Kamienie w butach prezesa

Jakoś nie bardzo wychodzą sprawującym władze próby zdyskredytowania swoich przeciwników. Robią co mogą w tym temacie od pisania książek na temat powiązania Wałęsy ze służbami bezpieczeństwa PRL-u po powoływanie rożnego rodzaju komisji mających dowieść, że Tusk to zdrajca i wszystko co najgorsze i co mogło się przydarzyć naszemu krajowi. Tymczasem świat niewiele sobie z tego robi traktując nasz rząd jak objazdowych komediantów czyli z przymrużeniem oka. Jak się skończyła próba zablokowania wyboru Donalda Tuska na przewodniczego wszyscy wiemy. Nie pomogły wrzaski, że skoro jest Polakiem to powinien mieć poparcie naszego rządu a skoro go nie ma to znaczy, że nie może kandydować. Być może jest to nawet zasadny punkt tylko, źe zgłoszony przez stronę, z którą mało kto się liczy i mało kto chce rozmawiać, może poza Wiktorem Orbamem, który nawiasem mówiąc też się na nas wypiął. To się niestety nie zmieni bo działania naszego rządu nie przysparzają naszemu krajowi sojuszników a wręcz odwrotnie coraz bardziej jesteśmy traktowani jak piąte koło u wozu. Ja bym bardzo chciał aby afera Amber Gold czy reprywatyzacji wskazała winnych i postawiła im konkretne zarzuty. Życzyłbym sobie aby kara była surowa i ku przestrodze innym oszustom. Czy jednak można uwierzyć w bezstronność dochodzenia w jakiekolwiek sprawie i że nie ma ona podtekstu politycznego? Naczelny wódz partii nie potrafi w żadnej swojej wypowiedzi na temat Donalda Tuska zdystansować się od nienawiści jaką doń odczuwa. Odwet i chęć poniżenia jakie przez niego przemawiają nie pozwalają na wiarę w uczciwe i bezstronne prace jakiekolwiek komisji, na której czele stoi członkini jego partii. Zatem nawet jeśli coś mu udowodnią i nawet jeśli będzie to poparte dokumentami to kto w to uwierzy? Prezes chciałby aby sprawdziło się powiedzenie o kłamstwie, które staje się prawdą jeśli powtarza się je wystarczajaco często i długo. Niestety tym razem zdaje się działać inne prawo o tym, że wmawianie i wymuszanie czegokolwiek na ludziach przynosi na ogół odwrotny efekt. Coraz mniej ludzi wierzy w zamach w Smoleńsku bo żadnych dowodów na to nie przedstawiono. Na nic zdało się wmawianie rożnego rodzaju teorii spiskowych, które jedna za drugą okazywały się bredniami wyssanymi z palca przewodniczącego komisji. Czy w tym kontekście można ufać, że śledztwa przeciwko Donaldowi Tuskowi będą pozbawione prezesowych nacisków? Obawiam się, że jest to marzenie ściętej głowy. Równie tragicznie kończy się próba ośmieszenia Lecha Wałęsy. Jak bardzo świat przejął się jego domniemaną współpracą ze służbami bezpieczeństwa dał nam odpowiedź festiwal filmowy w Cannes, którego przywódca Solidarności był gościem. Jakoś nikomu nie przyszło do głowy zaprosić Jarosława Kaczyńskiego człowieka z podrobionego marmuru albo z zardzewiałego żelaza. No cóż panie prezesie, być może nawet Lech Wałęsa miał jakieś kontakty z SB, nie zmieni to faktu, ze to obok Reagana i Jana Pawła II juz na zawsze właśnie jemu przypisywany będzie udział w zniszczeniu poprzedniego systemu. I może pan Cenckiewicz czy jak go tam zwał napisać jeszcze pare książek na temat Wałęsy i tak nic nie zmieni powyższego faktu.