Stacja wieczność

Na ten dzień nikt z nas nie czeka, chociaż wiemy, że jest on nieunikniony. Sekret naszego życia polega na tym, że każdego dnia czyjeś się zaczyna, czyjeś kończy. Dla tych i ich rodzin, którzy dzisiaj właśnie rozpoczęli swoją ziemską wędrówkę jest to dzień niewątpliwie radosny pełen szczęścia i nadziei. Na przeciwnym biegunie tych emocji znajdują się dzisiaj ci, którym przyszło zakończyć swój pobyt wsród nas i przenieść się do krainy wieczności. Chociaż dla nich ten dzień może być wybawieniem z udręk, chorób i innych nieszczęść jakie ich spotkały w trakcie czy pod koniec życia, to tak się nie dzieje z ich rodziną. Swoim odejściem pozostawiają bliskich w nieopisanym bólu. Od ponad trzech lat moja teściowa walczyła z udarem, który w ciagu paru sekund zmienił jej życie w to co wielu nazwałoby udręką. I dla niej tak zapewne było. Nie miała na to wpływu, przyjęła zatem to tak jak mogła najlepiej godząc się z przeznaczeniem. Z pokorą znosiła swoje cierpienie, z którego wybawienie nadeszło dzisiaj. Pociąg z jej życiem, który rozpoczął swą podróż w marcu tysiąc dziewięćset dwudziestego czwartego roku dotarł dziś dwudziestego ósmego listopada dwa tysiące siedemnastego roku do stacji wieczność. Chociaż życie jej nie rozpieszczało, nigdy się jednak nie żaliła i taką chcę ja zapamiętać. Mówią, że człowiek powinien pozostawić po sobie coś materialnego zanim odejdzie. To nieprawda, jej cząstka pozostanie na zawsze w nas wszystkich, którzy mieliśmy możliwość ją poznać.

Reklamy

Hazard wczoraj i dziś

Hazard leży w naturze chyba większości ludzi. Każdemu marzy się jakaś wygrana w totolotka czy w inną grę liczbową lub w zakładach bukmacherskich. Takich możliwości jest coraz więcej bo zakłady można już zawierać za pomocą internetu czyli nawet nie wychodząc z domu. W czasach słusznie minionych zasadniczo były dwie możliwości zaspakajania swoich snów o potędze, totolotek lub zakłady piłkarskie. Był jeszcze oczywiście Służewiec, ale w tym przypadku chętnego czekała wycieczka do Warszawy. Wyścigi konne i możliwość natychmiastowej wygranej to była bardzo fajna zabawa, chociaż kosztowna w większości przypadków. Miałem możliwość poznać Służewiec dzięki moim kuzynom, niestety nie polubiliśmy się z wyścigami, dodatkowo wycieczka do stolicy z mojego miasta to była kilkugodzinna wyprawa. W tych czasach wspólnie ze znajomym staraliśmy się rozbić bank w zakładach piłkarskich, grając przede wszystkim w ligę angielską. Niestety, nie było wtedy sztucznych muraw na boisku i zimową porą wiele gier było odwoływanych dzięki czemu wyniki były losowane. W ten sposób pewniaki na ogół  przegrywały a wraz z nimi moja kasa szła na potrzeby państwa. Nie było żadnych jakichś tam kumulacji, brak wygranej powodował przejście pieniędzy gdzieś tam, dla kogoś tam. Kiedy wyjechałem z kraju znajomy wziął mnie do kasyna. To już była wyższa półka i wygrane konkretne. Przemawiała do mnie ruletka, szybko, prosto, łatwo, lecz nie zawsze i raczej na ogół, niezbyt przyjemnie. Od czasu do czasu coś tam się udało wygrać i to powodowało powroty i nadzieję, źe następnym razem pójdzie jeszcze lepiej. Nic z tych rzeczy, gdyby kasyna były deficytowe to zapewne by nie istniały. Hazard w Stanach jest oczywiście legalny, z tym, że nie we wszystkich stanach. Mekką wszystkich graczy jest oczywiście Las Vegas. Tu odbywa się najwiecej imprez, tu właściciele kasyn kuszą czym się da i jak się da aby przyciągnąć naiwniaków do dobrej zabawy. To właśnie w Las Vegas odbywają się pokerowe mistrzostwa świata, które jeszcze do niedawna były imprezą ekskluzywną dla profesjonalnych graczy. Ponad piętnaście lat temu turniej ten niespodziewanie wygrał amator, księgowy ze stanu Tennessee i stał się cud. Nagle okazało się, że każdy chce być pokerzystą i wziąć udział w tej dorocznej imprezie. Wykorzystał to internet, na którym zaczęły się pojawiać strony oferujące Texas Hold’em, niczym grzyby po deszczu. Ta forma pokera jest o wiele ciekawsza od tradycyjnej gry w pięć kart z wymianą paru w trakcie rozdania. Twórcy wszelkiej maści internetowych kasyn przeżywali najazd chętnych bo hazard wciąga. Nie różnię się w tym względzie od większości. Nadmiar wolnego czasu, chęć odegrania się, rywalizacja i konkretne wygrane sprawiły, że traciło się poczucie rzeczywistości i zapominało się o głównym celu kasyn, czyli naszych pieniądzach. Wirtualne kasyna to kopalnie złota a kierują nimi niewątpliwie znawcy naszej psychiki. Wiedzą doskonale, że na początku trzeba dać nam coś tam wygrać bez wkładu pieniężnego. Tak nabuzowany gracz wpada w pułapkę i chętnie deponuje, najpierw dychę, potem dwie i tak dalej, i tak dalej. Przerobiłem to i w dalszym ciàgu odwiedzam parę wirtualnych miejsc hazardowych lecz bez własnego już wkładu. Wszystkie dają wygrywać w turniejach za darmo tak aby coś tam uzbierać i ruszyć do gry na pieniądze. Tu już jednak obowiązują inne reguły. Oferty dublowania wkładu pieniężnego to standard każdego kasyna, daj dychę my ci do konta dopiszemy dwie, wiemy przecież, że je w końcowym efekcie przegrasz. Nie wpłacam już żadnej z tych stron pieniędzy odkąd przegrałem z dwoma asami w ręce z graczem, który miał dwójkę i trójkę z rożnych kolorów. Miał on też więcej żetonów co w Texas Hold’em jest bez znaczenia, jednak witryny w celu podniesienia prędkości turnieju preferują tych graczy. Tak wiec mój przeciwnik otrzymał to co potrzebował aby mnie wykopać z turnieju. Praktyka ta jest powszechna na każdej stronie. Szczerze mówiąc ostatnio nawet zapomniałem o pokerowych zabawach. Niespodziewanie jednak w telewizji pokazano finałową rozgrywkę mistrzostw świata z ubiegłego roku. Głównym sponsorem turnieju była witryna o nazwie 888poker. Postanowiłem zobaczyć co oni mają do zaproponowania. Identyczny schemat. Najpierw darmowe wejściówki do turniejów gdzie można wygrać pare groszy, filmiki pokazujące jak dobrym jestem graczem, potem następują oferty namawiające do depozytu. W turniejach tak jak już to wcześniej opisywałem, gość z największą ilością żetonów, chociaż przegrywa to dość rzadko, bo turniej musi iść szybko do przodu, żeby ci co odpadli mogli wziąć udział w następnym i mogli się odegrać. Jeśli zatem ktoś ma ochotę na tą zabawę i potrafi mieć do tego dystans to jest to nawet ekscytujące. W dobre intencje, polegające na propagowaniu pokera, tych witryn raczej bym nie wierzył. 

Ucieczka od rzeczywistości

Gdy emocje już opadły

Zeszły ze mnie wszystkie smutki

I decyzje już zapadły

Wychyliłem szklankę wódki

 

Najpierw jedną, potem drugą

Rzeczywistość jest męcząca 

Nie chce być jej marnym sługą

Od początku aż do końca

 

Jakby trochę zaszumiało

Dookoła bardziej kolorowo

Ucieszyło się też ciało

Za gorzałki mej namową

 

I stan ducha się poprawił

On był rownież osowiały

A następny kieliszeczek sprawił

Że radosny stał się cały

 

Zrobię sobie teraz przerwę

Jak to robi ptak nad rzeką

Zanim całkiem się oderwę 

I odlecę gdzieś daleko

 

Znów podrywam się do lotu

Leje gorzałeczkę w siebie

Strzec się muszę samolotów, 

Których pełno jest na niebie

 

Coraz bardziej świat się kręci

Po następnym kieliszeczku

Tylko ja i sami święci

Obracamy się w kółeczku

 

Coraz szybciej, coraz prędzej

Aż do końca gorzałeczki

Nie ma już butelek więcej

Nadszedł koniec mej ucieczki

 

Jawa wkrótce snem się stała

Pełnym ciszy i spokoju

I do rana by tak trwała 

Gdyby nie ten huk w pokoju

 

Gdzie ja jestem, co się stało

Myśli kłębią się w mej głowie

Spokój, cisza, gdzieś to uleciało

Niczym więzienni zbiegowie

 

Z trudem oczy swe otwarłem

Aby dojść do huku sedna

I w bezruchu wnet zamarłem 

Rzeczywistość była wredna 

 

Dookoła cisza bowiem panowała

Tylko głowa jakoś tak trzeszczała

Gdzieś nade mną wirowała mi powała

A pode mną ziemia się ruszała cała

 

Efekt był to wódeczności

I nauczka już pewnikiem setna

Uciec od rzeczywistości

Niepodobna, rzecz to pewna

 

Żywieniowe rozterki

Pobyt w Polsce to oczywiście kompletna zmiana diety. Chociaż w Ekwadorze wyrobów mięsnych nie brakuje to jednak polska kiełbasa to rarytas jedyny w swoim rodzaju. Jeśli chodzi o wędliny to różnica w naszych smakach jest wręcz nie do opisania. Mój ajurwedyczny doctor zalecał mi przejście na wegetarianizm, do czego zresztą stosowałem się do momentu przyjazdu do kraju. Tutaj się nie dało kontynuować bezmięsnego trybu życia, i nie mam sobie nic do zarzucenia. Mam rownież wielką słabość do naszych słodkości zwłaszcza popularnych tiki-taków i wiśni w czekoladzie. Na tym polu poległem chyba jeszcze dotkliwiej niż w walce z wyrobami masarskimi. Używałem zatem obu tych „szkodliwych” dla zdrowia delicji niemal bez umiaru. Przed wyjazdem zdecydowałem się nawet zaopatrzyć w parę kilogramów słodkości na czarną godzinę. Ekwador z uwagi na swoją strefę klimatyczną oferuje zawsze świeże wyroby ogrodnicze. Kiedy zatem dotarliśmy wreszcie na własne śmiecie, pierwszą wizytą zakupową na jaką udaliśmy się to była lokalna hala targowa. Nie zdążyłem się stęsknić za tym wszystkim co oferuje tutejszy rynek ogrodniczy bo przecież nie było mnie nieco ponad dwa miesiące. Co innego Luśka, która wróciła po długiej siedmiomiesięcznej nieobecności. Nie wiem kiedy ostatni raz byliśmy tak zaopatrzeni w warzywa i owoce, kupowała bowiem moja dziewczyna niemal wszystko co jej wpadło w oczy i gdyby nie ciągle bolącą po zabiegu noga to pewnie spędzilibyśmy w tym przybytku więcej czasu. Ferria Libre czyli tutejszy wolny rynek handlowy robi wrażenie szczególnie właśnie jeśli chodzi o owoce i warzywa. Wygląda na to, że przynajmniej najbliższe miesiące to będzie powrót do wegetarianizmu. Szczerze mówiąc poza okolicznościowym schabowym z naszą kapuchą to mógłbym obejść bez mięcha. Nasyciwszy się zatem wędliniarską sztuką w wykonaniu rodzimych speców w tej dziedzinie z chęcią, przynajmniej na czas pobytu poza Polską, wrócę na łono warzywno-owocowej diety.

Wszystkie problemy świata

Pagoda w tym roku nie dopisała mi w trakcie pobytu w kraju. Chłodny wrzesień, podobny październik, może poza paroma dniami. Do listopada nawet nie mam pretensji bo to już  tradycyjnie miesiąc cześciej chłodny niż przyjemny. Dziesięciodniowy pobyt w Stanach też pogodowo był niezbyt sympatyczny. Spotkaliśmy jednak znajomych, z którymi widujemy się zasadniczo raz na rok. Jestem trochę karciarzem, trochę hazardzistą w związku z czym lubię spotykać się w naszym brydżowym towarzystwie. Nie mam złudzeń, że jestem jego najsłabszym ogniwem ale wciąż mnie tolerują i pozwalają grać. Takie spotkanie, ponieważ trwa dość długo, odbywa się z obiadem, zakąskami i dla niektórych śniadaniem na następny dzień. Gospodyni, jak każda z naszych partnerek w takich sytuacjach, podeszła do zadania bardzo ambitnie przygotowując niemal restauracyjne menu. Mieszkanie z dala od Stanów I Polski powoduje, że szczególnie w polityce amerykańskiej jesteśmy słabo zorientowani. Największej ilości informacji dostarczają nam polskie strony internetowe, zatem polską scenę polityczna znamy lepiej niż to co się dzieje za wielkim stawem. Nasi brydżowi znajomi to jednak Amerykanie a raczej amerykańska Polonia, żyjąca wydarzeniami tego kraju. Ponieważ aktualny prezydent wzbudza wiele emocji, nie mogło obejść się bez wymiany zdań na jego temat i tego co się dzieje w Stanach. I tym razem wyszło na to, że każdy ma inne zdanie o co zacieklejsi byli gotowi go bronić własną piersią. Mnie nawet podobała się ta dyskusja bo nie mając wiele do powiedzenie w temacie, mogłem w stosunkowo krótkim czasie dowiedzieć się co się dzieje w polityce u naszego Wielkiego Brata. W kontekście nabierającej temperatury dyskusji dobrze, że był stół pełen frykasów, które niewątpliwie tonowały  emocje. Problemów Ameryki niestety nie udało się nikomu rozwiązać bo w dzisiejszym świecie polityków nikt już nie gra czysto, nikt juz nawet nie mówi szczerze ograniczając się do frazesów pod publikę. Wygrywa ten, który znajdzie największą ilość słuchaczy. Ci zaś już dawno są w rozbracie ze zdrowym rozsądkiem bo, wierzą że oto wypatrzyli kogoś kto naprawi ich życie. Sfrustrowani ludzie żyjący snem o potędze nijak nie chcą zakceptować realiów codzienności, cześciej szarej niż kolorowej. Bezwiednie stajemy się wszyscy pokarmem dla jeszcze bardziej sfrustrowanych politykierów, którym szarość życia spotęgowana brakiem osobistych celów, pomieszała się z wiarą, że oto on sam jeden wie najlepiej jak zaradzić bolączkam wszystkich. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, że niemal wszystkim tym pożałowania godnym życiowym bankrutom subiektywizm pomylił się z obiektywizmem to okaże się, że polityka jest najbardziej zakłamaną sferą naszego życia. Konkluzja to nie wywołuje szczególnego entuzjazmu we mnie, za to słońce, które ogrzewa mnie na moim patio z dala od wszystkich nierozwiązanych problemów świata, już tak. Dobrze być we własnym domu.

Prawo do własnej opinii

Gdy już samolot się uniósł i emocje związane z jego odkrywaniem się od ziemi powoli zaczęły opadać, można się było wreszcie rozlokować wygodnie w fotelu, jeśli to można tak określić. Przed nami nieco ponad osiem godzin lotu. Właśnie zgasło światło wymagające zapięcia pasów gdy z tylnego rzędu usłyszałem; hey, How are you doing? Fine and you? Nic nadzwyczajnego w tym nie było, bo Amerykanie zwykli witać się bez względu na znania się czy nie. Rozmowa w tylnym rzędzie nabiera coraz większego tempa, przebiegając w bardzo sympatycznej atmosferze. Nagle jeden z rozmówców zadał pytanie na temat urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Pytany zdawał się być zwolennikiem Trumpa, nie omieszkał oczywiście zwrócić się z tym samym pytaniem do swojego sąsiada. Tu już była zdecydowana deklaracja świadcząca o wyjątkowej niechęci do mieszkańca Białego Domu. Wracając z kraju podzielonego przez polityków, spodziewałem się przynajmniej końca rozmowy. Nic z tych rzeczy. Obaj rozmówcy przyjęli do wiadomości swój stosunek do Trumpa, po czym równie sprawnie zmienili temat swojego dialogu. Kobieta z mężczyzną kontynuowali wymianę zdań niemal przez cały lot, a sądząc po wielokrotnych salwach śmiechu musieli czerpać sporą przyjemność ze swej rozmowy. Nie twierdzę, że w każdej sytuacji dwaj przypadkowo spotykający się Amerykanie o diametralnie rożnych poglądach politycznych będą kontynuować rozmowę z taką samą zażyłością jak opisana przeze mnie para. Jestem jednak niemal przekonany, że dwóch obywateli naszego kraju reprezentujących przeciwne obozy polityczne w podobnej sytuacji skoczyliby sobie do oczów. Ten brak respektu dla innych opinii niż nasza własna dokucza mi w Polsce zdecydowanie najbardziej. Znajomy przypomniał mi właśnie powiedzenie o dwóch Polakach i trzech opiniach. Fakt różnienia się w poglądach nie powinien prowadzić do agresji a z taką mamy na każdym kroku w naszym kraju. Wiele z tym ma wspólnego niewątpliwie niska kultura polityczna naszych elit a co za tym idzie podgrzewanie i przerzucanie swoich emocji na ludzi. Politycy robią to celowo, znając nasze słabości. I to jest najgorsze, że oni wiedzą jak to wykorzystać a my na to pozwalamy. Miedzy Polską a Stanami jest wciąż przepaść, rownież i w tym kontekście.

Powyjazdowe refleksje.

Po dwóch miesiącach pobytu w kraju nad Wisłą, opuszczałem go bez większych emocji. Kiedy dawno temu wyjeżdżałem z Polski, gdzieś tam tkwiła we mnie nadzieja, że być może na jesień życia wrócę na stare śmiecie. Im częściej jednak tutaj wracam tym bardziej jestem przekonany, że powrót to tylko zwykła sentymentalna zachcianka, która nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia. Dzisiejsza poróżniona Polska to nie kraj, który zostawiłem ileś tam lat temu. Nasz kraj coraz bardziej przypomina mi Stany, które po wiośnie ludów w Europie Wschodniej, nagle straciły wielkiego wroga w państwach Układu Warszawskiego. Nagle ludzie zaczęli interesować się problemami wewnętrznymi, które do tej pory udawało się zmiatać pod dywan bo na podorędziu było zawsze popularne sowieckie zagrożenie. Aż tu nagle zniknęło ono z dnia na dzień. Wróg jest potrzebny politykom, inaczej nie byliby w stanie schować swoich brudów i prawdziwych twarzy. Większość z nich to zwykli naciągacze i oszuści, którzy do perfekcji opanowali dyrygenturę grania na ludzkich emocjach, tragediach i smutkach. Gdy w 2001 roku zawaliły się wieże na Manhattanie, łatwo było odwrocić uwagę ludzi od dnia codziennego i przekierować ją na zagrożenie ze strony terrorystów. Nikt nie pytał skąd się oni wzięli, kto ich stworzył i kto za nich odpowiada. Bush junior dostał społeczny kredyt zaufania a jego poparcie nigdy nie było tak duże jak w momencie wypowiedzenia wojny terroryzmowi. Nigdy do końca nie wyjaśniono wszystkich okoliczności zamachów, stąd istnieje mnóstwo teorii spiskowych, jedne mniej, inne bardziej prawdopodobne. Podobną strategię stosuje aktualna władza. Jedyna różnica jest tylko taka, że my nie jesteśmy mocarstwem stąd szukanie wroga poza krajem i najazd na niego nie jest możliwy. Stworzono zatem religie smoleńską i wmówiono ludziom zamach. Powtarzana teoria o spisku czy jakiejś zmowie szybko znalazła naiwnych słuchaczy. Poprzedni rząd ich lekceważył dzięki czemu stanowili łatwy cel popleczników prezesa. I tak oszustwo stało się bazą do wmawiania ślepym ludziom kolejnych kłamstw. Pogłębiający się konflikt wewnętrzny może być tylko rządzącym na rękę, bo dzięki niemu nie muszą się tłumaczyć ze swoich ciemnych sprawek. Polska dzisiaj dryfuje w kierunku podziałów jakich nikt nie pamięta. Wzajemna niechęć przeciwnych sobie obozów sięgnęła punktu, w którym możliwość porozumienia zdaje się być pojęciem abstrakcyjnym. Nikt już nie przyjmuje i nie chce przyjąć do wiadomości argumentów strony przeciwnej bo i nie ma takiej woli wsród polityków. Kraj mojej młodości już nie istnieje. To należy jednak oceniać pozytywnie. Niestety zaginęła rownież życzliwość i poczucie wspólnoty, w których miejsce rozpanoszyły się nienawiść i brak tolerancji, złość i egoizm, hipokryzja i kłamstwo, brak szacunku dla historii i tępe jej zmienianie. Cieszyłem się gdy dwa miesiące temu lądowałem w moim kraju. Teraz się cieszę, ze mnie tam już nie ma. 

Disneyland nad Wisłokiem.

W Rzeszowie wkrótce zdecyduje się przyszłość symbolu miasta, Pomnika Czynu Rewolucyjnego. Stoi na swoim miejscu z górą czterdzieści lat nikomu nie przeszkadzając aż do dzisiaj. Impulsywnym Pieniaczom Namiestnika naszego kraju źle się on jednak kojarzy. Na jego cegłach wypatrzyli czyjeś plamy krwi, najprawdopodobniej kogoś wyklętego, stąd domagają się jego rozbiórki i usunięcia.  Czy im się to uda, ano zobaczymy. Podobno mają już nawet plan zagospodarowania ewentualnej pustki spowodowanej odejściem w niepamięć nieszczęsnego pomnika. Ma w jego miejsce powstać wielka statua….Kaczora Donalda, a Rzeszów przemianują na Disneyland nad Wisłokiem.  To przecież powinno nas zbliżyć do naszego wielkiego brata, a sam postument mógłby się odnosić do naszego władcy i amerykańskiego prezydenta. Trwają podobno pertraktacje na ten temat z właścicielami wizerunku uroczego kaczora. Z Białego Domu dochodzą jednak słuchy, że jego mieszkaniec nie jest zbytnio zachwycony pomysłem. Kojarzenie go z mądrzejszym od niego bohaterem filmu animowanego, nie bardzo mu się podoba. Zachwyca go oczywiście, że chcemy kupić coś przestarzałego, jedynie te imienne podobieństwa nie są mu na rękę. Jego ego jest podobnie wielkie jak i naszego władcy stąd mogą się pojawić niejakie problemy z wprowadzeniem w życie genialnego pomysłu Inspektorów Pozytywnie Nastawionych do tej idei. Donald Waszyngtoński, który nie chce być porównywany do disneyowej maskotki, na szczęście dla sympatycznego kaczora, zaproponował aby ograniczyć postument do kaczego kupra. Disneyland nad Wisłokiem otrzymałby zatem w miejsce popularnej „Wielkiej Cipy”, Kaczy Kuper, co pozwoliłoby utrzymać podobny charakter nowego symbolu miasta. Pomnik oczywiście otrzymałby odpowiednią nazwę, na przykład Braciom Amerykanom w Podzięce, albo coś w tym stylu. Z nieoficjalnych źródeł udało mi się rownież dowiedzieć, że Donald Waszyngtoński miał zażartować, że taki postument doskonale charakteryzuje jego stosunek do naszego kraju. Ku jego uciesze „ mały brat” tego nie chce widzieć. 

Obudziłem się mocno spocony z pompą, która omal nie wyskoczyła mi z piersi, na szczęście to był tylko sen. Głupota polityków w naszym kraju już dawno przekroczyła granice groteski i absurdu, stąd pomyślałem, że podzielę się moim snem z innymi.

J. Ci tego nie przepuści.

Za granicą powiadają 

W Polsce rządzą socjaliści 

Oni na tym sie nie znają

Bo my som nacjonaliści

 

Jaro tobie nie przepuści

Jaro tobie nie przepuści

Jak mu wleziesz w droge

To cie w przepaść zaraz spuści

 

Spróbuj władzy co powiedzieć, 

Ze jej prezes to niedojda

Zaraz pewnie pójdziesz siedzieć

Za to żeś zdradziecka morda

 

Jaro tobie nie zapomni

Jaro tobie nie zapomni

Jak mu ze łba co wyleci

Zaraz Mariusz mu przypomni

 

Reformują gospodarkę 

I obrone w całym państwie

Jeno Tosiek razem z Jarkiem

Potracili łby w pijaństwie

 

Jaro tobie nie wybaczy

Jaro tobie nie wybaczy

Jak żeś chłopa zdenerwował

Wnet ze Zbychem się zobaczysz

 

W parlamencie swój chłop rządzi

Jeśli chciałbyś rzeknąć cosik

Z podwyższenia zaś cie strąci

Boś ty marny jak ten grosik 

 

Jaro tobie nie przepuści

Jaro tobie nie przepuści

Jak mu wleziesz w droge

To cie w przepaść zaraz spuści

 

Swój chłop rządzi też Senatem

On oddany jest wojownik

Z innej partii każda szmatę

Zaraz bierze na celownik 

 

Jaro tobie nie zapomni

Jaro tobie nie zapomni

Jak mu ze łba co wyleci

Zaraz Mariusz mu przypomni

 

Premierowa też oddana

Pojechała do Brukseli

Chociaż była niewyspana

Zwyzywała tych twardzieli 

 

Ona dala im popalić

Ona dala im popalić

Ledwie wszystkie uszły z życiem

Cała władza tym się chwali 

 

W sejmie tez posłankę mamy

Co obżera się na sali

My jej na to pozwalamy 

Niech spróbuje ją kto zganić  

 

Jaro wtedy nie wybaczy

Jaro wtedy nie wybaczy

Jak żeś chłopa zdenerwował

Wnet ze Zbychem się zobaczysz

 

W puszczy kornik się rozgościł

I z ministra się naśmiewa

Wkrótce chamie będziesz pościł

Bo wytniemy wszystkie drzewa

 

Kornikowi nie darujem

Kornikowi nie darujem

Jak już wlazł nam w drogę 

To my puszczę zlikwidujem

 

To wam jeszcze tylko powiem

Polska do nas dziś należy

Przeciwnicy i wrogowie

Wnet zrzucani będą z wieży 

 

Nie darujem my nikomu 

Nie darujem my nikomu

Jak się tobie nie podoba

Szukaj poza krajem swego domu

 

 

Na motywach „Chłop ci tego nie przepuści”

https://youtu.be/V47Df0vjSYs

O dekomunizacji słowo

Ustawa dekomunizacyjna, która miała przede wszystkim chronić nas przed powrotem ustroju totalitarnego, stała się potężnym orężem w rękach ludzi bez wyobraźni, małych duchem i sercem wielkich za to posiadanym stanowiskiem. Mogą sobie wreszcie odbić na każdym kto im wlezie w drogę, za swoje nieudane życie. Tępią zatem i niszczą wszystko od cmentarzy żołnierzy przeklętych przez pomniki minionej epoki po żywych ludzi, którym przydarzyło się pracować dla nieistniejącego już systemu. Odwet, w ich chrześcijańskich sercach, stał się motorem napędowym ich działalności, credem nie miłosierdzie a mściwość, do której oczywiście się nie przyznają, chowając się umiejętnie za sloganem „oko za oka, ząb za ząb”. To im odpowiada i daje poczucie postępowania zgodnie z wiarą. Nie mnie oczywiście rozstrzygać jak ta sentencja ma się do wiary, na mój jednak chłopski rozum ograniczanie się tylko do niej w swojej wierze, niewiele ma z nią wspólnego. Prawo to jednak nie wiara. To system zakazów i nakazów, których naruszenie pociąga za sobą określone konsekwencje, bez względu na ideologie tego który je narusza. Im cześciej słyszę o stosowaniu przepisów ustawy dekomunizacyjnej tym bardziej zaczynam być przekonany, że jej przesłanką nie była chęć ochrony nas przed czymkolwiek lub kimkolwiek lecz danie możliwości małym ludziom do nękania kogokolwiek i czegokolwiek. Robią to oczywiście z sobie tylko charakterystyczną wrednością, stosując jego przepisy w sposób wybiórczy. Nie jest to ani pomysł, ani zasada nowa. Takie praktyki mają miejsce w każdym państwie, bo taka jest nasza natura. Nasza aktualna władza lubi jednak odwoływać się do wiary i w tym kontekście stosowanie podwójnych standardów według własnego „widzimisię” budzi mój sprzeciw. Nie mam nic przeciwko ustawie dekomunizacyjnej, ale niech ona pozostanie strażnikiem i ochroną przed powrotem jakiegokolwiek systemu totalitarnego. Stosowanie jej w stosunku do tego co było doprowadza do kuriozalnych i groteskowych sytuacji.  Nie da się wymazać PRL-u z naszej historii, nawet jeśli zburzymy wszystkie jego pomniki. Pozostaną domy, budynki, szkoły, kina, uczelnie – świadkowie tamtych czasów. Gdzie jest granica miedzy zdrowym rozsądkiem a tępym niszczeniem dla zasady? Czytam życiorysy najważniejszych osób w naszym państwie, jak jeden mąż każdy wykształcony w PRL-u. Jeżeli w tym szaleństwie ma być jakaś metoda to odbierzmy sobie wszyscy tytuły wtedy zdobyte, czemu nie? Z chęcią zrezygnuje z mojego tytułu jeśli nasz establishement zrobi to samo. O przepraszam to im nie grozi, przecież oni uczyli się na tajnych antyrządowych kompletach. Tylko kto ich uczył i dawał tytuły naukowe?