Hiszpański na deszczowe dni

Do końca pory deszczowej w Ekwadorze zostało mniej więcej trzy tygodnie. W porównaniu z ubiegłym rokiem ilość opadów jest zdecydowanie większa. Ich natężenie nie pozostaje też bez wpływu na stan drogi dojazdowej. Ona sama w sobie nie była już najlepsza ale po trzech miesiącach niemal codziennych opadów woda zrobiła swoje. Koleiny wyżłobione przez jej strumienie powodują, że na niektórych jej odcinkach śmiało można mówić o krajobrazie po jakieś katastrofie. Dodatkowo w paru miejscach pojawiły się osuwiska błotne kreując problemy dla samochodów. Mnie to niespecjalnie przszkadza bo nie dojeżdżam do pracy i nie mam potrzeby bycia w Cuence każdego dnia. Bardziej dokucza mi o wiele mniej słońca niż było go przed rozpoczęciem mokrego sezonu. Z naturą zapewne nie wygram więc jedynie pozostało mi uzbroić się w cierpliwość i mieć nadzieje, że to już końcówka opadów. Ostanie pare miesięcy zdają się być kompletnym zaprzeczeniem głównego powodu, dla którego wybraliśmy Ekwador. Na równiku miało być ciepło. Może i jest tyle, że nie w Andach. Nie chce przez to powiedzieć, że marznę ale napewno przydałoby się pare stopni więcej. Na pocieszenie, jeśli to można tak określić, pozostał mi jedynie fakt, że pogoda w tym roku płata figle nie tylko tutaj ale i w innych zakątkach świata w tym i w Polsce. Skoro tego typu aura nie zezwala na aktywność pozadomową mam więcej czasu na naukę języka, która idzie jak po grudzie. Hiszpańska składnia jest bardziej zbliżona do polskiej i chyba łatwiej jest tłumaczyć z naszego języka niż z angielskiego. Tak czy śmak aby posiąść język trzeba go używać. Tymczasem moi sąsiedzi mówią po angielsku i nie ułatwiają mi zdania w tym względzie. Jedynymi osobami, które wymuszają na mnie hiszpański to robotnik, który pomaga mi koło domu i mój ajurwedyjski terapeuta. Żaden z nich nie zna nawet jednego słowa po angielsku stąd nasze rozmowy nie zawsze kończą się porozumieniem. O ile rozmowa z robotnikiem sprowadza się do prac koło domu i jeśli czego nie rozumie to można mi to pokazać o tyle z ajurwedyjczykiem rozmawiamy na tematy zdrowia i tu już jest wyższa szkoła jazdy. Czyta on jednak z moich oczu co rozumiem a co jest dla mnie czarną magią i w takich sytuacjach szuka innych słów. Pochodzi on z Kolumbii gdzie ludzie podobno lubią dużo mówić. Nie inaczej jest w jego przypadku. Jeśli tylko zauważy, że coś tam rozumie z jego gadania to za chwile następuje potok słów, których znaczenia z każdym następnym rozumiem coraz mniej. Szybko jednak łapie, że się zagalopował i wtedy następuje cisza. Z następnej takiej tyrady słów napewno będę rozumiał więcej zatem słucham go z zapartym tchem i szeroko otwartymi oczami. Może zbyt szeroko bo to chyba powoduje, ze następuje cisza. Poco y poco czyli pomalutku, z każdym dniem będzie lepiej. Mój znajomy taksówkarz proponował przyjaciółkę po czym roześmiał się na widok mojej miny. On tez zna Luśkę. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

NA SATURNIE

jestem na innej orbicie, a tu jest chaos

Pisane Kobiecą Duszą

Witryna Internetowa Pisana Kobiecą Duszą*** The website has a google translator

Listy i [inne] brewerie.

"Plus ratio quam vis".

kosmiczne lata

papa was a rolling stone

Pielgrzymi

Z głową w chmurach po bezdrożach

Architektura doświadczeń

Proste doświadczenia i skomplikowana rzeczywistość

notatki na mankietach

mysli szybkie, mysli smiale, wszystkie mysli duze i male...

𝓛𝓾𝓼𝓽𝓻𝓸 𝓬𝓸𝓭𝔃𝓲𝓮𝓷𝓷𝓸ś𝓬𝓲 - 𝓴𝓪𝓵𝓲𝓷𝓪𝔁𝔂

𝒯𝑜 𝓃𝒾𝑒 𝒿𝒶 𝒷𝓎ł𝒶𝓂 𝐸𝓌ą 𝒯𝑜 𝓃𝒾𝑒 𝒿𝒶 𝓈𝓀𝓇𝒶𝒹ł𝒶𝓂 𝓃𝒾𝑒𝒷𝑜 𝒞𝒽𝑜𝒸𝒾𝒶ż 𝒹𝑜𝓈𝓎ć 𝓂𝒶𝓂 ł𝑒𝓏 𝑀𝑜𝒾𝒸𝒽 ł𝑒𝓏, 𝓉𝓎𝓁𝓊 ł𝑒𝓏 𝒥𝑒𝓈𝓉𝑒𝓂 𝓅𝑜 𝓉𝑜, 𝒷𝓎 𝓀𝑜𝒸𝒽𝒶ć 𝓂𝓃𝒾𝑒

Myśli (nie)banalne Joanny

Moje spojrzenie na świat

FacetKA

... bo ktoś musi nosić spodnie!

365 dni w obiektywie LG/Samsunga

365 days a lens LG/Samsung

rymki i nie tylko

Przed wejściem tutaj nie musisz konsultować się z żadnym lekarzem, farmaceutą, a nawet z rodziną, gdyż treści tu zawarte z pewnością nie zaszkodzą Twojemu zdrowiu i życiu,

Burgundowy Kangur

Zawiłości codzienności

Accordéon et dentelles au jardin

ou les tribulations d'Agathe Balboa de Kwacha

Bursztynka

Cała ja:)

Spisane na kolanie

We and nature

%d blogerów lubi to: