Dawnych czasów wspomnień czar

Gdy tak spojrzę wstecz na moje przypadki, to wychodzi mi, że chyba niewiele ludzi przeprowadzało się równie często. Jako dziecko nie miałem oczywiście wpływu na decyzje rodziców. Potem jako dorosły, rożne przypadki powodowały, kolejne zmiany zamieszkania, włącznie z przeprowadzkami interkontynentalnymi. Nysa to moje rodzinne miasto i z nim wiąże się większość moich nastoletnich dni. Co ciekawe ów gród nad Nysą Kłodzką nie miał żadnych historycznych związków ani z rodziną rodzicielki, ani z rodziną ojca. Po wojnie ludzie się przemieszczali i tak w tamte okolice trafili jacyś bliżsi i dalsi powinowaci moich rodziców. Mieszkając zaledwie do końca szkoły podstawowej w Nysie , i tu zdążyliśmy zmienić miejsce zamieszkania. Ilekroć rozmowa z moją rodzicielką zejdzie na temat tamtych czasów, zawsze pojawia się w niej niezadowolenie z powodu wyprowadzki. Szczególnie obecnie, sądzi ona, że gdybyśmy tam pozostali to być może i ja byłbym w Polsce. Starsi ludzie mają to do siebie, że chcieliby mieć swoje dzieci pod ręką, a mnie tymczasem wygnało w świat. Czasu cofnąć się nie da, po Nysie pozostały już tylko wspomnienia. Niespodziewanie, parę lat temu, dzięki Naszej Klasie, udało mi się nawiązać kontakt z kolegami i koleżankami z podstawówki. Mieliśmy nawet zjazd i być może będą następne. Dobrze było wrócić na stare śmiecie. Dobrze było ich wszystkich zobaczyć i przemaszerować jeszcze raz znanymi ulicami. Czasu jednak nie było zbyt wiele, a moje wspomnienia to przede wszystkim podwórko, na którym spędzałem cały wolny czas. W okresie wakacji naszym ulubionym miejscem było kąpielisko miejskie. Dzisiaj mówią na to basen, lecz w Nysie to było miejsce wyjątkowe. Ów przybytek położony był już na peryferiach miasta, stąd mógł on zajmować relatywnie spory obszar. Niecodzienność tego kąpieliska polegała na jego wyglądzie. Otóż nie był to basen typu betonowy prostokąt. Miał on bardziej wygląd stawu, tyle że woda w nim była filtrowana a zatem zawsze była czysta. Kąpielisko było w kształcie owalnym i sądzę, że jego długość była pewnie w granicach stu metrów, a szerokość pewnie z pięćdziesiąt. Po jednej stronie do wody wchodziło się po betonowej nawierzchni, i tu głębokość wody zmieniała się dosyć gwałtownie. Z drugiej strony można było się czuć jak nad morzem, bo cała długość była wysłana typowym piaskiem plażowym. Z tej strony wejście do wody było bardzo łagodne. Tu bawiło się większość dzieci, których plac zabaw był ograniczony belkami, za którymi mogły one przebywać tylko w obecności rodziców. Spędzaliśmy więc na nim większość wakacyjnych dni, podczas gdy rodzice byli w pracy. Długo miałem problemy z nauką pływania. Chcąc jednak uczestniczyć w zabawach z kumplami nie było innego wyjścia jak rzucić się na głęboką wodę, co w końcu uczyniłem łykając jej pokaźne rozmiary. Opłaciło się jednak, bo wreszcie mogłem wziąć udział w rozrywkach na głębokiej wodzie z zabawą w ganianego na czele. Specyficzna uroda tego miejsca i to co tam przeżyliśmy jako podwórkowa grupa, to chyba najfajniejsze wspomnienia z tamtych czasów. To tu poznałem mojego kolegę z klasy z moją pierwszą „narzeczoną” a on mi ja potem odbił. Co gorsza pożyczyłem jej zeszyt ze zdjęciami Winnetou, którego już nigdy mi nie oddała a trzeba wiedzieć, że mój zbiór był dość pokaźny i wszyscy wtedy te fotosy zbierali. Cóż młodzieńcze zakochania bywały dosyć bolesne. Po latach będąc na wycieczce po Stanach ze znajomymi z Polski, okazało się, że takich jak ja, dzieci Winnetou, jest wciąż wiele. Wojtek podobnie jak ja znał wszystkie główne postacie książek Karola Maya, co zapewne ułatwiło nam wzajemne poznanie. Mając trochę po dziurki w nosie, naszych polityków i generalnie polityki, pomyślałem sobie, czemu nie spisać tych dni, które niekoniecznie były aż tak jednokolorowe, jak ma dzisiejsze zabarwienie słowa komuna. Zatem pozdrawiając wszystkie blade twarze z Wojtkiem na czele, z krainy Inków polecam się pamięci czytelników.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

kosmiczne lata

papa was a rolling stone

Pielgrzymi

Z głową w chmurach po bezdrożach

Architektura doświadczeń

Proste doświadczenia i skomplikowana rzeczywistość

notatki na mankietach

mysli szybkie, mysli smiale, wszystkie mysli duze i male...

𝓛𝓾𝓼𝓽𝓻𝓸 𝓬𝓸𝓭𝔃𝓲𝓮𝓷𝓷𝓸ś𝓬𝓲 - 𝓴𝓪𝓵𝓲𝓷𝓪𝔁𝔂

𝒯𝑜 𝓃𝒾𝑒 𝒿𝒶 𝒷𝓎ł𝒶𝓂 𝐸𝓌ą 𝒯𝑜 𝓃𝒾𝑒 𝒿𝒶 𝓈𝓀𝓇𝒶𝒹ł𝒶𝓂 𝓃𝒾𝑒𝒷𝑜 𝒞𝒽𝑜𝒸𝒾𝒶ż 𝒹𝑜𝓈𝓎ć 𝓂𝒶𝓂 ł𝑒𝓏 𝑀𝑜𝒾𝒸𝒽 ł𝑒𝓏, 𝓉𝓎𝓁𝓊 ł𝑒𝓏 𝒥𝑒𝓈𝓉𝑒𝓂 𝓅𝑜 𝓉𝑜, 𝒷𝓎 𝓀𝑜𝒸𝒽𝒶ć 𝓂𝓃𝒾𝑒

Myśli (nie)banalne Joanny

Moje spojrzenie na świat

FacetKA

... bo ktoś musi nosić spodnie!

365 dni w obiektywie LG/Samsunga

365 days a lens LG/Samsung

rymki i nie tylko

Przed wejściem tutaj nie musisz konsultować się z żadnym lekarzem, farmaceutą, a nawet z rodziną, gdyż treści tu zawarte z pewnością nie zaszkodzą Twojemu zdrowiu i życiu,

Burgundowy Kangur

Zawiłości codzienności

Accordéon et dentelles au jardin

ou les tribulations d'Agathe Balboa de Kwacha

TAKI JEST ŚWIAT

życie to nie bajka

Bursztynka

Cała ja:)

Spisane na kolanie

We and nature

Katie's Planners

Tworzę piękne i minimalistyczne kalendarze, notesy, plenery cyfrowe oraz do druku, także autorskie narzędzia i szablony ułatwiające organizację i wcielanie planów w życie.

sudeckie klimaty

hills and valleys of grassroot creativity

UnstableTrip

Digital Nomad Travel Blog

%d blogerów lubi to: