Jeszcze słów parę o kraju nad Bosforem

Zaprawdę dziwne rzeczy czasami mają miejsce w naszym życiu.  Niekoniecznie mam tu na myśli zdarzenia, który determinują naszą przyszłość. Zupełnie przypadkowo znalazłem w internecie wiadomość na temat głosowania w Zgromadzeniu Europejskim dotyczącego łamania praw obywatelskich w Turcji, o czym pisałem w jednym z moich poprzednich artykułów. Parę dni po tym wpisie miałem możliwość obejrzenia filmu pod tytułem „The Promise”. A tu masz babo placek, rzecz jest o Turcji i to zapewne nie o jej najlepszej historii. Jej dziejów nie znam oczywiście kompletnie. Gdybym nawet oglądał „Wspaniałe Stulecie” to zapewne jest to tylko wycinek wiedzy historycznej tego państwa. Prawdę mówiąc nie mam sobie w tym względzie wiele do zarzucenia, bo przecież równie słabo znam historie naszego kraju pisaną piórem historyka z wykształcenia, znawcy sztuki wojennej z zamiłowania, czyli naszego szefa resortu obronny. Ba, nawet nie wiem czy to on jest pierwszym żołnierzem RP, czy mieszkaniec Belwederu. Ale miało być o filmie. Jego akcja to okres I Wojny Światowej. Turcja wykorzystała ten moment to przeprowadzenia eksterminacji mniejszości narodowych. Upatrzyli sobie przede wszystkim Ormian. W tym kontekście film jako żywo przypomina „Wołyń”. O ile jednak banderowców trudno byłoby nazwać zorganizowanym wojskiem utrzymywanym przez rząd, o tyle właśnie w przypadku wydarzeń w Turcji to właśnie rząd wysłał swoją armie w celu wyeliminowania wszystkiego i wszystkich co ormiańskie. Zadanie i rozkaz był jeden – mordować bez względu na płeć, wiek, stan posiadania. Już sam ten fakt jest niewyobrażalną zbrodnią. Jeśli jednak do tego dołożymy, że dano wolna rękę napastnikom co do sposobu zabijania, to nawet nasza wyobraźnia nie mogłaby by się posunąć aż tak daleko w otchłań ludzkiego zła. Podobnie jak w produkcji na temat wydarzeń wołyńskich, tak i tutaj w akcje filmu wkomponowano wątek romantyczny. Ma to zapewne na celu skontrastowanie zła i miłości. Ohyda na tle piękna nabiera jeszcze większej mocy i już nie tylko wyglada podle ale wręcz powoduje niepohamowane uczucie wstrętu i obrzydzenia. Film zdecydowanie warto obejrzeć, zwłaszcza, że nienawiść coraz bardziej dominuje w otaczającym nas życiu. Półtora miliona Ormian przypłaciło życiem tamte wydarzenie, a Turcja do dzisiaj nie chce się przyznać do pogromów i masowej eksterminacji mniejszości narodowych. Ciekawostką na temat tamtych wydarzeń jest fakt, że wiele krajów uznało je za ludobójstwo, w tym Polska, której Sejm 19 kwietnia 2005 przyjął specjalną uchwałę przez, tu uwaga bo to rzecz rzadko spotykana w naszym parlamencie, aklamację. Dwanaście lat pózniej pisowskim delegatom zabrakło odwagi w potępieniu reżimu Erdogana. Czyżby widzieli jakieś paralele miedzy nim i swoim guru? Kto wie. Ja w stosunkach z obecnymi władzami kraju nad Bosforem jestem po stronie Sobieskiego. Hej szable w dłoń, Kmicic, Wołodyjowski, Zagłoba….do brania szabli w dłoń zdecydowanie nie namawiam, za to uczyć się patriotyzmu od powyższych imć panów jak najbardziej.