Dobry dowcip, zawsze aktualny

Rodzina mojej szanownej rodzicielki pochodzi z krakowskiego. Większość z nich z ojcowskiej wioski osiedliła się w Krakowie. Mam zatem w tym mieście sporą ilość kuzynostwa, które odwiedzam od czasu do czasu. Po wyjeździe z Polski więzi się trochę rozluźniły, co nie znaczy, że pozapominaliśmy o sobie. Ewa, córka brata mojej mamy, odwiedziła mnie nawet w Stanach, dzięki czemu nasze kontakty zdecydowanie się zacieśniły. Jej mąż, poza tym, odegrał znaczącą rolę w moim wyjeździe, jest zatem co wspominać i do czego wracać. Właśnie podczas takich odwiedzin u nich wpadła mi w oko na ich półce książka pod tytułem: „Absurdy PRL-u. Antologia”. Oczy moje zaświeciły się na jej widok na tyle wyraźnie, że ukrycie tego faktu było niemożliwe. Sam zresztą spytałem o możliwość jej zakupu. Jacek, mąż Ewy, to ktoś o ponadprzeciętnym poczuciu humuru, stwierdził, że nawet gdybyśmy tą pozycje znaleźli w księgarni, to zapewne nie byłaby ona na moją kieszeń, w związku z czym  oboje z Ewą chętnie mi ją podarują. W ten sposób stałem się jej posiadaczem. Dwutomowe wydanie zalegało na mojej półce przez chwile, bo tak się złożyło, że właśnie znowu zaczęliśmy się przeprowadzać. Tego roku wreszcie przypomniałem sobie o niej i przywiozłem ją do Ekwadoru na długie samotne dnie. Właśnie skończyłem jej lekturę i muszę przyznać, że dobry dowcip nigdy nie traci swej ważności. Dlatego postanowiłem parę kawałów na temat PRL-u przeszmuglować tu na mojego bloga, bo wydają mi się bardzo aktualne. Oto kilka przykładów:

-W parę miesięcy po wojnie, kiedy już przeprowadzano reformę rolną i znacjonalizowano przemysł, spotykają się dwaj gospodarze. – I co sąsiedzie, co sądzicie o tych przemianach? – Cóż, kwiat zdechł, gówno zakwitło, westchnął gospodarz.….Hm, wojny, co prawda, dawno już nie było, obawiam się jednak, że efekt reform będzie bardzo podobny. 

-Radziecka aktywistka po śmierci zabłądziła do nieba. Tam zachciało jej się siusiu. Święty Piotr radzi jej, by zrobiła to za najbliższą chmurką. W chwili gdy ukryta za chmurką podnosi spódnice do góry, słyszy oklaski. Opuszcza kieckę i idzie za drugą chmurkę, ale i tu dolatują do niej oklaski, gdy podnosi spódnicę. Za trzecią i czwartą chmurką dzieje się to samo. Wraca więc zaniepokojona do świetego Piotra i pyta, o co chodzi. -Jesteśmy właśnie nad Polską – słyszy w odpowiedzi – a tam każdej radzieckiej dupie klaszczą….Taka była prawda. Jeśli jednak w miejsce radziecka wstawimy amerykańska to będziemy bardzo blisko dzisiejszej prawdy. 

Straż miejska rewiduje górala. W jednej torbie miał on kilkadziesiąt gipsowych główek Lenina. W drugiej torbie trochę większe, w trzeciej duże, a w czwartej dwie ogromne opatulone w watę. -Po co to wam? Jak to po co? Mam strzelnicę – odpowiada góral. -A to jako cel, czy jako nagroda? A to już sobie sam, panoczku, pomyślcie!…..i kogo by tu tak w miejsce Lenina? 

Będę od czasu do czasu wracał do tej pozycji, dla śmiechu ma się rozumieć.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s