Od Druha do smartfona

Podróże to dobry czas na obserwacje. Zmiany jakie następują wokół nas zwłaszcza w ostatnich kilkudziesięciu latach są tak niesamowite, że prawdę mówiąc nie zdajemy sobie z nich sprawy. Przywykliśmy do tego co mamy dzisiaj a co było kiedyś to jakieś zamierzchłe wspomnienie. W trakcie ostatniej podróży ogarnęły mnie wspominania fotograficzne. Nie z powodu zdjęć lecz z powodu sprzętu. Pamietam mój pierwszy aparat fotograficzny z harcerska zwany Druhem. Dostałem go gdzieś w okolicach komunii. Niestety nigdy nie udało mi się zgłębić jego działania bo sposób zakładania filmu do niego, aczkolwiek nie skomplikowany, wymagał kompletnej ciemności. Próba założenia jego w innych warunkach zawsze kończyła się prześwietleniem filmu. Nie było wtedy żadnych kaset, z których wystawała końcówka perforowana na brzegach. Trzeba było sporo tego filmu nakręcić żeby się trzymał. Nigdy nie udało mi się opanować tego wszystkiego trwoniąc pieniądze na filmy, które do tanich nie należały. W tamtych czasach legitymacje szkolne też nie były z plastiku lecz ze specjalnego druku papierowego oczywiście ze zdjęciem delikwenta. Ta fotka miała to do siebie, że wymienialiśmy się nią miedzy kumplami i koleżankami z klasy, trzeba było więc mieć kilkanaście kopii. Dużo potem zostałem właścicielem Kijewa. Zupełnie inna bajka. Filmy do niego były małoobrazkowe i sposób ich zakładania o wiele prostszy. Można  je było kupić o rożnej czułości im większy jej wskaźnik tym większe dawał gwarancje na dobre zdjęcie. Sam aparat wymagał tez trochę ustawiania bo ostrość trzeba było zawsze nastawić kręcąc obiektywem. Filmy do tanich nie należały zatem każde zdjęcie należało zaplanować bo można ich było zrobić tylko trzydzieści sześć. Ci co mieli powiększalniki w domu mogli kontynuować zabawę w fotografa na własny rachunek w przeciwnym wypadku kaseta szła do wywołania i na rożnego rodzaju rozmiarze papieru fotograficznego otrzymywaliśmy upragnione pamiątki z wakacji. Potem robiło się kolejne kopie dla rodziny czy znajomych, którzy znaleźli się na fotce. Przy okazji spotkań towarzyskich oglądaliśmy swoje produkcje, które zapełniały coraz to większą ilość albumów. Z czasem pojawiły się aparaty cyfrowe, które nie używały już filmów lecz specjalną kartę cyfrową. Na początku mogła ona pomieścić kilkanaście zdjeć, które przeładowywało się na komputer a kartę można było użyć ponownie. Z czasem na karcie mieściło się juz kilkaset zdjeć a koszt samej karty pozwalał na trzymanie zdjeć na jednej i zakup kolejnej. Skończył się czas albumów bo ich role przejął komputer ze swoim dyskiem, na którym można było zmieścić tysiące fotek. Kiedy wydawało się, że doszliśmy już do końca drogi ktoś wkomponował aparat w telefon. I tym razem początkowo na pare zdjeć. Popularność tej metody doprowadziła do dzisiejszych smartfonów, które zasadniczo nie są juz żadnymi telefonami lecz małymi przenośnymi komputerami z tysiącami zdjeć z każdej okazji i bez okazji. W trakcie mojej ostatniej podróży niemal każdy pasażer miał w rękach to cacko oglądając zdjęcia, grając w karty czy inne zabawy załadowane na nim dla naszej przyjemności. Tysiące aplikacji, które ułatwiają codzienne życie spowodowało, że bez smartfona nie potrafimy funkcjonować. Aparat fotograficzny, który stał się jego nieodłączną częścią to cyfrowa maszyna, która sama wszystko ustawia trzeba tylko nacisnąć guzik i po wszystkim. Kiedyś zdjęcie to z papieru było wspaniałą pamiątką być może dlatego, że nikt nie robił ich w tysiące. Dzisiaj maszerują dwie osoby i trzaskają te fotki bez opamiętania co zapewne powoduje, że nie mają one tej samej siły wspomnienia co kiedysiejsze papierowe zdjęcia. W trakcie mojej podróży do Machu Picchu nic mnie bardziej nie denerwowało niż ludzie ze swoimi smartfonami. Co krok to trzask i następna fotka, lewy profil na tle muru za chwile prawy profil na tym samym tle i jeszcze selfie bo bez tego wycieczka nie byłaby ważna. Kolejne zdjęcie ze znakiem victory i następne w podskoku potem z głupią miną i diabeł wie z jakim jeszcze pomysłem. Kompletne wariactwo. Nie miałem watpliwości, że dla tych pseudofotografów miejsce miało kompletnie drugorzędne znaczenie, liczyło się przede wszystkim przygłupie selfie. Czasy Druha nie wrócą, gorsze że razem z tymi czasami gdzieś przepadł nasz rozsądek i zdrowe myślenia. I tego szkoda nawet bardzo. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s