Dwa mecze.

Różnica czasu między Europą a Ekwadorem sprawia, że późnonocne mecze lig piłkarskich starego kontynentu mają miejsce we wczesnych godzinach popołudniowych tutejszego czasu. Popołudnia w piłkarskie dnie mam zatem wypełnione po brzegi. Oglądać wszystkiego nie sposób, ale niektóre spotkania warte są spędzenia tych paru godzin przed telewizorem, zwłaszcza jeśli nie ma się nic lepszego do roboty. W minioną niedzielę w Hiszpanii i we Włoszech grali mecze o superpuchar. Oba spotkania rozstrzygnęły się w ostatnich  dziesięciu minutach. We Włoszech, ku sporemu zaskoczeniu przez większą cześć meczu prowadziło Lazio. Pierwsza bramka dla tego zespołu padła jednak z mocno kontrowersyjnego karnego. Dwa strzały wschodzącej gwiazdy piłki nożnej Dybaly, jeden z rzutu wolnego, drugi z karnego, doprowadziły Juventus do remisu. Wapno sędzia pokazał w ostatniej minucie, zatem wydawało się, że czeka nas dogrywka. Lazio jednak nie miało zamiaru czekać na dogrywkę i skontrowało Juve. Akcja w ostatniej minucie doliczonego czasu okazała się na wagę zwycięstwa. Dzięki temu, że rozpoczęcie obu meczów dzieliła godzina, mogłem obejrzeć jeszcze drugą połowę hiszpańskiego pojedynku. Niemal tradycyjnie finał to mecz miedzy Barceloną i Realem. Nie jestem sympatykiem żadnej z tych drużyn ale trzeba przyznać, że mecze między nimi stoją na rzeczywiście wysokim poziomie. I tu o wyniku zadecydowała końcówka. Real długo prowadził jeden do zera. Luis Suarez to niewątpliwy mistrz w wymuszaniu rzutów karnych. Gdyby zrobić zestawienie w ilu przypadkach oszukał arbitrów to zapewne cześciej dają się nabierać na jego aktorstwo niż nie. I tym razem jego „nurek” po starciu z bramkarzem okazał się na tyle przekonujący, że Dumie Katalonii sprezentowano rzut karny, który na gola zamienił niezastąpiony Messi. Od czego jednak Real ma swoją gwiazdę o nazwisku Ronaldo. Barcelona przycisnęła po zdobyciu wyrównującego gola i wydawało się, że kolejna bramka jest tylko kwestią czasu. Tymczasem strata piłki, szybka kontra, podanie do Christiano i Real znowu prowadzi. Pustogłowy gwiazdor w erotycznym uniesieniu, postanowił pokazać swoje „boskie” ciało. Koszulka zatem zniknęła, a superstar w swoim specyficznym stylu pokazywał swoje mięśnie, naprężając się przy tym niemal jak ja przed wypróżnieniem. Oczywiście żółta kartka. Kto by się jednak tym przejmował osiągając orgazm. Tylko, że…chwilę potem Ronaldo prawdopodobnie był faulowany w polu karnym. Mówię „prawdopodobnie”, bo sędzia uznał, że była to próba wymuszenia wapna. I tak zaledwie dwie minuty po otrzymaniu żółci za koszulkę, następna kartka i gwiazda poszła się naprężać pod prysznicem. Żeby być w porządku wobec Cristiano, muszę przyznać, że nawet jeśli nie był faulowany, to jego starcie z obrońcą zapewne było na pograniczu faulu a jego upadek był tego konsekwencją. Do końca meczu było jeszcze osiem minut i wszystko mogło się zdarzyć. Kolejna jednak kontra Realu, niesamowity strzał Asensio i było po meczu. Zatem obyło się bez konsekwencji dla drużyny z Madrytu z powodu braku jednego zawodnika. Muszę szczerze przyznać, że nie jestem kibicem Ronaldo bo jego ego, przyprawia mnie o wymioty. Tak chyba jednak  ma większość gwiazd, żeby nie wspomnieć o naszym najlepszym piłkarzu. Sytuacja ze zdjęciem koszulki chociaż nie miała wpływu na wynik, to mam nadzieje uzmysłowi, nie tylko Portugalczykowi, że ta żółta kartka, którą właśnie otrzymali za swoje zachowanie, nie jest wcale tak bez znaczenia. Sędziowie się mylą co może się skończyć tak jak się skończyło z Cristiano. Swoją drogą sądzę, że aby uniknąć suarezowego aktorstwa na boisku, po meczu sytuacje, które doprowadziły do karnego powinny być przeglądnięte przez krajowe federacje. W przypadku zdeterminowania, że faul był wymuszony, zawodnik powinien zostać zawieszony na kilka meczów. Być może to by skończyło to bezsensowne zachowanie. Z drugiej strony mamy przecież już system przeglądania kontrowersyjnych sytuacji, który w przypadku karnych powinien być obowiązkowy, właśnie z uwagi na piłkarzy pokroju Suareza. Tak czy inaczej zawiesić aktora na parę  meczów bez wypłaty, może to go oświeci.  Ale ja tylko kibic, co ja wiem.