W odpowiedzi na zarzuty niejakiej Wolodyjowskiej

Zamiast szukać własnych słów na temat naszych władz i ich empatii i poświęcenia dla swoich w końcu wyborców, na których tak chętnie się powołują, podejmując swoje demokratyczne decyzje, postanowiłem podeprzeć się słowami Hajduczka pana Zagłoby czyli Magdaleny Zawadzkiej, która tak oto określiła pomoc rzadu dla dotkniętych kataklizmem pogodowym.

Drodzy państwo! Nie komentuje, przytaczam tylko fakty i zwracam uwagę, ze jest 21 wiek, a my żyjemy w dużym, europejskim państwie. Potworna nawałnica, która podczas długiego weekendu przeszła przez woj. Kujawsko-Pomorskie zabiła 6 osób, zniszczyła dorobek ludzi i przyrodę. Na pomoc dzieciom z obozu harcerskiego w Suszku pospieszyli strażacy i okoliczni mieszkańcy. Ranne dzieci trafiły do szpitala, a tym mniej poszkodowanym, ale przerażonym tym, co się stało, zaopiekowali się dobrzy, wrażliwi ludzie. Tylko dzięki ludzkiej solidarności dzieci i strażacy mieli, co jeść, pić i dodatkowe ręce do pracy przy usuwaniu skutków nawałnicy. Przez 6 godzin władze wojskowe odmawiały pomocy poszkodowanym. Ta sama piątkowa nawałnica, prawie zrównała z ziemią wieś Rytel. Pozbawieni prądu, jedzenia, wody, paliwa i sprzętu ludzie, rozpaczliwie błagali rząd o pomoc. Ekipa Szydło ruszyła dopiero w poniedziałek, późnym wieczorem. Premier naszego państwa zjawiła się po trzech dniach. Przedtem oglądała wraz ze swoimi ministrami, odpowiedzialnymi za natychmiastowe zorganizowanie pomocy, defiladę wojskową w Warszawie. W defiladzie paradowała Obrona Terytorialna, która zamiast prężyć pierś przed władzą, powinna udzielać pomocy podczas klęski.Władza ulitowała się i wysłano 60 żołnierzy do wspierania ciężko pracujących strażaków. Padło 40 tysięcy hektarów lasów. Ciężki sprzęt rżnący bezlitośnie 100 i 300 letnie drzewa w całej Polsce, przydałby się teraz do usuwania zniszczeń. Niestety, ludzie robią to ręcznie”.

 

Droga pani Magdaleno,

Rząd ma wakacje i odpoczywa

Pogoda nie uzgodniła, że będzie zrywać

Domowe dachy i niszczyć ludzki majątek

Władza i tak zrobiła krok szybki oraz wyjątek

By w trakcie Wojska naszego wielkiego święta

Tam wysłać pół armii, gdzie ludność została dotknięta

Przez żywioł o charakterze antyrządowym

Do zmian systemowych będącym gotowym.

Na innych frontach weń uderzamy

Z kornikiem walkę wkrótce wygramy

Co się przełoży na życia poprawę 

Tych co stracili parę drobiazgów i swoją strawę

Rządowa pomoc dla wszystkich, jest naszym prymatem

Lecz pamietajmy, że walkę z klimatem

Przegrali ci co rządzili przed nami

Chowając się dzisiaj za władzy plecami.

Na to zgody nie ma, bo i być nie może

Rząd wszystkich chce dobra, wciąż jednak ktoś rzuca weń noże 

 

Z nieoficjalnych informacji wynika, że głównym podejrzanym jest niejaki Azja Tuhajbejowicz pseudonim Mellechowicz. MSW jest już na jego tropie. Sprawę nadzoruje sam pan minister. Ustalono też, że autorka wpisu miała z nim w przeszłości powiązania.  

Jeszcze słów parę o kraju nad Bosforem

Zaprawdę dziwne rzeczy czasami mają miejsce w naszym życiu.  Niekoniecznie mam tu na myśli zdarzenia, który determinują naszą przyszłość. Zupełnie przypadkowo znalazłem w internecie wiadomość na temat głosowania w Zgromadzeniu Europejskim dotyczącego łamania praw obywatelskich w Turcji, o czym pisałem w jednym z moich poprzednich artykułów. Parę dni po tym wpisie miałem możliwość obejrzenia filmu pod tytułem „The Promise”. A tu masz babo placek, rzecz jest o Turcji i to zapewne nie o jej najlepszej historii. Jej dziejów nie znam oczywiście kompletnie. Gdybym nawet oglądał „Wspaniałe Stulecie” to zapewne jest to tylko wycinek wiedzy historycznej tego państwa. Prawdę mówiąc nie mam sobie w tym względzie wiele do zarzucenia, bo przecież równie słabo znam historie naszego kraju pisaną piórem historyka z wykształcenia, znawcy sztuki wojennej z zamiłowania, czyli naszego szefa resortu obronny. Ba, nawet nie wiem czy to on jest pierwszym żołnierzem RP, czy mieszkaniec Belwederu. Ale miało być o filmie. Jego akcja to okres I Wojny Światowej. Turcja wykorzystała ten moment to przeprowadzenia eksterminacji mniejszości narodowych. Upatrzyli sobie przede wszystkim Ormian. W tym kontekście film jako żywo przypomina „Wołyń”. O ile jednak banderowców trudno byłoby nazwać zorganizowanym wojskiem utrzymywanym przez rząd, o tyle właśnie w przypadku wydarzeń w Turcji to właśnie rząd wysłał swoją armie w celu wyeliminowania wszystkiego i wszystkich co ormiańskie. Zadanie i rozkaz był jeden – mordować bez względu na płeć, wiek, stan posiadania. Już sam ten fakt jest niewyobrażalną zbrodnią. Jeśli jednak do tego dołożymy, że dano wolna rękę napastnikom co do sposobu zabijania, to nawet nasza wyobraźnia nie mogłaby by się posunąć aż tak daleko w otchłań ludzkiego zła. Podobnie jak w produkcji na temat wydarzeń wołyńskich, tak i tutaj w akcje filmu wkomponowano wątek romantyczny. Ma to zapewne na celu skontrastowanie zła i miłości. Ohyda na tle piękna nabiera jeszcze większej mocy i już nie tylko wyglada podle ale wręcz powoduje niepohamowane uczucie wstrętu i obrzydzenia. Film zdecydowanie warto obejrzeć, zwłaszcza, że nienawiść coraz bardziej dominuje w otaczającym nas życiu. Półtora miliona Ormian przypłaciło życiem tamte wydarzenie, a Turcja do dzisiaj nie chce się przyznać do pogromów i masowej eksterminacji mniejszości narodowych. Ciekawostką na temat tamtych wydarzeń jest fakt, że wiele krajów uznało je za ludobójstwo, w tym Polska, której Sejm 19 kwietnia 2005 przyjął specjalną uchwałę przez, tu uwaga bo to rzecz rzadko spotykana w naszym parlamencie, aklamację. Dwanaście lat pózniej pisowskim delegatom zabrakło odwagi w potępieniu reżimu Erdogana. Czyżby widzieli jakieś paralele miedzy nim i swoim guru? Kto wie. Ja w stosunkach z obecnymi władzami kraju nad Bosforem jestem po stronie Sobieskiego. Hej szable w dłoń, Kmicic, Wołodyjowski, Zagłoba….do brania szabli w dłoń zdecydowanie nie namawiam, za to uczyć się patriotyzmu od powyższych imć panów jak najbardziej.

Dwa mecze.

Różnica czasu między Europą a Ekwadorem sprawia, że późnonocne mecze lig piłkarskich starego kontynentu mają miejsce we wczesnych godzinach popołudniowych tutejszego czasu. Popołudnia w piłkarskie dnie mam zatem wypełnione po brzegi. Oglądać wszystkiego nie sposób, ale niektóre spotkania warte są spędzenia tych paru godzin przed telewizorem, zwłaszcza jeśli nie ma się nic lepszego do roboty. W minioną niedzielę w Hiszpanii i we Włoszech grali mecze o superpuchar. Oba spotkania rozstrzygnęły się w ostatnich  dziesięciu minutach. We Włoszech, ku sporemu zaskoczeniu przez większą cześć meczu prowadziło Lazio. Pierwsza bramka dla tego zespołu padła jednak z mocno kontrowersyjnego karnego. Dwa strzały wschodzącej gwiazdy piłki nożnej Dybaly, jeden z rzutu wolnego, drugi z karnego, doprowadziły Juventus do remisu. Wapno sędzia pokazał w ostatniej minucie, zatem wydawało się, że czeka nas dogrywka. Lazio jednak nie miało zamiaru czekać na dogrywkę i skontrowało Juve. Akcja w ostatniej minucie doliczonego czasu okazała się na wagę zwycięstwa. Dzięki temu, że rozpoczęcie obu meczów dzieliła godzina, mogłem obejrzeć jeszcze drugą połowę hiszpańskiego pojedynku. Niemal tradycyjnie finał to mecz miedzy Barceloną i Realem. Nie jestem sympatykiem żadnej z tych drużyn ale trzeba przyznać, że mecze między nimi stoją na rzeczywiście wysokim poziomie. I tu o wyniku zadecydowała końcówka. Real długo prowadził jeden do zera. Luis Suarez to niewątpliwy mistrz w wymuszaniu rzutów karnych. Gdyby zrobić zestawienie w ilu przypadkach oszukał arbitrów to zapewne cześciej dają się nabierać na jego aktorstwo niż nie. I tym razem jego „nurek” po starciu z bramkarzem okazał się na tyle przekonujący, że Dumie Katalonii sprezentowano rzut karny, który na gola zamienił niezastąpiony Messi. Od czego jednak Real ma swoją gwiazdę o nazwisku Ronaldo. Barcelona przycisnęła po zdobyciu wyrównującego gola i wydawało się, że kolejna bramka jest tylko kwestią czasu. Tymczasem strata piłki, szybka kontra, podanie do Christiano i Real znowu prowadzi. Pustogłowy gwiazdor w erotycznym uniesieniu, postanowił pokazać swoje „boskie” ciało. Koszulka zatem zniknęła, a superstar w swoim specyficznym stylu pokazywał swoje mięśnie, naprężając się przy tym niemal jak ja przed wypróżnieniem. Oczywiście żółta kartka. Kto by się jednak tym przejmował osiągając orgazm. Tylko, że…chwilę potem Ronaldo prawdopodobnie był faulowany w polu karnym. Mówię „prawdopodobnie”, bo sędzia uznał, że była to próba wymuszenia wapna. I tak zaledwie dwie minuty po otrzymaniu żółci za koszulkę, następna kartka i gwiazda poszła się naprężać pod prysznicem. Żeby być w porządku wobec Cristiano, muszę przyznać, że nawet jeśli nie był faulowany, to jego starcie z obrońcą zapewne było na pograniczu faulu a jego upadek był tego konsekwencją. Do końca meczu było jeszcze osiem minut i wszystko mogło się zdarzyć. Kolejna jednak kontra Realu, niesamowity strzał Asensio i było po meczu. Zatem obyło się bez konsekwencji dla drużyny z Madrytu z powodu braku jednego zawodnika. Muszę szczerze przyznać, że nie jestem kibicem Ronaldo bo jego ego, przyprawia mnie o wymioty. Tak chyba jednak  ma większość gwiazd, żeby nie wspomnieć o naszym najlepszym piłkarzu. Sytuacja ze zdjęciem koszulki chociaż nie miała wpływu na wynik, to mam nadzieje uzmysłowi, nie tylko Portugalczykowi, że ta żółta kartka, którą właśnie otrzymali za swoje zachowanie, nie jest wcale tak bez znaczenia. Sędziowie się mylą co może się skończyć tak jak się skończyło z Cristiano. Swoją drogą sądzę, że aby uniknąć suarezowego aktorstwa na boisku, po meczu sytuacje, które doprowadziły do karnego powinny być przeglądnięte przez krajowe federacje. W przypadku zdeterminowania, że faul był wymuszony, zawodnik powinien zostać zawieszony na kilka meczów. Być może to by skończyło to bezsensowne zachowanie. Z drugiej strony mamy przecież już system przeglądania kontrowersyjnych sytuacji, który w przypadku karnych powinien być obowiązkowy, właśnie z uwagi na piłkarzy pokroju Suareza. Tak czy inaczej zawiesić aktora na parę  meczów bez wypłaty, może to go oświeci.  Ale ja tylko kibic, co ja wiem.

Rocznica

Kolejna rocznica nam dzisiaj mija

Następny rok do portu zawija

A tam cumują życia naszego statki

Co opisują jego przypadki

A działało się w nim nie mało

Opisać wszystko choćby się chciało

Nie sposób w krótkim wierszyku

Bo statków w porcie jest już bez liku.

Ten pierwszy z brzegu to nasze wesele

A na nim rodzina, znajomi i przyjaciele

I była sobota, jak jest i dzisiaj

Gdy nasz wehikuł na redzie przysiadł

I już gotowy wypłynąć wraz z nami.

Żegnamy się więc z rodzicami

A oni nam błogosławią serdecznie

Lecz to nie wszystko, musimy koniecznie

W świątyni złożyć sobie przysięgę

Na tego co dał nam życie i jego mękę

Że w tej naszej wspólnej podróży

Nawet jeśli ocean będzie się burzył

To szanse mu damy na lepszą pogodę

Taką co niesie pokój i zgodę.

I już mamy obrączki na palcach

Gdy ksiądz powagą kościoła uroczystość zakończa

A świątynia Mandelsonem rozbrzmiewa

Czas się pakować i szybko stąd zwiewać

By znaleźć się wreszcie na naszego życia okręcie.

Lecz jeszcze nie teraz bo każdy chce zdjęcie

A i fotograf gdzieś na nas czeka

Do statku droga wciąż zda się daleka

I przecież chcemy oszczędzić sobie niedoli

A to jest zadaniem bochenka chleba i szczypty soli

O których ofierze rodzice już pomyśleli.

A teraz zabawa i tańce do wczesnej niedzieli

Uciec nie sposób, bo ci co przybyli

Swój czas dla nas dziś poświęcili

Przy tym szczodrze nas obdarowując

Zaczynać podróż im nie dziękując –

To prośba o same problemy na naszej drodze

Poparcie w tym względzie mamy w załodze

I obietnice, ze będą tu czekać tak długo jak tylko potrzeba

Bo bez nas odpłynąć po prostu się nie da

Tak oto nastał niedzielny poranek 

I opustoszały sale taneczne oraz krużganek

To sygnał, ze nadszedł czas naszej na statek ucieczki

I rozpoczęcia przez życie wspólnej wycieczki

I chociaż co roku zmieniamy statek na nowy

Ten pierwszy pozostał wciąż wyjątkowy

Dziś statków kolejna nastąpi zmiana

Bo ten co powraca wykonał już swe zadania

Ten nowy zabierze nas do portu z czwórką na przodzie

A co nas czeka w tym rejsie? Sam nie wiem. Ahoy przygodzie

Nowy sojusznik

Rządząca partia ze swoim guru osiągnęła mistrzostwo w stylu i sposobie odwracania uwagi od własnych potknięć czy kompromitujących posunięć. Nie wierzę zatem zapowiedzi w rychłe zakończenie wszelkiego rodzaju komisji śledczych. Dochodzenie prawdy o Smoleńsku trwa juz siedem lat i trwać będzie jeszcze kolejnych kilka. Dopiero co zaczęli swoje prace specjaliści od zagadki Amber Gold i reprywatyzacji. Afera taśmowa niczym feniks z popiołów odradza się w zależności od zapotrzebowania. Najśmieszniejsze w tej ostatniej jest to, że jej sprawcy zostali skazani prawomocnym wyrokiem sądu, co powinno świadczyć, że dopuścili się przestępstwa. A skoro tak to, w moim przekonaniu, owe taśmy to wynik działalności niezgodnej z prawem. Jak to się zatem dzieje, że materiały w ten sposób zdobyte, i to co na nich się znajduje stało się powodem do powołania zespołu parlamentarnego do spraw wyjaśnienia, sam dokładnie nie wiem czego, bo przecież nie wyjaśniają ani okoliczności nagrań, ani ich legalności. Tym zajął się sąd i skazał przestępców. Jedyną logiczną przesłanką istnienia ciała sejmowego pracującego nad tymi nagraniami to potrzeba przypominania ludziom o zdradzieckich mordach z przeszłości, gdy aktualnym dobroczyńcom na czymś powinie się noga. Będą nas zatem trzymać w niepewności i donosić o swoich odkryciach w razie złej prasy albo aby, właśnie, odwrocić uwagę od własnych niecności. Wydawało mi się, że jestem dość na bieżąco z tym co się dzieje w polityce w naszym kraju. Okazało się jednak, że nie. Zamieszanie wokół wyborów przewodniczącego Rady Europejskiej i nagonka na Donalda Tuska spowodowało, że uciekło mi Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy, które odbyło się pod koniec kwietnia w Strasburgu i dotyczyło Turcji i jej prezydenta. Przypadkowo dzisiaj znalazłem na ten temat informacje, która mówi:

Podwładni Jarosława Kaczyńskiego należeli do mniejszości członków Zgromadzenia, którzy opowiedzieli się przeciwko rezolucji wzywającej turecki reżim Recepa Tayyipa Erdoğana m.in. do uwolnienia opozycjonistów, dziennikarzy i innych więźniów politycznych. Politycy Prawa i Sprawiedliwości znaleźli się w zdecydowanej mniejszości. Za przyjęciem rezolucji opowiedziało się aż 113 członków Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. 12 wstrzymało się od głosu. Przeciwko walce Rady Europy z powszechnymi w Turcji represjami i masowymi aresztowaniami opozycji, ograniczeniem wolności mediów i planami wprowadzenia kary śmierci w sprawach politycznych opowiedziało się jedynie 45 europejskich parlamentarzystów. W tej wspierającej turecki reżim grupie znalazło się niestety aż sześcioro Polaków. Byli to posłowie PiS: Margareta Budner, Włodzimierz Bernacki, Daniel Milewski, Arkadiusz Mularczyk, Dominik Tarczyński oraz Andrzej Wojtyła”. 

I jak tu nie cieszyć się, że mamy Tuska, Wałęsę, Frasyniuka, którymi tak łatwo jest odwrocić uwagę od kierunku, w którym zmierza partia dobrej zmiany. Jeśli ktoś ma pytania i watpliwości na temat kierunków polityki pana JK, to proszę o ponowne przeczytanie powyższej informacji. Powoli i bez pośpiechu.

Granice przyzwoitości

Co jest dzisiaj przyzwoite a co nie? Gdzie znajdują się granice tego słowa? Przesuwają się one niemal każdego dnia i co jeszcze wczoraj wydawało się czymś godnym pogardy dzisiaj jest już akceptowane. Jeszcze paręnaście lat temu samotna matka była powodem wstydu dla rodziny a wspólne życie, czy posiadanie i wychowywanie dzieci bez ślubu czymś niemieszczącym się w standardach codziennego myślenia. Te stereotypy potrzebowały zmiany wraz z postępującym rozwojem ludzkości. Zawarcie związku małżeńskiego nie powinno determinować chęci bycia razem a ilość rozpadających się małżeństw zdaje się potwierdzać, źe często te decyzje podejmowane były zbyt pochopnie. Czyż można potępiać samotną matkę za to, że zaufała, albo partner okazał się nie tym kogo się spodziewała? Oczywiście, że nie. Bardziej lub mniej, w zależności od środowiska, akceptujemy tego typu sytuacje i mało kogo to już dzisiaj dziwi. Kiedyś, od ludzi pełniących władze oczekiwano bycia niemal nieskazitelnym pod każdym względem. Ewoluujące normy obyczajowe zmieniły i ten standard. Objadająca się posłanka na sali sejmowej podczas obrad to nic specjalnego. Romansujący szef partii ze swoją podwładną to rownież nie powód do wstydu i ucieczki w zapomnienie. Chamski język debaty publicznej miast powodować zawstydzenie zdaje się być nie tylko coraz bardziej akceptowany ale wręcz oczekiwany przez wybierający swoich przedstawicieli lud. Nikt już dzisiaj z rządzących nie odwołuje się do naszych dobrych emocji, a wręcz odwrotnie przede wszystkim do tego co jeszcze nie tak dawno nazywano niskimi pobudkami. To zdaje się dawać większe poparcie. Wszechobecne kłamstwo, skrywanie prawdziwych intencji pod przykrywką fałszywych słów na potrzeby słuchaczy to już dzisiejsza norma, bez względu na szeregi partyjne. Obłuda i chciwość. Stacja radiowa określająca siebie jako katolicka, namawiającą bez ogródek do nienawiści jest ślepo broniona przez swoich słuchaczy. Trudno nie zauważyć, że następuje całkowite przebiegunowanie i to co kiedyś było kanonem postępowania, miarą bycia człowiekiem przyzwoitym dzisiaj powszechnie uważne jest za słabość. W wyścigu szczurów nie ma miejsca na skrupuły, sentymenty czy empatię. Tempo tych zmian i ich powszechna akceptacja każe mi sądzić, że zmienić się tego nie da. Na końcu tej drogi, kiedy jedynym prawem będzie prawo dżungli, czeka nas konflikt, po którym być może znowu przypomnimy sobie, że tak naprawdę jesteśmy wszyscy tacy sami, tylko daliśmy się zmanipulować. A co z ceną tego doświadczenia? O tym wolę nie myślec.

I po co to pani było?

Premierowa rządu zdaje się przeżywać ciężkie chwile. Poniewierana przez prezesa, zdradzona przez prezydenta znalazła się w ślepej uliczce. Zanim do tego doszło nie była szczególnie znana poza swoim środowiskiem, w którym zdobyła uznanie jako działaczka terenowa. Stanowiska lokalne widać nie zaspokajały jej ambicji. Oryginalnie chciała zasilić szeregi platformersów ale nie przypadła im do gustu. Poglądy można zmienić, co uczyniła zgłaszając akces do prawych i sprawiedliwych, tylko z nazwy.  Nic nie wróżyło jej wielkiej kariery i pewnie by takiej nie było gdyby, Bronisław Komorowski nie zapadł w niedźwiedzi zimowy sen podczas prezydenckich wyborów dwa lata temu. Kompletnie nieprzygotowany do walki o reelekcję tylko się ośmieszył i zasłużenie przegrał z mało znanym Andrzejem Dudą. To właśnie w trakcie tych wyborów rownież wypłynęło nazwisko Beaty Szydło, będącej szefem kampanii wyborczej przyszłego prezydenta. Wszyscy uważają, że to właśnie zwycięstwo kandydata, którego była współpracownicą zaowocowało namaszczeniem jej na funkcje premiera, w przypadku wygrania kampanii wyborczej do parlamentu. Nie pozostało to zapewne bez wpływu, jednak uważam, że ważniejsza dla prezesa była możliwość kontrolowania przyszłego szefa rządu. Oligarcha partyjny nie szukał drugiego Marcinkiewicza, który nie do końca był podporządkowany partyjnej wierchuszce. On potrzebował ślepego betonu, który dodatkowo rownież miałby rachunki do wyrównania z Platformą. Szydłowa spełniała te zapotrzebowania, sądząc jednocześnie, że skoro kiedyś była burmistrzem to i z funkcja premiera sobie poradzi. Nie wzięła jednak pod uwagę, podobnie jak Andrzej Duda, że partia nie oczekuje od niej myślenia tylko ślepego wykonywania poleceń partyjnego guru. Już sam skład rządu pokazał gdzie będzie jej miejsce w szeregu. Chora ambicja i, co gorsze, brak szacunku do samego siebie doprowadziły i ją, i prezydenta do punktu, którego przekroczenie może mieć nieodwracalne skutki dla ich przyszłości. O ile Andrzejowi Dudzie przestała odpowiadać rola marionetki, wreszcie zajrzał do konstytucji, którą już tyle razy złamał, i zdał sobie sprawę, że daje mu ona pewne prawa, o tyle premierowa tkwi w jakimś dziwnym śnie i wciąż wierzy, że dobra zmiana to nie jest prywatna wojna Kaczyńskiego tylko realna polityka zmierzająca do lepszego funkcjonowania kraju. Tymczasem Napoleona z Żoliborza nie interesuje kraj tylko budowa stosów, na których mógłby palić wszystkich i każdego kto mu stanie na drodze. On sam wie, że twarz Beaty Szydło zapewnia mu poparcie i pewnie tak długo będzie wykorzystywał jej wizerunek jak długo ona sama no to pozwoli. Czas spojrzeć prawdzie w oczy pani Beato, na obrazie, który maluje szanowny władca jest pani niestety nikim, potrzebna teraz i tylko teraz ku zadowoleniu pospólstwa.  I po co to było pani potrzebne? Często praca na dole daje więcej satysfakcji niż bezmyślne wykonywanie poleceń megalomana na samej górze.

Dewoci i dewotki

Z powodu braku seksu

Mam wiele kompleksów

Chodzę więc bez bielizny

Bo wciąż szukam mężczyzny

Takiego, który by mnie zrozumiał

Chciał zaspokoić i zrobić to umiał

Znalazłam już nawet takiego

Lecz on nie wiedzieć czego

Udaje, że mnie nie widzi

Pewnie się bardzo mnie wstydzi

On rownież zda się być samotnym

Przy tym jest bardzo obrotny

Ze swoim wzrostem Napoleona

Tak wiele on już dokonał

Że aż ciarki po plecach mi chodzą

A na myśl o nim pocę się nocą 

To on mi poradził by udać się w krzaki

Że tam się kryją jurne chłopaki

I rzeczywiście jeden tam czekał

Lecz gdy w nie wlazłam, on już uciekał

I jak tu człowiek ma zdrowym pozostać 

A przecież muszę funkcji swej sprostać

W czasach gdy w kraju lewactwo się szerzy

Potrzeba oddanych jak ja żołnierzy

A ja codziennie mam więcej kompleksów

Z powodu hormonów, które chcą seksu

Ten problem jakoś rozwiązać muszę

Coś mi się zdaje, że na Przystanek wyruszę

Bo tam miłości jest ponoć w nadmiarze

I chociaż zgrzeszę, to wszystkim pokaże,

Że to, co się tam dzieje naprawdę 

Zasługuje tylko na wszystkich wzgardę.

W ten sposób udowadniając racje nasze

Pragnienie ciała jednocześnie zgaszę 

Pod planem owym nawet niebo podpisać się nie chciało

Bo oto co podstępną pannę na Przystanku spotkało 

A było to zaskoczenie i wielka niespodzianka

Bo choć tam miłość uprawiają od samego ranka

To ma ona charakter bardziej jednak duchowy

A na dobrą zabawę każdy już od świtu jest gotowy

Bo taka jest ta dzisiejsza władza nasza

Gdzieś coś usłyszy, nawet nie sprawdzi i już do sądu zgłasza 

Przy czym własnego chamstwa wcale nie dostrzega 

Bo według niej rządzenie na tym ma właśnie  polegać 

By rozliczać wszystkich i każdego z osobna

A spojrzeć krytycznie na siebie-rzecz to niepodobna.

I tu jest właśnie największe oszustwo tej władzy,

Że chociaż stoją przed nami kompletnie nadzy

Pełni buty, kompleksów, nienawiści i złości

To te „przymioty” uważają za chrześcijańskie wartości.

Chamstwo chamstwu nierówne.

Sfera życia intymnego członków rządzącej partii zdaje się być tematem, na który nawet żarty są zabronione. Musi to być zapewne spowodowane stanem cywilnym głównych postaci i twarzy, prawych i sprawiedliwych. Zarówno przecież ich guru, złotousta posłanka jak i wierny toruński doradca to zatwardziałe single. Dziwnym trafem mają wiele do powiedzenia na temat rodziny, wychowania dzieci, nie wspominając o aborcji. Każdy ma prawo mieć swój pogląd ale narzucając go innym dobrze byłoby mieć trochę doświadczenia, a z tym ci odkupiciele naszych grzechów mają spory problem. W swoim artykule poświęconym seksowi i frustracji przytaczałem opinie fachowców na temat życia nocnego oraz konsekwencji związanych z jego brakiem. Moje podejrzenia dotyczące przyczyn zakompleksienia członków naszych elit dostrzegł rownież Jerzy Owsiak, żartobliwie radząc prześwietnej posłance odrobine łóżkowej rozrywki. I co takiego się stało? Jestem przekonany, że pan Jerzy zrobił to w trosce o zdrowie psychiczne rzeczonej damy. Nawet jeśli ten pomysł nie przypadł adresatce do gustu, to jego treść w kategoriach chamstwa nie dorasta nawet do pięt posła Pięty, jeśli porównamy to z hasłami z najwyższej półki prezesa partii. Myśle, że poradnictwo seksualne w przeciwieństwie do wyzwisk na forum parlamentu, z gatunku zdradzieckie mordy czy kanalie ma w sobie więcej pozytywnych elementów w zakresie empatii dla drugiego człowieka. Pieniacze z przewodniej siły narodu widzą to jednak inaczej. Znana z ciętego języka pani Krystyna nie zdążyła nawet zareagować na owsiakowe rady, widocznie ma chwilowy zakaz mówienia i pisania, a już z całym impetem w Owsiaka uderzyła, ustami swojej rzeczniczki, skonsolidowana partyjna maszyna. Żal mi w tym wypadku samej posłanki, bo przecież to osoba dorosła i zapewne, co wielokrotnie udowodniła, umie się bronić. Co zatem spowodowało, że tak personalnie słowa szefa WOŚP odebrała rzeczniczka partyjna? Czyżby i u niej stopień frustracji był spowodowany….?

Już dobę po urodzeniu, każde polskie dziecko wie, że Owsiak stoi kością w gardle naszym zdewociałym  włodarzom. Słuchają zatem pilnie co ma do powiedzenia jego zdradziecka morda, utrudniają wszystko co próbuje robić. Jakoś nie mogą się przebić do głów jego zwolenników nawet jeśli ci poglądowo reprezentują politycznie poprawnie przemyślenia naczelnych władz partii. Na jednym z portali internetowych wyczytałem, że nawet sześćdziesiąt procent młodzieży popiera prawych i sprawiedliwych. Jeśli zatem uznamy te wyniki badań opinii publicznej to okaże się, że na Przystanku Woodstock musiało być rownież sporo partyjnego narybku, który niewiele sobie robi z przaśnych wrzasków komitetu centralnego. Być może to ilość seksu, o jaki podejrzewają uczestników festiwalu oficjele rządowi, powoduje, źe nie stracili oni resztek zdrowego rozsądku.  Czyż zatem można mieć pretensje do Jerzego Owsiaka o chęć pomocy? Mówią, że łóżko rozładowuje napięcia. Tego akurat na samej górze zdecydowanie jest w nadmiarze. 

Czerwone sukno.

Ubiegłoroczna „Angora” w kilku swoich numerach przedrukowywała fragmenty książki Roberta Krasowskiego pod tytułem „Czas Kaczyńskiego. Polityka jako wieczny konflikt. Historia polityczna III RP. Lata 2005-2010”. Autor, w moim przekonaniu, w miarę obiektywnie pokazuje sylwetki braci Kaczyński i Donalda Tuska, co widać szczególnie w kontekście obecnie trwającej wojny. Nie ulega watpliwości, że to co się stało w opisywanym czasie pomiędzy oboma politykami nigdy nie znajdzie pokojowego rozwiązania. Niestety w swoją prywatną, wzajemną niechęć uwikłali nie tylko swoje partie ale i całe społeczeństwo. Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu jest oczywiste, że rownież Donald Tusk nie jest bez winy za doprowadzenie do aktualnych wydarzeń. Zarówno on jak i jego przeciwnicy cierpieli i mam wrażenie, że cierpią dalej na przerost ambicji i dla zniszczenia siebie nawzajem gotowi są poświecić cały kraj. Z książki wynika, że w tamtych latach była szansa na współpracę obu partii, której nie chciał przed wszystkim obecny przewodniczący RE. Kulisy rozgrywek pomiędzy zwaśnionymi stronami wydają się być przedstawione dość rzetelnie. Kaczyńscy w końcowym efekcie ponieśli klęskę, której Tusk nie potrafił wykorzystać, zniechęcając swoją polityką do siebie tą cześć społeczeństwa , która dzisiaj stoi murem za Jarosławem. Chociaż nie musiał, bo bracia sami sobie rzucali kłody pod nogi, to jednak swoim zachowaniem ignorował ich obu poniżając na każdym kroku. Już wtedy było wiadome, że jakiekolwiek porozumienie nie było możliwe, a co gorsze jak pokazuje dzień dzisiejszy, taka opcja nawet nie wchodzi w aktualnie w grę. Smoleńsk oczywiście przepełnił czarę goryczy, która przerodziła się w ślepą nienawiść i chęć zemsty w umyśle Jarosława Kaczyńskiego. Dziś zatem kiedy on w kraju rozdaje karty, otoczony ślepą służbą, nie zamierza poprzestać na słowach. Mając poparcie dużej części wyborców, którzy w swojej nienawiści do Tuska są równie ślepi, będzie parł do jego zniszczenia za wszelką cenę. Śledzę to co się aktualnie dzieje z przerażeniem. Gdzieś, w tym całym systemie zwanym demokracją,  popełniono błąd zezwalając jednej opcji politycznej na bezceremonialne decydowanie o całym kraju. System wyborczy nie powinien zezwalać i umożliwiać konkretnej partii posiadania większości w parlamencie, zmuszając w ten sposób adwersarzy do współpracy i szukania kompromisów dla dobra, co oni tak dumnie nazywają, ojczyzny. Ktoś, kiedyś nie pomyślał, że władza może dostać się w ręce chorych egocentryków, bez skrupułów, wyzutych  z uczuć, dla których słowo kraj znaczy tyle samo co dla Bogusława Radziwiłła, czyli czerwone sukno. Oto jak nasze zalety opisał w Potopie Henryk Sienkiewicz, słowami powyższego szlachcica skierowanymi do Kmicica:

Jest, panie kawalerze, zwyczaj w tym kraju, iż gdy kto kona, to mu krewni w ostatniej chwili poduszkę spod głowy wyszarpują, ażeby się zaś dłużej nie męczył. Ja i książę wojewoda wileński postanowiliśmy tę właśnie przysługę oddać Rzyczypospolitej. Ale że siła drapieżników czyha na spadek i wszystkiego zagarnąć nie zdołamy, przeto chcemy, aby choć część, i to nie lada jaka, dla nas przypadła. Jako krewni, mamy do tego prawo” i dalej „Rzeczpospolita to postaw czerwonego sukna, za które każdy ciągnie”.

Nie inaczej jest dzisiaj. Ciągną więc każdy w swoją stronę ku uciesze tych, którzy nic z tego nie mają, ale samo patrzenie sprawia im przyjemność, nie widzieć dlaczego.