Na kolanach

Do tej pory telewizja ekwadorska, szczególnie od strony transmisji sportowych, wzbudzała mój zachwyt. Przekazują niemal wszystkie najważniejsze wydarzenia sportowe z każdej imprezy o charakterze mistrzostw, pod warunkiem, że dyscyplina cieszy się popularnością tutaj. Piłka nożna to oczywiście sport numer jeden, zatem wiele lig, i nie tylko, jest pokazywanych na żywo. Obejrzałem więc każdy mecz naszej reprezentacji. Mając to w pamięci, nie miałem watpliwości, że i spotkanie z Duńczykami będę mógł zobaczyć. Dzień przed naszym meczem Francuzi grali z Holendrami. Na papierze to spotkanie wyglądało najbardziej interesująco. Niestety z jakiegoś powodu był to jedyny mecz, którego transmisję pominięto. Być może względy finansowe za prawa do transmisji, być może inne przesłanki. Napewno nie zadecydowało o tym zainteresowanie ligą francuską czy holenderską, bo spotkania z obu lig są tu pokazywane każdego tygodnia. Tak czy inaczej przekazu nie było. Mało tego, nie pokazano nawet retransmisji, co jest dla mnie sporym zaskoczeniem. Patrząc na dzisiejsze spotkania, mecz Polski z Danią zdawał się być rownież najlepiej zapowiadającym się spotkaniem. W końcu Polska to piąta drużyna świata a jej kapitan to gwiazda pierwszej wielkości. Niestety spotkał mnie srogi zawód. Jedynym meczem pominiętym w bezpośrednim przekazie było właśnie spotkanie naszej reprezentacji. Na próżno zmieniałem kanały, mając nadzieje, że gdzieś go znajdę. Nic z tego, ponownie musiały być jakieś przyczyny, z których finansowe wydają się najbardziej prawdopodobne. Śledziłem więc przekaz pisany na Onecie. No cóż nie oglądałem tego fiaska i już po fakcie, muszę szczerze podziękować, że oszczędzono mi bólu. Dzień wcześniej Ekwador przegrał z Brazylią tylko 2:0, grając naprawdę przyzwoicie i przy odrobinie szczęścia mogli urwać punkt faworytom. Przegrać też trzeba umieć. Traktowałem słowa Roberta Lewandowskiego jako próbę wyluzowania zawodników, by wyszli na boisko bez nadmiernej presji. Tymczasem musiał to być krzyk aby gwiazdy przestały patrzyć na statystki i swoje aktualne miejsce w rankingu FIFA i wzięły się do roboty. Oczywiście nie wiem jak zagrał sam zainteresowany, ale to chyba jest bez znaczenia bo wynik mówi sam za siebie. Przy stanie cztery do zera, niemal niczym świętej pamięci Jan Ciszewski, który błagał sędziego na Wembley aby wreszcie skończył nasz historyczny mecz, tak i ja czekałem na końcowy gwizdek, bo cztery do zera to klęska jednak pięć do zera byłoby blamażem. Porażka porażce nie jest równa. Jeśli przegrywa się po walce, gryząc trawę to każdy kibic to rozumie. Jeśli jednak wynika to z braku zaangażowania i mentalnego przygotowania to tego nie da się zaakceptować. Takie wysnułem wnioski czytając komentarze. Meczu jednak nie oglądałem. I bardzo dobrze. Przy okazji, mogliśmy się przekonać ile znaczy ta fifowska klasyfikacja drużyn i czy warto się nią aż tak podniecać. To było do mediów, które jeszcze przed meczem widziały nas w pierwszej trójce najlepszych reprezentacji. A w poniedziałek czeka na nas Kazachstan i choć to zespół słabszy od Duńczyków, to ekstra presja związana ze złym smakiem w ustach po Kopenhadze napewno nie będzie pomocna.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s