Pęka beton, czy nie pęka?

Zatrzęsło z lekka w partii PiSmaków od ustaw wszelakich, pozostawiając wielu jej członków ze zdziwieniem i niedowierzaniem na twarzy. Jeszcze nie bardzo wiedzą w jakie słowa to ubrać. Czekają na hasło od swojego guru. Ten póki co zachowuje spokój pokerzysty, zastanawiając się jednocześnie jakich użyć wyrazów ze swojego słownika socjotechnicznego. Kanalia, zdradziecka morda, gorszy sort to już prawdę mówiąc było a sytuacja, w której prezydent, jak się wszystkim zdaje, postawił się prezesowi to zjawisko całkiem nowe. Pierwszym, który nie wytrzymał okazał się Zbigniew Sprawiedliwy, bo to przecież on wciągnął na salony niesfornego pierwszego obywatela i ten teraz tak mu za to się odpłaca. Nawarczał  się ile w niego wlazło jednak ani prezes ani premier nie podtrzymali tematu, chociaż nie ukrywają swojego zaskoczenia, przynajmniej pod publikę. Oboje zdają sobie sprawę, że przed nimi jeszcze wiele dokumentów, o których podpisanie trzeba będzie się zwrócić do jegomościa z Belwederu, więc może lepiej nie drażnić kota bo może niespodziewanie zaryczeć niczym lew. Trochę bierna postawa żoliborskiego władcy zda się świadczyć, że on sam nie jest zbyt zagorzałym zwolennikiem nieograniczonej władzy Zbigniewa Sprawiedliwego w sektorze władzy sądowniczej. Pomimo tego, że nikt nie ma złudzeń, że władza wróci do tematu, wielu obserwatorów naszej sceny sądzi, że oto mamy do czynienia z pierwszymi oznakami pękającego betonu. Czarny poniedziałek, łańcuch światła i przeklęci spacerowicze, którzy nagle w tak dużej ilość zapragnęli odetchnąć świeżym powietrzem to wszystko być może sprawia, że dotarło do części betonu, że pomimo iż zostali demokratycznie wybrani to reprezentują coraz mniejszą ilość naszego społeczeństwa. W tych okolicznościach otwarta konfrontacja z prezydentem, który dodatkowo w konkursach popularności bije na łeb wszystkich i każdego z osobna, członków rzadu, byłaby zapewne samobójstwem. Co oczywiście nie znaczy, źe oto narodził się nowy, niezależny mąż stanu, który nie pozwoli sobie na ośmieszanie go w oczach opinii publicznej. W moim przekonaniu to tylko taka chwilowa cisza przed burzą. Wzorując się na mafijnym klasyku czyli „Ojcu Chrzestnym”, za kulisami szukają czegoś na zmiękczenie a jak znajdą to niesforny kociak udający lwa dostanie propozycje nie do odrzucenia i na tym skończy się to wielkie lwie ryczenie. Trzeba będzie tylko tak to zrobić aby wszyscy zainteresowani zachowali twarz i żeby znowu, jak to świetnie jest powiedziane w „Autobiografii” Perfectu, „tysięczny tłum spijał słowa z ich ust”. I choć w piosence to oznacza pełną salę, dla elit rządzących to wszyscy Polacy, bo przecież oni, choć zapewne nie każdy z nich, właśnie ich demokratycznie wybrali.