jest ciekawa Polska cała.

Pomyślałem sobie zatem skrycie

Droga pani, rozum pani masz w odbycie.

Trzy filmy.

Wsród producentów i wytwórni filmowych zapanowała ostatnio moda na filmy oparte na faktach autentycznych. Niemal każdy film, który ostatnio wpadł mi w ręce był albo jakąś prawdziwa historią, albo nią inspirowany. Miałem zatem możliwość obejrzenia kroniki wydarzeń dotyczącej życia Tonyi Harding, Andrei Bocelli i JK Salingera. Dwa pierwsze były oparte na autoportretyzowanych opowieściach głównych bohaterów o samych sobie, podczas gdy trzeci był scenariuszem napisanym przez osobę z zewnątrz. Po obejrzeniu wszystkich tych filmów nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że opowiadanie o samym sobie jest dość ciężkie i wymaga sporego dystansu do samego siebie. Udało się to w moim przekonaniu Tonyi Harding, kompletnie natomiast rozczarował w tym zakresie film o znanym śpiewaku operowym. Podejrzewam, że z całej tej trójki to jego nazwisko jest zapewne najbardziej rozpoznawalne przez przeciętnego człowieka. Tonya bez ogródek mówi o swoim życiu i karierze łyżwiarskiej, czasami nawet sposób zabawny bardzo charakterystyczny dla humoru amerykańskiego. Znając realia czasowe filmu bardzo łatwo było mi tą historię zrozumieć i zaakceptować jako prawdziwą bez większych retuszy. Odwrotne uczucie odniosłem po obejrzeniu historii Bocellego. Nie mam wątpliwości co do prawdy na temat jego życia, brakuje w nim jednak bardziej krytycznego spojrzenia na samego siebie. Niewątpliwie utrata wzroku to przeżycie, z którym jest ciężko się pogodzić. Jeśli się jednak opowiada o sobie to trzeba wyzbyć się emocji dotyczących swoich problemów. Te emocje czuje się w tym filmie w każdej scenie co powoduje, że staje się on zbyt cukierkowy i definitywnie przeretuszowny. W tym kontekście film o amerykańskim pisarzu, którego prawdę mówiąc bardzo mało znam, wypadł wręcz rewelacyjnie. Ciekawa historia, ciekawy człowiek, ciekawy scenariusz sprawiły, że pewnie sięgnę po jedną z jego książek żeby mieć swoje prywatne zdanie na jego temat. Inna sprawa, że ważną częścią filmu jest rownież aktorstwo. Aktor aktorowi nierówny jak zapewne reżyser reżyserowi. Tu rownież film o Andrei Bocellim odstaje od pozostałych. Obawiam się jednak, że było to bardziej wynikiem schematu jaki narzucił producentom artysta niż ich własnych umiejętności. Jeśli ktoś widział te filmy to ciekawy byłbym jego opinii.

Purkle i penqo

Nasz pomocnik domowy do spraw koszenia trawy czy innych prac natury budowlano-ogrodniczych poznał nas juz dość dobrze a zwłaszcza Luśki inklinacje do naturalnych metod leczenia i medycyny ludowej. Jeśli coś nam zatem dolega z chęcią dzieli się z nami swoją wiedzą. Kolano mojej małżonki w dalszym ciagu sprawia jej sporo problemów. Już raz starał się jej pomoc nasz Jose przynosząc jakieś płynne mazidło do nacierania, które Luśka nawet stosowała i nawet dostrzegała pozytywne efekty jego działania. Ostatnio Jose przyniósł jednak napój, który starał mi się wytłumaczyć z czego został zrobiony, a który miał mieć szerokie zastosowanie lecznicze miedzy innymi przy bólach stawowych. Użycie zewnętrzne to jedno, połykanie to drugie. Luśka zarządała zatem konkretnych informacji na temat rośliny, z której rzekomy napój miał być zrobiony. Przy najbliższej sposobności napadłem zatem na naszego „dostawce” domagając się konkretnych informacji. Don Pepe, jak go tutaj rownież nazywamy, oczywiście nie wzbraniał się z udzieleniem mi pełnych odpowiedzi na moje pytania, z tym jedynie, że rozmawiamy w dwóch kompletnie odmiennych językach a moja wiedza medyczna po hiszpańsku ma się tak jak pięść do nosa. Tak czy inaczej udało mi się ustalić, że ów napój nazywa się purkle a sporządzony został z rośliny o nazwie penqo. Nie miałem nic do pisania musiałem zatem polegać na wymowie i na tej podstawie domyślić się formy pisemnej. Mój rozmówca jednak podkreślał, że penqo pisze się przez „q”. Po powrocie do domu podzieliłem się swoją wiedzą z naczelnikiem i w ruch ruszyła wyszukiwarka Google. Co tam na niej nie było, trudno wszystko wyliczyć, nic jednak nie podchodziło pod medycynę naturalna ani nawet nie wskazywało na jakąś okoliczną roślinę. Ponieważ Google podpowiadał nam inne rozwiązania piśmiennicze, podążaliśmy i tym tropem wciąż jednak bijąc głową w mur. Pomyślałem w końcu, że być może pisownia jest inna niż ta, którą sugerował nam nasz dostawca i wcale nie zawiera nieszczęsnego „q”. Przy penko znowu było pudło jednak penco niespodziewanie okazało się…..agawą. Rzeczywiście syropy, napoje i inne produkty medycyny ludowej z tej rośliny są bardzo popularne w Ekwadorze a nawet niektóre specyficzne tylko dla tego kraju. Pijemy zatem to dobrodziejstwo oboje, bo jak się okazało ma i na moje dolegliwości zastosowanie, a co z tego wyjdzie, ano zobaczymy.

Czarno widzę.

Przez wiele lat mieszkałem w Polsce i w Stanach. Ciągle w obu krajach mam trochę powiązań rodzinnych. Bywam często i tu, i tu, stąd zapewne interesuje się sytuacją w obu krajach. Nie aż tak, żeby to spędzało sen z moich powiek, bardziej chyba z ciekawości i sentymentu niż z jakichkolwiek innych pobudek. W obu krajach w ostatnim czasie nastąpiła zmiany władzy. Niestety w obu przypadkach skutki tej zmiany doprowadziły do mocnych podziałów wewnętrznych. Trump i Kaczyński stosują w swoim sposobie sprawowania władzy podobne metody, odwołując się do uczuć narodowo-nacjonalistycznych. W dobie coraz większych różnic w dochodach i powiększającej się coraz bardziej grupy ludzi żyjących od pierwszego do pierwszego takie hasła trafiają na podatny grunt. A jest na kogo zwalić taki stan rzeczy bo przecież mamy do czynienia z wszelkiej maści uchodźcami i nielegalnymi przybyszami, którzy zabierają wszystkim miejsca pracy. Budowa muru na granicy z Meksykiem czy niechęć w przyjmowaniu uchodźców to nic innego jak wynik właśnie takiej polityki, która przemawia do mas. Jeszcze raz potwierdziło się, że politycy zadufani w sobie tracą często kontakt z wyborcami co przełożyło się w obu przypadkach na wyborze alternatywnej opcji. Mamy zatem w bardzo podobną sytuacje zarówno w Polsce jak i w USA. W naszym kraju dodatkową siłę stanowi kościół, który przestał już udawać, że ani polityka, ani pieniądze go nie interesują. Te ostatnie stały się motorem determinującym walki do utrzymania władzy za wszelką cenę. Dziwi zapewne, że wielu ludzi wciąż sądzi, że zarówno Kaczyński jak i Trump dążą w swojej polityce do polepszenia bytu przeciętnego obywatela. Ochłapy rzucane na lewo i prawo to tylko żenująca próba utrzymania się przy władzy. Niestety politycy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za swoje czyny i postępowanie a czasy ludzi z honorem już dawno minęły i mało kto o nich pamięta. Wszystkich się nie da uszczęśliwić, chodzi jedynie o to żeby tych co idą głosować było więcej zadowolonych niż tych co nie. I tak się będzie kręcił ten burdel na kółkach bo tak chcą bandyci zwani politykami. Żeby się coś zmieniło trzeba by zacząć od podstaw czyli solidnej edukacji. O tym jednak nie ma mowy. Amerykańskie szkolnictwo już dawno nie kształci a co robi w tym zakresie partia rządząca w Polsce, sami widzimy. Suweren już tylko z nazwy jest tymże i nikt się go nie już o nic nie pyta. Czy to nam się podoba czy nie.

W sprawie nagród

Beata z Brzeszczy

Nie lubi kleszczy

Jak wszyscy ludzie

Woli psa w budzie

Kleszcz to morderca

Co w skórę się wkręca

I powoduje

Że człowiek choruje

Kleszcz to taka menda

Istota przeklęta

Mało widoczna

Lecz bardzo żarłoczna

Beata z Brzeszczy

Co w Sejmie wrzeszczy

I jej ministrowie

Co szmal mają w głowie

Niemal jak kleszcze

Stworzenia złowieszcze

Wolą żyć z innych

Bo wszyscy są winni

Im oddać szacunek

Za nasz wizerunek

Kraju gdzie wierzą

A ludzie nie grzeszą

Beata z Brzeszczy

Nam jednak wieszczy

Że tylko dla ludzi

Tak bardzo się trudzi

Że kraj nasz ceni

Dlatego chce zmienić

Oblicze jego

By był dla każdego

Czy to biednego

Czy bogatego

Bo silna Polska

To jest jej troska

Lecz wzorem kleszczy

Beata z Brzeszczy,

Choć o tym nie mówi

By siebie nie zgubić,

Gdyż wszyscy w jej rządzie

Kochają pieniądze

Szczególnie państwowe

Bo są darmowe,

Chce być gdzie stoi

Tu łatwo się doi

Udając jeszcze,

Że nie jest kleszczem.

O byciu dziadkiem.

No i doczekaliśmy się wnuka a raczej wnuczki. My w wieku naszych dzieci mieliśmy już naszą rodzinkę skompletowaną. Dzisiaj jednak wszystko odbywa się inaczej. Kariery i pieniądze zdominowały młodych ludzi oczekiwania stąd pewnie wystrzegają się albo odkładają założenie rodziny na dalszą bliżej nieokreśloną przyszłość. Specjalnie nie spieszyło mi się do zostania dziadkiem bo to jakoś kojarzy mi się z facetem z laską, a ja wciąż jeszcze mam parę pomysłów do spełnienia i miejsc do zobaczenia. Z drugiej jednak strony biorąc pod uwagę wiek moich dzieciaków nie da się ukryć, że dla nich już nadszedł czas konkretnych rodzinnych decyzji. Tak czy inaczej Bartek chyba doszedł do tego samego wniosku. Nie mogliśmy oczywiście odmówić sobie bycia przy jego rodzinie w tym trochę dla mnie ciekawym momencie. Cecylia miała powitać ten świat dwa dni po naszym przyjeździe, jednak zdecydowała się przyspieszyć swoje narodziny o całe cztery dni. Przyjechaliśmy zatem do Bartka dwa dni tyle, że po fakcie. Nie miało to większego znaczenia bo prawdopodobnie rachunek szpitalowi się nie zgadzał i przetrzymali nasza wnuczkę następne cztery dni co spowodowało, że gdy wreszcie puszczono ją do domu, my już byliśmy na miejscu. Sam nie spodziewałem się efektu jaki na mnie wywarła. Dla każdego rodzica jego potomek jest zapewne najpiękniejszy i nie ma się co temu dziwić. Starając się być obiektywnym w tym względzie nie mogłem się pozbyć jednak uczucia, że mała Cecylia wygląda zdumiewająco uroczo. No cóż od momentu kiedy trzymałem noworodka upłynęło sporo czasu, stąd zapewne odrobina niepewności a potem swoistego zauroczenia. Stanęły mi przed oczami jako żywe obrazy z narodzin naszej córki i chcąc nie chcąc zaczęły się nasuwać porównania. Zasadniczo to nie ma żadnego porównania z tym co teraz i tym co było wtedy. Ilość podarków od znajomych dla małej Cecylii doprowadziła do sytuacji, że wiele z nich okazało się duplikatami. Patrzyłem na tą kolekcje rzeczy wszelakich w przekonaniu, że wiele z nich nigdy nie zostanie użytych bo mała wyrośnie. Czy ktoś jeszcze dzisiaj pamięta pieluchy do wielorazowego użytku z tetry, oprócz mojego pokolenia? Chyba nie. Mi natomiast do głowy by nie przyszło, że wymyślą kiedyś kołyskę z muzyką uspakajająco-relaksującą. I tylko dzieci się nie zmieniły, pozostając kompletnie bezbronne, zdane na rodziców i ich działanie. Hm, gdy tak myślę o tym to babcie chyba też się nie zmieniły. Patrząc na Luśkę widziałem jej mamę. Pewnie tak powinno być, przynajmniej jeśli chodzi o nasze tradycje wywiezione z Polski. A ja? Udało mi się mieć bobasa pare razy na rękach i nie będę ukrywał, że było to uczucie z pogranicza science fiction. Moja niechęć do bycia dziadkiem, wynikająca bardziej ze znaczenia tego słowa, które określa kogoś juz mocno wiekowego, została oto mocno zweryfikowana. Wystarczyło wziąć Cecylię na ręce.