Al Qaida jest wszędzie.

Światem zaczęła rządzić głupota. Ten stan rzeczy prawdę mówiąc można było przewidzieć mając na uwadze postępującą degrengoladę w zakresie edukacji. Widać wszechobecna propaganda strachu przed wszystkim i każdym odnosi sukcesy a ludzie powoli przyzwyczajają się, że cokolwiek władza robi to tylko i wyłącznie dla naszego dobra. Najważniejsze jest oczywiście bezpieczeństwo obywateli przed wyimaginowanym złoczyńcą. A wszelkiego rodzaju oprychów i rzezimieszków nie brakuje bo i brakować nie może, bo inaczej naród mógłby zacząć patrzyć na chciwe łapy polityków. Ścigają zatem tych przestępców wszelkiej maści jak świat długi i szeroki, nazywając ich w zależności od strefę geograficznej inaczej. Stany Zjednoczone Ameryki Północnej prześladują oczywiście terroryści, którzy mogą dostać się tutaj w każdej chwili, z każdej strony świata. Widmo tego „robactwa” wywiera niemały wpływ na decyzje gospodarza Białego House’u. Ta schizofrenia widzenia na każdym kroku gościa z bombą na klatce piersiowej przybiera niewyobrażalne rozmiary. W ostatnich latach przyszło mi używać komunikacji lotniczej więcej niż bym sobie tego życzył. Takie były potrzeby a i chęci do zwiedzania i odwiedzania rodziny i znajomych nie brakowało. Samo podróżowanie nie sprawia mi szczególnej przyjemności jednak możliwość spotkania najbliższych była i jest wystarczającą nagrodą za przebyte niedogodności lotniczo-podróżnicze. Tych ostatnich jednak od momentu nastania na waszyngtońskim tronie Donalda z Trumpów jakby trochę przybyło. Ja pojmuję i rozumie potrzebę lotniskowego bezpieczeństwa. Kwestionowanie jego zasadności nie ma najmniejszego sensu. Są jednak lub powinny być jakieś granice zdrowego rozsądku. Te właśnie uważam, że zostały przekroczone przy lotach do kraju dobrobytu wszelkiego. Wybraliśmy się do USA na powitanie naszej pierwszej wnuczki. Trasa tradycyjna z przesiadką w Panamie. Przyzwyczailiśmy się do tego lotniska i łatwości poruszania się po nim. Okazuje się jednak, że w ostatnim czasie i tutaj czyhają na podróżnych wszędobylscy terroryści, którzy o niczym innym nie marzą jak tylko przeflancować się na samolot do Ameryki, nie w celu odwiedzin tego raju na ziemi, ale z zamiarem wysadzenia siebie i owego statku powietrznego, w drobny mak. Ot takie owi zbrodniarze mają hobby. Nie ma zatem znaczenia czy ktoś leci przez ową Panamę tranzytem czy nie, przed bramą, z której odlatuje aeroplan do USA trzeba przejść kolejna kontrole, bo być może w poprzednim samolocie stewardessa sprzedała nam jakiś ładunek wybuchowy. Przypomina to zabawę w zimno ciepło, pierwsza kontrola to było zimno teraz specjaliści od ręcznego grzebania w bagażach czują się jak ryba w wodzie. Mnie jakoś oszczędzili, Luśce jednak nie darowali, przeniuchali wszystko co się nadawało do powąchania i chociaż nic nie znaleźli to widać było, że czuli się potrzebni. Ostatni raz taki spektakl oglądałem za czasów prezydentury jego wysokości Busha Juniora. Ten też na każdym kroku wietrzył zamach sprzymierzonych sił terrorystycznych. O ile jednak on mógł się usprawiedliwiać 11 września o tyle obecny stosuje tą taktykę chyba tylko w celu trzymania Amerykańców w zbiorowej histerii. Nie dziwi mnie zatem, że okoliczni sami już nie wiedzą kto wróg a kto przyjaciel, zwłaszcza, że prezydent Trumpsweld, wykrył w Polsce, kraju mu oddanym, komórkę Al Qaidy, co gorsza na najwyższych szczeblach władzy.

Czy ktoś słucha dziś Indian?

Nie mam watpliwości, że ustawa o IPN-nie nie miała na celu ochrony dobrego imienia naszego kraju bo gdyby tak było to zapewne rządząca partia byłaby o wiele bardziej wstrzemięźliwa przy niszczeniu tego co cały świat nazywa demokracją. Przewodnia siła narodu ma jednak to określenie w głębokim poważaniu i coraz to zmienia jego definicję, oczywiście pod swoich wyborców. Ci powoli nasycili się kasą z różnych programów socjalnych, dezubekizacją, dekomunizacją i sam diabeł wie czym i jakimi jeszcze hasłami. Katastrofa smoleńska też powoli interesuje coraz mniej ludzi dzięki absurdalnym zabiegom pierwszego specjalisty od lotów kosmicznych, który z podziwu godnym samozaparciem kompromituje się każdą swoją następną teorią rozśmieszając już nie tylko swoich przeciwników ale i tych, którzy początkowo dali się mu nabrać. Słyszałem nawet, że Jan Pietrzak oferował mu prace w swoim już wcale nieśmiesznym kabarecie. Śmiem twierdzić, że gdyby pan Antoni skorzystał z oferty to zapewne i sam kabaret pana Janka by na tym skorzystał. Widać pan były minister od obronności wolał pewne dochody ze swojej funkcji niż stojące pod znakiem zapytania przypuszczalne apanaże z kariery scenicznej. Wyczerpują się zatem powoli nośne hasła, którymi żyje elektorat prezesa. A przecież wcale nie chodzi aby utrzymać głosy tylko swoich zdeklarowanych wyborców ale i przyciągnąć nowych, którzy daliby partyjnemu guru władze absolutną. Patriotyzm już od dawna jest takim magnesem, który ma spowodować podniesienie sondaży opinii publicznej. Stąd „patriotyczna” ustawa o IPN. Pomijając bezzasadność istnienia tej instytucji, która bardziej szkodzi niż przynosi jakiekolwiek korzyści, dzięki tej ustawie świat polityki i tego co jest w niej poprawne a co nie z całą ostrością pokazał nasze miejsce w szeregu. Jeśli nawet uznać zasadność zastrzeżeń Izraela do tej ustawy to co to ma wspólnego z naszymi stosunkami ze Stanami Zjednoczonymi? Amerykanie wymordowali w swojej historii więcej Indian niż my Żydów, czy ktoś im to wypomina na każdym kroku lub wydaje idiotyczne rozporządzenia co do możliwości przyjmowania ich prezydenta? Nic mi o tym nie wiadomo. Świat z założonymi rękami patrzy na eksterminację Palestyńczyków, jakoś nikomu nie przyszło do głowy dyscyplinowanie premiera wiadomego państwa. Parlament tegoż kraju nigdy nie uznał za rzeź wymordowanie przez Turków ponad miliona Ormian bo Turcją to taki lepszy arabski sort. Nie przeszkadzają mi zastrzeżenia Izreala do ipnowskiego bubla, przeszkadza mi obłuda. Osobiście sam bym nigdy nie przyjął Andrzeja Dudy w swoim domu ale nie za podpisanie tej ustawy ale za całokształt jego działalności. Uważam go zdecydowanie za najgorszego prezydenta w naszej najnowszej historii. Co do szanownego prezydenta Trumpa to dobrze by było gdyby oddał zagarnięte ziemie ich oryginalnym właścicielom albo przynajmniej raz dziennie przepraszał za wszystkie zbrodnie na nich popełnione, bijąc się publicznie w piersi. Tylko czy ktoś słucha dziś Indian?

Dziwny jest ten kraj

Śmieszny kraj i śmieszni ludzie

Nawet pies co siedzi w budzie

Swą powagą budzi większy podziw

Niż to grono które kraj ten spłodził

Jedni w ziemi owej to przeklęci

Kiedyś w swych poglądach tak zawzięci

Że na inne i odmienne, im zabrakło czasu

Niesłuchane więc opinie pochowały się do lasu

Gdzie czekały, strasząc okolicznych ludzi

Na los lepszy gdy się kraj nareszcie zbudzi

Lud się jednak niezbyt ku nowemu spieszył

Bo się bardziej początkowo cieszył

Że państwowe czyli jego wszystko było

Raz na zawsze krwiopijstwo się więc skończyło

Stąd do rządów nowa klasa się dorwała

Która chociaż kraj ten sprawnie budowała

Chciała wszystkim wiarę swą narzucić

Zamiast jednać, zapragnęli wszystkich skłócić

Samobójcza okazała się metoda owa

Bowiem z lasu do rządów gotowa

Wyszła zapomniana grupa bohaterów

Co to miała w swych szeregach patriotów i liderów

A że dużo więcej było tych ostatnich

Szybko zapomniano o swych powiązaniach bratnich

Zgodnie jednak wszyscy wspólnym chórem

Poprzednikom wykopali w ziemi dziurę

Tak to właśnie powstało pojęcie przeklętych

A z grobów wylazło stado tych wyklętych,

Którzy o wolność latami całymi walczyli

Choć dokładnie niewiadomo gdzie naprawdę byli

Tutaj szczerze przyznać jednak muszę

I przeprosić wszystkich co oddali życie oraz dusze

Że to nie ich tutaj mam na myśli

Lecz tych co z ich cienia wyszli

To haniebna banda, pełna nienawiści

Która swe poglądy, niczym komuniści

Chce narzucić wszystkim i każdemu

I nastawić ludzi jeden przeciwko drugiemu.

Osiągneli juz mistrzostwo w tej dziedzinie

I choć kraj ten nigdy nie zaginie

Z wielkim hukiem w świecie spada jego ranga

Niczym z ponad głowy ciężarowca sztanga

Dziwny naród, dziwni ludzie

Najpierw coś zbudowali w wielkim trudzie

A teraz to niszczą wszystko jak popadnie

Co za naród jest to, kto to zgadnie?

Daremna wazelina

Od dawna już pisałem na moim blogu o bezsensowności istnienia Impertynentów Powszechnie Nienawidzących czyli IPN. Instytucja ta to dla mnie banda pseudohistoryków, którzy w swojej pracy kierują się wszystkim z wyjątkiem pamięci narodowej. Co gorsze dano temu tępemu gronu właściwości opiniujące w sprawach wywołujących wiele kontrowersji bo przecież dotyczących wcale niemałej części naszego społeczeństwa. Manipulują zatem naszymi życiorysami według własnego widzimisię, jednych wywyższając, innych zaś strącając z piedestału zasług. Nie ma przy tym jasnych kryteriów, decydują bieżące potrzeby ekipy rządzącej. A ta w szastaniu hasłami nośnymi z punktu widzenia ludu, nie ma sobie równej. Uchwaliła ona zatem nową ustawę dotyczącą owego grona, przypadkowo zwanego instytutem, dając mu jeszcze większe prawa w zakresie przestrzegania i naruszania dobrego imienia naszej ojczyzny. Niestety a może stety guru rządzącej partii pomyliły się czasy i znowu wyszło tak jak wyszło. Polska Ludowa i obóz krajów demokracji ludowej był znany ze swojego proarabskiego stanowiska, które przekładało się na kontrakty w tych krajach, wymianę studentów i inne tego typu sprawy dające określone możliwości dewizowe. Po drugiej stronie był Izrael, który nie cieszył się zbytnią sympatią w krajach RWPG. Po upadku socjalizmu i przyłączenia się naszego kraju wszystko w tym zakresie musiało się zmienić bo przecież Europa Zachodnia jest bardziej proizraelska niż proarabska. Nigdy nie mieliśmy rewelacyjnych stosunków z Tel Avivem ale najnowsza ustawa jeszcze bardziej pogorszyła nasze relacje z tym krajem. Wszechwładca naszego kraju zapomniał o wpływach lobby żydowskiego i strzelił sobie samobója, bo nie tylko naraził się państwu bliskowschodniemu ale co gorsze Wielkiemu Bratu zza Atlantyku. Jarosław Wielki pewnie nie spodziewał się takiej reakcji z tamtej strony świata bo przecież my dla Wuja Sama gotowi na wszystko a tu masz babo placek. No cóż w świetle tych wielkich owacji na cześć przywódcy wolnego świata w czasie jego pobytu w Polsce teraz dokładnie widać jego prawdziwy stosunek do władzy w naszym kraju. Tylko czy ona to widzi? Obawiam się, że nie. Co gorsza tyle wazeliny poszło nadaremno.

Kto żyje nie tym co kocha….

Choć rządzącą partią dowodzi król Wszechpolski Jarosław Rydzykobojny Kaczyński to jednak jej prawdziwym bohaterem jest jego brat bliźniak tragicznie zmarły Lech. Bez tej śmierci, istnieje duże prawdopodobieństwo, że dzisiejsi bohaterowie ludu nigdy by nie doszli do władzy. Okoliczności katastrofy smoleńskiej pozwoliły ponownie wypłynąć na powierzchnie szanownemu prezesowi, który mimo, że ponosi moralną odpowiedzialność za ten wypadek, potrafił umiejętnie ją przerzucić na sprawujących ówcześnie władze. Inna sprawa, że rząd Donalda Tuska popełnił sporo błędów przy badaniu jego okoliczności, może nie tyle jeśli chodzi o przyczyny, bo te nie budzą moich watpliwości w świetle kompromitujących osiągnięć komisji pod kierownictwem niezastąpionego bajkopisarza niejakiego Antoniego z Macierewiczów, jednak należało zapewne być ostrożniejszym przy rozpoznawaniu zwłok ofiar katastrofy. Tak czy inaczej działania Jarosława Kaczyńskiego jako żywo przypominają mi to co się działo w okresie gdy do władzy dochodzili partyjniacy robotniczo-chłopscy. Wtedy też zwalano winę za wszystkie nieszczęścia kraju na przeciwników i partie będące w opozycji do „prawdziwych Polaków”. Ówczesne partie były rownież bardzo skuteczne w swojej propagandzie i wmawianiu narodowi co dobre a co złe. Jak już się to nie udawało to zawsze można było coś sfałszować i wmówić ludowi, że to wina „imperialistów” z zachodu. Bolesław Okrutny Bierut dzielił i rządził jak chciał i jak mu się podobało. Ówczesna władza, dzięki powojennemu podziałowi Europy i sprzedania Polski pod wpływy braci ze wschodu, nie musiała się liczyć z żadną opozycją a jeżeli już taka się pojawiła przyczepiono jej odpowiednią etykietkę antysystemową potem szybka rozprawa poparta „dowodami” działalności antyustrojowej i na tym sprawa się kończyła. Nie ulega watpliwości, że czarny charakter naszej rzeczywistości politycznej zmierza do właśnie takiego scenariusza sprawowania przez siebie władzy. Póki co chowa się za plecami ludzi bez twarzy a gdy już nikt i nic nie będzie mu w stanie zagrozić, ogłosi się monarchą absolutnym. Wszystko dzięki jednemu tragicznemu dniu w naszej najnowszej historii, 10 kwietnia 2010 roku. Kiedy w marcu 1956 przywieziono ciało zmarłego, o ironio rownież w Rosji, Bolesława Bieruta nawet wszechmogącym komunistom nie przyszło do głowy aby pochować go na Wawelu. Nawet ci przeklęci, nie mylić z wyklętymi, wiedzieli i cenili znaczenie tego miejsca dla naszego kraju. To oczywiście nie świętej pamięci Lecha Kaczyńskiego wina, że spoczął w miejscu gdzie nie powinien, to kolejna zbrodnia jego mściwego brata, który poza sianiem niezgody niczym innym dla nas się nie zasłużył a swoim brakiem szacunku dla naszej historii skrzywdził już niejednego z nas w tym swojego brata.

W swojej skrzynce elektronicznej, w której przechowuję to co uważam za ważne, znalazłem taką oto mądrość wypowiedziana przez Edmonda Rostanda:

„Człowiek, który żyje nie tym co kocha ale tym co nienawidzi jest chorym człowiekiem”. Proponuje chwile refleksji nad tą myślą.

https://ksiegamysli.files.wordpress.com/2018/02/rostand.jpg?w=708&h=708